12
Listopad
2007
08:01

dziennik 2007-11-12 08:01:20

NIEPOWAŻNY ZAWÓD

    Jestem opowiadaczem historyjek. Zawsze nim byłem, tylko w pewnym momencie mojego życia zacząłem na tym zarabiać, i to stało się moim zawodem. Na mojej wizytówce napisałem rzemieślnik filmowy, radiowy, telewizyjny. Wizytówka prezentuje mój stosunek do zajęcia, z którego się utrzymuję. Nie czuję się artystą, człowiekiem namaszczonym przez los do czegoś wyjątkowego, nikim specjalnym. Po prostu opowiadam różne historie przy pomocy kamery filmowej, telewizyjnej, bądź na kartkach papieru. Jest to zajęcie , które Kantor pięknie określił-reżyser, to ktoś między Bogiem a fryzjerem.
Oczywiście trzeba mieć jakieś predyspozycje, aby tworzyć światy, które są na tyle sugestywne, że widz, czy też czytelnik zaśmieje się, bądź wypuści łzę.
    Moja towarzyszka życia, była poza środowiskiem do naszego pierwszego spotkania. Opowiada często, jak poznała reżysera. Będąc z pierwsza wizytą przyglądałem się psu, który kotem wycierał wszystkie kąty- i wówczas spytałem: czy one mogą to powtórzyć?
Jak każdy pracujący w tym zawodzie staram się wpływać na określony efekt, co wynika z mojej osobowości kabotyna, choroby kabotyna.
    Tę chorobę określił Freud nerwicą natręctw, która ma swoją genezę w sferze nieświadomości
    Nawracające natrętne myśli lub wyobrażenia, które wymykają się spod twojej kontroli, charakteryzują się intensywnością i uporczywością, potrafią zakłócić twoje plany, pomysły, marzenia, pojawiają się nagle i pomimo wysiłku woli nie chcą ustąpić.
    Czynności które nie wiedzieć czemu wykonujesz w sposób powtarzalny i przewlekły, są często rozbudowane do całych serii rytualnych zachowań. Kiedy ich zaniechasz odczuwasz lęk, niepokój. Aby tego uniknąć uparcie je realizujesz, pomimo dezaprobaty bliskich lub otoczenia..

    Nerwica natręctw, jak każda choroba wpływa i kształtuje naszą osobowość. Aby skonstruować historyjkę, muszę z najpierw naleźć bodziec, później wtopić się w osobowość bohatera i wypluć ją na świat.
    Widzę łzę w oczach kobiety, która próbuje ją ukryć, pojawia się uśmiech kryjący wewnętrzne napięcie. Bariery artykulacyjne burzą składnię i w chaosie słowotoku pojawia się historia partnera, który przespał się z jej matką. Słucham, nie komentuję, nie zadaję pytań. Ona wychodzi, a ja zostaję z przestrzeloną duszą. Historyjka, jak robak wgryza się w mój mózg. Konfabuluję, szukam powiązania
przyczynowo-skutkowego. Tworzę nowa historię, która z tamtą niewiele ma wspólnego.
    Tekst „Tajemnice kobiet” dostaje nagrodę radiową w konkursie „Życie jest opowieścią” z komentarzem- „widać, ze ta historia jest do bólu prawdziwa”. A ja obdarowany przez Polskie Radio aparaturą do odtwarzania muzyki zostaję ze swoją nerwicą natręctw, która szuka następnych bodźców.
    Piszę następną historyjkę, patrząc tępo w niebieski ekran komputera, męczę się jak koszmarem sennym, z którego nie mogę się obudzić. Chętnie uciekam w świat kina, który podobny jest do snu. To jest jedyny rodzaj kreowanej rzeczywistości, który jak w majakach sennych przenosi kamerę z jednego miejsca do drugiego z prędkością myśli.
    Jestem na co dzień pogodnym facetem. Lubię słuchać żartów, sam je chętnie opowiadam rechocząc nawet w momentach, kiedy mi towarzyszy kłopotliwe milczenie. Dziwią się wszyscy atmosferą moich historyjek, które na ogół są klaustrofobiczne, mają smak i zapach noir i niewiele mają wspólnego z moim stylem życia.
    Moja nerwica ma swoje dobre strony. Poprosiłem jedną z czytelniczek o bardzo subiektywną opinię o książce, która jest szykowana do druku.:
    Nie ma co ukrywać, Grzegorz Skurski to dojrzały facet, ale jak mu się zachce, to pisać potrafi jak baba. Właśnie mu się zachciało i mamy „Piekło kobiet” Autor to Człowiek Lupa, nie umknie mu żaden grymas, rejestruje długość sukienki, kolor torebki i owłosienie ud. Niespotykany u facetów stopień wrażliwości, troska o detal i plastyczność obrazu tworzą wielowymiarowość, co w efekcie daje nie nowelę, nie scenariusz a babski film, bo nie da rady zakwalifikować tej książki do żadnego gatunku literackiego. Po jej odłożeniu, to jak po wyjściu z kina, wypieki na twarzy, w głowie huczy i albo chce się wcielić w bohatera albo nie. Widz nie pozostaje obojętny. To film-książka spod znaku „z”, zasmuca, zadziwia, zaskakuje. Szczególnie imponuje tu znajomość kobiecej psychiki. Aż strach! Przy oglądaniu wskazany jest dystans, bo film tak wciąga że czasem trzeba się wzdrygnąć i przypomnieć sobie: to nie ja tam jestem, to jest Misia, to Helena, tam Ania, a tu Renata. Aż żal wychodzić z tego babskiego kina!
           
                    Grzegorz Skurski [skurskig@interia.pl]

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.