14
Grudzień
2019
04:49

Alfreda i Izydora - wszystkiego dobrego

Jutro w Teatrze Polonia, na scenie Fioletowe Pończochy, odbędzie się premiera spektaklu „Wszystko, co najlepsze”, monodramu Rafała Mohra w reżyserii Piotra Złotorowicza.
Bardzo cieszymy się z tej premiery, jest to prezent dla Was wszystkich na choinkę. To wieczór podczas którego uczymy się jak najprostsze, najdrobniejsze rzeczy potrafią nas uszczęśliwić, czy nawet uratować. Podczas wieczoru także, każdy z nas będzie układał sobie swoją listę takich rzeczy.
Kiedyś, bardzo dawno temu napisałam felieton, który bardzo rymuje się z tekstem tej sztuki.
Bardzo serdecznie wszystkich zapraszamy na ten spektakl, mamy nadzieję, że będzie to coś w rodzaju terapii.
Oto mój felieton:

Moja droga B! Wiesz, jest mi trochę źle, i postanowiłam zapisać wszystko to, co lubię i co akurat w tym momencie przyjdzie mi do głowy. Istnieje podobno taka metoda uspokajania się czy leczenia, nie pamiętam. A więc co ja lubię?
O, dużo rzeczy lubię! Ale wymieniajmy najmniejsze, takie codzienne, na których schodzi nam życie. Dobrze?,
A potem, nie martw się, Ty mi napiszesz, co lubisz. Ale najpierw ja.
No więc lubię czytać, leżąc cały dzień w łóżku, jedząc czekoladki, i żeby wszyscy byli w tym czasie w domu.
Lubię jeść w słońcu chleb ze Starachowic posmarowany masłem, kiedy masło się już trochę na tym słońcu roztopiło.
Lubię gliniany dzbanek z Iłży, który jedna z moich ciotek tuż po wojnie pomalowała w dziwny wzór w szkole, na lekcjach robót ręcznych.
Lubię jak mój mąż nie może spać w nocy, więc sobie rozmawiamy i oglądamy telewizję.
Lubię jak moja mama wchodzi do kuchni rano w koszuli nocnej, żeby zrobić pierwszą kawę.
Lubię woń moich ukochanych perfum, bo trochę przypominają zapach szarlotki, co daje w najbardziej stresowym momencie poczucie bezpieczeństwa.
Lubię pić kawę na placu św. Marka w Wenecji, bo mi się wydaje, że zaklinam w ten sposób czas i szczęście na kolejny rok.
Lubię jak dzwoni moja córka i pyta, czy wszystko u mnie w porządku.
Lubię jak moje dzieci przychodzą do mnie w nocy, a po nich zjawia się i pies i kot. Mąż mimo to zostaje w łóżku, leżymy tak na kupie i nie możemy spać, bo nam duszno, a najbardziej psu.
Lubię, jak publiczność siedzi cichutko, cichuteńko, a potem nagle zagulgocze jej z zadowolenia w gardle.
Lubię jaśminową herbatę zawsze i wszędzie.
Lubię chodzić o świcie w piżamie po moim ogrodzie i śledzić każdy nowy pąk, ale żeby kot był wtedy w domu, bo straszy ptaki.
Lubię, jak nasza sąsiadka której nie znam, pani Ludwika spaceruje po swoim ogrodzie z psem Funią, to mnie uspokaja.
Lubię, jak się kończy dzień.
Lubię, jak się zaczyna dzień.
Lubię jeść liście szpinaku w Sienie na Il Campo, w restauracji pod numerem 51.
Lubię spacery w Milanówku, polami, w podartej sukience, ze wszystkimi psami i dziećmi.
Lubię spotkania z przyjaciółmi w barze w Kaniach co niedziela, o pierwszej.
Lubię leżeć w wannie i myśleć, paląc papierosa.
Lubię spać w skarpetkach, nawet latem.
Lubię się godzić, chociaż potem jest już trochę nudno.
Lubię, jak moje dzieci wracają ze szkoły, dziwią się, że jestem w domu, uważają, że to święto, chyba że im zajmę komputer.
Lubię pocztę e-mailową i mój telefon komórkowy, tylko nie lubię rachunków, które potem przychodzą z powodu tych dwóch przedmiotów.
Lubię płakać ze wzruszenia i zachwytu.
Lubię kobiety, które noszą białe bluzki i mają wszystko poukładane w torebkach.
Lubię Danusię, i jej nieżyjącego już męża Miecia.
Lubię siedzieć sama w ciemnej sali kinowej i oglądać filmy, nie lubię chodzić do teatru, teraz mnie denerwuje tak samo, jak kiedyś mnie fascynował.
Lubię to, że wybuchamy śmiechem jednocześnie z mężem, na przykład kiedy powie mi: „Wiesz, widziałem w Berlinie grób Minettiego, różowy marmur i tylko skromna złota korona z Króla Leara..”
Lubię rozmawiać ze starymi, mądrymi ludźmi.
Lubię grać.
Lubię być matką.
Lubię być żoną.
Lubię być sobą.
Lubię się śmiać, ponad wszystko..
Świat mnie bardzo często przeraża.
Moja B , lubię Ciebie, ale wcale od tego nie jest mi lepiej, Teraz dopiero się roztrzęsłam na dobre. Muszę szybko wziąć się do jakiejś pracy, bo się całkiem rozwalę. Całuję i uciekam. Napisz mi, co ty lubisz, ale niech to będą małe, malutkie, najmniejsze przyjemności, tych jestem ciekawa.

Twoja K.

13 grudnia. Pamiętna data. Groźna rocznica. A Polska znów na zakręcie. Przy tym to dziś także 30 rocznica premiery filmu PRZESŁUCHANIE.

25
Listopad
2019
18:14

Erazma i Katarzyny - wszystkiego dobrego

Remanenty

20
Listopad
2019
07:04

Huśtawka - próby. Dziennik 20.11.2019

zobacz więcej zdjęć (17)

Feliksa i Anatola - wszystkiego dobrego

Szanowni Państwo. 29 listopada w Och-Teatrze, odbędzie się premiera musicalu „Huśtawka”. Mam do tego tytułu, tematu, stosunek specjalny, sztuka teatralna grana jest nieustannie we wszystkich teatrach świata, ale też historia jest uniwersalna i porusza, i wzrusza widzów zawsze i wszędzie. Graliśmy z rozkoszą Gizelę i Jerry’ego, z Piotrem Machalicą, prawie 200 razy w Teatrze Powszechnym, w reżyserii Andrzeja Wajdy, historię o miłości niemożliwej, i gralibyśmy dalej, ale się starzeliśmy, a na widowni zjawiały się osoby coraz młodsze i młodsze, i pewnego dnia uznaliśmy, że już jesteśmy do tego zbyt „starzy”. Tym bardziej teraz, kiedy zdecydowałam o produkcji dla Och-Teatru musicalu według tej historii, jestem pewna że na nowo zapanuje tamten „stan”, tamten „czar”, tamte wzruszenia. Reżyserię powierzyłam Ani Sroce-Hryń, której spektakle dyplomowe, reżyserskie, swego czasu mnie zachwyciły, a która sama śpiewa nadzwyczajnie, ma nieprawdopodobną muzykalność, wyobraźnię i nieprzeciętny talent reżyserski, a u nas w Teatrze Polonia święci triumfy podczas każdego wieczoru „Almodovarii”, gdzie śpiewa piosenki z filmów Pedro Almodovara.
Przed nami tydzień przedpremierowy, próby generalne i tysiące problemów technicznych, ale ja próbę już widziałam i… czekam z niecierpliwością. Zapraszam serdecznie, a ze mną reżyserka debiutantka, Gizela z miłością w sercu i wrzodami w żołądku (Natalia Sikora), jej przyjaciele tancerze i Jerry (Maciej Maciejewski), ze swoim ważniejszym niż miłość dyplomem prawnika w Nowym Jorku. Kocham tę historię i te muzykę. Zapraszamy.
Gramy pierwszy blok spektakli od 29 listopada do 6 grudnia, 2 grudnia premiera dla studentów. Zapraszamy. Bilety www.ochteatr.com.pl
Libretto na podstawie utworu DWOJE NA HUŚTAWCE Williama Gibsona: Michael Bennett; teksty piosenek: Dorothy Fields; muzyka: Cy Coleman
HUŚTAWKA
Reżyseria: Anna Sroka-Hryń
Przekład libretta: Kazimierz Piotrowski
Przekład piosenek: Wojciech Młynarski
Scenografia, reżyseria światła: Grzegorz Policiński
Kostiumy: Jan Kozikowski
Asystentka ds. scenografii i kostiumów: Małgorzata Domańska
Kierownictwo muzyczne, aranżacje: Mateusz Dębski
Choreografia: Paulina Andrzejewska-Damięcka
Asystent choreografki: Beniamin Citkowski
Przygotowanie wokalne: Monika Malec
Konsultantka języka hiszpańskiego: Anna Iberszer
Producent wykonawcza i asystentka reżyserki: Klaudia Błazik
Obsada:
Gizela Mosca – Natalia Sikora
Jerry Ryan – Maciej Maciejewski
David – Jakub Szydłowski/Mariusz Ostrowski
Sophie – Ewa Lachowicz
Julio Gonzales – Paweł Tucholski
Ethel – Karolina Szeptycka
Iskra – Pola Gonciarz
Obywatele Nowego Jorku: Beata Duda, Beniamin Citkowski, Gabriel Piotrowski
Muzycy: Szymon Linette (perkusja), Wojciech Gumiński (kontrabas/bas), Andrzej Olewiński (gitara), Mateusz Dębski (piano), Wiesław Wysocki (saksofon, klarnet, flet)

Data premiery: 29 listopada 2019
Temat stary jak świat. Między Gizelą a Jerrym, zagubionymi i osamotnionymi w wielkim mieście, rodzi się uczucie. W tworzącej się relacji szczęście przeplata się ze smutkiem, a miłość z zazdrością. Któż z nas nie był na takiej huśtawce? Oto zwykła, choć opowiedziana w niezwykły sposób, historia miłości dwojga ludzi. W tle tętniący życiem Nowy Jork – miasto, w którym wszystko może się wydarzyć.
Wystawiono w ramach umowy z Samuel French, Inc., a Concord Theatricals Company.

06
Listopad
2019
06:46

Feliksa i Leonarda - wszystkiego dobrego

Dziś o 12:00 dla szkół zagramy 100 spektakl ZAPISKI Z WYGNANIA! Wieczorem o 19:30 101 raz. Potem 1 grudnia 102 spektakl w Bielsku Białej i przerwa do lutego 2020.
Kocham to grać! Granie tego spektaklu ratuje mnie psychicznie, nadaje wyższy sens mojej pracy. Wysiłkom teatralnym codziennym i jakimkolwiek zawodowym. To coś, co czuję do mojego zawodu kiedy to gram, trzyma mnie przy życiu i w zdrowiu psychicznym. Dziękuję mojej fundacji, panom muzykom z którymi gram, wszystkim obsługującym spektakl, Sabinie Baral, Magdzie Umer i wszystkim Widzom. Kłaniam się.

01
Listopad
2019
06:23

Dziennik 01.11.2019

zobacz więcej zdjęć (20)

Seweryna i Wiktoryny - wszystkiego dobrego

Pierwszy rok to święto bez mamy 🖤

29
Październik
2019
06:43

Dziennik 29.10.2019

zobacz zdjęcie

Euzebii i Narcyza - wszystkiego dobrego

Wciąż wracam do tego wiersza, który pokochałam w młodości. przez moje dorosłe 50 lat, co jakiś czas przychodzi mi ten wiersz do głowy. Poprzedniej nocy nie zmrużyłam oka. Tej zasnęłam, na chwilę, obudziłam się o 4:40 z wierszem na wargach…

Stanisław Grochowiak Didaskalia

— Więc jak żyć?
To prostujesz się w krześle,
Ręce układasz na szczupłych kolanach,
Masz w sobie powagę dziecka, co się dowie.

Patrzę na łódki twoich młodych powiek,
Na wargi pochmurne jak owoce leśne,
Na włosy przesiane złotym blaskiem rana.

Nie wiem doprawdy, co Ciebie przejedna,
Moja Śliczna Biedna.

— Więc jak żyć?
Tu odchodzisz od stołu
Z talerzem w dłoniach jak z wielkim ciężarem;
Kobiecość niosąca i gorzkie zmęczenie.

Patrzę na czoła wysokiego cienie,
Na twych paznokci szarzejący ołów,
Na wąskie usta, co nie chcą być stare.

Nie wiem doprawdy, co Ciebie przejedna,
Moja Śliczna Biedna.

— Więc jak żyć?
Tu odchylasz się z wieńcem
Sponad gliny wzniesionej wysoko jak wieża,
I dajesz się unieść w milczący korowód.

Patrzę na chłodne kościoły wieczoru,
Na to, co było i nie będzie więcej,
Na studnie nieba, otwarte na ścieżaj.

Nie wiem doprawdy, czy to Cię przejedna,
Moja Śliczna Biedna.

14
Październik
2019
08:08

ZAPISKI Z WYGNANIA w Filharmonii Koszalińskiej. Dziennik 14.10.2019

zobacz więcej zdjęć (9)

Bernarda i Fortunaty - wszystkiego dobrego

W tej sytuacji … do roboty! Mój kalendarz
14.10 🍀Wrocław SHIRLEY VALENTINE
15.10 🍀Wrocław MATKI I SYNOWIE
16.10 🍀Wrocław ZAPISKI Z WYGNANIA
18.10 🍀Luksemburg SPOTKANIE Z PUBLICZNOŚCIĄ
19.10 🍀Warszawa 32 OMDLENIA
20.10 🍀Warszawa 32 OMDLENIA
21.10 🍀Bydgosz PAN JOWIALSKI
22.10. 🍀Gdynia POMOC DOMOWA
24.10 🍀Lublin ZAPISKI Z WYGNANIA
25.10 🍀Lublin ZAPISKI Z WYGNANIA
28.10 🍀Kielce ZAPISKI Z WYGNANIA
29.10 🍀Warszawa WEEKEND Z R.
30.10 🍀Warszawa WEEKEND Z R.

09
Październik
2019
23:01

Warszawianka Przemian - nagroda 2019

zobacz więcej zdjęć (3)

Ludwika i Dionizego - wszystkiego dobrego

Wybrano Warszawiankę Roku. Tytuł dla ginekolożki. Znana aktorka otrzymała nagrodę specjalną Warszawianki Przemian
Tytuł Warszawianki Przemian trafił do Krystyny Jandy, a Warszawianki Roku – do ginekolożki Nicole Sochacki-Wójcickiej. Wyniki ogłoszono podczas środowej gali w Forcie Sokolnickiego.
Plebiscyt Warszawianka Roku ma na celu uhonorowanie kobiety, która swoją działalnością społeczną lub zawodową przyczyniła się do rozwoju i promowania miasta. W tym roku odbyła się jego druga edycja.
– Kobiece, silne DNA zawsze było obecne w Warszawie i warto o tym przypominać. Będziemy ciągle podkreślać role warszawianek w życiu Warszawy. Jesteśmy tak samo dumni z dokonań naszych bohaterów, jak i naszych bohaterek – powiedział Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, który otworzył galę plebiscytu.
W głosowaniu mieszkańców Warszawianką Roku została Nicole Sochacki-Wójcicka. Jest ginekolożką-położniczką w trakcie specjalizacji, edukatorką, mamą dwóch synów. Na swoim blogu mamaginekolog.pl dzieli się wiedzą medyczną, ale także doświadczeniami związanymi z opieką nad dziećmi i ich leczeniem. Stara się rozpowszechniać wiedzę medyczną i przekonywać, jak ważne są badania profilaktyczne dla zdrowia kobiet. Często angażuje się także w akcje społeczne związane z tymi zagadnieniami.
– Własne doświadczenia zamieniła w lekcje, które przekazuje innym. Zawsze szczera, bezpośrednia, jest ambasadorką wielu akcji profilaktycznych. Jej praca jest jej wielką pasją, bo to dzięki niej może nieść pomoc innym osobom – powiedziała w laudacji Aldona Machnowska-Góra, koordynatorka ds. kultury i komunikacji społecznej ze stołecznego ratusza.
Sama laureatka tak podziękowała za wyróżnienie: – Cieszę się, że zostało docenione to, co robię na co dzień, że lekarz może wyjść z gabinetu i pomagać innym. Mój dziadek z daleka przyszedł na piechotę do Warszawy, bo chciał zostać warszawiakiem. Myślę, że byłby ze mnie dumny, że jego wnuczka została Warszawianką Roku.
W kategorii Warszawianka Roku nominowane były również: Karolina Pacoń, Bianka Siwińska, Julia Maciocha, Izabela Sopalska-Rybak, Urszula Nowakowska, Ewa Błaszczyk, Ewa Kulik-Bielińska, Ewa Jurkiewicz, Katarzyna Homan.
Janda została Warszawianką Przemian
Ze względu na tegoroczne obchody 15-lecia wejścia Polski do Unii Europejskiej oraz 30-lecia pierwszych wolnych wyborów w Polsce kapituła ogłosiła również tytuł specjalny – Warszawianka Przemian. – Warszawa pełna jest fantastycznych i zaangażowanych kobiet, które pomimo codziennych trudności inspirują i niosą pomoc innym, potrafią wyciągnąć pomocną dłoń do słabszych, dyskryminowanych, bezbronnych, dla tych kobiet najważniejszy jest człowiek – powiedziała ze sceny Ewa Malinowska-Grupińska, przewodnicząca kapituły plebiscytu, przedstawiając zwyciężczynię plebiscytu.
W głosowaniu warszawiaków tytuł przypadł aktorce Krystynie Jandzie. Kapituła tak ją przedstawiła: „Mówi, co myśli, ponieważ uważa, że naszym obowiązkiem jest zbieranie głosu i działanie na rzecz wszystkich, którzy są słabsi czy niesprawiedliwie traktowani. Zarówno w działaniach artystycznych, jak i społecznych, nie unika ważnych i trudnych tematów. Tworzy teatr, który nie tylko uwodzi, ale także opowiada o prawdziwych problemach ludzi, uczy i bawi”.
Aktorka nie mogła odebrać osobiście nagrody. W jej imieniu zrobił to jej asystent Maciej Łysakowski. W kategorii Warszawianka Przemian nominowane były jeszcze: Anna Dobrzańska, Ewa Łętowska, Krystyna Starczewska i Ludwika Wujec.
W tegorocznym plebiscycie oddano ponad 43 tys. głosów. Rok temu tytuł Warszawianki Roku otrzymała Anna Ojer, działaczka społeczna, założycielka grupy „SOS Mieszkańcy Wawra rodzicom z CZD”.

wkk, msz 9 października 2019 | 21:01

https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,25290844,aktorka-warszawianka-przemian-ginekolozka-warszawianka.html

30
Wrzesień
2019
18:37

Zofii i Hieronima - wszystkiego dobrego

Uroczystość nadania przez Akademię Sztuk Teatralnych im. S. Wyspiańskiego w Krakowie tytułu Doktora Honoris Causa pani Krystynie Jandzie
30 września 2019 roku

Moje słowo:

Szanowni Państwo, Szanowni Zgromadzeni Goście, Drodzy Studenci, Przyjaciele.
Przyznanie mi tytułu Doktora Honoris Causa, przez Szanownych Państwa, Panią Rektor i Członków Senatu tej wspanialej uczelni, uczelni z wielkimi tradycjami, uczelni owianej legendą, jest wydarzeniem w moim życiu tak niezwykłym i niespodziewanym, że odbiera mi i mowę i spokój. Dlatego będę czytać.
Nigdy nie traktowałam siebie ani mojej pracy zbyt poważnie, a raczej nigdy nie brałam tego co robię, za pracę. Przez cale życie była to przyjemność i zabawa. Odpowiedzialność i często poświęcenie także, bo zawsze uważałam, że to zawód obarczony społecznymi obowiązkami i odpowiedzialnością, ale przede wszystkim, dla mnie, był to sposób na życie udane, pełne wrażeń, sensu i niespodzianek.
Każdy rodzaj twórczości, możliwość tworzenia, uważam za szczęście. A ostatnio ta możliwość jest dla mnie wielkim ratunkiem. Przez ostatnie lata, rozczarowań tym co się zdarza w sferze publicznej, często myślę i mówię, że – łatwiej tu teraz grać, niż żyć. Że ta praca, zawód, teatr, sztuka, publiczność, radość grania, reżyserowania i planowania nowych sezonów w teatrach naszej fundacji, ratuje mnie przed wielkim poczuciem straty, jakie ostatnio odczuwam. I wiem, że nie jestem w tym osamotniona, dzielę je z wielką częścią publiczności teatralnej.
Nigdy nie byłam na uroczystości związanej z nadaniem tytułu honoris causa, nie wiem jak i co, podejrzewam tylko, i co się mówi przy takiej okazji oprócz oczywistych podziękowań?Czy wolno o sobie i jak długo? Czy wykład? Ja nie jestem od wykładów i nie umiem usystematyzować myśli. Ośmielam się jednak twierdzić, że my artyści, mamy specjalne prawa, a ja nigdy nie byłam ani typowa ani poprawna ani „uczesana”, wiec wybaczcie ewentualne niezręczności. Zresztą przez 45 lat mojego zawodowego życia i obecności z życiu publicznym, nawygadywałam masę bzdur, nawyczyniałam szaleństw, zrobiłam wiele błędów, a mimo to spotkało mnie wiele uznania i czasem mam poczucie, aż nadmiar miłości ze strony publiczności. Może właśnie dlatego. Za niepoprawność. I niech już tak zostanie.
W moim życiu nigdy nie było wielkich planów, brałam to co życie przynosiło i starałam się to zamienić na kamienie szlachetne, a kilka razy mi się to nawet udało. Publiczność zawsze była moim najbliższym partnerem. To dla niej, o niej, wobec niej, z jej powodu wszystko co robiłam, a lata obserwacji,
nauczyły mnie też, że sztuka może zmieniać ludzi, życie, kraj, że ma znaczenie, a życie bez sztuki byłoby marne i głupsze.
Miałam szczęście, spotkałam wspaniałych reżyserów, scenografów, dyrektorów teatrów, pisarzy, poetów, autorów sztuk, tłumaczy, partnerów scenicznych, ludzi światłych i mądrych, uwielbiałam ich słuchać, uczyć się od nich i doceniać że mam szczęście z nimi obcować. I że żyję w czasach w których Oni wyznaczają normy, tematy i wagę spraw. Na czele tej listy znakomitości, umieściłabym pana Andrzeja Wajdę, który w pewnym sensie mnie stworzył. Miałam też, często niedoceniane szczęście, że nigdy z ekranu i sceny nie byłam zmuszona powiedzieć czegoś, co naruszało by moją godność osobistą, kobiecą czy zawodową. Także, co dla mnie ważne, godność obywatelską. A byłam przecież twarzą kina moralnego niepokoju.
Przeszłam przez życie jak przez bal, grając jakbym tańczyła, oddychając pełną piersią, nie przymuszana nigdy przez nikogo do niczego na co nie miałabym ochoty. A z drugiej strony, z mojego płaczu, śmiechu, krzyku, rozpaczy, łez, energii, którą wydobyłam z siebie na scenach i przed kamerą przez te wszystkie lata, można by uformować wielką chmurę. Mówiono o mnie, że jestem elektrownią atomową, ogrzewającą wiele serc. Jeśli to prawda, warto żyć. Gram prawie codziennie, od lat, publiczność jest mi ciągle najbliższa.
Wielokrotnie mówiłam beztrosko, że ten zawód to cud, że tego zawodu się nie da nauczyć, że można się nauczyć techniki, dykcji, ale nie serca i człowieczeństwa, które jest najważniejsze i dyktuje wszelkie interpretacje. Dziś po tylu latach wiem już też na pewno, że nie interesują mnie też żadne kombinacje, spekulacje, cwaniackie konstrukcje i socjotechniki w świecie sztuki. Interesuje mnie czysty ton, szlachetne intencje i głębokość i złożoność humanizmu. Kocham Człowieka i go nienawidzę, ale wydaje mi się że Go rozumiem. Gram, reżyseruję i układam repertuar, bo kocham i chciałabym żebyśmy byli lepsi, mądrzejsi, bliżsi sobie. To może naiwność i zbyt wielkie słowa, ale odważać się tak myśleć, wydaje się dziś ważne.
Świat się skomplikował, nie odróżnia się dobra od zła. Kłamstwa od prawdy, wartości od miałkości, sztuki od podróbki. Bałagan w gustach, stylach i estetyce, gąszcz cytatów, naśladowań, wszystko jest – jak coś, jak ktoś, wszystko już było. Miesza się wszystko ze wszystkim a kryteriów brak, autorytetów brak, doskonałości brak. Ideały pogardzone, wartości upadły, szlachetność wykpiona, klasyka ośmieszona. Ale to jest nasz czas. Nasza rola, po której ciągniemy swój pług.
Jestem rozpędzona, mam w tej chwili 10 ról w repertuarze teatralnym, za chwilę w nowym sezonie zrobię dwie nowe. Stworzyłam dwa teatry, których jestem opoką, ale gra w nich w tej chwili 400 aktorów z całej Polski. Gramy 900 razy do roku i uważam to za podstawową usługę dla społeczeństwa. Najważniejsze grać, pracować – to było zawsze moją dewizą.
Minęło, niepostrzeżenie 45 lat mojej pracy zawodowej, nie chciałam o tym mówić, nie chciałam jubileuszy, nagle ten honor od Państwa, honor nad
honory. Laudacje brzemienne słowami które mnie zawstydziły, pochwałami nie do uwierzenia. Przeczytałam w Wikipedii- tytuł Doktor honoris causa- to akademicki tytuł honorowy nadawany przez uczelnie osobom szczególnie zasłużonym dla nauki i kultury. Nie wymaga posiadania formalnego wykształcenia, ale nadawany jest zazwyczaj osobom o wysokim statusie społecznym lub naukowym.
Czy ja coś umiem? Zastanawiam się. Nie wiem. Jednego jestem po tych 45 latach pewna – umiem zagrać człowieka, opowiedzieć o człowieku, i być może z tego powodu zasługuję na honor , którymi mnie Państwo obdarzacie.
Moi Drodzy Państwo, składam Wam wszystkim najlepsze życzenia, wszystkiego dobrego w życiu zawodowym i osobistym, i serdecznie dziękuję.
Kiedy zabierałam się do pisania tego wystąpienia, przychodziły mi do głowy tylko śmieszne rzeczy. Kocham się śmiać i kpić z siebie. Kiedyś, kiedy budowaliśmy z mężem Teatr Polonia, 15 lat temu, stawiając wszystko na jedną kartę, po stworzeniu fundacji, kupnie budynku dawnego kina itd. itd., mieliśmy przeciwko sobie, a głównie ja, wielu ludzi, i w środowisku i dookoła, także wśród lokatorów Placu Konstytucji w Warszawie, gdzie powstawał teatr. Jak wiadomo jest to dzielnica wybudowana w latach stalinowskich i obsadzono tam w mieszkaniach funkcjonariuszy tamtego systemu, dziś to bardzo starsi ludzie, ale okazało się że krew w nich wrze jak dawnej. W jednej z utarczek podwórkowych, kiedy starszy pan nie chcąc wpuścić na podwórko naszej betoniarki, krzyczał do mnie na całą Warszawę- kim pani jest? Kim pani jest? W zakłopotaniu, nie wiedząc co odpowiedzieć, wiedząc, że moje nazwisko nic mu nie powie, krzyknęłam – ja jestem w encyklopedii!!!
Dziękuję Państwu, jestem w encyklopedii od dziś, dzięki Państwa uznaniu, dużo bardziej zasadnie.
A teraz do Was Drodzy studenci…
Przyszło Wam uczyć się tego zawodu i wchodzić w środowisko i świat sztuki, mediów i show biznesu, w czasach bardzo, bardzo trudnych. Z jednej strony jesteście obywatelami Europy, dziedzicami sztuki nie tylko polskiej ale także światowej, do której macie w tej chwili, wydaje się, dostęp nieograniczony. Wchodzicie w najwspanialszy świat sztuki, wyobraźni i najcudowniejszy z możliwych dialog z ludźmi. Pamiętajcie o uważności w waszych wyborach artystycznych. Pamiętajcie, że tak samo ważne jest to – jak się gra, z tym – co się gra, z kim i dla kogo i co z tego ma wynikać, jakie jest przesłanie. Sztuka dla sztuki, w tych czasach światowego zamętu, prawie nie istnieje. To wielkie nieszczęście dla artystów, ale moim zdaniem najwyższy czas to sobie uświadomić.
Zanim zostaniecie artystami, musicie sobie odpowiedzieć na podstawowe pytania, kim jesteście, co myślicie, jaki jest wasz światopogląd, co chcecie ludziom powiedzieć i gdzie jest granica kompromisu. Podpisujecie swoje role i dzieła. W tym świecie kłamstwa, czy bardziej elegancko acz pokrętnie to nazywając, świecie post prawdy, artyści mogą sobie pozwolić na prawdę i prawda to jest ich obowiązkiem. Przywilej interpretacji tego świata ma każdy artysta, musicie być do tego, każdy z Was z osobna, przygotowani. Nie może Wam być wszystko jedno.
I chcę Wam powiedzieć jeszcze coś, czego niestety musiałam użyć kilka razy w życiu, w obronie innych, moich kolegów, podczas naszej, często konfliktowej pracy – nie ma takiego filmu, spektaklu, roli, sceny, premiery, dla której warto byłoby upokorzyć człowieka. Nie ma. Tego jestem pewna. Nasza sztuka nie jest cenniejsza niż godność. Musicie mieć w tej pracy szacunek, także do siebie samych.
Wolność, tworzenia, wolność słowa, jest rzeczą najcenniejszą. Nie pozwólcie sobie jej odebrać! I pamiętajcie, artysta ma prawo: prowokować, krzyczeć, ostrzegać, stawiać pytania, na wszystkie artystyczne sposoby, znane i nieznane. I to jest i wasze prawo i obowiązek. Korzystajcie z tego z pełną determinacją. Namawiam Was do odwagi i ryzyka we wszystkim. Bo kto jak nie Wy. Odradzam koniunkturalizm artystyczny i podlizywanie się publiczności. Sztuka uczy i bawi ale także pobudza do nowego, do pójścia naprzód.
Zazdroszczę Wam, jesteście na początku, tyle możliwości i czasu przed Wami, tyle rozkoszy jaką daje kontakt z ludźmi przez sztukę.
Bądźcie artystami, bądźcie doceniani, kochani i szczęśliwi. Ale pamiętajcie też, że musi Was być słychać, widać i musicie grać i mówić zrozumiale, to elementarna podstawa sukcesu.
I jeszcze jedno… bo muszę…nie bądźcie nudni! To pierwszy jakże częsty grzech. Zakończę anegdotą kiedyś usłyszaną od Tadeusza Łomnickiego, opowiada o słynnym nauczycielu aktorstwa Iwo Gallu. Gall tak tłumaczył studentom co to jest dramaturgia: zostawiono go kiedyś z wnuczką, nie bardzo wiedział jak się zajmować dziećmi, zaczął wiec opowiadać bajkę : dawno, dawno temu, była sobie dziewczynka, która postanowiła iść do lasu, założyła kaloszki, kapturek, kurteczkę, rękawiczki, szaliczek. Weszła do lasu i szła, szła, szła długą drogą, świeciło słonko a ona oglądała drzewa, krzaczki, kwiatki, paprocie, mchy, żuczki, listki, ptaszki, gałązki, kamyki, mrówki…. i w tym momencie wnuczka zakrzyknęła – aż tu nagle!!! I to jest dramaturgia.
Kocham Was wszystkich. Kłaniam się. Dziękuję. Wszystkiego dobrego.

28
Wrzesień
2019
07:57

#Strajk dla Ziemi. Dziennik 28 września 2019

zobacz więcej zdjęć (8)

Marka i Wacława - wszystkiego dobrego

Przedwczoraj Berlin i koncert Cher, wspaniały. Wczoraj Warszawa i koncert Krzysztofa Zalewskiego w Och-Teatrze, świetny z szalejącą publicznością i uroczym wykonawcą (skąd się jeszcze dziś biorą tak dobrze wychowani młodzi ludzie? z takim szarmem i wdziękiem? rodzą się tacy? czy to zasługa wychowania? wrażliwości?). Wspaniały młody człowiek i kochany przez publiczność do wariactwa.Cudo.

Ja dziś dwa spektakle „Pomoc domowa” i jutro dwa, z moją kontuzjowaną stopą, będzie ciężko.

W Internecie coraz więcej wpisów, znanych, szanowanych ludzi, autorytetów III RP, przerażonych perspektywą zbliżających się wyborów i widmem porażki, strachem przed oddaniem Polski w niewolę. Wybory tak ważne jak te 1989 roku. Można w tych wyborach stracić demokratyczną, nowoczesną, otwartą Polskę, zmarnować naszą wspaniałą bezkrwawą rewolucję, zaprzepaścić przemiany i trud tych 30 lat i sprzedać ideały wolności i solidarności. Skóra cierpnie na plecach, jak się to czyta i uświadamia sytuację.

No nic, na razie róbmy swoje i idźmy na wybory, my wszyscy, przecież jest nas więcej, opozycji, tak wynika z sondaży i rozsądku.

Ostatnio artykuł- Hołdys przekonuje Jandę a Janda Hołdysa i na tym się kończy ta Interntowa zabawa. A co mamy robić? telewizję nam zawłaszczyli, media ich, został nam tylko Internet i ulica. A przeciętny wyborca PIS do Internetu nie wchodzi, chyba że po hejt, ma pranie mózgu na okrągło w mediach publicznych, nas nienawidzi, nakarmiony przez media do nas nienawiścią i kłamstwem, a samodzielnie wydaje się nie analizuje sytuacji.

Żyjmy, kochajmy się, pracujmy i płaćmy skrupulatnie podatki, bądźmy uczciwi, prawdomówni, ofiarni, zbierajmy śmieci w lasach, nie palmy w kominkach byle czym, działajmy charytatywnie, wychowujmy dzieci w ideałach partnerstwa, otwartości, tolerancji, legalizmu, lojalizmu, praworządności i sprawiedliwości, uważajmy dalej że człowiek to brzmi dumnie, wszyscy z zasady są dobrzy i chcą dobrze, bo przez 30 lat uważaliśmy to wszystko za patriotyzm, zobaczymy co będzie dalej.

23
Wrzesień
2019
23:34

Nagroda im. Cypriana Kamila Norwida - statuetka. Fot. Maciej Łysakowski

zobacz więcej zdjęć (3)

Tekli i Bogusława - wszystkiego dobrego

🔸 Krystyna Janda, 🔸 Wiesław Myśliwski, 🔸 Leon Tarasewicz i 🔸 Janusz Wawrowski zostali laureatami Nagrody im. Cypriana Kamila Norwida 2019‼️ Nagrodę „Dzieło życia” odebrał 🔸 Adam Myjak ART.
Nazwiska laureatów ogłosili, podczas gali na zamku Królewskim w Warszawie, przewodniczący kapituł: Małgorzata Komorowska, Krzysztof Masłoń, Lech Śliwonik i Stanisław Wieczorek. Statuetki wręczyli marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik i przewodniczący Sejmiku Województwa Mazowieckiego Ludwik Rakowski.
– Przez te 18 lat nagrodziliśmy 81 twórców, tworzących, mieszkających na Mazowszu, ludzi bez których kultura polska, kultura Mazowsza byłaby znacznie uboższa – powiedział przewodniczący Ludwik Rakowski, witając gości.
O tym, jak ważne miejsce zajmuje kultura mówił marszałek Adam Struzik. – Bez wątpienia tym, co odciska niezwykłe piętno na naszym życiu i rozwoju jest kultura. Mazowsze jest swoistym obszarem bogactwa w tej dziedzinie, zarówno jeśli chodzi o tradycje, o przeszłość, o korzenie, które mamy, ale również, jeśli chodzi o tę część współczesną, tę która na naszych oczach powstaje.
„Dzieło życia”
Tegoroczną statuetkę za całokształt twórczości odebrał rzeźbiarz i znakomity pedagog, jeden z najwybitniejszych artystów europejskich, klasyk współczesnej sztuki polskiej – Adama Myjaka. – Czuję się ogromnie zaszczycony, wzruszony. To dzieło prof. Gawrona [statuetka – red.], mojego przyjaciela, postawie i będę patrzył na to swoje „Dzieło życia”, ale pod jednym warunkiem – to nie koniec jeszcze – zaznaczył laureat.
Teatr
W kategorii Teatr nagrodę otrzymała Krystyna Janda – jedna z najbardziej cenionych polskich aktorek – doceniona za rolę w spektaklu „Zapiski z wygnania” Sabiny Baral, który można zobaczyć w TEATR POLONIA w Warszawie. – Proszę mi wybaczyć, ale jestem na scenie i nie mogę być z Państwem – przekazała Krystyna Janda w liście. – Ta nagroda dodaje sensu i znaczenia wszystkim naszym artystycznym poczynaniom i dzisiejszym i tym w przyszłości. Bardzo za to dziękuję – dodała aktorka.
Literatura
Za najlepszą książkę 2018 roku uznano „Ucho igielne” Wiesława Myśliwskiego, którego każda powieść staje się literackim wydarzeniem. – Norwidowe przesłanie jakie płynie z tej nagrody jest mi bardzo bliskie – wyznał laureat. – To Norwid moim zdaniem jest prekursorem tej literatury XX i XXI wieku, której credo, mówiąc najkrócej, brzmi: słowo i myśl. Tym bardziej dziękuję za obdarzenie tą nagrodą mojego „Ucha igielnego”.
Sztuki plastyczne
W dziedzinie sztuk plastycznych Nagrodę im. Norwida otrzymał Leon Tarasewicz – artysta odkrywający nowe oblicza malarstwa. Doceniony został za wystawę „Jerozolima”, prezentowaną w Galeria Foksal w Warszawie. – Dziękuję władzom Mazowsza, że tak podtrzymuje kulturę. Spróbuję to podpowiedzieć w Białymstoku – powiedział Leon Tarasewicz.
Muzyka
Muzyczny Norwid trafił do Janusza Wawrowskiego – wirtuoza skrzypiec – który odebrał statuetkę za wykonanie i rekonstrukcję „Koncertu skrzypcowego” Ludomira Różyckiego na skrzypcach Stradivariusa „Polonia”. – Dziękuję Ludomirowi Różyckiemu, że coś takiego napisał, że coś takiego udało się odnaleźć po 75 latach, bo to jest koncert, który w 1944 roku nie został ukończony poprzez rzeczy, które się tutaj działy na terenie Warszawy. Dla mnie było fascynujące dać światu na nowo ten koncert, oczywiście również z całą ekipą, która go rekonstruowała.
Nagroda
Laureaci otrzymali statuetkę, dyplom i nagrodę pieniężną w wysokości 20 tys. zł, a w przypadku laureata Nagrody „Dzieło życia” – 25 tys. zł.

https://www.facebook.com/sejmikmazowiecki/posts/2445569642339770?__tn__=K-R

14
Wrzesień
2019
07:52

Cypriana i Bernarda - wszystkiego dobrego

Kraków. Krystyna Janda zostanie Doktorem Honoris Causa AST

Podczas inauguracji 74. roku akademickiego zostanie – po raz pierwszy w historii uczelni – nadany tytuł Doktora Honoris Causa Akademii Sztuk Teatralnych Krystynie Jandzie.

Inauguracja 74. roku akademickiego 2019/2020 odbędzie się 30 września o godz. 12.00 na Scenie im. St. Wyspiańskiego w siedzibie Uczelni przy ul. Straszewskiego 22 w Krakowie.

REKTOR AST PROF. DR HAB. DOROTA SEGDA

„Muszę szybko spać. Nie mam czasu. Tyle się dzieje”.

„Rano decyduję, czy dziś udaję kobietę, czy zostaję facetem. To zależy od trudności, komplikacji dnia. Jeżeli wyjątkowo skomplikowany – wybieram kobietę”.

Senat Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie wybrał kobietę na pierwszego doktora honoris causa naszej Uczelni. Kobietę z marmuru. Kobietę z żelaza. Wolną kobietę. Krystynę Jandę. Aktorka teatralna. Gwiazda filmowa. Reżyserka. Autorka dzienników i książek. Prezes fundacji. Twórczyni teatrów grających codziennie, przez cały rok (latem również w plenerze). Odważna, nieobojętna Obywatelka. Laureatka dziesiątek nagród. Są wśród nich Feliksy, Gustawy, Orły, Lwy, Kaczki, Róże, Maski, Kamery i Palma – nie sposób wymienić ich wszystkich. Simone Weil twierdziła, że „Kultura jest kształceniem daru uwagi”. Krystyna Janda swoją uwagą stwarza światy. Swoim niezaniechaniem obowiązku wobec własnego talentu zawstydza czekających na propozycje i oklaski. Jest symbolem tego wszystkiego, czego życzę naszym studentom: pasji, pracy, odwagi, nieobojętności i… szczęścia. Proponuję zarejestrować nową jednostkę energii twórczej: „Jandę”. Jedna Janda jest prawie nieosiągalna. Ale jest dla nas wyzwaniem. Warto próbować je podjąć. Bądźmy dla siebie wymagający.

Senat AST uchwałą z dnia 29 kwietnia 2019 r. postanowił uhonorować Krystynę Jandę najwyższym wyróżnieniem przyznawanym przez naszą Uczelnię za:

– reprezentowanie najlepszych wolnościowych tradycji kultury polskiej,

– wykreowanie postaci teatralnych i filmowych dających wzorce etyczne i patriotyczne,

– wielki wkład w pozycję kina polskiego na świecie,

– stworzenie i prowadzenie niezależnego Teatru Polonia, którego przedstawienia podejmują najważniejsze problemy życia współczesnego i pamięci historycznej Polaków,

– wrażliwość społeczną i obywatelską postawę, reprezentowaną w sferze publicznej; za odważne formułowanie i głoszenie opinii wpływających twórczo na świadomość społeczeństwa.

Jesteśmy zaszczyceni, że Krystyna Janda zostanie honorowym doktorem Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie.

Kraków, 30 września 2019 r.

***

PROF. DR HAB. JERZY STUHR

RECENZJA

Rozpoczynając analizę tak bogatej twórczości artystycznej pani Krystyny Jandy trzeba przyjąć jakieś kryteria oceny, które pozwolą usystematyzować jej dokonania, a równocześnie zbadać, dlaczego właśnie tak przebiegała jej droga artystyczna. Toteż bardziej niż na analizie ról i reżyserii skupię się na wyodrębnieniu działów z obszaru teatru i filmu, które ukształtowały tę artystkę. Takie obszary są cztery: obszar filmu, obszar teatru telewizji, obszar sceny i obszar własnej działalności teatralnej w kierowanym przez siebie teatrze. Aktywność Krystyny Jandy na wszystkich tych polach oddaje jej pełną osobowość, poglądy artystyczne, społeczne, estetykę i temperament. To właśnie szerokie spectrum twórczości, ciekawość, odwaga i walory warsztatowe sprawiły, że opisuję dziś jedną z największych artystek w historii europejskiego teatru i filmu.

OBSZAR FILMU

Skupię się na czterech polskich filmach, które moim zdaniem ukształtowały osobowość artystyczną, ale może, co ważniejsze, społeczno-obywatelską pani Krystyny Jandy.

„Człowiek z marmuru” – ten film i spotkanie z Andrzejem Wajdą był dla młodziutkiej aktorki wielkim wyzwaniem, zarówno ideologicznym, jak potem pokazała historia, jak i formalnym – myślę tu o doborze przez reżysera i aktorkę środków warsztatowych w kreowanej postaci. Po takim debiucie pewnych ról Krystyna Janda nie mogła zagrać. Nie wypadało! Ten temat zaczął kształtować artystkę w szczególny sposób, można by rzec niejako obywatelsko. Zaczęła być reprezentantem nowego, młodego pokolenia Polaków wyrażających niezgodę na rzeczywistość, która ich otaczała. Była uosobieniem rodzącego się buntu. Artystka tę rolę przyjęła i choć potem wystąpiła w wielkiej ilości filmów, to właśnie ten wizerunek pielęgnowała pieczołowicie przez całą swą karierę i działalność społeczną. Pokazała, że trzeba mieć odwagę buntu nie tylko jako Agnieszka, filmowa bohaterka, pokazała ją również jako młoda artystka, kiedy pod czujnym okiem mistrza Wajdy zdecydowała się na użycie jaskrawo ekspresyjnych środków w budowaniu postaci. Tak się w filmie polskim dotychczas nie grało. Tego typu ekspresja była uważana za niedopuszczalną. A jednak artystka się na nią odważyła. Miała odwagę wyjść poza wszelkie szablony i stereotypy. I zwyciężyła. Została zapamiętana. Nauczyła się tej odwagi. Dodała jej ona sił na całą dalszą artystyczną drogę. Jeszcze wiele razy zadziwiała widzów właśnie siłą niekonwencjonalności. W 1981 roku odbierała na Festiwalu w Łagowie nagrodę Złotego Grona za wykreowanie nowego typu aktorstwa filmowego. Tę samą nagrodę odbierałem również ja za rolę Ludka Danielaka w „Wodzireju”. Dla Krystyny Jandy była to kolejna nagroda, a dla mnie jedno z mych największych osiągnięć w życiu, dlatego, że właśnie z nią tę nagrodę otrzymałem.

Drugim ważnym – można powiedzieć „ideologicznie” – filmem w karierze artystki był film „Przesłuchanie” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego z roku 1982. Bohaterki tych dwóch filmów niejako się dopełniają. Antonina Dziwisz to jakby dojrzewająca Agnieszka z „Człowieka z marmuru”. Z beztroskiej zabawowej dziewczyny z prowincji przez przypadek wmieszanej w ubecką manipulację, więzionej i torturowanej, wyrasta dojrzała i świadoma opozycjonistka. Znowu tutaj aktorka dała swemu pokoleniu przykład, jak zdobywa się polityczną dojrzałość i postawę obywatelską, jak uczy się patriotyzmu, uczciwości i odwagi w walce z reżimem komunistycznym. Za tę rolę aktorka otrzymała Nagrodę Jury w Cannes w 1990 roku. Dołączyła do wielkich artystek XX wieku w sztuce kinematograficznej.

Kolejnym filmem z plejady prac filmowych zrealizowanych przez panią Krystynę Jandę, jaki chciałbym wymienić, jest film, w którym artystka znowu przekroczyła pewną granicę dialogu z widzem. Tym razem jest to przekroczenie granic intymności wypowiedzi. Chcę poświęcić ten fragment filmowi „Tatarak” w reżyserii Andrzeja Wajdy z 2009 roku. Krystyna Janda zdecydowała się w tym filmie na rzecz niezwykłą, wykraczającą poza przyjęte konwencje aktorskie w filmie światowym. Zdecydowała się opowiedzieć porażająco intymną historię o śmierci swego ukochanego męża, autora zdjęć filmowych Edwarda Kłosińskiego. W scenerii samotności, jak z obrazów Hoppera, aktorka pozornie beznamiętnie opowiada o śmierci ukochanego mężczyzny. To dramatyczne wyznanie podnosi o rangę wszystkie improwizacyjne eksperymenty europejskich twórców z ostatnich lat. I znowu pochwała wielkiej odwagi artystki. Z pewnością też wielkie uwolnienie się z żałobnej traumy. Piękne jest to, że pani Krystyna Janda pod opieką mistrza Wajdy wybrała właśnie przekaz filmowy na to wzruszające intymne wyznanie. To wielkie docenienie filmu jako sztuki, poprzez którą można uczynić tak piękne wyznanie uwieczniające postać bliskiego człowieka. Ta kreacja, trudno nawet powiedzieć: „rola”, to kolejne przekroczenie granic kina. Fenomen tej artystki polega również, a może nawet przede wszystkim na tym, że kolejni reżyserzy chcą ją zmienić, odkryć ją na nowo. Ona pozornie się im poddaje. Zmienia charakteryzację, temperament postaci, nawet język. I zawsze pozostaje sobą! Zawsze wyzwolona ze stereotypów, konwencji, rozpoznawalna natychmiast, przykuwająca uwagę widza. Tu chciałbym skupić się na filmie Jacka Borcucha „Słodki koniec dnia” z ostatnią kreacją pani Krystyny Jandy. Zmieniona fizycznie, ograniczona w ekspresji ojczystego języka, pozornie uspokojona, jednak ciągle natychmiast rozpoznawalna poprzez wolność, niezależność poglądów, siłę wewnętrzną i mocną osobowość.

Bohaterka filmu, wybitna polska poetka żyjąca na emigracji, swobodnie wygłasza swe poglądy, żyje według własnych reguł, kocha kogo chce, demonstruje swą niezależność. Przecież właśnie do takiej Bohaterki przyzwyczaiła nas pani Krystyna Janda przez całą swą twórczą drogę. Znakomity wybór reżysera i konsekwentny wybór aktorki. Zasłużona nagroda dla najlepszej aktorki na prestiżowym festiwalu w Sundance. Ten krótki przegląd najważniejszych dla mnie ról filmowych Krystyny Jandy świadczy o tym, jak aktorka zbudowała swój wizerunek ekranowy zgodny z własnymi poglądami, osobowością, temperamentem. Rzadko zdarza się aktorom otrzymywać propozycje pozwalające na wykreowanie symboli współczesnych polskich bohaterów i bohaterek. Kiedyś to Helena Modrzejewska rozsławiła polską sztukę teatralną na świecie, to nie przypadek, że właśnie Krystyna Janda podjęła się zagrać tę wielką artystkę w serialu z 1989 roku. Krystyna Janda zagrała w bardzo wielu filmach. Składają się one na przebogatą sylwetkę filmową. Są tu również role komediowe: „Kochankowie mojej mamy”, „Rewers”, „Panie Dulskie”, są role w filmach zagranicznych. We wszystkich wcieleniach jednak zawsze aktorka szuka oprócz charakterystyki postaci jakiegoś głęboko ukrytego, przejmującego pierwiastka ludzkiego.

OBSZAR TEATRU TELEWIZYJNEGO

Tak jak w filmie szczęśliwie młodziutka aktorka trafiła pod skrzydła Andrzeja Wajdy, tak na drodze teatru telewizyjnego absolwentka warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej dostaje się pod opiekę wielkiego pedagoga, znawcy teatru klasycznego Aleksandra Bardiniego i debiutuje w roli Maszy w „Trzech siostrach” Antoniego Czechowa. Tutaj jednak, w Teatrze Telewizji, artystka dokonuje wyborów bardzo różnorodnych postaci. Jakby chciała udowodnić, że z każdym gatunkiem teatralnym gotowa jest się zmierzyć. Klasyka przeplata się z repertuarem współczesnym, wręcz awangardowym, dramat z komedią, a nawet farsą. Rodzi się też wraz z dojrzewaniem warsztatowym wielka pasja Artystki: monodram. Z ról Krystyny Jandy w Teatrze Telewizji można ułożyć listę lektur obowiązkowych studentów teatrologii. Jest jakaś prawidłowość w dobieraniu ról naprzemiennych gatunkowo. Po „Trzech siostrach” – Szaniawski, Przybyszewski, potem Beaumarchais, Bułhakow, Przybyszewski, Kruczkowski, Słowacki, O’Neill, Nałkowska, Bryll, Chandler, Strindberg, Ścibor-Rylski i inni. To wszystko między 1974 a 1990 rokiem, czyli od początku kariery. Kolejne lata są równie intensywne. Myślę, że nie miejsce wymieniać wszystkie tytuły w tej recenzji. To można znaleźć w bogatej bibliografii artystki. Ważna jest zasada doboru propozycji. Teatr Telewizji przez wszystkie lata do 2015 roku zaofiarował tej wielkiej aktorce bardzo wiele wspaniałych propozycji repertuarowych. Zasługuje też na szczególną uwagę dbałość Krystyny Jandy o polski repertuar klasyczny w Teatrze Telewizji, czyli teatrze o wielkiej ilości odbiorców. Zdecydowała się wówczas na reżyserię. „Klub kawalerów” Bałuckiego, „Śluby panieńskie, czyli magnetyzm serca”, „Damy i huzary” Fredry to pozycje, które dają Krystynie Jandzie pierwszorzędną rolę w niesieniu misji telewizji publicznej, w odróżnieniu od wszystkich propagandowych politycznych agitek obecnych aktualnie na antenie. Sam miałem zaszczyt i ogromną satysfakcję wystąpić kilkakrotnie u boku pani Krystyny Jandy i podziwiać jej energię, odwagę twórczą, sprawność warsztatową. Pamiętam realizację wielkiego spektaklu „Wizyta starszej pani Dürrenmatta” i jej brawurową kreację Klary Zachanassian. Odwaga środków formalnych, jednocześnie przy zachowaniu wszystkich charakterystycznych dla tej artystki cech osobowościowych, była imponująca. Godna podziwu.

OBSZAR TEATRU

Tę działalność artystki chciałbym podzielić na trzy części. Pierwsza to propozycje, jakie otrzymywała ze strony różnych teatrów i ich dyrektorów artystycznych, druga to samodzielne wybory i droga twórcza w teatrze pod skrzydłami Fundacji Krystyny Jandy na rzecz Kultury, czyli w Teatrze Polonia i trzecia – wyróżniam ją celowo – to obszar formy teatralnej zwany monodramem.

W teatrze od początku swej działalności Krystyna Janda trafiła pod opiekuńcze skrzydła wytrawnych ludzi teatru: Janusza Warmińskiego w Teatrze Ateneum i Zygmunta Hübnera w Teatrze Powszechnym w Warszawie. To ci dyrektorzy zadbali o jej rozwój twórczy. W Teatrze Ateneum zagrała na początku swej kariery Anielę w „Ślubach panieńskich” (1976), Ninę Zarieczną w „Mewie” (1977), Marię w „Tryptyku listopadowym” (1978), Jenny w „Operze za trzy grosze” (1980). W Teatrze Powszechnym spotkały ją tak wielkie role, jak role tytułowe w „Pannie Julii” w reżyserii Andrzeja Wajdy (1988) i „Medea” w reżyserii Zygmunta Hübnera (1988), Gizela w „Dwoje na huśtawce” (1990), Elwira w „Mężu i żonie” (1993) czy wreszcie Lady Makbet w „Makbecie” (1996). Wymieniam tylko te najważniejsze z szeregu wielu innych. Chyba żadnej innej polskiej aktorce w przeciągu dwudziestu lat od początku kariery nie zaoferowano tak wiele. Krystyna Janda wykorzystała to w pełni. Zapisała się na trwałe w historii współczesnego polskiego teatru. Osobną perspektywę w programowaniu swych wyborów stosuje artystka w momencie, kiedy decyduje się na stworzenie własnego teatru. Wszystkie wybory od tego czasu podporządkowuje dobru i rentownemu funkcjonowaniu Teatru Polonia. Najpierw sceny przy Marszałkowskiej w Warszawie, a w kilka lat później sceny OCH-Teatru na Grójeckiej. Tu już aktorka – dyrektor artystyczny znacznie rozszerza wachlarz repertuarowy. Nie gardzi żadnym gatunkiem. Od farsy, poprzez programy prawie kabaretowe, stand-upy, współczesny repertuar, czasem komercyjny, aż po polską i europejską klasykę. Sama gra w większości przedstawień. Jej charyzma i popularność gwarantuje sukces frekwencyjny i pani Krystyna Janda wypełnia to zadanie z zaangażowaniem i pokorą. Ten okres działalności ogranicza jej plany filmowe i telewizyjne. Natomiast współczesne środki medialne, głównie internetowe powodują, że artystka – dyrektor artystyczny decyduje się komunikować ze swą widownią również i tą drogą. Prowadzi dziennik, opisując swe życie artystyczne, wybory i przygody. Pomysł jest znakomitą formą zyskania wielkiej i wiernej widowni. Już nie kolejne kreacje, ale stały kontakt z widzem, czytelnikiem sprawia, że artystka nie tylko jest stale w naszym życiu obecna, przekazuje nam nie tylko swój talent i umiejętności, ale również swe wybory, zasady postępowania w życiu, postawę moralną i polityczną.

Osobnym obszarem działalności artystycznej Krystyny Jandy są realizowane przez nią monodramy. Stanowią one pewną klamrę z filmami, które wymieniłem na początku tej recenzji. Monodram jest formą, w której aktorka najbardziej dzieli się z widzem tym, co ją boli, jak myśli, jakich wyborów dokonuje. Monodram dla artystki jest głosem Polki, obywatelki, kobiety biorącej równorzędny udział w najważniejszych wydarzeniach najnowszej historii naszego kraju. Wyjątkiem jest legendarny już monodram „Shirley Valentine” z 1990 roku grany przez panią Krystynę Jandę do dzisiaj. Ale i tutaj zawsze aktorka nawiązuje więź z widzem cierpiącym na największą chorobę współczesności – samotność. Dla mnie imponujący jest wybór bohaterek. Są to zawsze bohaterki niezwykłe, bardzo silne osobowości, walczące o pozycję i godność kobiety, demonstrujące swą niezależność, upór, uczciwość i determinację dla wartości, które wyznają i których bronią. Danuta Wałęsa, Elżbieta z „Białej bluzki”, czyli w pewnym sensie alter ego Agnieszki Osieckiej, Sabina Baral – symbol żydowskiej traumy 1968 roku, czy nawet Maria Callas. Te wszystkie bohaterki to przecież Krystyna Janda – jej osobowość i ideały. To o sobie snuje tę opowieść wielka aktorka. Jest w monodramie siła dramaturgiczna tak ogromna, że można się zwrócić bezpośrednio do widza. Tylko trzeba mieć odwagę spojrzeć ze sceny widzowi prosto w oczy. Tę odwagę mają tylko najwięksi artyści teatru. Jedną z największych jest Krystyna Janda.

Podsumowując, pani Krystyna Janda jest zjawiskiem wyjątkowym na firmamencie polskiej sztuki przełomu XX i XXI wieku. Niezwykłym jest fakt, że jest jedną z nielicznych artystek w tej części Europy, która ma odwagę wzięcia odpowiedzialności za swe poglądy i powiedzenia o tym głośno: w dzienniku, wywiadzie, ze sceny czy z ekranu. Jest wzorem godności artysty i częścią wielkiej tradycji polskiego teatru. Ogromnie się cieszę, że Akademia Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie (wcześniej PWST) – uczelnia artystyczna, w której pracuję już ponad 45 lat i w której piastowałem zaszczytną funkcję rektora przez lat 12, pragnie uhonorować tę wielką artystkę Doktoratem Honorowym – pierwszym, a więc takim, który pozostanie na zawsze w historii Uczelni.

13-09-2019

14
Wrzesień
2019
06:31

Cypriana i Bernarda - wszystkiego dobrego

Zagraliśmy w Czechach na festiwalu teatralnym w Pilźnie ZAPISKI Z WYGNANIA. W niedzielę gramy w Legnicy w Teatrze im Modrzejewskiej. Dziś gram DANUTĘ W. w Teatrze Polonia.

Wczoraj na chwilę w Pradze. Udało mi się połazić, pojechać kolejką na tę górę, wypić kawę, wymasować stopy, obejrzeć wystawę Alfreda Muchy i Andy Warhola. W domu byłam o 21:00.

13
Wrzesień
2019
16:39

Filipa i Eugenii - wszystkiego dobrego

Kraków. Krystyna Janda zostanie Doktorem Honoris Causa AST
Podczas Inauguracji 74. roku akademickiego zostanie – po raz pierwszy w historii uczelni – nadany tytuł Doktora Honoris Causa Akademii Sztuk Teatralnych Krystynie Jandzie.

Inauguracja 74. roku akademickiego 2019/2020, która odbędzie się 30 września o godz. 12.00 na Scenie im. St. Wyspiańskiego w siedzibie Uczelni przy ul. Straszewskiego 22 w Krakowie.

REKTOR AST PROF. DR HAB. DOROTA SEGDA

„Muszę szybko spać. Nie mam czasu. Tyle się dzieje”.

„Rano decyduję, czy dziś udaję kobietę, czy zostaję facetem. To zależy od trudności, komplikacji dnia. Jeżeli wyjątkowo skomplikowany – wybieram kobietę”.

Senat Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie wybrał kobietę na pierwszego doktora honoris causa naszej Uczelni. Kobietę z marmuru. Kobietę z żelaza. Wolną kobietę. Krystynę Jandę. Aktorka teatralna. Gwiazda filmowa. Reżyserka. Autorka dzienników i książek. Prezes fundacji. Twórczyni teatrów grających codziennie, przez cały rok (latem również w plenerze). Odważna, nieobojętna Obywatelka. Laureatka dziesiątek nagród. Są wśród nich Feliksy, Gustawy, Orły, Lwy, Kaczki, Róże, Maski, Kamery i Palma – nie sposób wymienić ich wszystkich. Simone Weil twierdziła, że „Kultura jest kształceniem daru uwagi”. Krystyna Janda swoją uwagą stwarza światy. Swoim niezaniechaniem obowiązku wobec własnego talentu zawstydza czekających na propozycje i oklaski. Jest symbolem tego wszystkiego, czego życzę naszym studentom: pasji, pracy, odwagi, nieobojętności i… szczęścia. Proponuję zarejestrować nową jednostkę energii twórczej: „Jandę”. Jedna Janda jest prawie nieosiągalna. Ale jest dla nas wyzwaniem. Warto próbować je podjąć. Bądźmy dla siebie wymagający.

Senat AST uchwałą z dnia 29 kwietnia 2019 r. postanowił uhonorować Krystynę Jandę najwyższym wyróżnieniem przyznawanym przez naszą Uczelnię za:

– reprezentowanie najlepszych wolnościowych tradycji kultury polskiej,

– wykreowanie postaci teatralnych i filmowych dających wzorce etyczne i patriotyczne,

– wielki wkład w pozycję kina polskiego na świecie,

– stworzenie i prowadzenie niezależnego Teatru Polonia, którego przedstawienia podejmują najważniejsze problemy życia współczesnego i pamięci historycznej Polaków,

– wrażliwość społeczną i obywatelską postawę, reprezentowaną w sferze publicznej; za odważne formułowanie i głoszenie opinii wpływających twórczo na świadomość społeczeństwa.

Jesteśmy zaszczyceni, że Krystyna Janda zostanie honorowym doktorem Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie.

Kraków, 30 września 2019 r.

***

PROF. DR HAB. JERZY STUHR

RECENZJA

Rozpoczynając analizę tak bogatej twórczości artystycznej pani Krystyny Jandy trzeba przyjąć jakieś kryteria oceny, które pozwolą usystematyzować jej dokonania, a równocześnie zbadać, dlaczego właśnie tak przebiegała jej droga artystyczna. Toteż bardziej niż na analizie ról i reżyserii skupię się na wyodrębnieniu działów z obszaru teatru i filmu, które ukształtowały tę artystkę. Takie obszary są cztery: obszar filmu, obszar teatru telewizji, obszar sceny i obszar własnej działalności teatralnej w kierowanym przez siebie teatrze. Aktywność Krystyny Jandy na wszystkich tych polach oddaje jej pełną osobowość, poglądy artystyczne, społeczne, estetykę i temperament. To właśnie szerokie spectrum twórczości, ciekawość, odwaga i walory warsztatowe sprawiły, że opisuję dziś jedną z największych artystek w historii europejskiego teatru i filmu.

OBSZAR FILMU

Skupię się na czterech polskich filmach, które moim zdaniem ukształtowały osobowość artystyczną, ale może, co ważniejsze, społeczno-obywatelską pani Krystyny Jandy.

„Człowiek z marmuru” – ten film i spotkanie z Andrzejem Wajdą był dla młodziutkiej aktorki wielkim wyzwaniem, zarówno ideologicznym, jak potem pokazała historia, jak i formalnym – myślę tu o doborze przez reżysera i aktorkę środków warsztatowych w kreowanej postaci. Po takim debiucie pewnych ról Krystyna Janda nie mogła zagrać. Nie wypadało! Ten temat zaczął kształtować artystkę w szczególny sposób, można by rzec niejako obywatelsko. Zaczęła być reprezentantem nowego, młodego pokolenia Polaków wyrażających niezgodę na rzeczywistość, która ich otaczała. Była uosobieniem rodzącego się buntu. Artystka tę rolę przyjęła i choć potem wystąpiła w wielkiej ilości filmów, to właśnie ten wizerunek pielęgnowała pieczołowicie przez całą swą karierę i działalność społeczną. Pokazała, że trzeba mieć odwagę buntu nie tylko jako Agnieszka, filmowa bohaterka, pokazała ją również jako młoda artystka, kiedy pod czujnym okiem mistrza Wajdy zdecydowała się na użycie jaskrawo ekspresyjnych środków w budowaniu postaci. Tak się w filmie polskim dotychczas nie grało. Tego typu ekspresja była uważana za niedopuszczalną. A jednak artystka się na nią odważyła. Miała odwagę wyjść poza wszelkie szablony i stereotypy. I zwyciężyła. Została zapamiętana. Nauczyła się tej odwagi. Dodała jej ona sił na całą dalszą artystyczną drogę. Jeszcze wiele razy zadziwiała widzów właśnie siłą niekonwencjonalności. W 1981 roku odbierała na Festiwalu w Łagowie nagrodę Złotego Grona za wykreowanie nowego typu aktorstwa filmowego. Tę samą nagrodę odbierałem również ja za rolę Ludka Danielaka w „Wodzireju”. Dla Krystyny Jandy była to kolejna nagroda, a dla mnie jedno z mych największych osiągnięć w życiu, dlatego, że właśnie z nią tę nagrodę otrzymałem.

Drugim ważnym – można powiedzieć „ideologicznie” – filmem w karierze artystki był film „Przesłuchanie” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego z roku 1982. Bohaterki tych dwóch filmów niejako się dopełniają. Antonina Dziwisz to jakby dojrzewająca Agnieszka z „Człowieka z marmuru”. Z beztroskiej zabawowej dziewczyny z prowincji przez przypadek wmieszanej w ubecką manipulację, więzionej i torturowanej, wyrasta dojrzała i świadoma opozycjonistka. Znowu tutaj aktorka dała swemu pokoleniu przykład, jak zdobywa się polityczną dojrzałość i postawę obywatelską, jak uczy się patriotyzmu, uczciwości i odwagi w walce z reżimem komunistycznym. Za tę rolę aktorka otrzymała Nagrodę Jury w Cannes w 1990 roku. Dołączyła do wielkich artystek XX wieku w sztuce kinematograficznej.

Kolejnym filmem z plejady prac filmowych zrealizowanych przez panią Krystynę Jandę, jaki chciałbym wymienić, jest film, w którym artystka znowu przekroczyła pewną granicę dialogu z widzem. Tym razem jest to przekroczenie granic intymności wypowiedzi. Chcę poświęcić ten fragment filmowi „Tatarak” w reżyserii Andrzeja Wajdy z 2009 roku. Krystyna Janda zdecydowała się w tym filmie na rzecz niezwykłą, wykraczającą poza przyjęte konwencje aktorskie w filmie światowym. Zdecydowała się opowiedzieć porażająco intymną historię o śmierci swego ukochanego męża, autora zdjęć filmowych Edwarda Kłosińskiego. W scenerii samotności, jak z obrazów Hoppera, aktorka pozornie beznamiętnie opowiada o śmierci ukochanego mężczyzny. To dramatyczne wyznanie podnosi o rangę wszystkie improwizacyjne eksperymenty europejskich twórców z ostatnich lat. I znowu pochwała wielkiej odwagi artystki. Z pewnością też wielkie uwolnienie się z żałobnej traumy. Piękne jest to, że pani Krystyna Janda pod opieką mistrza Wajdy wybrała właśnie przekaz filmowy na to wzruszające intymne wyznanie. To wielkie docenienie filmu jako sztuki, poprzez którą można uczynić tak piękne wyznanie uwieczniające postać bliskiego człowieka. Ta kreacja, trudno nawet powiedzieć: „rola”, to kolejne przekroczenie granic kina. Fenomen tej artystki polega również, a może nawet przede wszystkim na tym, że kolejni reżyserzy chcą ją zmienić, odkryć ją na nowo. Ona pozornie się im poddaje. Zmienia charakteryzację, temperament postaci, nawet język. I zawsze pozostaje sobą! Zawsze wyzwolona ze stereotypów, konwencji, rozpoznawalna natychmiast, przykuwająca uwagę widza. Tu chciałbym skupić się na filmie Jacka Borcucha „Słodki koniec dnia” z ostatnią kreacją pani Krystyny Jandy. Zmieniona fizycznie, ograniczona w ekspresji ojczystego języka, pozornie uspokojona, jednak ciągle natychmiast rozpoznawalna poprzez wolność, niezależność poglądów, siłę wewnętrzną i mocną osobowość.

Bohaterka filmu, wybitna polska poetka żyjąca na emigracji, swobodnie wygłasza swe poglądy, żyje według własnych reguł, kocha kogo chce, demonstruje swą niezależność. Przecież właśnie do takiej Bohaterki przyzwyczaiła nas pani Krystyna Janda przez całą swą twórczą drogę. Znakomity wybór reżysera i konsekwentny wybór aktorki. Zasłużona nagroda dla najlepszej aktorki na prestiżowym festiwalu w Sundance. Ten krótki przegląd najważniejszych dla mnie ról filmowych Krystyny Jandy świadczy o tym, jak aktorka zbudowała swój wizerunek ekranowy zgodny z własnymi poglądami, osobowością, temperamentem. Rzadko zdarza się aktorom otrzymywać propozycje pozwalające na wykreowanie symboli współczesnych polskich bohaterów i bohaterek. Kiedyś to Helena Modrzejewska rozsławiła polską sztukę teatralną na świecie, to nie przypadek, że właśnie Krystyna Janda podjęła się zagrać tę wielką artystkę w serialu z 1989 roku. Krystyna Janda zagrała w bardzo wielu filmach. Składają się one na przebogatą sylwetkę filmową. Są tu również role komediowe: „Kochankowie mojej mamy”, „Rewers”, „Panie Dulskie”, są role w filmach zagranicznych. We wszystkich wcieleniach jednak zawsze aktorka szuka oprócz charakterystyki postaci jakiegoś głęboko ukrytego, przejmującego pierwiastka ludzkiego.

OBSZAR TEATRU TELEWIZYJNEGO

Tak jak w filmie szczęśliwie młodziutka aktorka trafiła pod skrzydła Andrzeja Wajdy, tak na drodze teatru telewizyjnego absolwentka warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej dostaje się pod opiekę wielkiego pedagoga, znawcy teatru klasycznego Aleksandra Bardiniego i debiutuje w roli Maszy w „Trzech siostrach” Antoniego Czechowa. Tutaj jednak, w Teatrze Telewizji, artystka dokonuje wyborów bardzo różnorodnych postaci. Jakby chciała udowodnić, że z każdym gatunkiem teatralnym gotowa jest się zmierzyć. Klasyka przeplata się z repertuarem współczesnym, wręcz awangardowym, dramat z komedią, a nawet farsą. Rodzi się też wraz z dojrzewaniem warsztatowym wielka pasja Artystki: monodram. Z ról Krystyny Jandy w Teatrze Telewizji można ułożyć listę lektur obowiązkowych studentów teatrologii. Jest jakaś prawidłowość w dobieraniu ról naprzemiennych gatunkowo. Po „Trzech siostrach” – Szaniawski, Przybyszewski, potem Beaumarchais, Bułhakow, Przybyszewski, Kruczkowski, Słowacki, O’Neill, Nałkowska, Bryll, Chandler, Strindberg, Ścibor-Rylski i inni. To wszystko między 1974 a 1990 rokiem, czyli od początku kariery. Kolejne lata są równie intensywne. Myślę, że nie miejsce wymieniać wszystkie tytuły w tej recenzji. To można znaleźć w bogatej bibliografii artystki. Ważna jest zasada doboru propozycji. Teatr Telewizji przez wszystkie lata do 2015 roku zaofiarował tej wielkiej aktorce bardzo wiele wspaniałych propozycji repertuarowych. Zasługuje też na szczególną uwagę dbałość Krystyny Jandy o polski repertuar klasyczny w Teatrze Telewizji, czyli teatrze o wielkiej ilości odbiorców. Zdecydowała się wówczas na reżyserię. „Klub kawalerów” Bałuckiego, „Śluby panieńskie, czyli magnetyzm serca”, „Damy i huzary” Fredry to pozycje, które dają Krystynie Jandzie pierwszorzędną rolę w niesieniu misji telewizji publicznej, w odróżnieniu od wszystkich propagandowych politycznych agitek obecnych aktualnie na antenie. Sam miałem zaszczyt i ogromną satysfakcję wystąpić kilkakrotnie u boku pani Krystyny Jandy i podziwiać jej energię, odwagę twórczą, sprawność warsztatową. Pamiętam realizację wielkiego spektaklu „Wizyta starszej pani Dürrenmatta” i jej brawurową kreację Klary Zachanassian. Odwaga środków formalnych, jednocześnie przy zachowaniu wszystkich charakterystycznych dla tej artystki cech osobowościowych, była imponująca. Godna podziwu.

OBSZAR TEATRU

Tę działalność artystki chciałbym podzielić na trzy części. Pierwsza to propozycje, jakie otrzymywała ze strony różnych teatrów i ich dyrektorów artystycznych, druga to samodzielne wybory i droga twórcza w teatrze pod skrzydłami Fundacji Krystyny Jandy na rzecz Kultury, czyli w Teatrze Polonia i trzecia – wyróżniam ją celowo – to obszar formy teatralnej zwany monodramem.

W teatrze od początku swej działalności Krystyna Janda trafiła pod opiekuńcze skrzydła wytrawnych ludzi teatru: Janusza Warmińskiego w Teatrze Ateneum i Zygmunta Hübnera w Teatrze Powszechnym w Warszawie. To ci dyrektorzy zadbali o jej rozwój twórczy. W Teatrze Ateneum zagrała na początku swej kariery Anielę w „Ślubach panieńskich” (1976), Ninę Zarieczną w „Mewie” (1977), Marię w „Tryptyku listopadowym” (1978), Jenny w „Operze za trzy grosze” (1980). W Teatrze Powszechnym spotkały ją tak wielkie role, jak role tytułowe w „Pannie Julii” w reżyserii Andrzeja Wajdy (1988) i „Medea” w reżyserii Zygmunta Hübnera (1988), Gizela w „Dwoje na huśtawce” (1990), Elwira w „Mężu i żonie” (1993) czy wreszcie Lady Makbet w „Makbecie” (1996). Wymieniam tylko te najważniejsze z szeregu wielu innych. Chyba żadnej innej polskiej aktorce w przeciągu dwudziestu lat od początku kariery nie zaoferowano tak wiele. Krystyna Janda wykorzystała to w pełni. Zapisała się na trwałe w historii współczesnego polskiego teatru. Osobną perspektywę w programowaniu swych wyborów stosuje artystka w momencie, kiedy decyduje się na stworzenie własnego teatru. Wszystkie wybory od tego czasu podporządkowuje dobru i rentownemu funkcjonowaniu Teatru Polonia. Najpierw sceny przy Marszałkowskiej w Warszawie, a w kilka lat później sceny OCH-Teatru na Grójeckiej. Tu już aktorka – dyrektor artystyczny znacznie rozszerza wachlarz repertuarowy. Nie gardzi żadnym gatunkiem. Od farsy, poprzez programy prawie kabaretowe, stand-upy, współczesny repertuar, czasem komercyjny, aż po polską i europejską klasykę. Sama gra w większości przedstawień. Jej charyzma i popularność gwarantuje sukces frekwencyjny i pani Krystyna Janda wypełnia to zadanie z zaangażowaniem i pokorą. Ten okres działalności ogranicza jej plany filmowe i telewizyjne. Natomiast współczesne środki medialne, głównie internetowe powodują, że artystka – dyrektor artystyczny decyduje się komunikować ze swą widownią również i tą drogą. Prowadzi dziennik, opisując swe życie artystyczne, wybory i przygody. Pomysł jest znakomitą formą zyskania wielkiej i wiernej widowni. Już nie kolejne kreacje, ale stały kontakt z widzem, czytelnikiem sprawia, że artystka nie tylko jest stale w naszym życiu obecna, przekazuje nam nie tylko swój talent i umiejętności, ale również swe wybory, zasady postępowania w życiu, postawę moralną i polityczną.

Osobnym obszarem działalności artystycznej Krystyny Jandy są realizowane przez nią monodramy. Stanowią one pewną klamrę z filmami, które wymieniłem na początku tej recenzji. Monodram jest formą, w której aktorka najbardziej dzieli się z widzem tym, co ją boli, jak myśli, jakich wyborów dokonuje. Monodram dla artystki jest głosem Polki, obywatelki, kobiety biorącej równorzędny udział w najważniejszych wydarzeniach najnowszej historii naszego kraju. Wyjątkiem jest legendarny już monodram „Shirley Valentine” z 1990 roku grany przez panią Krystynę Jandę do dzisiaj. Ale i tutaj zawsze aktorka nawiązuje więź z widzem cierpiącym na największą chorobę współczesności – samotność. Dla mnie imponujący jest wybór bohaterek. Są to zawsze bohaterki niezwykłe, bardzo silne osobowości, walczące o pozycję i godność kobiety, demonstrujące swą niezależność, upór, uczciwość i determinację dla wartości, które wyznają i których bronią. Danuta Wałęsa, Elżbieta z „Białej bluzki”, czyli w pewnym sensie alter ego Agnieszki Osieckiej, Sabina Baral – symbol żydowskiej traumy 1968 roku, czy nawet Maria Callas. Te wszystkie bohaterki to przecież Krystyna Janda – jej osobowość i ideały. To o sobie snuje tę opowieść wielka aktorka. Jest w monodramie siła dramaturgiczna tak ogromna, że można się zwrócić bezpośrednio do widza. Tylko trzeba mieć odwagę spojrzeć ze sceny widzowi prosto w oczy. Tę odwagę mają tylko najwięksi artyści teatru. Jedną z największych jest Krystyna Janda.

Podsumowując, pani Krystyna Janda jest zjawiskiem wyjątkowym na firmamencie polskiej sztuki przełomu XX i XXI wieku. Niezwykłym jest fakt, że jest jedną z nielicznych artystek w tej części Europy, która ma odwagę wzięcia odpowiedzialności za swe poglądy i powiedzenia o tym głośno: w dzienniku, wywiadzie, ze sceny czy z ekranu. Jest wzorem godności artysty i częścią wielkiej tradycji polskiego teatru. Ogromnie się cieszę, że Akademia Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie (wcześniej PWST) – uczelnia artystyczna, w której pracuję już ponad 45 lat i w której piastowałem zaszczytną funkcję rektora przez lat 12, pragnie uhonorować tę wielką artystkę Doktoratem Honorowym – pierwszym, a więc takim, który pozostanie na zawsze w historii Uczelni.

Materiał nadesłany
13-09-2019
e-teatr.pl – wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/279761.html

09
Wrzesień
2019
23:52

Warszawianka Roku 2019 - ogłoszenie nominacji - 4 września 2019, Fot. Maciej Łysakowski

zobacz więcej zdjęć (3)

Piotra i Mikołaja - wszystkiego dobrego

Plebiscyt Warszawianka Roku i Warszawianka Przemian – nominacje

09 wrzesień 2019

Poznaliśmy nazwiska kobiet nominowanych w plebiscycie Warszawianka Roku, w ramach którego zostanie przyznany tytuł specjalny Warszawianka Przemian. O wyborze laureatek zdecydują mieszkańcy, którzy od dziś mogą brać udział w głosowaniu. Na oddanie głosu jest czas do 6 października br.
– Docenienie roli kobiet, wsparcie i ochrona ich praw jest dla mnie niezwykle ważne, dlatego realizuję program Warszawa dla kobiet. Trzydzieści lat temu działaliśmy ramię w ramię, wierząc w ideały demokracji, wolności i solidarności. Dziś szczególnie powinniśmy pielęgnować i utrwalać dla kolejnych pokoleń wartości, które nas łączą, a nie dzielą – mówi Rafał Trzaskowski, prezydent stolicy. – Cieszę się, że kontynuujemy plebiscyt Warszawianka Roku i po raz drugi oddajemy w ręce mieszkańców decyzję o tym, która kobieta otrzyma tytuł Warszawianki Roku oraz tytuł specjalny Warszawianki Przemian.
Idea Plebiscytu
Stolica po raz drugi wybiera Warszawiankę Roku. Plebiscyt ma na celu wyłonienie laureatki tytułu Warszawianka Roku, która swoją pracą zawodową lub społeczną w szczególny sposób przyczynia się do rozwoju Warszawy jako miasta otwartego i tolerancyjnego. Z uwagi na tegoroczne obchody 15-lecia wejścia Polski do Unii Europejskiej oraz 30-lecia pierwszych wolnych wyborów w Polsce ogłosiliśmy również tytuł specjalny pn. Warszawianka Przemian. Jego celem jest wyłonienie liderek społecznych, które na przestrzeni ostatnich 30-stu lat wybitnie wpłynęły na przemiany w naszym społeczeństwie w zakresie wolności, równości oraz poszanowania praw człowieka.
– Chciałabym, aby ten plebiscyt rzucił światło na kobiety, które dziś i przez ostatnie lata niestrudzenie działają na rzecz poszanowania ludzkiej godności, mniejszości oraz ludzi marginalizowanych. Wśród nominowanych znalazły się aktywne obywatelsko, świadome społecznie i niezwykle zaangażowane kobiety, które przyczyniły i przyczyniają się do ważnych zmian, bez których Warszawa nie byłaby miastem jakim jest dziś – nowoczesnym, otwartym, różnorodnym i wolnym – mówi Ewa Malinowska-Grupińska, przewodnicząca Rady m.st. Warszawy.
Kryteriami wyboru kandydatek do obydwu tytułów były: działalność na rzecz Warszawy i jej promocja, upowszechnianie otwartości, tolerancji, równouprawnienia, wartości demokratycznych. Były brane pod uwagę wybitne osiągnięcia w ich dziedzinie na skalę ponadwarszawską, działalność na rzecz kobiet, społeczeństwa obywatelskiego lub społeczności lokalnej w Warszawie.
W tym roku kapituła, wybierając kandydatki do tytułu specjalnego Warszawianki Przemian, brała pod uwagę także ich wkład w budowanie społeczeństwa obywatelskiego oraz społeczności lokalnej, działanie na rzecz poszanowania godności jednostki, wolności, równości, równouprawnienia, państwa prawa, poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Szczególnie ważne były też działania kandydatek na rzecz transformacji społeczeństwa obywatelskiego oraz społeczności lokalnej pod kątem transformacji obyczajowej i transformacji edukacji, ich udział w kształtowaniu konstytucji oraz praw demokratycznych, działalność na rzecz budowania wspólnoty i integracji społeczeństwa w duchu wartości UE.
Plebiscyt jest realizowany przy udziale Rzecznika Praw Obywatelskich oraz znanych osobistości ze świata kultury, mediów i organizacji pozarządowych.
Plebiscyt Warszawianka Roku
– kandydatki do tytułu Warszawianka Roku:
Ewa Błaszczyk, Katarzyna Homan, Katarzyna Jurkiewicz, Ewa Kulik-Bielińska, Julia Maciocha, Urszula Nowakowska, Karolina Pacoń, dr Bianka Siwińska, Nicole Sochacki-Wójcicka, Izabela Sopalska-Rybak
– kandydatki do tytułu Warszawianka Przemian:
prof. zw. dr hab. n. med. Anna Dobrzańska, Krystyna Janda, prof. dr hab. Ewa Łętowska, Krystyna Starczewska, Ludwika Wujec
Zagłosować może każdy!
Kandydatki do plebiscytu Warszawianki Roku mógł zgłosić każdy, kto ukończył 18. rok życia. W tym roku zgłoszeń było ponad 125. W trakcie burzliwych obrad spośród nich kapituła wskazała 10 nominowanych. Z tego grona w głosowaniu, które rozpocznie się w środę, 4 września i potrwa do 6 października br., zostanie wybrana laureatka plebiscytu. Również w środę, 4 września rusza głosowanie na Warszawiankę Przemian. W tym przypadku nominacje wskazali członkowie kapituły plebiscytu. Ogłoszenie wyników nastąpi podczas uroczystej gali, 9 października br. w Forcie Sokolnickiego.
Głosować może każdy, kto ukończył 18. rok życia, bez względu na miejsce zamieszkania i obywatelstwo. Głosujący podaje swoje imię i nazwisko oraz e-mail (podanie danych osobowych jest warunkiem udziału w głosowaniu). Głosując, wskazujemy po jednej nominacji w każdej kategorii (Warszawianka Roku/Warszawianka Przemian). Głosowanie trwa do 6 października – w przypadku głosowania drogą internetową do godz. 23.59, a w przypadku głosowania papierowego do godziny 16.00.
Głosować można:
• elektronicznie za pomocą formularza znajdującego się na stronie: www.um.warszawa.pl/warszawiankaroku
• papierowo za pomocą formularza dostępnego:
o na stronie: www.um.warszawa.pl/warszawiankaroku
o podczas wydarzeń miejskich, których listę podamy na profilu wydarzenia na FB.
Wypełnione formularze papierowe można:
• wysłać elektronicznie na adres email: warszawiankaroku@um.warszawa.pl
• dostarczyć (pocztą lub osobiście) do Biura Marketingu Miasta, ul. Wierzbowa 9, 00-094 Warszawa p. 153, z dopiskiem Warszawianka Roku lub dostarczyć na stoiska Warszawianki Roku, które będą obecne na wydarzeniach miejskich.
Warszawianka Roku – kapituła Ewa Malinowska-Grupińska – przewodnicząca Rady m.st. Warszawy, przewodnicząca kapituły; Anna Ojer – laureatka pierwszej edycji Plebiscytu; Beata Michalec ¬– członkini Towarzystwa Przyjaciół Warszawy; Agata Passent – dziennikarka, pisarka, założycielka Fundacji „Okularnicy”; Anna Maruszeczko – dziennikarka radiowa i telewizyjna, redaktor naczelna Urody Życia; Dorota Warakomska – dziennikarka, doradczyni medialna, członkini stowarzyszenia Kongres Kobiet; Tomasz Raczek – teatrolog, krytyk filmowy, publicysta i wydawca, właściciel Instytutu wydawniczego Latarnik; Rafał Dymek – politolog, dyrektor zarządzający w Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana

Patronat honorowy nad plebiscytem Warszawianka Roku objął Rzecznik Praw Obywatelskich.
Partnerzy: Dom Spotkań z Historią, Towarzystwo Przyjaciół Warszawy, Risk made in Warsaw, 696 Jewelry, Oceanic, by Insomnia
Patroni medialni: Chillizet, Uroda Życia, Viva, Polki.pl

http://www.patriot24.net/plebiscyt-warszawianka-roku-i-warszawianka-przemian-nominacje,23709

07
Wrzesień
2019
11:38

Muzeum Domków Dla Lalek - Dziennik 7 września 2019

zobacz więcej zdjęć (7)

Reginy i Melchiora - wszystkiego dobrego

Dwa dni przerwy w graniu, od niedzieli, po długiej przerwie BOSKA! do czwartku. Odwiedziłam zdumiona, że takie muzeum istnieje, Muzeum Domków Dla Lalek. Słodkie, to prywatne zbiory, które się przeobraziły w fundację. Muzeum ma siedzibę w Pałacu Kultury i jest naprawdę słodkie. 140 domków dla lalek. Bardzo interesująca sala z zabawkami włoskimi, sakralnymi. Idźcie, koniecznie z uroczym przewodnikiem, który oprowadzał nas jak dzieci. Urocze. Pozdrawiam serdecznie.

02
Wrzesień
2019
13:27

W hotelu w Poznaniu, po 2 spektaklach... Dziennik 2 września 2019

zobacz więcej zdjęć (12)

Stefana i Juliana - wszystkiego dobrego

Wczorajszy Poznań „boski”, choć męczący. Dwa przedstawienia w wielkiej sali opery, z 40 minutową przerwą między spektaklami, to chyba już nie na moje siły. No ale presja kondycji tego rodzaju wyjazdów – na zaproszenie agencji prywatnych, wyznacza harmonogram. Enyway. Było wzruszająco i chyba naprawdę dobrze. I dziękuję, kłaniam się raz jeszcze. Dziś podróż do Warszawy i domowe zajęcia, jutro powrót do codzienności teatralno- biurowej i wieczorem „Shirley”.
Skończyłam czytać biografię Bergmana, nieprzyjemna sprawa, ale za to chyba na nowo obejrzę Jego filmy, wiem teraz o ich powstaniu dużo więcej. Wróciłam do zapisków blogowych pana Jacka Bocheńskiego, gdzie na marginesach codziennych drobiazgów sprawy niezwykłe jakby tylko maźnięte. No i skończę „Zawał” Białoszewskiego, bo umęczona Jego sanatoryjną rekonwalescencją w Inowrocławiu, przerwałam lekturę.
Dostaję miłe listy, papierowe! W jednym wiersz o cudowności teatru. Hejtów internetowych nie czytam, więc – daremna praca, marny trud, bezsilne złorzeczenia…
Dobrego dnia, żyjmy dalej z nadzieją na lepsze jutro.
Zdjęcia przypadkowe. Od Sasa do Lasa lub jak kto woli Jeden do Sasa drugi do Lasa czyli jedni do Augusta II „Sasa”, inni do Stanisława Leszczyńskiego czyli „Lasa”. Wojna o sukcesję polską 1733-1735. Podobno taka frazeologia.

01
Wrzesień
2019
12:51

V Festiwal Krystyny Jandy, Szczawno-Zdrój. Dziennik 1 września 2019

zobacz więcej zdjęć (10)

Bronisława i Idziego - wszystkiego dobrego

Wczoraj po południu powrót ze Szczawna Zdrój. Busem przez Polskę. Potem spotkanie i obiad z moimi dziećmi. Dorośli, spokojni ludzie, traktują mnie trochę z przymrużeniem oka, bardzo mi z tym dobrze.
A w Szczawnie Festiwal Krystyny Jandy, już któryś rok. Coroczne, jak twierdzą ważne wydarzenie, gramy dwa, trzy spektakle z naszych teatrów, odbywa się projekcja jednego, dwóch moich filmów, spotkanie, dyskusja. Miło. Festiwal wmyślił kilka lat temu Sławomir Pietras dla Lądka Zdrój, a potem kiedy szefem uzdrowiska Szczawno Zdrój został Paweł Skrzywanek, zabrał festiwal do siebie, a Lądek został z cudownym festiwalem baletowym. I na jeden i na drugi festiwal przyjeżdża wielu ludzi z całego regionu, także z Niemiec.
Rok temu Szczawno nawiedził pożar, spalił się zabytkowy obiekt sanatoryjny, wielka tragedia, zaczęto go odbudowywać, ale Pawła Skrzywanka wywalono, na podstawie doniesień, między innymi takich że bronił Frasyniuka i nie zlikwidował festiwalu Jandy.
Mimo to wszystko, festiwal, decyzją miłego, spokojnego pana burmistrza i przy pomocy wielu ofiarodawców miejscowych się odbył w tym roku, uszczuplony, ale jednak, za co bardzo dziękujemy, także pani dyrektor miejscowego Teatru Zdrojowego.
W tym roku zagraliśmy z Jurkiem Stuhrem i Jerzym Łapińskim 32 OMDLENIA Czechowa i odbyła się projekcja filmu SŁODKI KONIEC DNIA oraz spotkanie z Widzami.

Szepnięto mi, że podczas naszego spektaklu do telefonu pana burmistrza przyszło kilka anonimowych obrzydliwych hejtów, powiedziano mi, bo pan burmistrz nie dał po sobie nic poznać. Przykro. Graliśmy z całej siły talentów i umiejętności.

Dziękujemy, było jak zwykle wspaniale, miło i „wydarzeniowo”. Zobaczymy, co nas czeka w przyszłym roku. Nasze teatry mają duży, bogaty repertuar i dopytywano o dostępność artystów na przyszły festiwal. Zobaczymy.
Dookoła wiele billboardów wyborczych z kandydatami PiSu i brak jakichkolwiek innych. Podobno Ci z PiSu stoją tam już od miesiąca.
Szczawno Zdrój przepiękne. Pełne kuracjuszy, mimo że w zaimprowizowanych warunkach odbywają się zabiegi. Z ufnością patrzą w przyszłość, choć moja ulubiona wałbrzyska fabryka porcelany „Krzysztof” ma się dobrze dopiero od momentu, kiedy ją, upadającą, kupili prywatni właściciele.
Pozdrawiamy Was, Przyjaciele ze Szczawna, życzymy ziszczenia wszystkich planów.
Dziś 1 września. Od rana nie mogłam spać. Oglądałam uroczystość na Westerplatte. Gorzko.
Jedziemy do Poznania, gdzie dziś dwa razy gramy w Operze Poznańskiej „Zapiski z wygnania”.

Nasz spektakle organizuje prywatna agencja, może nie będzie donosów i hejtów.

Jutro powrót do Warszawy.
01
Wrzesień
2019
12:39

Bronisława i Idziego - wszystkiego dobrego

Wczoraj po południu powrót ze Szczawna Zdrój. Busem przez Polskę. Potem spotkanie i obiad z moimi dziećmi. Dorośli, spokojni ludzie, traktują mnie trochę z przymrużeniem oka, bardzo mu z tym dobrze.
A w Szczawnie Festiwal Krystyny Jandy, już któryś rok. Coroczne , jak twierdzą ważne wydarzenie, gramy dwa, tezy spektakle z naszych teatrów, odbywa się projekcja jednego, dwóch moich filmów, spotkanie, dyskusja. Miło. Festiwal wmyślił kilka lat temu Sławomir Pietras dla Lądka Zdrój a potem kiedy szefem uzdrowiska Szczawno Zdrój został Paweł Skrzywanek, zabrał festiwal do siebie a Lądek został z cudownym festiwalem baletowym. I na jeden i na drugi festiwal przyjeżdża wielu ludzi z całego regionu, także z Niemiec.
Rok temu Szczawno nawiedził pożar, spalił się zabytkowy obiekt sanatoryjny, zaleto go odbudowywać ale Pawła Skrzywanka wywalono, na podstawie doniesień, między innymi takich że bronił Frasyniuka i nie zlikwidował festiwalu Jandy.
Mimo to wszystko, festiwal, decyzją miłego, spokojnego pana burmistrza i przy pomocy wielu ofiarodawców miejscowych się odbywa, uszczuplony , ale jednak, za co bardzo dziękujemy także pani dyrektor miejscowego Teatru Zdrojowego. W tym roku zagraliśmy z Jurkiem Stuhrem i Jerzym Łapińskim 32 OMDLENIA Czechowa i odbyła się projekcja filmu SŁODKI KONIEC DNIA oraz spotkanie z Widzami.
Dziękujemy, było jak zwykle wspaniale, miło i „ wydarzeniowo”

27
Sierpień
2019
11:31

Józefa i Moniki - wszystkiego dobrego

Felieton dla portalu ONET.PL

Matka. Od czterech miesięcy w żałobie po Niej, zmuszam się do napisania choć słowa. Bo nasze matki to temat wielki, wspólny, bolesny, mam ochotę i potrzebę się nim podzielić. Nie mogę pisać. Nie mogę myśleć, pisać, czytać, gram z trudem, nadmiernie akcentuję sprawy i słowa teraz mi najbliższe, osobiste, plączę się w niechcianych momentach scenicznych, przychodzących niespodziewanie, nieprzydatnych na scenie uczuciach.             Przyjaciele mówią, będzie gorzej, im dalej tym będzie gorzej.

Umarła. Umierała pięknie, po cichutku, z nieśmiałym uśmiechem i podziękowaniem za opiekę, czułość, stałe towarzyszenie Jej w odchodzeniu. W podziękowaniu, że umiera w domu, wśród nas, zwierząt, ulubionych przedmiotów i z widokiem na jej ukochany ogród. Prosiła żeby Jej już nie leczyć, nie poddawać badaniom, nie wozić do szpitala, nie ratować za wszelka cenę. Z poczucia winy, zaglądaliśmy lekarzom w oczy i pytaliśmy, czy to co państwo zalecają, nie jest przypadkiem leczeniem uporczywym, bo mama sobie tego nie życzy. Jest – odpowiadali, ale musimy to zaproponować, bo to nasz obowiązek, a państwo zdecydujecie czy stosować to czy nie. – A gdyby pani matka, pani doktor, była w tej sytuacji, zastosowałaby to pani? I wtedy ciche – nie. I ulga.

Jak wielu ludzi wie, co to znaczy przewijać własną matkę? Wielu, paradoksalnie, wielu. Spotykałam ich ostatnio ciągle, w szpitalach, przychodniach, aptekach. Kupowaliśmy pieluchy, środki przeciwbólowe, patrzyliśmy na siebie wstydliwie i porozumiewawczo. Bo słowa tu nie są potrzebne, a poza tym, nie ma tu wystarczających słów. – Mam dwoje rodziców leżących, wyszeptała mi pewnego dnia jedna pani, jestem prawnikiem, musiałam zrezygnować z pracy, żyję z ich rent, opieka nad nimi trwa już półtora roku, to jest ponad moje siły.W domu pogrzebowym, pani mnie obsługująca – opiekowałam się obłożnie chorym ojcem 11 lat, straciłam życie, najlepsze lata, nie mogłam zawiązać rodziny. Odkąd umarł, mija 9 lat, brakuje mi tej opieki nad nim, moje życie straciło sens.Milanówek jest miastem starych ludzi – nie wyobraża sobie pani, w ilu tu domach leżą starzy ludzie, opiekują się nimi dzieci, wnuki, ludzie opłacani przez rodzinę, co drugi dom tutaj to trumna za życia– mówi mi pani w ośrodku zdrowia.

Opiekun medyczny, nowy zawód, poszukiwany, coraz częściej potrzebny, kurs można skończyć w Internecie za kilkaset złotych, a  potem ma się teoretycznie wiedzę, wyjeżdża się do Niemiec albo Włoch zajmować się tamtymi starszymi, niedołężnymi i chorymi, towarzyszyć im w ostatnich latach życia, albo tu w Polsce. Kosztowna sprawa. Ci z doświadczeniem są rozchwytywani. Dzieci chorych opłacają często ich pracę i troskę z zagranicy. Samotność, coraz częściej spotykane zjawisko. Samotność na starość, w chorobie i potrzebie, najczęstsza.

Nie mogę spać jeszcze bardziej niż dawniej. Wchodzę teraz nocami po dwa, trzy razy do pokoju mamy. Pachnie Nią. Zaglądam do torebek, w każdej błyszczyk do ust, perfumki, grzebyczek, paragon ze sklepu, chusteczka, dwa, trzy cukierki, jakiś numer telefonu, do lekarza, znajomej, zapisany na karteczce, lista zakupów…w kieszeniach płaszczy suche liście, kasztany, które zbierała jesienią. Małe zwykłe życie. Zaglądam do szuflad, pierścionki z nieodjętymi cenami, nigdy ich nie nosiła, ten, który nosiła stale, noszę teraz na palcu, nie zdejmuję. Podczas tych odwiedzin nocnych u Niej w pokoju, towarzyszą mi psy. Stoją niezdecydowane, bo myślały że Ona będzie, jak zwykle, u siebie w łóżku, a tu nie ma, a zapach został. Sprawdzają, szukają, rozglądają się, zaglądają do Jej łazienki i ich entuzjazm początkowy i radość, że otwierają się te drzwi, zawsze teraz zamknięte, opada. Kładą się przy mnie na dywanie i zasypiają, a ja podróżuję po Jej małym bezpiecznym świecie, dokumentach, zdjęciach, koszulach nocnych, zakładkach w książkach, biżuterii.

W co ją ubrałaś do trumny– pyta mnie kuzynka przez telefon. – W to, w co się ubrała na ślub Adasia– odpowiadam. Nie zostawiła mi instrukcji. W ostatnich miesiącach, tych leżących, pytała tylko co jakiś czas, ile to jeszcze potrwa. Była umęczona. Pracowałam wtedy na Wybrzeżu, wchodziłam w piątek do Jej pokoju, uśmiechała się i mówiła – wróciłaś,no to mogę teraz umierać, kiedy odjeżdżałam w poniedziałek rano, mówiła – i znów muszę poczekać na ciebie tydzień. Umarła, kiedy byłam na scenie, w Warszawie, umarła w otoczeniu rodziny i zwierząt. Mój starszy syn trzymał Ją cały czas za rękę. Przyjechałam do domu, godzinę po Jej śmierci. Nie poczekała na mnie. – Jak ja wam zazdroszczę że byliście przy niej w tym momencie. Długo siedzieliśmy potem dookoła łóżka w milczeniu. Nikt nie płakał, to było za trudne, żeby płakać.

Była tak cudownym człowiekiem. Nigdy nie podnosiła głosu, nigdy z nikim się nie pokłóciła, zawsze uśmiechnięta, nie zabierała sobą czasu, nikomu. Wszystko brała serio i zawsze starała się pomóc. Lubiła też pobyć sobie sama. Nie gustowała specjalnie w teatrze, kiedyś poszła na „Mewę” Czechowa, grałam Ninę Zarieczną, płakałam na scenie, ona ze mną, na widowni, cały czas. Po spektaklu zapytała – dlaczego płakałaś? Ktoś ci zrobił krzywdę, przykrość?Nie mamo, to w roli. – A idź ty! Nabrałaś mnie –zdenerwowała się. Już nigdy nie pójdę do teatru. I nie chodziła zbyt często, chyba że na „wesołe”. Do moich sukcesów odnosiła się zupełnie obojętnie, jak do czegoś zwykłego i codziennego. Na sekretarkę w naszym telefonie stacjonarnym, nagrałam kiedyś wiadomość- proszę nie zawracać głowy mojej mamie, proszę dzwonić do teatru 22-6214161.Była mi wdzięczna. Repertuary naszych teatrów zawsze miała pod ręką, tylko po to, żeby zobaczyć, co gram, i o której wrócę.

Matka. Była mi najbliższa. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży z synem, miałam prawie 40 lat, pojechałam najpierw do Niej – mamo, jestem w ciąży, musicie z tatą zamieszkać z nami i powinnaś pójść na emeryturę, ok? -Ok ,powiedziała bez zastanowienia i w następnym miesiącu złożyła podanie. Dała moim dzieciom i całej rodzinie, bezmiar miłości i ciepła, spokoju, cierpliwości i zrozumienia. Mieszkałyśmy razem na nowo ostatnie 29 lat, po śmierci taty, a potem mojego męża, ostatnie 12 lat same. Było nam bardzo, bardzo dobrze. Czule. Cicho. Ogrodowo. Rodzinnie. Wszyscy kochaliśmy Ją nieprzytomnie. Byłą osią naszego życia. Delikatnym, uśmiechniętym Szymonem Słupnikiem. Opoką, pocieszeniem, mądrością, naszą słabością i siłą. Wychowała moich synów, darzyli ją miłością, jakiej można pozazdrościć każdej matce i babci. Siedzieli  przy niej przez ostatnie miesiące, czuwali nocami, dzieliliśmy się tym czasem. Poprosiła któregoś dnia, tuż przed śmiercią, mojego syna – Pogłaskaj mnie.– Co z wami będzie?  On ją głaskał po głowie, a my wyszliśmy płakać.

Wielkie, wspaniałe życie. Godne, pracowite, ofiarowane innym.

Siedziałyśmy zawsze razem przy śniadaniu i omawiałyśmy ten świat. – Co ja po sobie zostawię?-powiedziałam któregoś ranka – Bałagan. Jak oni sobie z tym poradzą. Spojrzała na mnie – zostawisz dzieci. Wystarczy. Niestety zostawisz dzieci w nieszczęśliwym kraju. I nagle zaczęła mówić, zła, nigdy jej takiej nie słyszałam : A ja? Ja na pewno umrę niedoczekawszy zmiany tej cholernej zmiany. Bo już za mojego życia to się nie stanie. A tak się cieszyłam, że doczekałam końca komunizmu, że doczekałam zdrowego, normalnego, zwyczajnego kraju. Że wy i nasze dzieci, wykształcone, inteligentne, pracowite, mądre, że czeka was tylko wszystko co dobre. A tu na nowo to wszystko – w pogardzie. Tylko zło, chytrość, cwaniactwo, głupota, podłość, cynizm. I za moich czasów się już nie zmieni. Będę umierać z niepokojem o was wszystkich. A już myślałam że umrę w spokoju.

Umarła. Kobieta, żona, matka, babcia, Polka, zwykły, pracowity człowiek. Umarła z poczuciem klęski tego kraju i zawiedzionych nadziei. Ona, która nie znała wcześniej uczuć negatywnych, nienawidziła – dobrej zmiany. Prawdziwie nienawidziła.

 

https://kobieta.onet.pl/krystyna-janda-pierwszy-raz-o-smierci-mamy/1kqlktg

 

 

 

 

 

 

 

© Copyright 2019 Krystyna Janda. All rights reserved.