W Teatrze Polskim ostatnie spektakle ” Wiśniowego sadu” w mojej reżyserii. Jestem dumna z tego przedstawienia. Ale magia teatru polega miedzy innym na tym , że trwają, istnieją, kiedy są grane, każde jest inne w pewien sposób, bo to też magia chwili . Przestają istnieć zdjęte ze sceny. Recenzje i wspomnienia, nie mają większego znaczenia , bo nie oddają nawet w minimalnym stopniu tej magii. Opisy czasem je przybliżają, rejestracje dają namiastkę, bo to nie to samo co odbieranie spektaklu na żywo, poza tym kamera to subiektywne oko reżysera rejestracji.
Jednak kiedyś, kiedy pracowaliśmy nad ” Mężem i żoną ” Fredry w Teatrze Powszechnym w reżyserii Krzysztofa Zalewskiego, udało mi się dotrzeć do 20 minutowego nagrania legendarnego przedstawienia z Janiną Romanówną w roli Elwiry w reżyserii Bohdana Korzeniewskiego, do roli Elwiry się przygotowywałam. Nagranie było nieme, tylko minuta była z dźwiękiem. Spojrzałam na wielką Romanównę i z zachwytu umarłam. Mówiła zdanie puentujące jedną ze scen z Alfredem i natychmiast wybuchały oszałamiające brawa, ale jak je mówiła! ze zdumiewającą dla mnie akcentacją i modulacją głosu na przestrzeni ponad oktawy. Potem mówiłam zawsze to zdanie tak samo, zawsze miałam brawa. Geniuszka. Był tam też fragment sceny z mężem, sceny po jego powrocie z kart. Grała genialnie, wyszywała na tamborku i za każdym razem kiedy mąż nie patrzył na nią, chciała go tą igiełką ukłuć w powietrzu, cudowne. Naiwne, zabawne, urocze i oddające wiernie jej uczucia i styl przedstawienia. Tego nie umiałam potem powtórzyć.
Lata później przygotowywałam się do zagrania roli Jadwigi Stańczakowej w filmie „Parę osób, mały czas” Andrzeja Barańskiego. Żyje rodzina pani Stanczakowej, rozmawiałam z nimi, grałam w Jej okularach, kamizelce, koralach, które dostała w prezencie od Białoszewskiego, ale dopiero kiedy zobaczyłam dosłownie sekundowe nagranie z występu Teatru domowego stworzonego przez pana Mirona, w których to przedstawieniach uczestniczyła pani Jadwiga, doznałam olśnienia i wiedziałam wszystko ( no tak się mówi), wiedziałam o Niej nagle dużo.
Kocham nagrania, zdjęcia, niemych świadków chwil i zdarzeń. W komputerze Magdy Umer wiem, że istnieje zaklęte tysiące chwil. Na szczęście są. Mam w swoim komputerze część z nich, tylko część. Oglądam je jak mi smutno.