O TYM SIĘ MÓWI!
„Czy ja w ogóle umiem grać?”, Krystyna Janda do bólu szczera w swoich Dziennikach.
„Dzienniki” z Urodą Życia!
WM • 17 KWIETNIA 2018 08:03
Magazyn Uroda Życia nowym prenumeratorom oferuje w prezencie dwa tomy Dzienników Krystyny Jandy. Wielka aktorka od 18 lat prowadzi blog, w którym dzieli się swoimi przeżyciami i przemyśleniami. Te codzienne zapiski ukazały się w formie książkowej: Dzienniki 2000-2002 i Dzienniki 2003-2004.
Dzienniki Krystyny Jandy
Dzienniki aktorki to niezwykła sposobność, żeby zajrzeć w jej prywatne życie. Pani Krystynazarzeka się, że nie ma potrzeby epatowania swoją prywatnością, że ucieka od imprez, premier, dziennikarzy i aparatów fotograficznych. Ale jednocześnie przyznaje się do ekshibicjonizmu i nieustannej potrzeby kontaktu z publicznością. Stąd w jej zapiskach dużo rodziny, najbliższych, pojawia się też na kartach Dzienników – nieżyjący od 2008 roku – mąż, Edward Kłosiński.
Katarzyna Montgomery: Co jest luksusem dla Krystyny Jandy?
Krystyna Janda: Nie spieszyć się.
Stać Cię na to?
Staram się, żeby było mnie stać, ale to ciężka praca. To spieszenie się odczuwam jak upokorzenie.
Trzeba z czegoś zrezygnować.
I rezygnuję z bardzo wielu rzeczy. Od 11 lat prowadzę fundację i staram się choćby o to żeby nikt nie musiał czekać na moją odpowiedź na mail. Zasypiałam dopiero o 3-4 rano, gdy wiedziałam, że w skrzynkach jest już pusto i pozamiatane.
Krystyna Janda przed premierą spektaklu o Marcu ’68: Życie dogania nasze plany teatralne [ROZMOWA]
Rozmawiała Dorota Wyżyńska| 09-02-2018
Nie sądziłam, że będę pracować nad spektaklem o Marcu ’68 w takiej atmosferze, że wrócę do tych tematów i będę opowiadać o nich w czasie teraźniejszym – mówi Krystyna Janda przed premierą „Zapisków z wygnania” w Teatrze Polonia w Warszawie.
„Zapiski z wygnania” na podstawie wspomnień Sabiny Baral w reżyserii Magdy Umer to jeden z kilku spektakli, które powstają z okazji 50. rocznicy Marca ’68. Premiera odbędzie się 9 marca w warszawskim Teatrze Polonia. Na scenie zobaczymy Krystynę Jandę.
Patrzę z pesymizmem na przyszłość kilku nadchodzących lat lub, co nie daj Boże, kilkunastoletnią – mówi Krystyna Janda.
Którą z kobiet obecnych w dzisiejszej polityce chciałaby pani zagrać?
– Żadnej. A w jakim celu? Po co? Zagrałam Danutę Wałęsę, bo to sprawa większa niż polityka i historyczny czas.
Pani najnowszy „Dziennik” sięga do lat 2003-2004, kiedy grała pani Marię Callas. Nie marzyło się pani wówczas zagranie którejś kobiety z polityki?
– Jeżeli, to myślałam w pewnym momencie o działaczkach feministycznych, i były takie teksty teatralne, ale amerykańskie. Nie bardzo w Polsce adaptowalne.
To był czas, kiedy była pani szczęśliwa?
– Chyba tak, choć kiedy robiłam korektę do wydania książkowego tych dzienników, przypominałam sobie rysy, które wtedy zaczęły powstawać na moim życiu zawodowym. No i w rezultacie na koniec odeszłam z Teatru Powszechnego i już w 2004 roku stworzyliśmy z mężem i córką Fundację Na Rzecz Kultury.
A teraz robię korektę dziennika z lat 2005, 2006 i tam zaczyna się budowanie „nowego”. Jest niepokój, strach przed odpowiedzialnością i świadomość zmiany totalnej w życiu. Przede wszystkim powstaje Teatr Polonia. Remont i pierwsze plany artystyczne. To znaczy, że lata poprzednie nie były tak różowe, jak by wynikało z zapisków w tamtym czasie.
Krystyna Janda: „Ja nie umiem milczeć” [WYWIAD]
Autor: Katarzyna Lubianiec
23.01.2018 kobieta.pl
O wspomnieniach, pisaniu dziennika i sytuacji politycznej rozmawiamy dziś z ikoną polskiej kultury, Krystyną Jandą.
Krystyna Janda to dla nas jedna z polskich role models – kobiet, które podziwiamy i które są dla nas niesamowitą inspiracją. Kilka tygodni temu w księgarniach pojawił się kolejny tom dzienników aktorki, w którym Janda dzieli się swoimi przemyśleniami, troskami i anegdotami z lat 2003-2004. Nam opowiada o tym czy jest dla niej pisanie dziennika, co sądzi o sytuacji politycznej i czy czegoś w życiu żałuje.
– „Tatarak” to film piękny i misterny, skomponowany z wielu materii – mówiła Katarzyna Jabłońska w rozmowie z ks. Andrzejem Lutrem. – Wajda dał nam piękną historię, gdzie intensywność życia miesza się z bólem niespełnienia i śmierci – odpowiadał ksiądz.
Ksiądz: Andrzej Wajda, osiemdziesięciodwuletni mistrz polskiego kina zrealizował – nie waham się tego powiedzieć – arcydzieło. Jego „Tatarak”, oparty na podstawie krótkiego opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, mówi z jednej strony o próbie godzenia się z ostatecznością, a z drugiej – o pragnieniu życia pomimo tragicznych doświadczeń, o tęsknocie za miłością i młodością, niepostrzeżenie przechodzącą w śmierć.
Kiedy znani aktorzy decydowali się na własny biznes, liczyli na wsparcie państwa. Dziś liczą głównie na widzów. A tam, gdzie „dobra zmiana” obejmie też samorządy, prywatne teatry mogą się spodziewać wszystkiego najgorszego – pisze Joanna Solska w tygodniku Polityka.
Krystyna Janda przezornie już dawno wykupiła scenę i widownię Teatru Polonia. Ale już hall i kasa nie należą do niej. Dzierżawi je od dzielnicy Śródmieście, z którą odnawia umowę co trzy lata. Raczej trudno sobie wyobrazić, że nowy samorząd po wyborach mógłby jej złośliwie ten hall wymówić, postawić mur i uniemożliwić widzom wejście na widownię, ale stanowczo stwierdzić, że nigdy tak się nie stanie, też nie można.
W repertuarze teatru mają „Zemstę” Fredry. Żeby ją zagrać, musieliby jakiś mur rozwalić. – Za pierwszego PiS miałam naciski, żeby zdjąć z repertuaru „Darkroom” – wspomina Krystyna Janda. Wtedy się nie ugięła. Obecna umowa wygasa z końcem roku, a z dotychczasowych rozmów wynika, że jest szansa, by kolejna była już pięcioletnia. Co też niewiele musi znaczyć.
Wywiad został przygotowany dla Dziennika Polskiego z Krakowa. Ukazał się w nim w okrojonej wersji – 22.12.2017. W całości był kilkakrotnie przedrukowywany przez inne krajowe dzienniki bez wiedzy i zgody dziennikarki – Pani Jolanty Ciosek. M.in. przez Gazetę Olsztyńską – 30.12.2017 i Dziennik Elbląski – 26.01.2018.
Z równym powodzeniem wciela się w najlepszą (Marię Callas), jak i w najgorszą (Florence Jenkins) śpiewaczkę świata. W panią Dulską i w knajpianą piosenkarkę dręczoną przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. A już w monodramach, które są od wielu lat jej znakiem firmowym, nie ma sobie równej aktorki: świetnie wciela się w Danutę Wałęsową i w rozmaite postaci kobiet po przejściach. Jeśli pojawia się na festiwalu piosenki – wykonuje „Gumę do żucia” tak, że powala publiczność i staje się legendą. A do tego reżyseruje zarówno w kinie, teatrze telewizji, jak i w teatrach. Śpiewa i nagrywa płyty. I oczywiście prowadzi własny teatr (a właściwie dwa: Polonię i Och-Teatr), który jest jedną z najchętniej odwiedzanych przez publiczność scen warszawskich. Jest tytanem pracy i za tę pracę zdobyta mnóstwo odznaczeń, tytułów i nagród, łącznie ze Złotą Palmą na festiwalu w Cannes.
Repertuarowo, 2018 rok, zapowiadają w pani teatrach dwa mocno osadzone we współczesnej historii polski tematy: sztuka o Grzegorzu Przemyku oraz monodram w reżyserii Magdy Umer i w pani wykonaniu, o zmuszonych do emigracji w 1968 roku Polaków żydowskiego pochodzenia. Co w nich jest dla pani najmocniejszego, ważnego?
Ważne są same tematy. Także świadomość, że urosły pokolenia, które nie mają o tych wydarzeniach zielonego pojęcia. Niedawno wyszła książka Cezarego Łazarewicza „Żeby nie było śladów” o Grzegorzu Przemyku i tamtym czasie, rewelacyjna, nagrodzona przed chwilą nagrodą NIKE. Jakiś czas temu przyszli do mnie panowie Piotr Ratajczak i Piotr Rowicki, i pokazali mi adaptację teatralną napisaną według tej książki. Od momentu kiedy sama przeczytałam książkę, w tamtym roku, myślałam o scenicznej wersji. Wszystko się zbiegło w czasie. Próby już trwają, premiera jest planowana na 25 stycznia 2018, rolę matki Przemyka, dookoła, której opowiadana jest historia zagra Agnieszka Przepiórska, z czego bardzo się cieszę. Reżyseruje pan Piotr Ratajczak.
MAM WIELU ULUBIONYCH TWÓRCÓW, TRUDNO BYŁOBY MI WYBRAĆ
OSTATECZNIE JEDNEGO, to zresztą zależy i od nastroju, i od momentu życia. Ale jednym
z moich najulubieńszych, moim uśmiechem i oddechem, inspiracją i wytchnieniem jest
twórczość Cy Twombly’ego. Jego radosne abstrakcyjne malarstwo, podobne do dziecięcych
zabaw, zawsze mnie zachwycało, ale dopiero gdy zobaczyłam jego obrazy w muzeach, nabrałam do niego bałwochwalczej miłości.
Harper´s Bazaar Polska, 01.12.2017