10
Lipiec
2020
18:07

dziennik 2020-07-10 16:54

Wywiad na 25 lecie Wirtualnej Polski z Krystyną Jandą przeprowadził Artur Zaborski

Ostatnie 25 lat to w Pani życiu ogromne zmiany. Czy jest wydarzenie z ostatniego ćwierćwiecza, które określiłaby Pani jako przełomowe?

Wydaje mi się, że zawodowo najważniejszą decyzją było założenie fundacji rodzinnej i w następstwie stworzenie Teatru Polonia i potem Och-Teatru, prywatnie, najważniejsza była śmierć mojego męża, a potem samotna walka na wszystkich frontach, która trwa do dzisiaj.

Co by Pani powiedziała Krystynie Jandzie z 1995 roku, gdyby Pani mogła ją spotkać teraz, ze swoimi aktualnymi wiedzą i doświadczeniami?

Pielęgnuj związki, uczucia i… siebie. Korzystaj z życia, wolności, miłości, przyjaźni i odważnie żyj, bo wcześniej czy później przyjdzie czas, kiedy nie będziesz miała takich możliwości. Nie bój się niczego i nikogo, realizuj plany i marzenia. Kochaj i to okazuj. Myśl! Ryzykuj. Odwagi!

Krystyna Janda 25 lat temu to przede wszystkim aktorka. A dziś? Dyrektorka? Bizneswoman? Menadżerka kultury? A może nadal przede wszystkim aktorka?

Nadal, przede wszystkim aktorka. Wszystko inne to tylko zajęcia, aktywności towarzyszące, wynikające często z konieczności, akompaniujące, bez porównywalnych sukcesów do mojej głównej aktywności, czyli aktorstwa.

Czy łatwiej się Pani pracuje teraz, kiedy ma Pani pod sobą teatry i sztab ludzi, czy może odwrotnie – sukces kosztuje jeszcze więcej, a krytyka jest dotkliwsza i bardziej bolesna?

Sztab ludzi? Nie jest ich tak wielu w fundacji. I to chyba w ogóle nie jest tak. Odpowiedzialność nieporównywalna, po prostu ogromna, prawie brak marginesu na pomyłkę, sukces z jednej strony bardziej w zasięgu ręki i możliwości, ale też samotność i przy klęsce i sukcesie większa. Krytyka? Od dawna ją racjonalizuję, najczęściej znam powody niepowodzeń i umiem analizować sukcesy. Wiem, co robię i nie udaję nikogo kim nie jestem, także w sprawach artystycznych. W Polsce awangarda i nowość jest promowana, ja nie jestem ani awangardowa, ani sposób i rezultaty nie są zaskakujące. Nie są nowatorskie, ale są nadal nowoczesne, czy raczej aktualne, w każdym razie działają.

25 ostatnich lat to smutne, bolesne pożegnania z wybitnymi osobistościami ze świata kultury i sztuki, by wspomnieć tylko Andrzeja Wajdę, Krzysztofa Kieślowskiego czy Piotra Szulkina. Czy Pani zdaniem dziś mamy jeszcze do czynienia z kinowymi autorami tej skali i formatu, czy skończyła się epoka kinowych geniuszy?

Będą nowi, już są, inni, czym innym się zajmują i mają inne skale, hierarchie wartości, no ale świat, Polska, sztuka, forma, wszystko się zmienia. Znaczy to tylko tyle, że mój świat, moi wielcy, odchodzą i to wszystko już nie wróci.

Czy współcześni reżyserzy mają na Panią jeszcze takie pomysły, które powodują u Pani zachwyt? Czy są jeszcze postaci, w które chciałaby się wcielić Krystyna Janda?

Nie wiem. Teraz w trakcie tej pandemii mam inne problemy, teraz czas jest dla mnie naprawdę trudny, buduję repertuar, który uratuje a nie „wyniesie” czy spełni moje prywatne marzenia artystyczne, to naprawdę nie ten czas i nie wiadomo, jak to długo potrwa. Ale wiem jedno, jakość, dobre spektakle to najpewniejsza droga ocalenia i naszych teatrów i fundacji. Młodzi reżyserzy? Tak pracujemy z nimi, realizują u nas swoje pomysły, często mnie zachwycają i ich pomysły, i niekonwencjonalność, muszę jednak uważać na zrozumiałość ich dialogu z publicznością. Prowadzenie teatrów to teraz przede wszystkim szkoła kompromisów. Artystowskie marzenia zostawiam na potem.

Jest Pani aktorką dystyngowaną, pełną klasy i stylu, co trudno znaleźć w młodym pokoleniu aktorek, które biegają od ścianki do ścianki i chwalą się zdjęciami w bikini w mediach społecznościowych. Czy czuje Pani, że ten zawód stracił swoją estymę? A może to stereotyp i tak naprawdę dawniej było podobnie?

Chyba było podobnie, tylko było mniej ścianek i tego rodzaju okazji. Ja nigdy tego nie lubiłam, po prostu, zawsze interesowała mnie tylko twórcza strona zawodu, reprezentacja i reklama zawsze mnie nudziła i denerwowała. Nie mogłabym dziś zliczyć ilości światowych festiwali na które nie pojechałam, bo po prostu nie miałam na to ochoty.

Z drugiej strony ostatnie lata to wielka rewolucja w branży w postaci ruchu #MeToo i walki o równe płace pomiędzy aktorami i aktorkami. Czy Pani uważa, że w polskim kinie taka rewolucja jest potrzebna? Czy doświadczyła Pani kiedyś dyskryminacji ze względu na płeć?

Chyba nie doświadczyłam, a może o tym nie wiedziałam. Nie wiem, zastanawiam się, zawsze miałam jednak pozycję wyjątkową. Od samego początku. No może nie kiedy zaczęłam reżyserować, od tego momentu musiałam podwójnie udowadniać, że zasługuję na zaufanie i kierowanie moich projektów do realizacji.

Ostatnie ćwierćwiecze to także mocne upolitycznienie kultury. Czy dziś da się w ogóle uprawiać sztukę i nie być w jakiś sposób uwikłanym politycznie?

To było dla mnie normalne podczas trwania socjalizmu, nie wyobrażałam sobie twórczości bez tego zaangażowania, potem było prawie 30 lat spokoju, mogliśmy być tylko artystami i teraz od nowa światopogląd i przekonania mają bardzo ścisły wpływ na to, co i jak, dlaczego, z kim i gdzie. W każdym razie dla mnie.

Jak Pani patrzy w przyszłość? Z optymizmem czy niepokojem? Jak się Pani wydaje, że będzie wyglądał ten zawód za kolejne 25 lat?

Patrzę z wielkim niepokojem. Wiele zależy od wyborów prezydenckich, które za chwilę. Bardzo rozczarowałam się Polakami, ludźmi.

Kocham Pani wpis na Facebooku, gdzie udostępniła Pani artykuł z naukowego magazynu o tym, że naukowcy znaleźli dowód, że nie ma życia po życiu. Skwitowała go Pani komentarzem „No trudno”. Czy dystans do tego, co dzieje się dookoła, to Pani narzędzie do radzenia sobie z wyzwaniami, jakie funduje nam los? A jeśli tak, to czy miała go Pani zawsze, czy musiała się go nauczyć?

Chyba zawsze miałam dystans i poczucie humoru, dystans do siebie i poczucie humoru na własny temat, ale przede wszystkim miał go na mój temat mój mąż. Uwielbiałam to. Ach, jak to ważne z kim się spędza życie! Dziś tak boleśnie to rozumiem.

Czy skupia się Pani na tym, co tu i teraz, czy jednak ma Pani nostalgię za przeszłością i lubi zanurzyć się we wspomnieniach i poświęcić czas na rozpamiętywanie choćby, jak to było, gdy cała Polska żyła „Człowiekiem z marmuru” czy „Przesłuchaniem”?

O nie, błagam, rzadko oglądam się za siebie, patrzę w przyszłość, choć prywatnie żyję przeszłością, wspomnieniami, dawniej zdobytymi mądrościami, dawną etyką, poczuciem sprawiedliwości czy prawdy. Te nowe kryteria, jakoś… nie mogę się ich nauczyć. To tak jak solidarność i nowa solidarność. Nie rozumiem co to jest, ta nowa.

Czy Pani uważa, że dziś da się jeszcze stworzyć dzieło tak mocne w wymowie i znaczeniu społecznym jak „Człowiek z marmuru”, „Człowiek z żelaza” czy „Przesłuchanie”, czy kino straciło już moc tak silnego wpływania na odbiorcę?

Oczywiście, że się da, tyle że trzeba mieć tego wielką potrzebę. Wtedy talent i siła, moc… pojawią się w sposób naturalny. Jeszcze trochę niesprawiedliwości i podłości, kłamstwa i bezprawia, a dzieła się narodzą.

A może ma Pani w głowie pomysł na film, który Pani by chciała wyreżyserować i zmienić z jego pomocą coś w swoim kraju?

Nie, ja zmieniam co mogę, każdego dnia, uprawiając swoje poletko, fundację. To wielka praca i wielka odpowiedzialność, praca 24 godziny na dobę. Ale zagrać coś mocnego w kinie chciałabym bardzo. Jestem gotowa do walki na ekranie, nie ma tylko pomysłu, scenariusza, dostatecznie wkurzonego reżysera.

Jak Pani traktuje zakusy polityków na sztukę? Czy Pani jako dyrektorka prywatnych teatrów musi mierzyć się z politycznymi nastrojami?

To, co się dzieje z zarządzaniem kulturą jest bardzo niebezpieczne, dystrybucja pieniędzy, cenzura, fałszowanie spraw i historii, tworzenie fałszywych bohaterów itd. itp. Ja ? No cóż ja… stworzyłam fundację, dwa teatry, daliśmy ponad 100 premier, wiele z nich bardzo ważnych, ja zagrałam kilka ról, chyba też znaczących, ale musimy sobie radzić sami. Ja już na nic nie liczę. A teraz każdy dzień ze spektaklem uważam za sukces. Zobaczymy co będzie dalej, niestety, ta aktualna władza jest dla kultury niebezpieczna, ale poprzednie robiły wiele błędów i zaniechań. I znów nie słyszymy w debatach i programach wyborczych ani słowa o kulturze.

Krążą legendy na temat tego, że zawsze Pani swoim pracownikom stara się pomagać: daje premie aktorom w potrzebie, troszczy się o ich zdrowie. Czy taki model działania jest w biznesie możliwy, czy płaci Pani za swoją szczodrość cenę?

Tak? Tak jest? Nie wiem, ja czuję wsparcie i przyjaźń. Dostaję więcej niż daję. Przeważnie.

Jak Pani sobie poradziła z koronawirusem? Jak Pani go zniosła i jak zniosły go teatry?

To były ciężkie cztery miesiące, nadchodzące będą trudne, bo trwało to długo, niegranie i walka o przetrwanie. Ale to się nie skończyło. Gramy, ale przy takich obostrzeniach, że granie jest nieopłacalne, gramy dokładając każdego wieczoru, gramy, żeby dać znać, że żyjemy, a jeśli na jesieni wszystko się powtórzy… nie wiem, nie chcę nawet o tym myśleć. Plany repertuarowe mamy wspaniałe, obyśmy mogli je zrealizować.

Czy Pani zdaniem odrodzimy się po pandemii, czy zmieni ona nas jako ludzi i konsumentów kultury?

Nie wiem. Nie chcę gdybać. Najważniejsze grać, planować, grać i planować dobrze, robić atrakcyjny, dobry repertuar. Nic innego nie wiem.

Pani jest bardzo aktywna w sieci. Czy koronawirus zachęcił Panią do przeniesienia swojej aktywności w świat wirtualny, czy jednak dla Pani teatr to tylko forma fizyczna?

W ramach programu „kultura w sieci”, nagraliśmy dwa spektakle, za chwilę trafią do Internetu, za darmo, dla każdego, na zawsze, ale nie wyobrażam sobie generalnej zmiany tego typu.

Pani Krystyno, na koniec pytanie-gdybanie. Załóżmy, że wzorem nagradzanego, genialnego serialu „Rok za rokiem” w 2022 roku ludzie dostają możliwość przeniesienia świadomości do internetu, pozbywając się zupełnie ograniczeń fizycznych, jakie narzuca na nas ciało. Co robi w tej sytuacji Krystyna Janda? 🙂

Fruwa.

>https://magazyn.wp.pl/film/artykul/janda-mysl-ryzykuj-odwagi

© Copyright 2020 Krystyna Janda. All rights reserved.