Wczoraj umarła siostra mojej matki, ciocia Elżbieta, której bardzo wiele zawdzięczam. Dzieciństwo spędziłam u dziadków, ciocia ta, najmłodsza córka babci, była wtedy panną, miała wtedy dużo czasu, radości życia i ciekawości świata. Lubiła lektury, lalki porcelanowe, sprzątać i zajmować się mną, troszkę, co prawda jak lalką, ale zawdzięczam jej wiele wiele… Mnóstwo przeczytanych na głos specjalnie dla mnie książek, wiele wypłakanych przy nich wspólnie z ciocia łez, spacerów, opowieści, lekcje nauki porządku i ładu, kilka krochmalonych spódnic na halkach, umiejętności cieszenia się życiem, każdym dniem, muzyką… i tyle śmiechu, tyle śmiechu, śpiewania przy gitarze jej narzeczonego, kołysanki, które mi śpiewali razem, ich randki na które musieli mnie brać, bo tak kazali dziadkowie, zabawy taneczne na deskach w parku przy budynku straży pożarnej, spadające gwiazdy, ciuchy i laki z paczek amerykańskich …
Co to za miesiąc ten listopad? Boję się grudnia? Co to za przeklęty rok? Niech się kończy raz na zawsze!
Wczoraj odbyła się druga generalna. Śmiechy, wzruszenia, chyba trafiłam. Mężczyźni, co prawda śmieją się w innych momentach niż kobiety, w zupełnie innych. Wychodząc mówili ze trudno za tą historią nadążyć, trzeba mieć wyobraźnie w obszarze rzadko przez nich używanym, kobiety patrzyły na nich z politowaniem i twierdziły ze wszystko w tym spektaklu jest oślepiająco jasne i logiczne, oni twierdzili że to widocznie logika czysto kobieca… No zobaczymy. Dziś ostania generalna, przy pełnej sali. Jutro premiera. Bilety już prawie na pierwsze spektakle sprzedane, dokładamy spektakle….No zobaczymy. Ja się ciesze bo bardzo ten spektakl MÓJ. Specyficznie MÓJ.
Dobrego dnia.