23
Wrzesień
2020
07:05

Tekli i Bogusława - wszystkiego dobrego

Smutek i gorycz. Podłość goni podłość i podłością pogania. Straszni ludzie. Bez odpowiedzialności. Bez godności. Podli. Wszędzie. Także w kościele. Czas na marnych i małych. Ojczyzna to przede wszystkim ludzie. Jak żyć?
W grudniu kończę 68 lat. Przeżyłam życie twórczo i pracowicie. Uczciwie i optymistycznie. Od nagród i wyróżnień którymi mnie zaszczycono uginają się półki w kasie Teatru Polonia, bo tam są wystawione jako wizytówka naszych teatrów i „gwarant” naszego statusu i marki. Fundacja jaką prowadzę mimo pandemii i przejściowego mam nadzieję czasu, ma się naprawdę nieźle. Gramy codziennie w obu teatrach od ponad dwóch miesięcy, w reżimie sanitarnym to oczywiste ale też nic się przez ten czas na szczęście nie zdarzyło. Od ponownego otwarcia daliśmy dwie premiery, WSPÓLNOTĘ MIESZKANIOWĄ, OSZUSTÓW, za chwilę premiera CRAVATE CLUBU, w grudniu kolejne dwie, ALEJA ZASŁUŻONYCH i CWANIARY. Repertuar na przyszły rok gotowy, artyści mający go zrealizować, zaangażowani. Jesteśmy wypłacalni i nie zwolniliśmy ani jednego pracownika. Publiczność jest wciąż przy nas i wypełnia sale, w nakazanym dla kultury ograniczeniu 50%, bardzo niesprawiedliwym w porównaniu do innych miejsc i dziedzin. Nie wiem co będzie dalej ale moja mała ojczyzna, ma się dobrze, pracujemy z ufnością i nadzieją na powrót do normalności.
Natomiast to co przynosi każdy dzień, co leje się każdego dnia z mediów, zachowania ludzi publicznych przerażają i odejmują siły. Granice wszelkie są przekraczane w sposób dotąd niewyobrażalny. Ile podłości może wyprodukować człowiek i ile podłości może człowiek znieść? Dużo, bardzo dużo, czasem tylko opadają ręce i nie chce się dalej żyć.
Dobrego dnia.
Ludzie opamiętajcie się! Taki ciężki czas za nami i przed nami. Bądźcie ludźmi! Myślcie i działajcie w dobrej wierze, choć domniemanie waszej dobrej woli i niewinności dawno w nas zabiliście.
Dobrego dnia.

19
Wrzesień
2020
16:03

Januarego i Konstancji - wszystkiego dobrego

Wróciłam w nocy po CALLAS z Buska i nie mogłam spać, prześledziłam co się działo w sejmie, co z ustawami, co z rządowymi awanturami, obejrzałam sobie kandydatkę na nowego rzecznika praw obywatelskich popieraną przez 700 organizacji czekającą na głosowanue w Jej sprawie a raczej naszej wspólnej sprawie, na podłodze na koryrarzu sejmowym, przeczytałam o wycięciu kolejnych bezcennych lasów i rekordowej ilości zakażeń na Covid oraz o 17 zgonach, zatkało mnie wiadomością o przeszukaniu domu sędzi Beaty Morawiec i „ odpaliłam” horoskop dla Strzelca na jesień i koniec roku…wyszło że będę w tym roku wyjątkowo „kaprysić przy stole”!
Niezależnie od tego co to ma znaczyć nie śpię do tej pory. Oglądam od godziny filmik w Internecie na którym szczęśliwe lisy wybiegają z klatek na wolność. Dobrego popołudnia. Ja dziś gram ZAPISKI Z WYGNANIA. 🌷

28
Sierpień
2020
12:39

Dziennik 28 sierpnia 2020

zobacz więcej zdjęć (25)

Augustyna i Patrycji - wszystkiego dobrego

Kończę mój sopocki tydzień, pracy, odpoczynku i porządkowania spraw. Jednak udało się złapać trochę oddechu. Wracam do codziennej pracy i warszawskich problemów. Zaczynam kończyć rzeczy i stroić się do nowych prób, tym razem zagram także główną rolę w tym trudnym i karkołomnym wydaje się na razie przedsięwzięciu dla Och-Teatru. Premiera planowana na 13 grudnia a do tego czasu mooorze, morzeee spraw. Pisze się coraz trudniej bo to co dookoła nie do opisania, nie wiem jakiego talentu i mędrca by trzeba, żeby to jakoś relatywizować. Serce i mózg boli każdego dnia, bo każda chwila wydaje się być świadkiem przekroczenia wszystkiego co normą dotąd nazywaliśmy.
Pozdrawiam serdecznie.

15
Sierpień
2020
20:11

Fot. Adam Kłosiński

zobacz więcej zdjęć (8)

Marii i Napoleona - wszystkiego dobrego

Panie Macieju bardzo dziękuję.

JEJ PORTRET: KRYSTYNA JANDA

Nikt nie pozostaje obojętny wobec ikony polskiej kultury. Krystynę Jandę jedni uwielbiają, innych denerwuje jej sposób bycia, przebojowość i bezkompromisowość. Aktorka jest wulkanem energii. Założyła Fundację Krystyny Jandy na Rzecz Kultury, w ramach której działają dwa teatry. Gra rocznie w 300 spektaklach, reżyseruje, śpiewa, wydała kilka płyt i książek, publikuje felietony w kobiecych pismach, i prowadzi od dwóch dekad dziennik internetowy.

W lipcu 2020 w Och -Teatrze odbyła się kolejna premiera spektaklu w reżyserii Krystyny Jandy. „Wspólnota Mieszkaniowa”Jiříja Havelki to komedia o społeczności mieszkającej w jednym domu. Zebranie wspólnoty ujawnia różne poglądy i śmieszności ludzkich charakterów. W spektaklu oglądamy współczesną Polskę jak w soczewce – rasizm, brak szacunku do drugiego człowieka, homofobia, przemoc, niezrozumienie. W obsadzie plejada polskich gwiazd. Spektakl okazał się sukcesem. Nic w tym dziwnego, bo Krystyna Janda to kobieta skazana na sukces.

Nic nie zapowiadało, że Krystyna Janda będzie aktorką. Urodziła się i wychowała w Starachowicach. W dzieciństwie uczęszczała do szkoły muzycznej. Potem uczyła się w studium baletowym Operetki Warszawskiej i Liceum Plastycznym. Marzyła, żeby studiować w Akademii Sztuk Pięknych. Koleżanka poprosiła ją, żebym towarzyszyła jej podczas egzaminu. Przypadek sprawił, że została aktorką.

„Na egzamin do szkoły szła moja koleżanka, ja jej tylko towarzyszyłam. Kiedy po kilku godzinach oczekiwania okazało się, że koleżanka się nie spodobała, wbiegłam tam i zrobiłam okropną awanturę! Zaczęłam strasznie krzyczeć, a dosłownie chwilę później jeden z egzaminatorów zapytał, czy mogłabym pokazać nogi. W tej całej złości nawet się nie zastanowiłam, o co on mnie pyta, odsłoniłam kawałek i krzyknęłam „Proszę, takie mam nogi!”. Usłyszałam tylko „Niezłe, powinnaś zdawać” , wspominała aktorka w jednym z wywiadów.

Nie przypominała typowej studentki. W ogóle się nie malowała. Farbowała włosy na czerwono i chodziła tylko w spodniach. Profesor Janina Romanówna, która uczyła aktorkę, powiedziała jej kiedyś: „Idź, umaluj się, bo wyglądasz, jakbyś przed chwilą rzygała. Kto będzie się z tobą chciał całować?”.

Szkołę teatralną Krystyna Janda wspomina z rozrzewnieniem:

„Szkoła była dla mnie nowym lądem, żyłam jej życiem. Najbardziej lubiłam zajęcia. Bardzo miło wspominam te u profesorów: Jerzego Kaliszewskiego, Aleksandra Bardiniego i Jana Kreczmara” , mówiła aktorka w wywiadzie.

Jeszcze w czasie studiów zadebiutowała jako aktorka rolą Maszy Kułyginy w „Trzech siostrach” Czechowa w reż. Aleksandra Bardiniego. Jej talent docenił także Andrzej Łapicki obsadzając ją w… męskiej roli Doriana Greya w spektaklu „Portret Doriana Greya” Oscara Wilde’a.

Przełomem w jej karierze artystycznej była rola Agnieszki w „Człowieku z marmuru” w reż. Andrzeja Wajdy z 1976 r. Reżyser wypatrzył Jandę podczas próby w teatrze i zaprosił na zdjęcia próbne. Aktorka stworzyła jedną z najlepszych ról w polskim kinie. Nerwowa, z nieodłącznym papierosem w ustach, nosząca dżinsową kurtkę, Agnieszka Krystyny Jandy, odsłaniająca prawdę o czasach stalinowskich, stała się symbolem ówczesnego młodego pokolenia niepogodzonego z systemem, w jakim mu przyszło żyć.

Na studiach w szkole teatralnej aktorka poznała swojego przyszłego męża, Andrzeja Seweryna, który był już wtedy znanym aktorem, wykładowcą. Para pobrała się, a związek zaowocował narodzinami ich córki Marysi. Niestety, małżeństwo nie przetrwało próby czasu.

Zaraz po studiach, aktorka została zaangażowana do warszawskiego Teatru Ateneum, w którym spędziła jedenaście lat. Jedną z najważniejszych ról stworzonych na scenie przy ul. Jaracza, była postać Rity w spektaklu „Edukacja Rity” Willy Russella w reż. Andrzeja Rozhina. Rolą Krystyny Jandy zachwycili się krytycy i publiczność, a spektakl zagrano 400 razy.

„Weszłam do zespołu Teatru Ateneum, gdzie też pracował mój ówczesny mąż. Nie było to najlepsze posunięcie, lubił mnie i cenił dyrektor Warmiński, ale nie lubiła jego żona i pierwsza aktorka teatru, Aleksandra Śląska. Prawie nie „skosztowałam” dużego repertuaru”, wyznaje aktorka w wywiadzie.

Wielkim sukcesem okazała się rola piosenkarki Antoniny Dziwisz w „Przesłuchaniu” w reż. Ryszarda Bugajskiego. Bohaterka filmu, grana przez Krystynę Jandę, zostaje aresztowana przez Urząd Bezpieczeństwa i torturowana, po to, by jej zeznaniami można było obciążyć jej znajomego. Za te rolę artystka otrzymała w 1990 r. Złotą Palmę na Festiwalu Filmowym w Cannes za najlepszą rolę kobiecą.

W latach 80. minionego stulecia, z sukcesem, aktorka grała w kolejnych produkcjach filmowych, m.in.: „Mefisto”, „Golem” czy serialu telewizyjnym „Modrzejewska”, w którym zagrała główną rolę.

Krystyna Janda kontynuowała również współpracę z Andrzejem Wajdą, z którym zrealizowała kolejne filmy, m.in.:”Bez znieczulenia”, „Dyrygent”, „Człowiek z żelaza”. Andrzej Wajda towarzyszył aktorce prawie całe zawodowe życie, był jej mentorem, serdecznym przyjacielem, bardzo bliskim człowiekiem.

„Andrzeja uwielbiam, podziwiam. On mnie zrobił na początku. Nie tyle jako aktorkę, on mnie stworzył jako Polkę. Jako społecznego człowieka, obywatelkę. Ja się u Wajdy urodziłam, na planie, jako Janda obywatelska. To on wypuścił mnie na wolność: jako człowieka, kobietę, aktorkę”, wyznaje aktorka.

To właśnie na planie jednego z filmów Andrzeja Wajdy, Krystyna Janda poznała operatora filmowego Edwarda Kłosińskiego, który został jej drugim mężem. Para kupiła przedwojenną willę w podwarszawskim Milanówku, a na świat przyszli ich synowie Adam, a potem Jędrzej.

Debiutanckim monodramem Krystyny Jandy była „Biała Bluzka”, oparta na opowiadaniu Agnieszki Osieckiej. To historia Elżbiety nie mogącej sobie poradzić z osobistym życiem i Polską lat stanu wojennego.

Premiera „Białej Bluzki” odbyła się w marcu 1987 roku, podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Kolejne spektakle grane były w warszawskim Teatrze Ateneum i gościnnie na scenach polskich miast. Przedstawienie szybko zyskało status „kultowego”, a Krystyna Janda otrzymała za tę rolę liczne nagrody. W 2010 roku, aktorka powróciła do tego tytułu, przygotowując nową wersję spektaklu, który do tej pory znajduje się w repertuarze Och -Teatru.

Z czasem, spektakle jednego aktora, stały się znakiem rozpoznawczym Krystyny Jandy, która w ciągu swojej kariery wystąpiła w dwunastu monodramach.

Jedną z aktorskich wizytówek Krystyny Jandy jest tytułowa rola w monodramie „Shirley Valentine” Willy Russella. Kiedy w 1990 roku, aktorka przygotowywała ten spektakl, wiele osób jej odradzało występ w tej bulwarowej sztuce, której bohaterką jest „kura domowa”, postanawiająca zmienić swoje życie. Monodram szybko zyskał status kultowego. Kobiety po obejrzeniu spektaklu zmieniały swoje życie, a studenci o przedstawieniu pisali pracę dyplomowe. Spektakl nie schodzi z afisza od trzydziestu lat, i wciąż się cieszy olbrzymim powodzeniem. Pomimo zagrania 1000 przedstawień tego tytułu, Krystyna Janda uwielbia grać ten spektakl.

Ważnym monodramem w karierze aktorki był spektakl „Danuta. W”, który powstał na kanwie książki Danuty Wałęsy „Marzenia i tajemnice”, opracowanej przez Piotra Adamowicza. W odważnej autobiografii autorka opowiada o życiu u boku Lecha Wałęsy i codzienności w komunistycznym kraju. Krystyna Janda znana z ekspresyjnego sposobu grania, tym razem na scenie była wyciszona. Przedstawienie stało się wydarzeniem artystycznym.

„Zapiski z wygnania” to najnowszy monodram Krystyny Jandy przygotowany wspólnie z Magdą Umer w pięćdziesiątą rocznicę wydarzeń marcowych. Spektakl oparty na wspomnieniowej książce Sabiny Baral, dwudziestoletniej emigrantki roku 1968, która wyjechała razem z rodzicami, został obsypany nagrodami i spotkał się z uznaniem publiczności. Ubrana na czarno aktorka, na pustej scenie Teatru Polonia, opowiada wstrząsającą historię młodej dziewczyny, która musi znosić

W 1987 roku artystka związała się ze stołecznym Teatrem Powszechnym, w którym przez blisko trzydzieści lat stworzyła szereg niezapomnianych ról w repertuarze klasycznym, komediowym i współczesnym. Na scenie przy ul. Zamoyskiego była „gwiazdą”, zachwycała publiczność tytułową rolą w „Medei”, Gizelą w „Dwoje na huśtawce”, czy rolą Marthy w „Kto się boi Virginii Woolf?”.

W Teatrze Powszechnym artystka zagrała większość swoich monodramów: „Shirley Valentine”, „Kobieta zawiedziona”, „Maria Callas”, „Marlene” spektakli które przez wiele lat przyciągały na warszawską Pragę tłumy wielbicieli Krystyny Jandy. Na praskiej scenie aktorka zadebiutowała również jako reżyser teatralny, przygotowując w 1992 roku śpiewogrę „Na szkle malowane”. Spektakl okazał się wielkim teatralnym przebojem. W 2005 roku Krystyna Janda, w wyniku napiętej sytuacji w Teatrze Powszechnym, opuściła tę scenę.

Przez pół roku do aktorki, z propozycją pracy, nie odezwał się żaden z dyrektorów warszawskich teatrów. Aktorka planowała kupić dom w Toskanii, w którym pół roku by mieszkała, a drugie pół roku spędzała w Polsce, pracując. Z pomocą przyjaciół zaczęła szukać dla siebie do grania małej sceny. Znajomy znalazł jej salę dawnego kina Polonia. Krystyna Janda postanowiła razem z mężem i córką zbudować tu teatr, i powołali do życia Fundację Krystyny Jandy na Rzecz Kultury. Aby kupić kino, aktorka sprzedała warszawskie mieszkanie i wydała wszystkie oszczędności. W 2006 roku premierą „Stefcia Ćwiek w szponach życia” zainaugurowano działalność Teatru Polonia. Cztery lata później aktorka otworzyła Och-Teatr, który mieści się w dawnym kinie Ochota.

Dziś, oba teatry to kombinat artystyczny, prężnie działające sceny, na których odbywa się rocznie ponad 900 spektakli (!) i 10 premier. Kolejne premiery, w których gra plejada najlepszych polskich aktorów, stają się wydarzeniami artystycznymi i przyciągają tłumy widzów spragnionych rozrywki na wysokim poziomie.

W 2008 roku Krystynę Jandę spotkała życiowa tragedia. Zmarł jej mąż, Edward Kłosiński, który pomagał jej budować i rozwijać teatr. Aktorka ze wszystkim została sama, ale nie poddała się. Rok po Jego śmierci aktorka nakręciła „Tatarak” w reż. Andrzeja Wajdy, według opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza. Pod wpływem tych wydarzeń Andrzej Wajda zmienił scenariusz filmu. Fabułę odnoszącą się do opowiadania, przerywają wzruszające monologi Krystyny Jandy, która w pustym pokoju opowiada o odchodzeniu swojego męża. Film dedykowano Edwardowi Kłosińskiemu, który zmarł na raka płuc osiem miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć.

„To, tę rolę, ten film uważam za swoje największe osiągnięcie, zawodowe także”, wyznała w jednym z wywiadów Krystyna Janda.

Od małego była osobą przebojową, mówiącą co myśli. Kiedyś poszła do nauczyciela chemii, żeby ją zwolnił ze swoich zajęć, bo powiedziała mu, że musi iść do kina na „Szalonego Piotrusia”, że to jest ostatni seans w Warszawie. Nauczyciel zgodził się.

Po wyborach parlamentarnych w 2015 roku, aktorka zaczęła mocno angażować się w sprawy polityczne. Na swoim profilu facebookowym i w wywiadach krytycznie wypowiada się na temat działalności obecnego rządu PIS.

„Dookoła cyrk niegodziwości, festiwal głupoty, podłości, złej woli i nienawiści. Ten rząd, ta władza, jakby na złość, jakby szkłem po szybie, wciąż, każdego dnia. Małość, małostkowość, pycha, tromtadrackość, cały czas. Nie rozumiem. I mi żal tych lat, tego czasu na straty” – pisze aktorka na blogu.

Za te poglądy, codziennie, spotyka się z falą hejtu, zarówno ze strony popierających obecny rząd obywateli, jak i polityków Prawa i Sprawiedliwości. Aktorka pojawia się również na antyrządowych protestach. Artystka została także matką ogólnopolskiego strajku kobiet. Po tym jak na swoim profilu facebookowym zamieściła link do materiału o strajku islandzkich kobiet, i napisała „To tylko taka propozycja, niestety wśród kobiet nie ma za grosz solidarności”, przeciwniczki zaostrzenia przepisów aborcyjnych masowo wyszły na ulicę.

Krystyna Janda ostatnio w wywiadach często podkreśla, że w tej chwili najbardziej lubi grać w farsach, oraz komediach, i je reżyserować. Występy w lekkich sztukach to dla aktorki, dwie godziny zapomnienia i radości, odskocznia od politycznej, brutalnej rzeczywistości.

Teatr Polonia

Krystyna Janda ma na koncie blisko 200 ról teatralnych, filmowych i telewizyjnych. Gra, prowadzi teatry, reżyseruje, śpiewa, pisze felietony. Nigdy nie zwalnia, jej kalendarz wypełniony jest po brzegi. Rano próba w teatrze, tysiące spraw, zarządzanie Fundacją, wieczorem spektakl na drugim końcu Polski.

Za swoje rolę otrzymała liczne nagrody i wyróżnienia, które można obejrzeć w holu Teatru Polonia. Ciągle stawia sobie nowe wyzwania. Nie lubi marnować czasu. W 2015 roku powstała sygnowana jej nazwiskiem linia kosmetyczna. Ostatnio Krystyna Janda znalazła się na 5 miejscu w zestawieniu Top 10, Rankingu najcenniejszych polskich marek kobiet 2020.

Aktorka jest pogodzona z życiem:

„Uważam, że moje życie jest udane i szczęśliwe. Lubię je. (…) Lubię ludzi, życie, ale bez sztuki go sobie nie wyobrażam. Uważam, że dzięki niej moje życie jest tak ciekawe, nie na marne, mam wrażenie, że w tym co robię jest cień posłannictwa i to ma dla mnie wielkie znaczenie”. Polubić siebie, to najważniejsze. I uśmiechać się, myśleć pozytywnie, optymistycznie, wierzyć, że ze wszystkimi problemami można sobie jakoś poradzić. Lubić świat, lubić ludzi i siebie”, mówi aktorka.

Nazywana „Dobrem narodowym” aktorka, nie zwalnia tempa. Sierpień spędza na planie serialu TVN „Królestwo kobiet”. Wkrótce rozpocznie również próby do nowej roli w spektaklu „Aleja Zasłużonych” na scenie Och-Teatru. Premiera w grudniu. Największym wyzwaniem dla Krystyny Jandy jest teraz jednak utrzymanie stabilności finansowej teatrów, które ucierpiały z powodu pandemii koronawirusa.

Maciej Łukomski dla portalu strefalifestyle.pl. 15.08.2020

05
Sierpień
2020
06:09

Pożegnanie tytułu MATKI I SYNOWIE. Dziennik 5 sierpnia 2020

zobacz więcej zdjęć (7)

Marii i Stanisławy - wszystkiego dobrego

🌿Nie ma mnie.
🌿Siedzę na planie serialu KRÓLESTWO KOBIET po 10 godzin dziennie. Kończę z końcem sierpnia.
🌿Pożegnaliśmy się w Teatrze Polonia ze spektaklem MATKI I SYNOWIE.
🌿W tym miesiącu żegnamy się z UDAJĄC OFIARĘ i BAL MANEKINÓW w Och-Teatrze.
🌿Doprowadziliśmy do premiery nowego spektaklu w mojej reżyserii WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA, piszę doprowadziliśmy, bo w obecnej sytuacji to wyczyn. Publiczność wydaje się być zachwycona.
🌿Gramy do końca wakacji w każdy czwartek w Koneserze na wolnym powietrzu i tam tłumy.
🌿Nasze teatry pracują nieustannie, przy 50% nakazanej frekwencji, co nas wykańcza, aktorzy za co im najserdeczniej dziękuję i z powodu czego bardzo mi przykro, zgodzili się do września grać za połowę wynagrodzenia.
🌿Gram i ja od czasu do czasu w pandemicznym nastroju. 7 i 8 BIAŁĄ BLUZKĘ. Z powodu że miała być nagrywana. Skończyło się na planach, ale sobie zagram i spotkam się z publicznością „białobluzkową”.
🌿Śledzę zdumiewające obraźliwe, pogardliwe wypowiedzi władzy na temat „nieposłusznych” aktorów, ostatnio zaatakowany Janusz Gajos jako prostak, ja tydzień temu jako głupek. Nie ma co reagować, to poniżej godności.
🌿MaM nadzieję,że 6-tego na zaprzysiężeniu ”prezydenta” nie będzie nikogo dla mnie ważnego i szanowanego.
🌿Miałam zdjęcia w Pałacu Kultury. Byłam pod wrażeniem.
🌿Za chwilę w Internecie, w naszych mediach społecznościowych premiery dwóch zarejestrowanych spektakli – PANA JOWIALSKIEGO i NA CZWORAKACH. Będą do Państwa stale do dyspozycji dzięki programowi Kultura w sieci.
🌿Wszystkiego dobrego i zdrowia Wam życzę najserdeczniej.

16
Lipiec
2020
14:32

Marii i Benedykta - wszystkiego dobrego

Wywiad dla portalu urodazycia.pl

„Mądrość większości jest często problematyczna”. Wywiad z Krystyną Jandą.

„Człowiek jest mały i bywa wielki, jest i tak, i tak. W tym utworze śmiejemy się z siebie, przez łzy, ale jednak” – mówi Krystyna Janda o spektaklu „Wspólnota mieszkaniowa”. Od dziś w Och-Teatrze.

Sztuka czeskiego dramaturga i reżysera Jiříego Havelki „Wspólnota mieszkaniowa” to pierwsza w Och-Teatrze premiera po pandemicznej przerwie. Arcyzabawna komedia, która w Czechach została zekranizowana, stając się wielkim kinowym przebojem, to zarazem gorzka satyra na współczesne społeczeństwo. W obsadzie spektaklu zobaczymy między innymi Agnieszkę Więdłochę, Katarzynę i Cezarego Żaków oraz Stanisława Brejdyganta. Z Krystyną Jandą, reżyserką „Wspólnoty mieszkaniowej”, rozmawiałam tuż przed premierą.

Anna Zaleska: Z czego ostatnio pani się śmiała?

Krystyna Janda: Teraz, kiedy po ponad trzech miesiącach wróciliśmy do pracy w teatrach i pracowaliśmy nad nową premierą, poziom optymizmu się podniósł, śmiejemy się na nowo bardzo dużo i często. Praca daje radość i zapomnienie. A ponieważ robimy komedię pokazującą typowe postawy społeczne, karykaturujemy je, sprawia nam to prawdziwą uciechę. Mamy też nadzieję, że ten gorzki śmiech będzie towarzyszył widzom podczas oglądania.

O czym jest sztuka „Wspólnota mieszkaniowa”? I dlaczego ją wybrała pani na pierwszą premierę po pandemicznej przerwie?

To typowe zebranie członków wspólnoty mieszkańców pewnego domu, pewnej kamienicy. Przekrój społeczny, charakterologiczny i typowe zachowania grupowe śmieszą do łez i przerażają nie na żarty, a jednocześnie uświadamiają aktualność i obecność tych postaw w naszym życiu. Głupota, egoizm, krótkowzroczność, zacofanie, bezmyślny upór i niemożność porozumienia się, niezdolność do najdrobniejszego kompromisu to główne tematy.

Jest jak u Gogola: „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie”?

Człowiek jest mały i bywa wielki, jest i tak, i tak. W tym utworze śmiejemy się z siebie, przez łzy, ale jednak.

Jakie jest polskie poczucie humoru?

Mam o nim wysokie mniemanie, szczególnie o zdolności do abstrakcyjnego żartu.

Umiemy w ogóle być jeszcze wspólnotą? Wierzy pani, że można odbudować tak podzielone społeczeństwo?

Przed kulturą i sztuką stoi tu niewątpliwie wielkie zadanie. Wciąż uczymy się być wspólnotą, ale to nauka trudna, szczególnie teraz, kiedy nas tak zantagonizowano, skłócono, od kiedy mówi się z pogardą i nienawiścią o ludziach, grupach społecznych, zawodowych, rasowych. Cały czas myślę o pogłębiających się uprzedzeniach, braku wiedzy, złej woli, złych uczuciach. To było dawniej zabronione, skrywane, wstydliwe, a wydaje się, że teraz triumfuje. To straszne.

„Wspólnota mieszkaniowa” to też sztuka o kryzysie demokracji. Dlaczego demokracja tak wielu ludzi rozczarowuje?

Mądrość większości jest często problematyczna.

Zgadza się pani z tym, że z kryzysów wychodzimy silniejsi?

Może, ale potem czas mija, zapominamy, nie uczymy się na błędach, chętnie poddajemy się manipulacjom. Jestem 67-letnią kobietą będącą z racji zawodu zawsze w centrum spraw i widzę, że moje doświadczenie życiowe, pamięć o historii i jej mechanizmach, a doświadczenie i pamięć młodego pokolenia to dwa różne światy. W związku z tym różnica doświadczenia, rozumienia, rozwiązań i wyborów światopoglądowych jest bardzo duża.

Jak pani widziałaby „nową normalność”? Co powinno się zmienić w naszej rzeczywistości? Co powinniśmy na nowo przemyśleć?

Wszystko. Przede wszystkim powinniśmy myśleć – a z tym u nas słabo. Wychowanie, szkolnictwo, nauka, kultura, nauka empatii i myślenia społecznego, wpajanie odpowiedzialności i powrót do prawdy. To naiwność? Dla mnie nie.

Wszyscy myśląc o przyszłości czujemy teraz mniejszą lub większą niepewność. Co w pani budzi niepokój?

Moim problemem jest co innego: zmarnowane lata, rozczarowanie ludźmi, Polakami, i świadomość straty, zmarnowania wielu lat wspaniałego wysiłku, brak wiary w możliwość szybkiej naprawy, powrotu do drogi pozytywnej, nadziei na przyszłość. Naprawianie i unikanie błędów to praca nie do przerobienia, syzyfowa… to mnie przeraża. Czyszczenie stajni Augiasza na szczęście już nie dla mnie. Współczuje tym, którzy staną przed takim zadaniem.

Przeczytałam w pani mediach społecznościowych, że dzięki kulturze i sztuce łatwiej pani przetrwała czas pandemii.

Przede wszystkim mnie to wzbogaciło, zdałam sobie sprawę z wielkości i potęgi sztuki. Na nowo utwierdziłam się w poczuciu bezwzględnej konieczności obecności kultury w życiu, jej trwania, istnienia, działania. Nie wyobrażam sobie życia bez filmu, opery, literatury, muzyki, plastyki, poezji, piosenki, wystaw i tak dalej. Sztuka podnosi życie na wyższy poziom i zawsze w intencjach jest szlachetna.

Potrzebujemy teraz śmiechu?

Oczywiście. Dzięki śmiechowi łatwiej porozumieć się z publicznością, nawet jeśli chodzi o najtrudniejsze tematy, śmiech poza tym zawsze daje nadzieję.

Wiele scen nie zdecydowało się na otwarcie. Skąd w pani siła, by w tak trudnych czasach walczyć o swój teatr?

Na razie z rozpędu. Ale w końcu kocham go, to moje życie, mój sens.

W czym dostrzega pani teraz urodę życia?

W życiu.

Anna Zaleska, urodazycia.pl, 16.07.2020

https://urodazycia.pl/kultura/madrosc-wiekszosci-jest-czesto-problematyczna-wywiad-z-krystyna-janda-124897-r1/

14
Lipiec
2020
07:48

Marceliny i Bonawentury - wszystkiego dobrego

❤️Moje drugie z kolei dziecko, syn Adam, kończy dziś 31 lat, jest fizykiem. ❤️Synku, obyś mógł żyć wśród dobrych, mądrych, wolnych ludzi. ❤️

10
Lipiec
2020
18:55

Filipa i Amelii - wszystkiego dobrego

Wywiad na 25 lecie Wirtualnej Polski z Krystyną Jandą przeprowadził Artur Zaborski

Ostatnie 25 lat to w Pani życiu ogromne zmiany. Czy jest wydarzenie z ostatniego ćwierćwiecza, które określiłaby Pani jako przełomowe?

Wydaje mi się, że zawodowo najważniejszą decyzją było założenie fundacji rodzinnej i w następstwie stworzenie Teatru Polonia i potem Och-Teatru, prywatnie, najważniejsza była śmierć mojego męża, a potem samotna walka na wszystkich frontach, która trwa do dzisiaj.

Co by Pani powiedziała Krystynie Jandzie z 1995 roku, gdyby Pani mogła ją spotkać teraz, ze swoimi aktualnymi wiedzą i doświadczeniami?

Pielęgnuj związki, uczucia i… siebie. Korzystaj z życia, wolności, miłości, przyjaźni i odważnie żyj, bo wcześniej czy później przyjdzie czas, kiedy nie będziesz miała takich możliwości. Nie bój się niczego i nikogo, realizuj plany i marzenia. Kochaj i to okazuj. Myśl! Ryzykuj. Odwagi!

Krystyna Janda 25 lat temu to przede wszystkim aktorka. A dziś? Dyrektorka? Bizneswoman? Menadżerka kultury? A może nadal przede wszystkim aktorka?

Nadal, przede wszystkim aktorka. Wszystko inne to tylko zajęcia, aktywności towarzyszące, wynikające często z konieczności, akompaniujące, bez porównywalnych sukcesów do mojej głównej aktywności, czyli aktorstwa.

Czy łatwiej się Pani pracuje teraz, kiedy ma Pani pod sobą teatry i sztab ludzi, czy może odwrotnie – sukces kosztuje jeszcze więcej, a krytyka jest dotkliwsza i bardziej bolesna?

Sztab ludzi? Nie jest ich tak wielu w fundacji. I to chyba w ogóle nie jest tak. Odpowiedzialność nieporównywalna, po prostu ogromna, prawie brak marginesu na pomyłkę, sukces z jednej strony bardziej w zasięgu ręki i możliwości, ale też samotność i przy klęsce i sukcesie większa. Krytyka? Od dawna ją racjonalizuję, najczęściej znam powody niepowodzeń i umiem analizować sukcesy. Wiem, co robię i nie udaję nikogo kim nie jestem, także w sprawach artystycznych. W Polsce awangarda i nowość jest promowana, ja nie jestem ani awangardowa, ani sposób i rezultaty nie są zaskakujące. Nie są nowatorskie, ale są nadal nowoczesne, czy raczej aktualne, w każdym razie działają.

25 ostatnich lat to smutne, bolesne pożegnania z wybitnymi osobistościami ze świata kultury i sztuki, by wspomnieć tylko Andrzeja Wajdę, Krzysztofa Kieślowskiego czy Piotra Szulkina. Czy Pani zdaniem dziś mamy jeszcze do czynienia z kinowymi autorami tej skali i formatu, czy skończyła się epoka kinowych geniuszy?

Będą nowi, już są, inni, czym innym się zajmują i mają inne skale, hierarchie wartości, no ale świat, Polska, sztuka, forma, wszystko się zmienia. Znaczy to tylko tyle, że mój świat, moi wielcy, odchodzą i to wszystko już nie wróci.

Czy współcześni reżyserzy mają na Panią jeszcze takie pomysły, które powodują u Pani zachwyt? Czy są jeszcze postaci, w które chciałaby się wcielić Krystyna Janda?

Nie wiem. Teraz w trakcie tej pandemii mam inne problemy, teraz czas jest dla mnie naprawdę trudny, buduję repertuar, który uratuje a nie „wyniesie” czy spełni moje prywatne marzenia artystyczne, to naprawdę nie ten czas i nie wiadomo, jak to długo potrwa. Ale wiem jedno, jakość, dobre spektakle to najpewniejsza droga ocalenia i naszych teatrów i fundacji. Młodzi reżyserzy? Tak pracujemy z nimi, realizują u nas swoje pomysły, często mnie zachwycają i ich pomysły, i niekonwencjonalność, muszę jednak uważać na zrozumiałość ich dialogu z publicznością. Prowadzenie teatrów to teraz przede wszystkim szkoła kompromisów. Artystowskie marzenia zostawiam na potem.

Jest Pani aktorką dystyngowaną, pełną klasy i stylu, co trudno znaleźć w młodym pokoleniu aktorek, które biegają od ścianki do ścianki i chwalą się zdjęciami w bikini w mediach społecznościowych. Czy czuje Pani, że ten zawód stracił swoją estymę? A może to stereotyp i tak naprawdę dawniej było podobnie?

Chyba było podobnie, tylko było mniej ścianek i tego rodzaju okazji. Ja nigdy tego nie lubiłam, po prostu, zawsze interesowała mnie tylko twórcza strona zawodu, reprezentacja i reklama zawsze mnie nudziła i denerwowała. Nie mogłabym dziś zliczyć ilości światowych festiwali na które nie pojechałam, bo po prostu nie miałam na to ochoty.

Z drugiej strony ostatnie lata to wielka rewolucja w branży w postaci ruchu #MeToo i walki o równe płace pomiędzy aktorami i aktorkami. Czy Pani uważa, że w polskim kinie taka rewolucja jest potrzebna? Czy doświadczyła Pani kiedyś dyskryminacji ze względu na płeć?

Chyba nie doświadczyłam, a może o tym nie wiedziałam. Nie wiem, zastanawiam się, zawsze miałam jednak pozycję wyjątkową. Od samego początku. No może nie kiedy zaczęłam reżyserować, od tego momentu musiałam podwójnie udowadniać, że zasługuję na zaufanie i kierowanie moich projektów do realizacji.

Ostatnie ćwierćwiecze to także mocne upolitycznienie kultury. Czy dziś da się w ogóle uprawiać sztukę i nie być w jakiś sposób uwikłanym politycznie?

To było dla mnie normalne podczas trwania socjalizmu, nie wyobrażałam sobie twórczości bez tego zaangażowania, potem było prawie 30 lat spokoju, mogliśmy być tylko artystami i teraz od nowa światopogląd i przekonania mają bardzo ścisły wpływ na to, co i jak, dlaczego, z kim i gdzie. W każdym razie dla mnie.

Jak Pani patrzy w przyszłość? Z optymizmem czy niepokojem? Jak się Pani wydaje, że będzie wyglądał ten zawód za kolejne 25 lat?

Patrzę z wielkim niepokojem. Wiele zależy od wyborów prezydenckich, które za chwilę. Bardzo rozczarowałam się Polakami, ludźmi.

Kocham Pani wpis na Facebooku, gdzie udostępniła Pani artykuł z naukowego magazynu o tym, że naukowcy znaleźli dowód, że nie ma życia po życiu. Skwitowała go Pani komentarzem „No trudno”. Czy dystans do tego, co dzieje się dookoła, to Pani narzędzie do radzenia sobie z wyzwaniami, jakie funduje nam los? A jeśli tak, to czy miała go Pani zawsze, czy musiała się go nauczyć?

Chyba zawsze miałam dystans i poczucie humoru, dystans do siebie i poczucie humoru na własny temat, ale przede wszystkim miał go na mój temat mój mąż. Uwielbiałam to. Ach, jak to ważne z kim się spędza życie! Dziś tak boleśnie to rozumiem.

Czy skupia się Pani na tym, co tu i teraz, czy jednak ma Pani nostalgię za przeszłością i lubi zanurzyć się we wspomnieniach i poświęcić czas na rozpamiętywanie choćby, jak to było, gdy cała Polska żyła „Człowiekiem z marmuru” czy „Przesłuchaniem”?

O nie, błagam, rzadko oglądam się za siebie, patrzę w przyszłość, choć prywatnie żyję przeszłością, wspomnieniami, dawniej zdobytymi mądrościami, dawną etyką, poczuciem sprawiedliwości czy prawdy. Te nowe kryteria, jakoś… nie mogę się ich nauczyć. To tak jak solidarność i nowa solidarność. Nie rozumiem co to jest, ta nowa.

Czy Pani uważa, że dziś da się jeszcze stworzyć dzieło tak mocne w wymowie i znaczeniu społecznym jak „Człowiek z marmuru”, „Człowiek z żelaza” czy „Przesłuchanie”, czy kino straciło już moc tak silnego wpływania na odbiorcę?

Oczywiście, że się da, tyle że trzeba mieć tego wielką potrzebę. Wtedy talent i siła, moc… pojawią się w sposób naturalny. Jeszcze trochę niesprawiedliwości i podłości, kłamstwa i bezprawia, a dzieła się narodzą.

A może ma Pani w głowie pomysł na film, który Pani by chciała wyreżyserować i zmienić z jego pomocą coś w swoim kraju?

Nie, ja zmieniam co mogę, każdego dnia, uprawiając swoje poletko, fundację. To wielka praca i wielka odpowiedzialność, praca 24 godziny na dobę. Ale zagrać coś mocnego w kinie chciałabym bardzo. Jestem gotowa do walki na ekranie, nie ma tylko pomysłu, scenariusza, dostatecznie wkurzonego reżysera.

Jak Pani traktuje zakusy polityków na sztukę? Czy Pani jako dyrektorka prywatnych teatrów musi mierzyć się z politycznymi nastrojami?

To, co się dzieje z zarządzaniem kulturą jest bardzo niebezpieczne, dystrybucja pieniędzy, cenzura, fałszowanie spraw i historii, tworzenie fałszywych bohaterów itd. itp. Ja ? No cóż ja… stworzyłam fundację, dwa teatry, daliśmy ponad 100 premier, wiele z nich bardzo ważnych, ja zagrałam kilka ról, chyba też znaczących, ale musimy sobie radzić sami. Ja już na nic nie liczę. A teraz każdy dzień ze spektaklem uważam za sukces. Zobaczymy co będzie dalej, niestety, ta aktualna władza jest dla kultury niebezpieczna, ale poprzednie robiły wiele błędów i zaniechań. I znów nie słyszymy w debatach i programach wyborczych ani słowa o kulturze.

Krążą legendy na temat tego, że zawsze Pani swoim pracownikom stara się pomagać: daje premie aktorom w potrzebie, troszczy się o ich zdrowie. Czy taki model działania jest w biznesie możliwy, czy płaci Pani za swoją szczodrość cenę?

Tak? Tak jest? Nie wiem, ja czuję wsparcie i przyjaźń. Dostaję więcej niż daję. Przeważnie.

Jak Pani sobie poradziła z koronawirusem? Jak Pani go zniosła i jak zniosły go teatry?

To były ciężkie cztery miesiące, nadchodzące będą trudne, bo trwało to długo, niegranie i walka o przetrwanie. Ale to się nie skończyło. Gramy, ale przy takich obostrzeniach, że granie jest nieopłacalne, gramy dokładając każdego wieczoru, gramy, żeby dać znać, że żyjemy, a jeśli na jesieni wszystko się powtórzy… nie wiem, nie chcę nawet o tym myśleć. Plany repertuarowe mamy wspaniałe, obyśmy mogli je zrealizować.

Czy Pani zdaniem odrodzimy się po pandemii, czy zmieni ona nas jako ludzi i konsumentów kultury?

Nie wiem. Nie chcę gdybać. Najważniejsze grać, planować, grać i planować dobrze, robić atrakcyjny, dobry repertuar. Nic innego nie wiem.

Pani jest bardzo aktywna w sieci. Czy koronawirus zachęcił Panią do przeniesienia swojej aktywności w świat wirtualny, czy jednak dla Pani teatr to tylko forma fizyczna?

W ramach programu „kultura w sieci”, nagraliśmy dwa spektakle, za chwilę trafią do Internetu, za darmo, dla każdego, na zawsze, ale nie wyobrażam sobie generalnej zmiany tego typu.

Pani Krystyno, na koniec pytanie-gdybanie. Załóżmy, że wzorem nagradzanego, genialnego serialu „Rok za rokiem” w 2022 roku ludzie dostają możliwość przeniesienia świadomości do internetu, pozbywając się zupełnie ograniczeń fizycznych, jakie narzuca na nas ciało. Co robi w tej sytuacji Krystyna Janda? 🙂

Fruwa.

>https://magazyn.wp.pl/film/artykul/janda-mysl-ryzykuj-odwagi

27
Czerwiec
2020
06:49

Publiczność w Teatrze Polonia na spektaklu POLICJA. NOC ZATRACENIA, w reżimie sanitarnym w dniu 16 czerwca. Dziennik 27.06.2020

zobacz więcej zdjęć (21)

Marii i Władysława - wszystkiego dobrego

Dodaję zdjęcia. Trwa cisza wyborcza. Czekamy na to co będzie.
Na razie w zdjęciach ostatnie dni, ale bez komunikatów związanych z polityką.
Mam zdjęcia w serialu dla TVN.
Prowadzę próby w Och-Teatrze. „Wspólnota mieszkaniowa” Znakomity czeski tekst, komedia, satyra społeczna, galeria typów, wspaniali aktorzy i wiele radości podczas pracy. Premiera 16 lipca. Zapraszam.
Nakręciliśmy dwa spektakle PANA JOWIALSKIEGO i NA CZWORAKACH aby w sierpniu i wrześniu umieścić je w Sieci na zawsze w prezencie i ku pamięci. Trwa postprodukcja.
W teatrach niewesoło, gramy, ale publiczności nie ma nawet tyle na ile pozwalają nakazane reguły sanitarne. Ludzie się boją? Pewnie tak, a może to wynik trudnej sytuacji ekonomicznej, lęku o przyszłość i wybory. Zobaczymy, co będzie dalej.
Mimo trudnej sytuacji w wakacje dajemy dwie nowe premiery. WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA w Ochu i CWANIARY w Teatrze Polonia.
Czekam na poniedziałek i wieści powyborcze, a na razie ostatnie dni w zdjęciach.
Pozdrowienia i serdeczności.

26
Maj
2020
07:12

Dziennik 01.11.2019 i 26.05.2020

zobacz zdjęcie

Filipa i Pauliny - wszystkiego dobrego

Dzień Matki.
Mamo bardzo tęsknię.

23
Kwiecień
2020
06:58

Sponsorzy naszych foteli w Och- Teatrze: moja Mama, Jerzy Karwowski i Basia Bogucka (kadry w fundacji). Dziennik 23.04.2020

zobacz zdjęcie

Jerzego i Wojciecha - wszystkiego dobrego

Dziś imieniny Jurka Karwowskiego, mojego wieloletniego przyjaciela i członka naszej rady fundacji. Jurek ma dziś 94 lata i od jakiegoś czasu, nie wychodzi z domu, nie mniej, jest cały czas z nami, z fundacją, teatrami i wszystkimi aktorami i pracownikami fundacji. Kiedyś bywał na naszych spektaklach co wieczór, do dziś żywo, choć z domu, uczestniczy w naszych losach i planach.
Jurek skończył reżyserię filmową razem z pierwszym rokiem powojennym, był długo reżyserem i współpracownikiem najpierw Opery Łódzkiej, później Opery Bałtyckiej, był współzałożycielem i prowadzącym Teatrzyk Bim Bom, przyjacielem Zbigniewa Cybulskiego i Bogumiła Kobieli, i oddał, i artystom tego teatru, i samej instytucji wiele czasu, i serca. Potem długie lata był drugim reżyserem w wielu, wielu produkcjach filmowych, takim reżyserem „od obsad”. Zaangażował i wypromował wielu aktorów, obsadzał i był drugim reżyserem „Czterech pancernych”, i wielu filmów Kazimierza Kutza, Jerzego Antczaka, i wielu wielu innych. Był przyjacielem i dobrym duchem polskiej kinematografii, długoletnim sekretarzem kilku „wielkości”, między innymi Andrzeja Wajdy.
Ja poznałam Jurka przy okazji serialu „Doktor Murek” pana Lesiewicza, do którego mnie „wymyślił” i zaangażował, i od tego czasu, a mija prawie 40 lat, się w zasadzie nie rozstaliśmy. Kiedy odeszłam z Teatru Powszechnego, gdzie bywał oglądać mnie w zasadzie każdego wieczora, Callas, jego ulubioną moją rolę, widział około 150 razy w Powszechnym i ze 100 razy w Och-Teatrze, ale wszystkie inne role także. Wracając, kiedy odeszłam z Teatru Powszechnego i nie dostawałam propozycji ról, ani angażu z żadnego z warszawskich teatrów, uparcie zaczął szukać dla mnie sali na nowy teatr… dla mnie… do grania… jak mówił, a potem wszedł do rady fundacji, założonej przeze mnie, mojego męża i córkę. Budował z nami oba teatry i był z nami każdego dnia, aż do choroby. Często ze swojej emerytury fundował rekwizyty czy sponsorował plakaty, nigdy Mu tego nie zapomnimy.
Z moimi oboma mężami – Andrzejem Sewerynem, a potem Edwardem Kłosińskim przyjaźnił się z „uprzejmością”, ale przede wszystkim stale utrzymywał serdeczny kontakt z moją mamą, dziećmi i rodziną w ogóle. Jako człowiek samotny, od powstania naszego domu w Milanówku, spędzał z nami wszystkie święta i towarzyszył we wszystkich uroczystościach rodzinnych. W naszych fundacyjnych teatrach wszystkie premiery „były jego”, ale wieczorami bywał zawsze wtedy, kiedy ja grałam.
Wiele Mu zawdzięczam i zawsze będę pamiętać Jego „towarzystwo życiowe” i opiekę jaką od młodych, pierwszych lat zawodowych, nade mną roztaczał. Mam nadzieję, że i ja i moja rodzina była Mu z kolei bliska i pomocna, i jest nadal.
Dziś Jurka imieniny. Obchodziliśmy je zawsze w fundacji. Dziś to niemożliwe.
Jurku, mimo że się nie możemy zobaczyć, rozmawiać tylko telefonicznie, składamy Ci najlepsze życzenia i mamy nadzieję, że siądziesz jeszcze kiedyś na naszej widowni.
Zdrowia, sił, nadziei i radości.

http://filmpolski.pl/fp/index.php?osoba=11122

21
Kwiecień
2020
05:05

Dziennik 25.02.2020

zobacz więcej zdjęć (12)

Feliksa i Anzelma - wszystkiego dobrego

Zapytałam wczoraj asystenta w moim telefonie, kiedy jest planowane otwarcie teatrów po pandemii- odpowiedział bez namysłu: – Na końcu.
Państwowe teatry, instytucje, się nie martwią, dla nich – nie granie – to zysk. Dla nas niepaństwowych, to śmierć. Martwią się twórcy, ci z etatami i ci bez.
No nic, pandemia to pandemia, zdrowie i życie ważniejsze niż jakieś tam teatrzyki i jacyś artyści. Jakie to ma znaczenie w losach świata.
Ja tylko powiem, że moja, prawie już dwumiesięczna izolacja, byłaby koszmarem gdyby nie sztuka, książki, filmy, muzyka, poezja, malarstwo i to co można zobaczyć w Internecie. Nigdy nie byłam aż tak „zajęta” jak teraz, na czele z nocnymi pokazami spektakli Metropolitan Opera. Ile cudowności, wspaniałości, wielkości świata i człowieka zobaczyłam! Dziękuję!
Dzięki sztuce nigdy nie jesteście ani nie będziecie samotni i sami. Czuję podziw i wdzięczność dla artystów i ich dzieł, które „spotkałam” ostatnio, wiele z nich zupełnie przypadkowo. Chce się żyć- dla tego co się rodzi. Dla i dzięki tym cudom, które mamy i mam nadzieję będziemy mieli wkrótce, na wyciągnięcie ręki.
Polityka- ta kurwa, niech idzie precz. Niestety od polityków zależy nasze życie i zdrowie.

25
Luty
2020
10:40

Dziennik 25.02.2020

zobacz więcej zdjęć (9)

Wiktora i Cezarego - wszystkiego dobrego

Życie pędzi jak oszalałe. Coraz rzadziej mam chwilę żeby tu zajrzeć. Codziennie pytania od spotykanych osób – jak pani daje sobie radę? Jak pani nadąża? Staram się. Buduję hierarchię ważności spraw i trzymam się jej jak chwiejącego się płotu. A Wy jak sobie dajecie radę?
Dookoła mnie nie tylko sprawy do załatwienia nie cierpiące zwłoki, ale przede wszystkim ludzie, dzieci, wnuki, aktorzy, ludzie z naszej fundacji, znajomi, przyjaciele, ich sprawy, potrzeby, choroby. Śluby i pogrzeby. Odchodzą, przychodzą, każdy zaczyna rozmowę od kłopotów, a nie od radości. Tłumaczę sobie, że jestem w takim wieku, nie zaczynam, kończę, ale te lata, po sześćdziesiątce nie znoszą niespodzianek, za to dają poczucie pogodzenia, logiki i ładu. Nic nie bierze się już z nikąd, wszystko ma przyczyny i skutki, nic nie dostaje się w prezencie, wszystko robi na własną odpowiedzialność, za to uroda życia i rozczarowanie ludźmi generalnie wzrasta. Choć ci co obok, co od lat, co trwają, nie zawodzą na szczęście i wdzięczność do nich codzienna.
Od ostatniego mojego wpisu, dotyczącego pogrzebu Maćka wiele się zdarzyło. Trudne próby, decyzje, wreszcie premiera, podobno uwieńczona sukcesem, nie wiem, nie jestem przekonana, pożyjemy, pogramy, zobaczymy, dużo mnie w tym ”uwiera”. Korona-wirus na świecie rozszerza się, do Polski nadchodzi, a badanie potwierdzające lub wykluczające podobno w Warszawie kosztuje 500 złotych. Pokazanie chorym na raka faka, w sejmie, zjadło nam tydzień życia, ale podbarwiło spory. A musimy przygotowywać się na najgorsze w czasie kampanii wyborczych, do maja na pewno będziemy żyli w piekle. Ale nie można stać na boku, to ważne.
Pozdrawiam Was moi Państwo najserdeczniej przypominając, że nic tak nie pogarsza życia jak pesymizm. Ukłony. Do soboty z wyjątkiem piątku gramy tę nową LILY w Och-Teatrze, traktując to jak terapię.

07
Luty
2020
07:07

Pogrzeb Macieja Putowskiego. Dziennnik 7.02.2020. Fot. Krystyna Janda

zobacz więcej zdjęć (12)

Ryszarda i Romualda - wszystkiego dobrego

Pożegnanie Macieja Putowskiego. ​​

​​​Maćku żegnam Cię po wielu latach współpracy i przyjaźni, w swoim imieniu i w imieniu całej naszej fundacji. Byłeś z nami od początku. Obserwowałeś z troską i brałeś czynny udział w budowaniu Teatru Polonia a potem Och–Teatru. Doradzałeś, pomagałeś, byłeś ciągle z nami. Korzystaliśmy z Twojej nieskończonej wiedzy, gustu, zaangażowania, także Twojego autorytetu. Młody powstający teatr tworzony przez grupę entuzjastów w przewadze młodzieży, wymagał wsparcia merytorycznego i pomocy wysoce profesjonalnej z każdego zakresu, historii sztuki, scenografii, wiedzy z sztuki użytkowej, kultury materialnej, obyczaju, tradycji, historii teatru i filmu, a Ty byłeś chodzącą encyklopedią, z której korzystaliśmy wszyscy i czuliśmy się zawsze z Tobą bezpieczni. Krążą po naszej fundacji opowieści o Twoich nocnych wykładach na temat sztuki nakrywania stołu, sztućców, szkieł, porcelany, trzymałeś ludzi tuż przed premierą do rana. Byłeś perfekcjonistą i najwierniejszym entuzjastą i fanem naszych teatrów.
​​Byłeś tytanem, chodzącą historią polskiego filmu i sztuki, i dzieliłeś się talentem, i wiedzą szczodrze ze wszystkimi. Nikt tak jak Ty nie potrafił docenić innych, nikt tak jak Ty nie potrafił zachwycić się czyimś talentem, wyobraźnią, jakimś kształtem, kolorem, myślą, chwilą, pięknem ludzi, artystów i świata. Kobietą, jako dziełem natury i Boga, i zauważyć jednocześnie wzór szlaczka na skraju jej spódnicy czy rysunek profilu nieznajomej. Byłeś koneserem życia, hedonistą etycznym, psychologicznym i materialistycznym, znawcą smaków, zapachów i urody wszelkiej.
​​W naszych teatrach stworzyłeś scenografie do wielu, wielu spektakli, do wielu moich, przez te wszystkie lata towarzyszyłeś mojej pracy najpierw aktorki, potem kiedy zaczęłam reżyserować dla teatru i telewizji, a nareszcie od momentu stworzenia fundacji, zawsze byliśmy razem. Szczęśliwi, że pracujemy. Dziękuję Ci za to.
​​23 lutego w Och-Teatrze odbędzie się premiera z kolejną Twoją scenografią, zdążyłeś ją jeszcze narysować, niestety już jej nie zobaczysz, będziemy się starać ją skończyć, postawić i oświetlić tak, żebyś był zadowolony.
​​Odpoczywaj po tym niezwykłym bogatym, pięknym życiu w spokoju. Mamy nadzieję, że tam gdzie jesteś są obrazy, architektura, przedmioty, ogrody, muzyka, książki, do podziwiania, smaczne dania i wina do kosztowania i ludzie, z którymi możesz dyskutować o pięknie i sztuce.
​​Żegnamy Cię czule. Nie zapomnimy nigdy.

​​​​​​​​Krystyna Janda 05.02. 2020

03
Luty
2020
16:54

Ekipa ZAPISKÓW Z WYGNANIA w NCK w Krakowie. Dziennik 3.02.2020

zobacz więcej zdjęć (3)

Błażeja i Hipolita - wszystkiego dobrego

Janda zawsze spoko

„Zapiski z wygnania” Sabiny Baral w reż. Magdy Umer z Teatru Polonia w Warszawie w Nowohuckim Centrum Kultury. Pisze Maciej Stroiński.

„Zapiski z wygnania” w reżyserii Umer, w wykonaniu Jandy to jest ogromne przeżycie też za drugim razem, a bez względu na to, jaki jesteś zblazowany i jak rzygasz „tym tematem”. Jestem oraz rzygam, a patrzyłem w rozdziawieniu. Pierwszy raz widziałem w Operze Krakowskiej, a teraz w NCK-u. Już za pierwszym razem poszło mi w recenzję.

Nie ma w Polsce drugiej takiej, która tak rządzi widownią – nie ma. I koledzy z towarzystwa: weźcie mi nie piszcie, że w Warszawie na bankiecie była odmienna opinia. Już nie napiszecie, bo już nie mam Messengera! Na efekt Krystyny Jandy składa się legenda i ogrom talentu, i legenda o talencie. Aktorka mierząca pauzą jak miotaczem ognia. We wszystko bym jej uwierzył, choćby nawet mi jechała tekstem Jolanty Janiczak. Tu tekst jest Sabiny Baral, piękny, wciągający i niesfałszowany, więc mamy dwa szczęścia, wielką aktorkę i świetną pisarkę. Twórcy spektakli zaangażowanych chcieliby tak umieć, ale niestety, brak warsztatu nie popłaca.

Krystyna Janda jest totalną warsztaciarą, każde pół sekundy zawieszenia głosu dużo kosztuje widownię w sensie uczuciowym. Pewno słyszeliście, że co spektakl sala ryczy, i radzę sprawdzić na sobie. A zaczyna się zwyczajnie, jakby aktorka bąkała, coś tam snuła se na boku. Widownia ją kocha, bo ma za co kochać. Potrzebujemy takich gwiazd scenicznych, żeby było kogo wielbić bez zażenowania. O taki teatr mi chodzi: o taki, który jest jakiś i który jest po coś, i dobrze wie po co. Spektakl TRUDNEJ AFIRMACJI, a właśnie tak, a co! Jeden z tych wielkich tytułów, jakie zaliczyłem w swoim niezbyt długim, ale także niezbyt krótkim życiu teatralnym.

Maciej Stroiński
Materiał nadesłany
03-02-2020

01
Luty
2020
20:34

Maciej Maria Putowski

zobacz zdjęcie

Brygidy i Ignacego - wszystkiego dobrego

Zrobiłam sobie dwa dni urlopu od polityki. Boże jak dobrze jest bez tego! Ale trzeba wrócić, bo to obowiązek teraz każdego z nas. Śledzić. Wiedzieć. Mieć świadomość. W miarę sił i możliwości reagować, choćby tak, żeby zachowywać się przyzwoicie w każdej sytuacji. Nie być obojętnym, jak wzywał pan Marian Turski.

Zatrzymałam się „w locie” i w życiu, z powodu odejścia, najpierw mojej długoletniej gosposi, (10 ostatnich lat byłą z nami), a przedwczoraj, odejścia naszego, fundacji i mojego, bliskiego przyjaciela Maćka Putowskiego. Znaliśmy się do lat, długich lat, był przyjacielem także mojego męża, wielu ludzi sztuki, filmu, nauki. Był scenografem, robił wnętrza w wielu filmach, miedzy innymi w filmach Wojciecha Hasa, Andrzeja Wajdy choćby w „Ziemi obiecanej”, był bodaj najlepszym polskim kolorystą, miał niebywałe wyczucie koloru i formy, zrekonstruował wiele wnętrz historycznych, muzealnych itd itd itd. Ze mną, najpierw aktorką później reżyserem zrealizował dużo spektakli teatralnych i telewizyjnych. Wykładał , szkolił młode kadry idące do przemysłu filmowego. Ogromna wiedza i wprawne oko, kazało Mu być często złośliwym i karcącym wobec nieuctwa, niewiedzy czy złego wychowania, bezlitosny wobec głupoty, złej woli i chamstwa. O sztuce, sztuce użytkowej i kulturze materialnej wiedział wszystko. Był admiratorem talentów innych ludzi i kobiet w ogólności. Był jak dobre wino czasem podsypane pieprzem. Żegnaj przyjacielu.

29
Styczeń
2020
07:48

Zdzisława i Franciszka - wszystkiego dobrego

Plucha.
Dziwna zima bez śniegu. Wszyscy martwią się że będzie susza.
Koszmarna epidemia w Chinach.
Próba do spektaklu LILI w Och-Teatrze.
Wieczorem 32 OMDLENIA Czechow z dwoma Jurkami Stuhrem i Łapińskim.
Stan demokracji w Polsce ma być monitorowany przez UE, a jeśli zły to co? Wynocha? Każdy dzień przynosi kpiny z praworządności.
Gorki miał dobre sformułowania
NIE WOLNO MILCZEĆ
CHCEMY ŚWIATŁEJ WŁADZY
CZAS UPODLENIA to było o rewolucji październikowej ale pasuje teraz jak ulał.
Czytam BRULIONY PROFESORA T. Józefa Hena.
Kolejny dzień minie szybko. Jak to zatrzymać?

24
Styczeń
2020
20:36

LILY - plakat do spektaklu

zobacz więcej zdjęć (9)

Felicji i Tymoteusza - wszystkiego dobrego

Od jakiegoś czasu codziennie mamy próby komedii kryminalnej LILY Jacka Popplewella. Będę grała tytułową Lily, nieznośną babę, źle wychowaną i obcesową, która „pomaga” w znalezieniu mordercy inspektorowi Baxterowi – Piotrowi Machalicy. Mamy nadzieję, cała obsada i ja reżyserka przedstawienia, 23 lutego sprawić widzom wiele radości i dostarczyć godziwej rozrywki, i dwóch godzin zapomnienia. Mamy nadzieję.
Próby te i ta praca jest naszą radością, i lekarstwem na całe zło.
Pozdrawiam serdecznie.

Minęła kolejna ważna dla nas rocznica. XV lecie istnienia Teatru Polonia i X lecie istnienia Och- Teatru. W związku z tym troszkę liczb.
LICZBY:
* każdego roku w teatrze i w Polce ogląda nasze spektakle ok. 200 000 – 250 000 widzów.
* Gramy średnio 900 spektakli każdego roku.
* Do tej pory odbyło się 12 edycji „Teatru w przestrzeni miejskiej“ – zagraliśmy ponad 400 bezpłatnych spektakli plenerowych, które bezpłatnie obejrzało około 150 000 widzów, także tych, który mają utrudniony dostęp do kultury lub których nie stać zakup biletu – wykluczonych, defaworyzowanych przez społeczeństwo.
* Od początku działania Fundacji wyprodukowaliśmy 130 spektakli.
* Odbyło się ponad 100 debiutów (aktorskich, reżyserskich, scenograficznych).
* Zagrało w naszych teatrach około pół tysiąca aktorów.

24
Grudzień
2019
09:07

Adama i Ewy - wszystkiego dobrego

Mili Państwo, w ten smutny dzień wigilijny, składam Wam życzenia dobrych , miłych, spokojnych, rodzinnych Świąt. Wszystkiego, wszystkiego dobrego. Tylko dobrych i życzliwych ludzi wokół Was, zdrowia i uspokojenia. Krystyna Janda

19
Grudzień
2019
05:15

Dziennik - 18.12.2019 - Wigilia w Och-Teatrze. Fot. Robert Jaworski

zobacz więcej zdjęć (15)

Urbana i Dariusza - wszystkiego dobrego

Co za dzień! Oprócz wszystkich innych wczorajszych „atrakcji” urodzinowo-wigilijno-podsejmowych, odbyła się pierwsza próba, czytana, do nowej premiery w Och-Teatrze, spektaklu LILY, w mojej reżyserii. To komedia kryminalna. Byliśmy wczoraj tak zakręceni, że nie mogliśmy zrozumieć intrygi, ani kto zabił. Ale spokojnie, premiera w lutym 2020.
Wczoraj pod sejmem było nas dużo. Mam poczucie wdzięczności do wszystkich, którzy przyszli. Wolne sądy i niezwiśli sędziowie to warunek demokracji.
Daję zdjęcia i pozdrawiam.

© Copyright 2020 Krystyna Janda. All rights reserved.