10
Wrzesień
2007
06:09

dziennik 2007-09-10 06:11:05

 

GLACA

Witold Leszczyński, jeden z najbardziej oryginalnych twórców filmowych. W dniu 74 urodzin, zaczął zdjęcia do swojego kolejnego filmu „Stary człowiek i pies”. Jak powiedział w ostatnim wywiadzie jedynym przesłaniem tego filmu jest prawda. Przed laty, znalazł na kupie śmieci dogorywającego psa przejechanego przez samochód. Po czterech operacjach pies wrócił do życia. „ Przekonałem się wtedy, że trud wkładany, ofiarowywany drugiemu stworzeniu, czyni miłość. A miłość zawsze otwiera na Boga, jakkolwiek byśmy tego nie rozumieli” – wyznał.
Odwieziony po trzecim dniu zdjęciowym przez taksówkarza do domu, upadł pod drzwiami. Zabrano go do szpitala. Diagnoza- rozległy krwiak mózgu, konieczna trepanacja czaszki. Po kilku dniach zmarł nie odzyskując przytomności. Realizację filmu przejął Andrzej Kostenko. Wszystko to, zdarzyło się tydzień temu.
Śmierć. Los który doświadcza coraz częściej moich przyjaciół wywołuje z pamięci obrazy, które pojawiają się chaotycznie. Nie mają swojej dramaturgii są głupawe, wzruszające i mieszają się ze sobą, jak życie.
Witold Leszczyński /Glaca/ w latach pięćdziesiątych ogolił się na łyso na cześć wielkiego reżysera Ericha von Stroheima, którego zniszczyło Hollywood. Tę fryzurę utrzymał do końca .
Po ukończeniu Wydziału Elektroniki na Politechnice Warszawskiej pracował jako inżynier elektroakustyk w Łódzkiej Filmówce, gdzie później ukończył wydział operatorski i reżyserski. Od 1997 był tam również wykładowcą.
W roku 1968 jego debiut „Żywot Mateusza” miał nominację do Oscara.
W roku 1972 zrobił film „Rewizja osobista” który kilka lat temu pokazał studentom Filmówki mówiąc: „teraz zobaczymy i przeanalizujemy najgorszy film, jaki zrealizowano w Polsce”.
Witek przez kilkadziesiąt lat przyjaźni fascynował mnie i śmieszył. Do 45 roku życia wysyłał mamusi z Warszawy do Sopotu brudną bieliznę. Otrzymywał paczkę z wypranymi i wyprasowanymi rzeczami, i kartką, którą Witek miał odesłać. Było tam napisane- Paczkę otrzymałem Twój Witek!
Wysublimowana wrażliwość, niezwykła, analityczna inteligencja, erudycja łączyła się z okresami całkowitej abnegacji życiowej. A Jego miłość do alkoholu była równie intrygująca jak miłość do piękna.
"Interesuje go bohater wolny, który nie nosi kagańca cywilizacyjnych obróbek i nie podporządkowuje się żadnym normom, nawet prawnym, jeśli naruszają jego moralne zasady, dekalog, który ma się od natury raz na zawsze" (Filmowy Serwis Prasowy 1994 nr 1).
Kiedyś, przed laty, obliczyli z Andrzejem Kostenką, że jeżeli wjedzie się na skrzyżowanie na czerwonym świetle z szybkością 97,6 km/godz, można wykonać ten manewr bez kolizji. Nie wiem, który z nich siedział za kierownicą, obaj przeżyli.
Miał dom we wsi Borowiec pod Sulejowem, tam wykonano pierwszy klaps do Jego ostatniego filmu. Tam, od wielu lat toczył wielogodzinne dysputy filozoficzno- alkoholowe ze swoim sąsiadem Stefanem. Kiedyś, zadzwonił do radia w czasie audycji o autorytetach. Wszyscy słuchacze mówili o papieżu, filozofach, Witek wyznał, że dla niego autorytetem moralnym jest rolnik ze wsi Borowiec, jego przyjaciel, Stefan.
W swoich archiwach trzymam zarejestrowaną jedną z takich dysput ze Stefanem…Pornografia wpędziła mnie w rodzaj dewiacji, która zniechęciła mnie do kobiet. Dopiero walka o życie mojego psa uświadomiła mi czym jest miłość…wyznaje tam Witek. Często w takich dyskusjach używał wielkich słów bez wahania. Brzmiały naturalnie. Maciej Pawlicki napisał o Nim – Leszczyński jest jednym z niewielu, którym się udaje osiągnąć uniwersalizm w formach bezpośrednich, czystych. Oswoił we współczesnej estetyce filmowej patos, ocalił wzniosłość".
Asystentem Leszczyńskiego przy „Żywocie Mateusz’ był Norweg Haakon Sonday znany ze swej wyjątkowej skłonności do kobiet. Witek wymyślił kiedyś spektakl rozrywkowy dla ekipy nudzącej się po zdjęciach, ulokowanej z dala od miasta na mazurskiej wsi. Przymocował mikrofon pod łóżkiem Haakona. Kiedy ten przyprowadził do pokoju kolejną panienkę, cała ekipa zebrana pod olbrzymimi głośnikami miała bawić się miłosnymi zmaganiami temperamentnego Norwega i jego partnerki. Po godzinie znudzeni słuchacze wyłączyli głośniki, tylko obowiązkowy stary dźwiękowiec ze słuchawkami na uszach wytrwał do końca. Podobna scena jest w filmie „Mash” Roberta Altmana. Podejrzewam że jest to jeden z niewielu widocznych wpływów polskiej kultury na amerykańską.
Witek przechodził wielokrotnie kuracje odwykowe. Z ostatniej uciekł, bo ktoś tam, podczas tej kuracji powiedział, że pies nie ma duszy. To było za dużo- musiał się napić!
Glacy już nie ma, ale historia Jego największej miłości ostatnich lat, historia psa, wejdzie w przyszłym roku na ekrany.
Wiciu! Nigdy Ci nie zapomnę, że nauczyłeś mnie słuchać muzyki i przekonałeś do Kierkegaarda! Teraz, kiedy już Cię nie ma lepiej rozumiem słowa wielkiego filozofa: uwolnienie się z rozpaczy oznacza zbawienie, fizyczna choroba nie jest "chorobą na śmierć" tylko przejściem do nowego życia, zaś choroba, w której śmierć duchowa jest rzeczą ostateczną, to właśnie rozpacz.

Grzegorz Skurski [skurskig@interia.pl]

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.