05
Sierpień
2020
06:09

Pożegnanie tytułu MATKI I SYNOWIE. Dziennik 5 sierpnia 2020

zobacz więcej zdjęć (7)

Marii i Stanisławy - wszystkiego dobrego

🌿Nie ma mnie.
🌿Siedzę na planie serialu KRÓLESTWO KOBIET po 10 godzin dziennie. Kończę z końcem sierpnia.
🌿Pożegnaliśmy się w Teatrze Polonia ze spektaklem MATKI I SYNOWIE.
🌿W tym miesiącu żegnamy się z UDAJĄC OFIARĘ i BAL MANEKINÓW w Och-Teatrze.
🌿Doprowadziliśmy do premiery nowego spektaklu w mojej reżyserii WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA, piszę doprowadziliśmy, bo w obecnej sytuacji to wyczyn. Publiczność wydaje się być zachwycona.
🌿Gramy do końca wakacji w każdy czwartek w Koneserze na wolnym powietrzu i tam tłumy.
🌿Nasze teatry pracują nieustannie, przy 50% nakazanej frekwencji, co nas wykańcza, aktorzy za co im najserdeczniej dziękuję i z powodu czego bardzo mi przykro, zgodzili się do września grać za połowę wynagrodzenia.
🌿Gram i ja od czasu do czasu w pandemicznym nastroju. 7 i 8 BIAŁĄ BLUZKĘ. Z powodu że miała być nagrywana. Skończyło się na planach, ale sobie zagram i spotkam się z publicznością „białobluzkową”.
🌿Śledzę zdumiewające obraźliwe, pogardliwe wypowiedzi władzy na temat „nieposłusznych” aktorów, ostatnio zaatakowany Janusz Gajos jako prostak, ja tydzień temu jako głupek. Nie ma co reagować, to poniżej godności.
🌿MaM nadzieję,że 6-tego na zaprzysiężeniu ”prezydenta” nie będzie nikogo dla mnie ważnego i szanowanego.
🌿Miałam zdjęcia w Pałacu Kultury. Byłam pod wrażeniem.
🌿Za chwilę w Internecie, w naszych mediach społecznościowych premiery dwóch zarejestrowanych spektakli – PANA JOWIALSKIEGO i NA CZWORAKACH. Będą do Państwa stale do dyspozycji dzięki programowi Kultura w sieci.
🌿Wszystkiego dobrego i zdrowia Wam życzę najserdeczniej.

16
Lipiec
2020
14:32

Marii i Benedykta - wszystkiego dobrego

Wywiad dla portalu urodazycia.pl

„Mądrość większości jest często problematyczna”. Wywiad z Krystyną Jandą.

„Człowiek jest mały i bywa wielki, jest i tak, i tak. W tym utworze śmiejemy się z siebie, przez łzy, ale jednak” – mówi Krystyna Janda o spektaklu „Wspólnota mieszkaniowa”. Od dziś w Och-Teatrze.

Sztuka czeskiego dramaturga i reżysera Jiříego Havelki „Wspólnota mieszkaniowa” to pierwsza w Och-Teatrze premiera po pandemicznej przerwie. Arcyzabawna komedia, która w Czechach została zekranizowana, stając się wielkim kinowym przebojem, to zarazem gorzka satyra na współczesne społeczeństwo. W obsadzie spektaklu zobaczymy między innymi Agnieszkę Więdłochę, Katarzynę i Cezarego Żaków oraz Stanisława Brejdyganta. Z Krystyną Jandą, reżyserką „Wspólnoty mieszkaniowej”, rozmawiałam tuż przed premierą.

Anna Zaleska: Z czego ostatnio pani się śmiała?

Krystyna Janda: Teraz, kiedy po ponad trzech miesiącach wróciliśmy do pracy w teatrach i pracowaliśmy nad nową premierą, poziom optymizmu się podniósł, śmiejemy się na nowo bardzo dużo i często. Praca daje radość i zapomnienie. A ponieważ robimy komedię pokazującą typowe postawy społeczne, karykaturujemy je, sprawia nam to prawdziwą uciechę. Mamy też nadzieję, że ten gorzki śmiech będzie towarzyszył widzom podczas oglądania.

O czym jest sztuka „Wspólnota mieszkaniowa”? I dlaczego ją wybrała pani na pierwszą premierę po pandemicznej przerwie?

To typowe zebranie członków wspólnoty mieszkańców pewnego domu, pewnej kamienicy. Przekrój społeczny, charakterologiczny i typowe zachowania grupowe śmieszą do łez i przerażają nie na żarty, a jednocześnie uświadamiają aktualność i obecność tych postaw w naszym życiu. Głupota, egoizm, krótkowzroczność, zacofanie, bezmyślny upór i niemożność porozumienia się, niezdolność do najdrobniejszego kompromisu to główne tematy.

Jest jak u Gogola: „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie”?

Człowiek jest mały i bywa wielki, jest i tak, i tak. W tym utworze śmiejemy się z siebie, przez łzy, ale jednak.

Jakie jest polskie poczucie humoru?

Mam o nim wysokie mniemanie, szczególnie o zdolności do abstrakcyjnego żartu.

Umiemy w ogóle być jeszcze wspólnotą? Wierzy pani, że można odbudować tak podzielone społeczeństwo?

Przed kulturą i sztuką stoi tu niewątpliwie wielkie zadanie. Wciąż uczymy się być wspólnotą, ale to nauka trudna, szczególnie teraz, kiedy nas tak zantagonizowano, skłócono, od kiedy mówi się z pogardą i nienawiścią o ludziach, grupach społecznych, zawodowych, rasowych. Cały czas myślę o pogłębiających się uprzedzeniach, braku wiedzy, złej woli, złych uczuciach. To było dawniej zabronione, skrywane, wstydliwe, a wydaje się, że teraz triumfuje. To straszne.

„Wspólnota mieszkaniowa” to też sztuka o kryzysie demokracji. Dlaczego demokracja tak wielu ludzi rozczarowuje?

Mądrość większości jest często problematyczna.

Zgadza się pani z tym, że z kryzysów wychodzimy silniejsi?

Może, ale potem czas mija, zapominamy, nie uczymy się na błędach, chętnie poddajemy się manipulacjom. Jestem 67-letnią kobietą będącą z racji zawodu zawsze w centrum spraw i widzę, że moje doświadczenie życiowe, pamięć o historii i jej mechanizmach, a doświadczenie i pamięć młodego pokolenia to dwa różne światy. W związku z tym różnica doświadczenia, rozumienia, rozwiązań i wyborów światopoglądowych jest bardzo duża.

Jak pani widziałaby „nową normalność”? Co powinno się zmienić w naszej rzeczywistości? Co powinniśmy na nowo przemyśleć?

Wszystko. Przede wszystkim powinniśmy myśleć – a z tym u nas słabo. Wychowanie, szkolnictwo, nauka, kultura, nauka empatii i myślenia społecznego, wpajanie odpowiedzialności i powrót do prawdy. To naiwność? Dla mnie nie.

Wszyscy myśląc o przyszłości czujemy teraz mniejszą lub większą niepewność. Co w pani budzi niepokój?

Moim problemem jest co innego: zmarnowane lata, rozczarowanie ludźmi, Polakami, i świadomość straty, zmarnowania wielu lat wspaniałego wysiłku, brak wiary w możliwość szybkiej naprawy, powrotu do drogi pozytywnej, nadziei na przyszłość. Naprawianie i unikanie błędów to praca nie do przerobienia, syzyfowa… to mnie przeraża. Czyszczenie stajni Augiasza na szczęście już nie dla mnie. Współczuje tym, którzy staną przed takim zadaniem.

Przeczytałam w pani mediach społecznościowych, że dzięki kulturze i sztuce łatwiej pani przetrwała czas pandemii.

Przede wszystkim mnie to wzbogaciło, zdałam sobie sprawę z wielkości i potęgi sztuki. Na nowo utwierdziłam się w poczuciu bezwzględnej konieczności obecności kultury w życiu, jej trwania, istnienia, działania. Nie wyobrażam sobie życia bez filmu, opery, literatury, muzyki, plastyki, poezji, piosenki, wystaw i tak dalej. Sztuka podnosi życie na wyższy poziom i zawsze w intencjach jest szlachetna.

Potrzebujemy teraz śmiechu?

Oczywiście. Dzięki śmiechowi łatwiej porozumieć się z publicznością, nawet jeśli chodzi o najtrudniejsze tematy, śmiech poza tym zawsze daje nadzieję.

Wiele scen nie zdecydowało się na otwarcie. Skąd w pani siła, by w tak trudnych czasach walczyć o swój teatr?

Na razie z rozpędu. Ale w końcu kocham go, to moje życie, mój sens.

W czym dostrzega pani teraz urodę życia?

W życiu.

Anna Zaleska, urodazycia.pl, 16.07.2020

https://urodazycia.pl/kultura/madrosc-wiekszosci-jest-czesto-problematyczna-wywiad-z-krystyna-janda-124897-r1/

14
Lipiec
2020
07:48

Marceliny i Bonawentury - wszystkiego dobrego

❤️Moje drugie z kolei dziecko, syn Adam, kończy dziś 31 lat, jest fizykiem. ❤️Synku, obyś mógł żyć wśród dobrych, mądrych, wolnych ludzi. ❤️

10
Lipiec
2020
18:55

Filipa i Amelii - wszystkiego dobrego

Wywiad na 25 lecie Wirtualnej Polski z Krystyną Jandą przeprowadził Artur Zaborski

Ostatnie 25 lat to w Pani życiu ogromne zmiany. Czy jest wydarzenie z ostatniego ćwierćwiecza, które określiłaby Pani jako przełomowe?

Wydaje mi się, że zawodowo najważniejszą decyzją było założenie fundacji rodzinnej i w następstwie stworzenie Teatru Polonia i potem Och-Teatru, prywatnie, najważniejsza była śmierć mojego męża, a potem samotna walka na wszystkich frontach, która trwa do dzisiaj.

Co by Pani powiedziała Krystynie Jandzie z 1995 roku, gdyby Pani mogła ją spotkać teraz, ze swoimi aktualnymi wiedzą i doświadczeniami?

Pielęgnuj związki, uczucia i… siebie. Korzystaj z życia, wolności, miłości, przyjaźni i odważnie żyj, bo wcześniej czy później przyjdzie czas, kiedy nie będziesz miała takich możliwości. Nie bój się niczego i nikogo, realizuj plany i marzenia. Kochaj i to okazuj. Myśl! Ryzykuj. Odwagi!

Krystyna Janda 25 lat temu to przede wszystkim aktorka. A dziś? Dyrektorka? Bizneswoman? Menadżerka kultury? A może nadal przede wszystkim aktorka?

Nadal, przede wszystkim aktorka. Wszystko inne to tylko zajęcia, aktywności towarzyszące, wynikające często z konieczności, akompaniujące, bez porównywalnych sukcesów do mojej głównej aktywności, czyli aktorstwa.

Czy łatwiej się Pani pracuje teraz, kiedy ma Pani pod sobą teatry i sztab ludzi, czy może odwrotnie – sukces kosztuje jeszcze więcej, a krytyka jest dotkliwsza i bardziej bolesna?

Sztab ludzi? Nie jest ich tak wielu w fundacji. I to chyba w ogóle nie jest tak. Odpowiedzialność nieporównywalna, po prostu ogromna, prawie brak marginesu na pomyłkę, sukces z jednej strony bardziej w zasięgu ręki i możliwości, ale też samotność i przy klęsce i sukcesie większa. Krytyka? Od dawna ją racjonalizuję, najczęściej znam powody niepowodzeń i umiem analizować sukcesy. Wiem, co robię i nie udaję nikogo kim nie jestem, także w sprawach artystycznych. W Polsce awangarda i nowość jest promowana, ja nie jestem ani awangardowa, ani sposób i rezultaty nie są zaskakujące. Nie są nowatorskie, ale są nadal nowoczesne, czy raczej aktualne, w każdym razie działają.

25 ostatnich lat to smutne, bolesne pożegnania z wybitnymi osobistościami ze świata kultury i sztuki, by wspomnieć tylko Andrzeja Wajdę, Krzysztofa Kieślowskiego czy Piotra Szulkina. Czy Pani zdaniem dziś mamy jeszcze do czynienia z kinowymi autorami tej skali i formatu, czy skończyła się epoka kinowych geniuszy?

Będą nowi, już są, inni, czym innym się zajmują i mają inne skale, hierarchie wartości, no ale świat, Polska, sztuka, forma, wszystko się zmienia. Znaczy to tylko tyle, że mój świat, moi wielcy, odchodzą i to wszystko już nie wróci.

Czy współcześni reżyserzy mają na Panią jeszcze takie pomysły, które powodują u Pani zachwyt? Czy są jeszcze postaci, w które chciałaby się wcielić Krystyna Janda?

Nie wiem. Teraz w trakcie tej pandemii mam inne problemy, teraz czas jest dla mnie naprawdę trudny, buduję repertuar, który uratuje a nie „wyniesie” czy spełni moje prywatne marzenia artystyczne, to naprawdę nie ten czas i nie wiadomo, jak to długo potrwa. Ale wiem jedno, jakość, dobre spektakle to najpewniejsza droga ocalenia i naszych teatrów i fundacji. Młodzi reżyserzy? Tak pracujemy z nimi, realizują u nas swoje pomysły, często mnie zachwycają i ich pomysły, i niekonwencjonalność, muszę jednak uważać na zrozumiałość ich dialogu z publicznością. Prowadzenie teatrów to teraz przede wszystkim szkoła kompromisów. Artystowskie marzenia zostawiam na potem.

Jest Pani aktorką dystyngowaną, pełną klasy i stylu, co trudno znaleźć w młodym pokoleniu aktorek, które biegają od ścianki do ścianki i chwalą się zdjęciami w bikini w mediach społecznościowych. Czy czuje Pani, że ten zawód stracił swoją estymę? A może to stereotyp i tak naprawdę dawniej było podobnie?

Chyba było podobnie, tylko było mniej ścianek i tego rodzaju okazji. Ja nigdy tego nie lubiłam, po prostu, zawsze interesowała mnie tylko twórcza strona zawodu, reprezentacja i reklama zawsze mnie nudziła i denerwowała. Nie mogłabym dziś zliczyć ilości światowych festiwali na które nie pojechałam, bo po prostu nie miałam na to ochoty.

Z drugiej strony ostatnie lata to wielka rewolucja w branży w postaci ruchu #MeToo i walki o równe płace pomiędzy aktorami i aktorkami. Czy Pani uważa, że w polskim kinie taka rewolucja jest potrzebna? Czy doświadczyła Pani kiedyś dyskryminacji ze względu na płeć?

Chyba nie doświadczyłam, a może o tym nie wiedziałam. Nie wiem, zastanawiam się, zawsze miałam jednak pozycję wyjątkową. Od samego początku. No może nie kiedy zaczęłam reżyserować, od tego momentu musiałam podwójnie udowadniać, że zasługuję na zaufanie i kierowanie moich projektów do realizacji.

Ostatnie ćwierćwiecze to także mocne upolitycznienie kultury. Czy dziś da się w ogóle uprawiać sztukę i nie być w jakiś sposób uwikłanym politycznie?

To było dla mnie normalne podczas trwania socjalizmu, nie wyobrażałam sobie twórczości bez tego zaangażowania, potem było prawie 30 lat spokoju, mogliśmy być tylko artystami i teraz od nowa światopogląd i przekonania mają bardzo ścisły wpływ na to, co i jak, dlaczego, z kim i gdzie. W każdym razie dla mnie.

Jak Pani patrzy w przyszłość? Z optymizmem czy niepokojem? Jak się Pani wydaje, że będzie wyglądał ten zawód za kolejne 25 lat?

Patrzę z wielkim niepokojem. Wiele zależy od wyborów prezydenckich, które za chwilę. Bardzo rozczarowałam się Polakami, ludźmi.

Kocham Pani wpis na Facebooku, gdzie udostępniła Pani artykuł z naukowego magazynu o tym, że naukowcy znaleźli dowód, że nie ma życia po życiu. Skwitowała go Pani komentarzem „No trudno”. Czy dystans do tego, co dzieje się dookoła, to Pani narzędzie do radzenia sobie z wyzwaniami, jakie funduje nam los? A jeśli tak, to czy miała go Pani zawsze, czy musiała się go nauczyć?

Chyba zawsze miałam dystans i poczucie humoru, dystans do siebie i poczucie humoru na własny temat, ale przede wszystkim miał go na mój temat mój mąż. Uwielbiałam to. Ach, jak to ważne z kim się spędza życie! Dziś tak boleśnie to rozumiem.

Czy skupia się Pani na tym, co tu i teraz, czy jednak ma Pani nostalgię za przeszłością i lubi zanurzyć się we wspomnieniach i poświęcić czas na rozpamiętywanie choćby, jak to było, gdy cała Polska żyła „Człowiekiem z marmuru” czy „Przesłuchaniem”?

O nie, błagam, rzadko oglądam się za siebie, patrzę w przyszłość, choć prywatnie żyję przeszłością, wspomnieniami, dawniej zdobytymi mądrościami, dawną etyką, poczuciem sprawiedliwości czy prawdy. Te nowe kryteria, jakoś… nie mogę się ich nauczyć. To tak jak solidarność i nowa solidarność. Nie rozumiem co to jest, ta nowa.

Czy Pani uważa, że dziś da się jeszcze stworzyć dzieło tak mocne w wymowie i znaczeniu społecznym jak „Człowiek z marmuru”, „Człowiek z żelaza” czy „Przesłuchanie”, czy kino straciło już moc tak silnego wpływania na odbiorcę?

Oczywiście, że się da, tyle że trzeba mieć tego wielką potrzebę. Wtedy talent i siła, moc… pojawią się w sposób naturalny. Jeszcze trochę niesprawiedliwości i podłości, kłamstwa i bezprawia, a dzieła się narodzą.

A może ma Pani w głowie pomysł na film, który Pani by chciała wyreżyserować i zmienić z jego pomocą coś w swoim kraju?

Nie, ja zmieniam co mogę, każdego dnia, uprawiając swoje poletko, fundację. To wielka praca i wielka odpowiedzialność, praca 24 godziny na dobę. Ale zagrać coś mocnego w kinie chciałabym bardzo. Jestem gotowa do walki na ekranie, nie ma tylko pomysłu, scenariusza, dostatecznie wkurzonego reżysera.

Jak Pani traktuje zakusy polityków na sztukę? Czy Pani jako dyrektorka prywatnych teatrów musi mierzyć się z politycznymi nastrojami?

To, co się dzieje z zarządzaniem kulturą jest bardzo niebezpieczne, dystrybucja pieniędzy, cenzura, fałszowanie spraw i historii, tworzenie fałszywych bohaterów itd. itp. Ja ? No cóż ja… stworzyłam fundację, dwa teatry, daliśmy ponad 100 premier, wiele z nich bardzo ważnych, ja zagrałam kilka ról, chyba też znaczących, ale musimy sobie radzić sami. Ja już na nic nie liczę. A teraz każdy dzień ze spektaklem uważam za sukces. Zobaczymy co będzie dalej, niestety, ta aktualna władza jest dla kultury niebezpieczna, ale poprzednie robiły wiele błędów i zaniechań. I znów nie słyszymy w debatach i programach wyborczych ani słowa o kulturze.

Krążą legendy na temat tego, że zawsze Pani swoim pracownikom stara się pomagać: daje premie aktorom w potrzebie, troszczy się o ich zdrowie. Czy taki model działania jest w biznesie możliwy, czy płaci Pani za swoją szczodrość cenę?

Tak? Tak jest? Nie wiem, ja czuję wsparcie i przyjaźń. Dostaję więcej niż daję. Przeważnie.

Jak Pani sobie poradziła z koronawirusem? Jak Pani go zniosła i jak zniosły go teatry?

To były ciężkie cztery miesiące, nadchodzące będą trudne, bo trwało to długo, niegranie i walka o przetrwanie. Ale to się nie skończyło. Gramy, ale przy takich obostrzeniach, że granie jest nieopłacalne, gramy dokładając każdego wieczoru, gramy, żeby dać znać, że żyjemy, a jeśli na jesieni wszystko się powtórzy… nie wiem, nie chcę nawet o tym myśleć. Plany repertuarowe mamy wspaniałe, obyśmy mogli je zrealizować.

Czy Pani zdaniem odrodzimy się po pandemii, czy zmieni ona nas jako ludzi i konsumentów kultury?

Nie wiem. Nie chcę gdybać. Najważniejsze grać, planować, grać i planować dobrze, robić atrakcyjny, dobry repertuar. Nic innego nie wiem.

Pani jest bardzo aktywna w sieci. Czy koronawirus zachęcił Panią do przeniesienia swojej aktywności w świat wirtualny, czy jednak dla Pani teatr to tylko forma fizyczna?

W ramach programu „kultura w sieci”, nagraliśmy dwa spektakle, za chwilę trafią do Internetu, za darmo, dla każdego, na zawsze, ale nie wyobrażam sobie generalnej zmiany tego typu.

Pani Krystyno, na koniec pytanie-gdybanie. Załóżmy, że wzorem nagradzanego, genialnego serialu „Rok za rokiem” w 2022 roku ludzie dostają możliwość przeniesienia świadomości do internetu, pozbywając się zupełnie ograniczeń fizycznych, jakie narzuca na nas ciało. Co robi w tej sytuacji Krystyna Janda? 🙂

Fruwa.

>https://magazyn.wp.pl/film/artykul/janda-mysl-ryzykuj-odwagi

27
Czerwiec
2020
06:49

Publiczność w Teatrze Polonia na spektaklu POLICJA. NOC ZATRACENIA, w reżimie sanitarnym w dniu 16 czerwca. Dziennik 27.06.2020

zobacz więcej zdjęć (21)

Marii i Władysława - wszystkiego dobrego

Dodaję zdjęcia. Trwa cisza wyborcza. Czekamy na to co będzie.
Na razie w zdjęciach ostatnie dni, ale bez komunikatów związanych z polityką.
Mam zdjęcia w serialu dla TVN.
Prowadzę próby w Och-Teatrze. „Wspólnota mieszkaniowa” Znakomity czeski tekst, komedia, satyra społeczna, galeria typów, wspaniali aktorzy i wiele radości podczas pracy. Premiera 16 lipca. Zapraszam.
Nakręciliśmy dwa spektakle PANA JOWIALSKIEGO i NA CZWORAKACH aby w sierpniu i wrześniu umieścić je w Sieci na zawsze w prezencie i ku pamięci. Trwa postprodukcja.
W teatrach niewesoło, gramy, ale publiczności nie ma nawet tyle na ile pozwalają nakazane reguły sanitarne. Ludzie się boją? Pewnie tak, a może to wynik trudnej sytuacji ekonomicznej, lęku o przyszłość i wybory. Zobaczymy, co będzie dalej.
Mimo trudnej sytuacji w wakacje dajemy dwie nowe premiery. WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA w Ochu i CWANIARY w Teatrze Polonia.
Czekam na poniedziałek i wieści powyborcze, a na razie ostatnie dni w zdjęciach.
Pozdrowienia i serdeczności.

26
Maj
2020
07:12

Dziennik 01.11.2019 i 26.05.2020

zobacz zdjęcie

Filipa i Pauliny - wszystkiego dobrego

Dzień Matki.
Mamo bardzo tęsknię.

23
Kwiecień
2020
06:58

Sponsorzy naszych foteli w Och- Teatrze: moja Mama, Jerzy Karwowski i Basia Bogucka (kadry w fundacji). Dziennik 23.04.2020

zobacz zdjęcie

Jerzego i Wojciecha - wszystkiego dobrego

Dziś imieniny Jurka Karwowskiego, mojego wieloletniego przyjaciela i członka naszej rady fundacji. Jurek ma dziś 94 lata i od jakiegoś czasu, nie wychodzi z domu, nie mniej, jest cały czas z nami, z fundacją, teatrami i wszystkimi aktorami i pracownikami fundacji. Kiedyś bywał na naszych spektaklach co wieczór, do dziś żywo, choć z domu, uczestniczy w naszych losach i planach.
Jurek skończył reżyserię filmową razem z pierwszym rokiem powojennym, był długo reżyserem i współpracownikiem najpierw Opery Łódzkiej, później Opery Bałtyckiej, był współzałożycielem i prowadzącym Teatrzyk Bim Bom, przyjacielem Zbigniewa Cybulskiego i Bogumiła Kobieli, i oddał, i artystom tego teatru, i samej instytucji wiele czasu, i serca. Potem długie lata był drugim reżyserem w wielu, wielu produkcjach filmowych, takim reżyserem „od obsad”. Zaangażował i wypromował wielu aktorów, obsadzał i był drugim reżyserem „Czterech pancernych”, i wielu filmów Kazimierza Kutza, Jerzego Antczaka, i wielu wielu innych. Był przyjacielem i dobrym duchem polskiej kinematografii, długoletnim sekretarzem kilku „wielkości”, między innymi Andrzeja Wajdy.
Ja poznałam Jurka przy okazji serialu „Doktor Murek” pana Lesiewicza, do którego mnie „wymyślił” i zaangażował, i od tego czasu, a mija prawie 40 lat, się w zasadzie nie rozstaliśmy. Kiedy odeszłam z Teatru Powszechnego, gdzie bywał oglądać mnie w zasadzie każdego wieczora, Callas, jego ulubioną moją rolę, widział około 150 razy w Powszechnym i ze 100 razy w Och-Teatrze, ale wszystkie inne role także. Wracając, kiedy odeszłam z Teatru Powszechnego i nie dostawałam propozycji ról, ani angażu z żadnego z warszawskich teatrów, uparcie zaczął szukać dla mnie sali na nowy teatr… dla mnie… do grania… jak mówił, a potem wszedł do rady fundacji, założonej przeze mnie, mojego męża i córkę. Budował z nami oba teatry i był z nami każdego dnia, aż do choroby. Często ze swojej emerytury fundował rekwizyty czy sponsorował plakaty, nigdy Mu tego nie zapomnimy.
Z moimi oboma mężami – Andrzejem Sewerynem, a potem Edwardem Kłosińskim przyjaźnił się z „uprzejmością”, ale przede wszystkim stale utrzymywał serdeczny kontakt z moją mamą, dziećmi i rodziną w ogóle. Jako człowiek samotny, od powstania naszego domu w Milanówku, spędzał z nami wszystkie święta i towarzyszył we wszystkich uroczystościach rodzinnych. W naszych fundacyjnych teatrach wszystkie premiery „były jego”, ale wieczorami bywał zawsze wtedy, kiedy ja grałam.
Wiele Mu zawdzięczam i zawsze będę pamiętać Jego „towarzystwo życiowe” i opiekę jaką od młodych, pierwszych lat zawodowych, nade mną roztaczał. Mam nadzieję, że i ja i moja rodzina była Mu z kolei bliska i pomocna, i jest nadal.
Dziś Jurka imieniny. Obchodziliśmy je zawsze w fundacji. Dziś to niemożliwe.
Jurku, mimo że się nie możemy zobaczyć, rozmawiać tylko telefonicznie, składamy Ci najlepsze życzenia i mamy nadzieję, że siądziesz jeszcze kiedyś na naszej widowni.
Zdrowia, sił, nadziei i radości.

http://filmpolski.pl/fp/index.php?osoba=11122

21
Kwiecień
2020
05:05

Dziennik 25.02.2020

zobacz więcej zdjęć (12)

Feliksa i Anzelma - wszystkiego dobrego

Zapytałam wczoraj asystenta w moim telefonie, kiedy jest planowane otwarcie teatrów po pandemii- odpowiedział bez namysłu: – Na końcu.
Państwowe teatry, instytucje, się nie martwią, dla nich – nie granie – to zysk. Dla nas niepaństwowych, to śmierć. Martwią się twórcy, ci z etatami i ci bez.
No nic, pandemia to pandemia, zdrowie i życie ważniejsze niż jakieś tam teatrzyki i jacyś artyści. Jakie to ma znaczenie w losach świata.
Ja tylko powiem, że moja, prawie już dwumiesięczna izolacja, byłaby koszmarem gdyby nie sztuka, książki, filmy, muzyka, poezja, malarstwo i to co można zobaczyć w Internecie. Nigdy nie byłam aż tak „zajęta” jak teraz, na czele z nocnymi pokazami spektakli Metropolitan Opera. Ile cudowności, wspaniałości, wielkości świata i człowieka zobaczyłam! Dziękuję!
Dzięki sztuce nigdy nie jesteście ani nie będziecie samotni i sami. Czuję podziw i wdzięczność dla artystów i ich dzieł, które „spotkałam” ostatnio, wiele z nich zupełnie przypadkowo. Chce się żyć- dla tego co się rodzi. Dla i dzięki tym cudom, które mamy i mam nadzieję będziemy mieli wkrótce, na wyciągnięcie ręki.
Polityka- ta kurwa, niech idzie precz. Niestety od polityków zależy nasze życie i zdrowie.

25
Luty
2020
10:40

Dziennik 25.02.2020

zobacz więcej zdjęć (9)

Wiktora i Cezarego - wszystkiego dobrego

Życie pędzi jak oszalałe. Coraz rzadziej mam chwilę żeby tu zajrzeć. Codziennie pytania od spotykanych osób – jak pani daje sobie radę? Jak pani nadąża? Staram się. Buduję hierarchię ważności spraw i trzymam się jej jak chwiejącego się płotu. A Wy jak sobie dajecie radę?
Dookoła mnie nie tylko sprawy do załatwienia nie cierpiące zwłoki, ale przede wszystkim ludzie, dzieci, wnuki, aktorzy, ludzie z naszej fundacji, znajomi, przyjaciele, ich sprawy, potrzeby, choroby. Śluby i pogrzeby. Odchodzą, przychodzą, każdy zaczyna rozmowę od kłopotów, a nie od radości. Tłumaczę sobie, że jestem w takim wieku, nie zaczynam, kończę, ale te lata, po sześćdziesiątce nie znoszą niespodzianek, za to dają poczucie pogodzenia, logiki i ładu. Nic nie bierze się już z nikąd, wszystko ma przyczyny i skutki, nic nie dostaje się w prezencie, wszystko robi na własną odpowiedzialność, za to uroda życia i rozczarowanie ludźmi generalnie wzrasta. Choć ci co obok, co od lat, co trwają, nie zawodzą na szczęście i wdzięczność do nich codzienna.
Od ostatniego mojego wpisu, dotyczącego pogrzebu Maćka wiele się zdarzyło. Trudne próby, decyzje, wreszcie premiera, podobno uwieńczona sukcesem, nie wiem, nie jestem przekonana, pożyjemy, pogramy, zobaczymy, dużo mnie w tym ”uwiera”. Korona-wirus na świecie rozszerza się, do Polski nadchodzi, a badanie potwierdzające lub wykluczające podobno w Warszawie kosztuje 500 złotych. Pokazanie chorym na raka faka, w sejmie, zjadło nam tydzień życia, ale podbarwiło spory. A musimy przygotowywać się na najgorsze w czasie kampanii wyborczych, do maja na pewno będziemy żyli w piekle. Ale nie można stać na boku, to ważne.
Pozdrawiam Was moi Państwo najserdeczniej przypominając, że nic tak nie pogarsza życia jak pesymizm. Ukłony. Do soboty z wyjątkiem piątku gramy tę nową LILY w Och-Teatrze, traktując to jak terapię.

07
Luty
2020
07:07

Pogrzeb Macieja Putowskiego. Dziennnik 7.02.2020. Fot. Krystyna Janda

zobacz więcej zdjęć (12)

Ryszarda i Romualda - wszystkiego dobrego

Pożegnanie Macieja Putowskiego. ​​

​​​Maćku żegnam Cię po wielu latach współpracy i przyjaźni, w swoim imieniu i w imieniu całej naszej fundacji. Byłeś z nami od początku. Obserwowałeś z troską i brałeś czynny udział w budowaniu Teatru Polonia a potem Och–Teatru. Doradzałeś, pomagałeś, byłeś ciągle z nami. Korzystaliśmy z Twojej nieskończonej wiedzy, gustu, zaangażowania, także Twojego autorytetu. Młody powstający teatr tworzony przez grupę entuzjastów w przewadze młodzieży, wymagał wsparcia merytorycznego i pomocy wysoce profesjonalnej z każdego zakresu, historii sztuki, scenografii, wiedzy z sztuki użytkowej, kultury materialnej, obyczaju, tradycji, historii teatru i filmu, a Ty byłeś chodzącą encyklopedią, z której korzystaliśmy wszyscy i czuliśmy się zawsze z Tobą bezpieczni. Krążą po naszej fundacji opowieści o Twoich nocnych wykładach na temat sztuki nakrywania stołu, sztućców, szkieł, porcelany, trzymałeś ludzi tuż przed premierą do rana. Byłeś perfekcjonistą i najwierniejszym entuzjastą i fanem naszych teatrów.
​​Byłeś tytanem, chodzącą historią polskiego filmu i sztuki, i dzieliłeś się talentem, i wiedzą szczodrze ze wszystkimi. Nikt tak jak Ty nie potrafił docenić innych, nikt tak jak Ty nie potrafił zachwycić się czyimś talentem, wyobraźnią, jakimś kształtem, kolorem, myślą, chwilą, pięknem ludzi, artystów i świata. Kobietą, jako dziełem natury i Boga, i zauważyć jednocześnie wzór szlaczka na skraju jej spódnicy czy rysunek profilu nieznajomej. Byłeś koneserem życia, hedonistą etycznym, psychologicznym i materialistycznym, znawcą smaków, zapachów i urody wszelkiej.
​​W naszych teatrach stworzyłeś scenografie do wielu, wielu spektakli, do wielu moich, przez te wszystkie lata towarzyszyłeś mojej pracy najpierw aktorki, potem kiedy zaczęłam reżyserować dla teatru i telewizji, a nareszcie od momentu stworzenia fundacji, zawsze byliśmy razem. Szczęśliwi, że pracujemy. Dziękuję Ci za to.
​​23 lutego w Och-Teatrze odbędzie się premiera z kolejną Twoją scenografią, zdążyłeś ją jeszcze narysować, niestety już jej nie zobaczysz, będziemy się starać ją skończyć, postawić i oświetlić tak, żebyś był zadowolony.
​​Odpoczywaj po tym niezwykłym bogatym, pięknym życiu w spokoju. Mamy nadzieję, że tam gdzie jesteś są obrazy, architektura, przedmioty, ogrody, muzyka, książki, do podziwiania, smaczne dania i wina do kosztowania i ludzie, z którymi możesz dyskutować o pięknie i sztuce.
​​Żegnamy Cię czule. Nie zapomnimy nigdy.

​​​​​​​​Krystyna Janda 05.02. 2020

03
Luty
2020
16:54

Ekipa ZAPISKÓW Z WYGNANIA w NCK w Krakowie. Dziennik 3.02.2020

zobacz więcej zdjęć (3)

Błażeja i Hipolita - wszystkiego dobrego

Janda zawsze spoko

„Zapiski z wygnania” Sabiny Baral w reż. Magdy Umer z Teatru Polonia w Warszawie w Nowohuckim Centrum Kultury. Pisze Maciej Stroiński.

„Zapiski z wygnania” w reżyserii Umer, w wykonaniu Jandy to jest ogromne przeżycie też za drugim razem, a bez względu na to, jaki jesteś zblazowany i jak rzygasz „tym tematem”. Jestem oraz rzygam, a patrzyłem w rozdziawieniu. Pierwszy raz widziałem w Operze Krakowskiej, a teraz w NCK-u. Już za pierwszym razem poszło mi w recenzję.

Nie ma w Polsce drugiej takiej, która tak rządzi widownią – nie ma. I koledzy z towarzystwa: weźcie mi nie piszcie, że w Warszawie na bankiecie była odmienna opinia. Już nie napiszecie, bo już nie mam Messengera! Na efekt Krystyny Jandy składa się legenda i ogrom talentu, i legenda o talencie. Aktorka mierząca pauzą jak miotaczem ognia. We wszystko bym jej uwierzył, choćby nawet mi jechała tekstem Jolanty Janiczak. Tu tekst jest Sabiny Baral, piękny, wciągający i niesfałszowany, więc mamy dwa szczęścia, wielką aktorkę i świetną pisarkę. Twórcy spektakli zaangażowanych chcieliby tak umieć, ale niestety, brak warsztatu nie popłaca.

Krystyna Janda jest totalną warsztaciarą, każde pół sekundy zawieszenia głosu dużo kosztuje widownię w sensie uczuciowym. Pewno słyszeliście, że co spektakl sala ryczy, i radzę sprawdzić na sobie. A zaczyna się zwyczajnie, jakby aktorka bąkała, coś tam snuła se na boku. Widownia ją kocha, bo ma za co kochać. Potrzebujemy takich gwiazd scenicznych, żeby było kogo wielbić bez zażenowania. O taki teatr mi chodzi: o taki, który jest jakiś i który jest po coś, i dobrze wie po co. Spektakl TRUDNEJ AFIRMACJI, a właśnie tak, a co! Jeden z tych wielkich tytułów, jakie zaliczyłem w swoim niezbyt długim, ale także niezbyt krótkim życiu teatralnym.

Maciej Stroiński
Materiał nadesłany
03-02-2020

01
Luty
2020
20:34

Maciej Maria Putowski

zobacz zdjęcie

Brygidy i Ignacego - wszystkiego dobrego

Zrobiłam sobie dwa dni urlopu od polityki. Boże jak dobrze jest bez tego! Ale trzeba wrócić, bo to obowiązek teraz każdego z nas. Śledzić. Wiedzieć. Mieć świadomość. W miarę sił i możliwości reagować, choćby tak, żeby zachowywać się przyzwoicie w każdej sytuacji. Nie być obojętnym, jak wzywał pan Marian Turski.

Zatrzymałam się „w locie” i w życiu, z powodu odejścia, najpierw mojej długoletniej gosposi, (10 ostatnich lat byłą z nami), a przedwczoraj, odejścia naszego, fundacji i mojego, bliskiego przyjaciela Maćka Putowskiego. Znaliśmy się do lat, długich lat, był przyjacielem także mojego męża, wielu ludzi sztuki, filmu, nauki. Był scenografem, robił wnętrza w wielu filmach, miedzy innymi w filmach Wojciecha Hasa, Andrzeja Wajdy choćby w „Ziemi obiecanej”, był bodaj najlepszym polskim kolorystą, miał niebywałe wyczucie koloru i formy, zrekonstruował wiele wnętrz historycznych, muzealnych itd itd itd. Ze mną, najpierw aktorką później reżyserem zrealizował dużo spektakli teatralnych i telewizyjnych. Wykładał , szkolił młode kadry idące do przemysłu filmowego. Ogromna wiedza i wprawne oko, kazało Mu być często złośliwym i karcącym wobec nieuctwa, niewiedzy czy złego wychowania, bezlitosny wobec głupoty, złej woli i chamstwa. O sztuce, sztuce użytkowej i kulturze materialnej wiedział wszystko. Był admiratorem talentów innych ludzi i kobiet w ogólności. Był jak dobre wino czasem podsypane pieprzem. Żegnaj przyjacielu.

29
Styczeń
2020
07:48

Zdzisława i Franciszka - wszystkiego dobrego

Plucha.
Dziwna zima bez śniegu. Wszyscy martwią się że będzie susza.
Koszmarna epidemia w Chinach.
Próba do spektaklu LILI w Och-Teatrze.
Wieczorem 32 OMDLENIA Czechow z dwoma Jurkami Stuhrem i Łapińskim.
Stan demokracji w Polsce ma być monitorowany przez UE, a jeśli zły to co? Wynocha? Każdy dzień przynosi kpiny z praworządności.
Gorki miał dobre sformułowania
NIE WOLNO MILCZEĆ
CHCEMY ŚWIATŁEJ WŁADZY
CZAS UPODLENIA to było o rewolucji październikowej ale pasuje teraz jak ulał.
Czytam BRULIONY PROFESORA T. Józefa Hena.
Kolejny dzień minie szybko. Jak to zatrzymać?

24
Styczeń
2020
20:36

LILY - plakat do spektaklu

zobacz więcej zdjęć (9)

Felicji i Tymoteusza - wszystkiego dobrego

Od jakiegoś czasu codziennie mamy próby komedii kryminalnej LILY Jacka Popplewella. Będę grała tytułową Lily, nieznośną babę, źle wychowaną i obcesową, która „pomaga” w znalezieniu mordercy inspektorowi Baxterowi – Piotrowi Machalicy. Mamy nadzieję, cała obsada i ja reżyserka przedstawienia, 23 lutego sprawić widzom wiele radości i dostarczyć godziwej rozrywki, i dwóch godzin zapomnienia. Mamy nadzieję.
Próby te i ta praca jest naszą radością, i lekarstwem na całe zło.
Pozdrawiam serdecznie.

Minęła kolejna ważna dla nas rocznica. XV lecie istnienia Teatru Polonia i X lecie istnienia Och- Teatru. W związku z tym troszkę liczb.
LICZBY:
* każdego roku w teatrze i w Polce ogląda nasze spektakle ok. 200 000 – 250 000 widzów.
* Gramy średnio 900 spektakli każdego roku.
* Do tej pory odbyło się 12 edycji „Teatru w przestrzeni miejskiej“ – zagraliśmy ponad 400 bezpłatnych spektakli plenerowych, które bezpłatnie obejrzało około 150 000 widzów, także tych, który mają utrudniony dostęp do kultury lub których nie stać zakup biletu – wykluczonych, defaworyzowanych przez społeczeństwo.
* Od początku działania Fundacji wyprodukowaliśmy 130 spektakli.
* Odbyło się ponad 100 debiutów (aktorskich, reżyserskich, scenograficznych).
* Zagrało w naszych teatrach około pół tysiąca aktorów.

24
Grudzień
2019
09:07

Adama i Ewy - wszystkiego dobrego

Mili Państwo, w ten smutny dzień wigilijny, składam Wam życzenia dobrych , miłych, spokojnych, rodzinnych Świąt. Wszystkiego, wszystkiego dobrego. Tylko dobrych i życzliwych ludzi wokół Was, zdrowia i uspokojenia. Krystyna Janda

19
Grudzień
2019
05:15

Dziennik - 18.12.2019 - Wigilia w Och-Teatrze. Fot. Robert Jaworski

zobacz więcej zdjęć (15)

Urbana i Dariusza - wszystkiego dobrego

Co za dzień! Oprócz wszystkich innych wczorajszych „atrakcji” urodzinowo-wigilijno-podsejmowych, odbyła się pierwsza próba, czytana, do nowej premiery w Och-Teatrze, spektaklu LILY, w mojej reżyserii. To komedia kryminalna. Byliśmy wczoraj tak zakręceni, że nie mogliśmy zrozumieć intrygi, ani kto zabił. Ale spokojnie, premiera w lutym 2020.
Wczoraj pod sejmem było nas dużo. Mam poczucie wdzięczności do wszystkich, którzy przyszli. Wolne sądy i niezwiśli sędziowie to warunek demokracji.
Daję zdjęcia i pozdrawiam.

18
Grudzień
2019
07:17

Gracjana i Bogusława - wszystkiego dobrego

Jutro 18 grudnia. Według dokumentów kończę jutro 67 lat. Moje urodziny spędzę pod sejmem aby wyrazić swój sprzeciw wobec tego co się dzieje. Proszę o nie składanie życzeń urodzinowych, wystarczy innych smutków. Mam uczucie że sytuacja jest krytyczna. Bardzo poważna. Pozdrawiam Państwa serdecznie. Do zobaczenia podczas protestu. 🌿

67. urodziny Krystyny Jandy
Janda to bodaj jedyna polska aktorka o statusie gwiazdy, otoczona gronem wielbicieli, których uwielbienie dla aktorki przypomina aurę otaczającą ulubieńców publiczności w „epoce gwiazd” XIX-wiecznego teatru. Swoją pozycję zawdzięcza granym rolom i silnej osobowości. Jak pisał Jan Kłossowicz w „Słowniku Teatru Polskiego”: „Janda zawsze gra podobną, raz stworzoną postać, nadając jej cechy wszystkim swoim rolom. Jej aktorstwo cechuje silna ekspresja, żywiołowy temperament, ideowe zaangażowanie, czasem manieryczność.”
Urodziła się 19 grudnia 1952 roku w Starachowicach. Studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie, dyplom uzyskała w 1975 roku. Na scenie zadebiutowała w 1976 w Teatrze Ateneum w Warszawie w roli Anieli w wyreżyserowanych przez Jana Świderskiego „Ślubach panieńskich” Aleksandra Fredry. Jeszcze jako studentka w 1974 zagrała w legendarnym przedstawieniu telewizyjnym „Trzech sióstr” Antoniego Czechowa w reżyserii Aleksandra Bardiniego. Jej urzekająca i pełna prawdy Masza dała początek kilkudziesięciu rolom stworzonym w Teatrze Telewizji.
Równolegle rozwijała się jej kariera w kinie. Miała świetny debiut filmowy, w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy wcieliła się w postać Agnieszki, młodej, przebojowej i upartej studentki szkoły filmowej próbującej dotrzeć do prawdy o byłym przodowniku pracy Mateuszu Birkucie, którego zagrał tutaj Jerzy Radziwiłowicz. Oboje wystąpili także w „Człowieku z żelaza” (1981), w którym Wajda kontynuował wątki z poprzedniego filmu i opowiadał o korzeniach ruchu solidarnościowego. Z Wajdą współpracowała jeszcze kilkakrotnie. Na przełomie lat 70. i 80. występowała również w filmach Piotra Szulkina spod znaku science fiction: „Golemie” (1980), „Wojnie światów – następne stulecie” (1981) oraz w „O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji” (1984). Ważnym międzynarodowym sukcesem okazał się uhonorowany Oscarem film Istvana Szabo „Mefisto” z 1981 roku, w którym Janda wcieliła się w postać Barbary Bruckner – zagrała wówczas u boku Klausa Marii Brandauera.
Jej największą filmową kreacją była rola Antoniny Dziwisz w „Przesłuchaniu” Ryszarda Bugajskiego (1982). Janda stworzyła w tym filmie przejmujący portret człowieka, który, jak mówił sam reżyser, „chce być wolny, bez względu na cenę, jaką musi zapłacić”. Ta rola przyniosła aktorce m.in. nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu filmowym w Cannes.
Do 1987 Janda należała do zespołu warszawskiego Teatru Ateneum, występując także sporadycznie w Teatrze Scena Prezentacje. W latach 1987-2005 Janda była aktorką warszawskiego Teatru Powszechnego. Obok różnorodnych ról teatralnych grała w kinie, kontynuując bardzo dobrą passę filmową w takich obrazach, jak: „Kochankowie mojej mamy” Radosława Piwowarskiego (1985), „Dekalogu II” Krzysztofa Kieślowskiego (1988), pojawiła się też u Kieślowskiego w niewielkiej roli w „Krótkim filmie o zabijaniu” (1987), zagrała w „Stanie posiadania” Krzysztofa Zanussiego (1988). W tych rolach Janda dała złożony, psychologiczny portret współczesnej kobiety: od „rozrywkowej” Krystyny pozostającej w konflikcie ze swym małym synem w „Kochankach mojej mamy”, przez skrzypaczkę Dorotę rozdartą między namiętnością a wiernością mężowi w „Dekalogu II”, aż po Julię – doświadczoną kobietę próbującą ułożyć sobie życie z młodszym od niej mężczyzną w filmie Zanussiego.
W 1990 aktorka zagrała ponownie w przedstawieniu Wajdy, tym razem we „Dwoje na huśtawce” Williama Gibsona. Wcieliła się w Gizelę Mosca. Wojciech Dudzik pisał w „Rzeczpospolitej”: „Wajda znalazł świetnych wykonawców: Krystynę Jandę i Piotra Machalicę. Janda gra nerwowo (ale bez tej swojej irytującej czasem maniery rodem z „Człowieka z marmuru”), potrafi jednak być też liryczna. Jej swoisty prymitywizm podszyty jest tęsknotą do innego, lepszego życia, o które próbuje walczyć i którego się boi równocześnie.”
Po tym przedstawieniu, jeszcze w tym samym roku, nadszedł czas na monodram „Shirley Valentine” Williama Russella w reżyserii Macieja Wojtyszki. Spektakl okazał się gigantycznym przebojem. Janda, której nigdy nie można było odmówić autentycznych emocji na scenie i wielkiego szacunku dla swoich widzów często widzących w niej portret ich samych, trafiła z postacią Shirley w dziesiątkę. Jacek Sieradzki pisał po premierze w „Polityce”: „Aktorka mocno przepracowała przekład Małgorzaty Semil tak, by idealnie leżał w jej ustach z całą potocznością, kolokwialnością, lapidarnością, choć i z wulgaryzmami. Włożyła mnóstwo wysiłku w uplastycznienie Shirley i zjednanie jej sympatii widzów. Chwilami robiło to nieprzyjemne wrażenie gry pod publiczkę: jakby celem był rechot aprobaty i komentarze‚ale, kurde, głupotki gada’. Do czasu jednak. Będąc pewną ciepłych uczuć publiczności aktorka komplikowała obraz swej bohaterki: ukazywała jej niepewność, kompleksy podszyte buńczuczną gadką. (…) Przedstawienie, które oglądałem, skończyło się owacją na stojąco. Podobno wieczór w wieczór widownia dziękuje tak Krystynie Jandzie za grę – i za radość nadziei.” Monodram grany jest do dzisiaj.
W 2005 roku aktorka założyła w Warszawie prywatny Teatr Polonia, w którym z powodzeniem gra i reżyseruje; jest też szefową artystyczną sceny. Polonia odniosła ogromny sukces wśród publiczności. Teatr Jandy prezentuje sporo inteligentnej rozrywki. Grają tutaj gwiazdy, ale Janda zaprasza też do współpracy młodych twórców. W Polonii reżyserowali m.in.: Piotr Cieplak, Andrzej Seweryn, Maciej Wojtyszko, Stanisław Tym, ale także Anna Smolar, Łukasz Kos, Przemysław Wojcieszek i Maciej Kowalewski.
2009 przyniósł Jandzie głośną rolę w filmie „Tatarak” Andrzeja Wajdy. Historia powstania tego dzieła jest w poruszający sposób spleciona z życiem prywatnym aktorki. Wajda, po raz kolejny sięgający po Iwaszkiewicza, szukał dopełnienia do scenariusza – „Tatarak” to dość krótkie opowiadanie, które trudno byłoby przekształcić w pełny metraż. Przy filmie pracować miał Edward Kłosiński, operator, prywatnie mąż Jandy. Kłosiński zmarł w 2008 roku i nie zdążył zrealizować projektu. Janda zaproponowała wówczas Wajdzie, żeby częścią filmu stała się jej opowieść o mężu.
Rok później aktorka z sukcesem powróciła też do kultowej „Białej bluzki”, monodramu w reżyserii Magdy Umer na podstawie tekstu Agnieszki Osieckiej, granego kiedyś na scenach całej Polski. Bohaterka – dziś dojrzała kobieta po przejściach – i interpretuje, i myśli odmiennie. To samo, ale w innym zabarwieniu, inaczej akcentując problemy. Spektakl opowiada także nowym pokoleniom, w sposób specyficzny dla Osieckiej, klimat i koloryt PRL.
2012 rok to kolejne sukcesy w teatrze. Janda zmierzyła się na scenie z poruszającą, bestsellerowa biografią Danuty Wałęsy. Tuż przed premierą aktorka mówiła: „Ten spektakl i ta rola, z legendarnym przywódcą Solidarności i Prezydentem Polski w tle, to jedno w największych moich wyzwań życiowych, nie tylko zawodowych, ale także ludzkich i obywatelskich. Każdego dnia wyznania pani Danuty Wałęsowej budzą mój podziw i wzruszenie. Prostota i szczerość tych wypowiedzi zdumiewa i wywołuje szacunek. Wszystko to budzi ochotę, aby w ogóle historię Polski opowiedzieć od strony kobiet.” Krytycy „Danutę W.” w reżyserii Janusza Zaorskiego jednogłośnie okrzyknęli jednym z najważniejszych spektakli ostatnich lat. Roman Pawłowski pisał w „Gazecie Wyborczej”: „Spektakl Jandy jest polityczny, bo oddaje głos kobietom, które zostały wykluczone z udziału w historii. Zastąpienie w tytule nazwiska bohaterki inicjałem jest symboliczne. To nie jest biografia żony związkowego przywódcy, ale wszystkich kobiet, które tak jak ona zostały odsunięte od udziału w przebudowie społecznej Polski i sprowadzone do roli kur domowych. „W tym domu była „Solidarność”, ale zapomniano, że jest też rodzina” – mówi w pewnym momencie Janda i to zdanie wiele mówi o charakterze polskiej rewolucji. Może gdyby kobiety wzięły w niej większy udział, żylibyśmy dzisiaj w innym świecie?”
W 2019 roku, na ekrany kin trafił „Słodki koniec dnia” Jacka Borcucha, w którym Janda zagrała główną rolę. Wcieliła się w postać Marii, polskiej poetki, laureatki Nagrody Nobla, autorytetu moralnego, której życie wywróciło się do góry nogami, gdy otrzymała szokującą wiadomość o tragicznym wydarzeniu- zamachu terrorystycznym w Rzymie. Pod wpływem emocji, podczas uroczystości nadania tytułu honorowego obywatela miasta, zamiast kurtuazyjnych podziękowań Maria wygłosiła szokująco niepoprawną politycznie mowę. Za tę rolę Janda została nagrodzona na amerykańskim Festiwalu Filmowym Sundance.
Podczas inauguracji 74. roku akademickiego 2019/2020 w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie Krystynie Jandzie nadany został – po raz pierwszy w historii tej uczelni – tytuł doktora honoris causa. W swoim wystąpieniu powiedziała: „Świat się skomplikował, nie odróżnia się dobra od zła. Kłamstwa od prawdy, wartości od miałkości, sztuki od podróbki. Bałagan w gustach, stylach i estetyce, gąszcz cytatów, naśladowań, wszystko jest – jak coś, jak ktoś, wszystko już było. Miesza się wszystko ze wszystkim a kryteriów brak, autorytetów brak, doskonałości brak. Ideały pogardzone, wartości upadły, szlachetność wykpiona, klasyka ośmieszona. Ale to jest nasz czas”.
W 2019 roku Janda otrzymała również medal za „mądrość, która w dzisiejszych czasach jest też odwagą oraz za niezwykłe wzruszenia artystyczne, które dają nam także obywatelską nadzieję”. Dziękując za medal, podkreśliła, że jest przede wszystkim aktorką, ale też reaguje na to, co ją spotyka każdego dnia. – Ja po prostu reaguje na coś, co mnie dotyka, oburza, wzrusza, bez czego wydaje się, że życie jest gorsze albo wobec czego ja sama staje oniemiała – powiedziała Janda. – Uważam, że te 30 lat, które przeżyliśmy to jest 30 najpiękniejszych lat w moim życiu – dodała wspominając o tytule „Człowieka wolności”, który otrzymała kilka lat temu.
Krystyna Janda angażuje się w życie społeczno-polityczne kraju, bierze udział w manifestacjach, protestach i komentuje rzeczywistość, w której przyszło nam dzisiaj żyć. Ostatnio, na antenie radia TOK FM, powiedziała: „Od pewnego momentu przestałam zupełnie akceptować to, co się dzieje. Przestałam zgadzać się na tę Polskę, która na nowo staje przed naszymi oczami. I zaczęłam protestować tak, jak dawniej. (…) Ja się po prostu nie zgadzam z sytuacją, która zaistniała po tych 30 latach demokracji i wolności. (…) Pewnego dnia powiedziałam do Magdy Umer, że to koniec, bo już teraz to my jesteśmy najstarsze i to do nas dzwonią z pytaniem, jak żyć. A my nie wiemy, jak im odpowiedzieć, bo same nie potrafimy sobie z tym poradzić” – gorzko zakończyła wypowiedź.
źródło culture.pl, PAP, TOK FM zdjęcie główne Agencja Gazeta

14
Grudzień
2019
04:49

Przesłuchanie. Dziennik, 13 grudnia 2019

zobacz zdjęcie

Alfreda i Izydora - wszystkiego dobrego

Jutro w Teatrze Polonia, na scenie Fioletowe Pończochy, odbędzie się premiera spektaklu „Wszystko, co najlepsze”, monodramu Rafała Mohra w reżyserii Piotra Złotorowicza.
Bardzo cieszymy się z tej premiery, jest to prezent dla Was wszystkich na choinkę. To wieczór podczas którego uczymy się jak najprostsze, najdrobniejsze rzeczy potrafią nas uszczęśliwić, czy nawet uratować. Podczas wieczoru także, każdy z nas będzie układał sobie swoją listę takich rzeczy.
Kiedyś, bardzo dawno temu napisałam felieton, który bardzo rymuje się z tekstem tej sztuki.
Bardzo serdecznie wszystkich zapraszamy na ten spektakl, mamy nadzieję, że będzie to coś w rodzaju terapii.
Oto mój felieton:

Moja droga B! Wiesz, jest mi trochę źle, i postanowiłam zapisać wszystko to, co lubię i co akurat w tym momencie przyjdzie mi do głowy. Istnieje podobno taka metoda uspokajania się czy leczenia, nie pamiętam. A więc co ja lubię?
O, dużo rzeczy lubię! Ale wymieniajmy najmniejsze, takie codzienne, na których schodzi nam życie. Dobrze?,
A potem, nie martw się, Ty mi napiszesz, co lubisz. Ale najpierw ja.
No więc lubię czytać, leżąc cały dzień w łóżku, jedząc czekoladki, i żeby wszyscy byli w tym czasie w domu.
Lubię jeść w słońcu chleb ze Starachowic posmarowany masłem, kiedy masło się już trochę na tym słońcu roztopiło.
Lubię gliniany dzbanek z Iłży, który jedna z moich ciotek tuż po wojnie pomalowała w dziwny wzór w szkole, na lekcjach robót ręcznych.
Lubię jak mój mąż nie może spać w nocy, więc sobie rozmawiamy i oglądamy telewizję.
Lubię jak moja mama wchodzi do kuchni rano w koszuli nocnej, żeby zrobić pierwszą kawę.
Lubię woń moich ukochanych perfum, bo trochę przypominają zapach szarlotki, co daje w najbardziej stresowym momencie poczucie bezpieczeństwa.
Lubię pić kawę na placu św. Marka w Wenecji, bo mi się wydaje, że zaklinam w ten sposób czas i szczęście na kolejny rok.
Lubię jak dzwoni moja córka i pyta, czy wszystko u mnie w porządku.
Lubię jak moje dzieci przychodzą do mnie w nocy, a po nich zjawia się i pies i kot. Mąż mimo to zostaje w łóżku, leżymy tak na kupie i nie możemy spać, bo nam duszno, a najbardziej psu.
Lubię, jak publiczność siedzi cichutko, cichuteńko, a potem nagle zagulgocze jej z zadowolenia w gardle.
Lubię jaśminową herbatę zawsze i wszędzie.
Lubię chodzić o świcie w piżamie po moim ogrodzie i śledzić każdy nowy pąk, ale żeby kot był wtedy w domu, bo straszy ptaki.
Lubię, jak nasza sąsiadka której nie znam, pani Ludwika spaceruje po swoim ogrodzie z psem Funią, to mnie uspokaja.
Lubię, jak się kończy dzień.
Lubię, jak się zaczyna dzień.
Lubię jeść liście szpinaku w Sienie na Il Campo, w restauracji pod numerem 51.
Lubię spacery w Milanówku, polami, w podartej sukience, ze wszystkimi psami i dziećmi.
Lubię spotkania z przyjaciółmi w barze w Kaniach co niedziela, o pierwszej.
Lubię leżeć w wannie i myśleć, paląc papierosa.
Lubię spać w skarpetkach, nawet latem.
Lubię się godzić, chociaż potem jest już trochę nudno.
Lubię, jak moje dzieci wracają ze szkoły, dziwią się, że jestem w domu, uważają, że to święto, chyba że im zajmę komputer.
Lubię pocztę e-mailową i mój telefon komórkowy, tylko nie lubię rachunków, które potem przychodzą z powodu tych dwóch przedmiotów.
Lubię płakać ze wzruszenia i zachwytu.
Lubię kobiety, które noszą białe bluzki i mają wszystko poukładane w torebkach.
Lubię Danusię, i jej nieżyjącego już męża Miecia.
Lubię siedzieć sama w ciemnej sali kinowej i oglądać filmy, nie lubię chodzić do teatru, teraz mnie denerwuje tak samo, jak kiedyś mnie fascynował.
Lubię to, że wybuchamy śmiechem jednocześnie z mężem, na przykład kiedy powie mi: „Wiesz, widziałem w Berlinie grób Minettiego, różowy marmur i tylko skromna złota korona z Króla Leara..”
Lubię rozmawiać ze starymi, mądrymi ludźmi.
Lubię grać.
Lubię być matką.
Lubię być żoną.
Lubię być sobą.
Lubię się śmiać, ponad wszystko..
Świat mnie bardzo często przeraża.
Moja B , lubię Ciebie, ale wcale od tego nie jest mi lepiej, Teraz dopiero się roztrzęsłam na dobre. Muszę szybko wziąć się do jakiejś pracy, bo się całkiem rozwalę. Całuję i uciekam. Napisz mi, co ty lubisz, ale niech to będą małe, malutkie, najmniejsze przyjemności, tych jestem ciekawa.

Twoja K.

13 grudnia. Pamiętna data. Groźna rocznica. A Polska znów na zakręcie. Przy tym to dziś także 30 rocznica premiery filmu PRZESŁUCHANIE.

25
Listopad
2019
18:14

Erazma i Katarzyny - wszystkiego dobrego

Remanenty

20
Listopad
2019
07:04

Huśtawka - próby. Dziennik 20.11.2019

zobacz więcej zdjęć (17)

Feliksa i Anatola - wszystkiego dobrego

Szanowni Państwo. 29 listopada w Och-Teatrze, odbędzie się premiera musicalu „Huśtawka”. Mam do tego tytułu, tematu, stosunek specjalny, sztuka teatralna grana jest nieustannie we wszystkich teatrach świata, ale też historia jest uniwersalna i porusza, i wzrusza widzów zawsze i wszędzie. Graliśmy z rozkoszą Gizelę i Jerry’ego, z Piotrem Machalicą, prawie 200 razy w Teatrze Powszechnym, w reżyserii Andrzeja Wajdy, historię o miłości niemożliwej, i gralibyśmy dalej, ale się starzeliśmy, a na widowni zjawiały się osoby coraz młodsze i młodsze, i pewnego dnia uznaliśmy, że już jesteśmy do tego zbyt „starzy”. Tym bardziej teraz, kiedy zdecydowałam o produkcji dla Och-Teatru musicalu według tej historii, jestem pewna że na nowo zapanuje tamten „stan”, tamten „czar”, tamte wzruszenia. Reżyserię powierzyłam Ani Sroce-Hryń, której spektakle dyplomowe, reżyserskie, swego czasu mnie zachwyciły, a która sama śpiewa nadzwyczajnie, ma nieprawdopodobną muzykalność, wyobraźnię i nieprzeciętny talent reżyserski, a u nas w Teatrze Polonia święci triumfy podczas każdego wieczoru „Almodovarii”, gdzie śpiewa piosenki z filmów Pedro Almodovara.
Przed nami tydzień przedpremierowy, próby generalne i tysiące problemów technicznych, ale ja próbę już widziałam i… czekam z niecierpliwością. Zapraszam serdecznie, a ze mną reżyserka debiutantka, Gizela z miłością w sercu i wrzodami w żołądku (Natalia Sikora), jej przyjaciele tancerze i Jerry (Maciej Maciejewski), ze swoim ważniejszym niż miłość dyplomem prawnika w Nowym Jorku. Kocham tę historię i te muzykę. Zapraszamy.
Gramy pierwszy blok spektakli od 29 listopada do 6 grudnia, 2 grudnia premiera dla studentów. Zapraszamy. Bilety www.ochteatr.com.pl
Libretto na podstawie utworu DWOJE NA HUŚTAWCE Williama Gibsona: Michael Bennett; teksty piosenek: Dorothy Fields; muzyka: Cy Coleman
HUŚTAWKA
Reżyseria: Anna Sroka-Hryń
Przekład libretta: Kazimierz Piotrowski
Przekład piosenek: Wojciech Młynarski
Scenografia, reżyseria światła: Grzegorz Policiński
Kostiumy: Jan Kozikowski
Asystentka ds. scenografii i kostiumów: Małgorzata Domańska
Kierownictwo muzyczne, aranżacje: Mateusz Dębski
Choreografia: Paulina Andrzejewska-Damięcka
Asystent choreografki: Beniamin Citkowski
Przygotowanie wokalne: Monika Malec
Konsultantka języka hiszpańskiego: Anna Iberszer
Producent wykonawcza i asystentka reżyserki: Klaudia Błazik
Obsada:
Gizela Mosca – Natalia Sikora
Jerry Ryan – Maciej Maciejewski
David – Jakub Szydłowski/Mariusz Ostrowski
Sophie – Ewa Lachowicz
Julio Gonzales – Paweł Tucholski
Ethel – Karolina Szeptycka
Iskra – Pola Gonciarz
Obywatele Nowego Jorku: Beata Duda, Beniamin Citkowski, Gabriel Piotrowski
Muzycy: Szymon Linette (perkusja), Wojciech Gumiński (kontrabas/bas), Andrzej Olewiński (gitara), Mateusz Dębski (piano), Wiesław Wysocki (saksofon, klarnet, flet)

Data premiery: 29 listopada 2019
Temat stary jak świat. Między Gizelą a Jerrym, zagubionymi i osamotnionymi w wielkim mieście, rodzi się uczucie. W tworzącej się relacji szczęście przeplata się ze smutkiem, a miłość z zazdrością. Któż z nas nie był na takiej huśtawce? Oto zwykła, choć opowiedziana w niezwykły sposób, historia miłości dwojga ludzi. W tle tętniący życiem Nowy Jork – miasto, w którym wszystko może się wydarzyć.
Wystawiono w ramach umowy z Samuel French, Inc., a Concord Theatricals Company.

© Copyright 2020 Krystyna Janda. All rights reserved.