– Halo, czy pani Krystyna Janda?
– Przy telefonie. Słucham.
– Jestem dziennikarzem, chciałbym z panią zweryfikować wiadomości wiadomości dotyczące choroby męża, i porozmawiać na ten temat, tak będzie dla państwa lepiej.
– A jakiej pan jest gazety?
– Piszę dla kilku gazet.
– Czy ma pan zlecenie od którejś gazet na taki artykuł?
– Nieformalne.
– A czy mógłby pan o tym nie pisać? Bardzo pana o to proszę.
– Niestety. Jeśli ja nie napiszę, napiszą inni.
– Ale niech pan nie pisze, proszę pana.
– Bardzo mi przykro, żal mi pani, ale i tak ktoś napisze, więc jak pani mi o tym sama opowie będzie dla pani lepiej.
– Nie chcę o tym mówić i nie będę, mam do pana osobistą, błagalną prośbę, żeby pan o tym nie pisał.
– I tak napiszą inni.
– Ale na razie, niech nie pisze pan.
– Nie chce pani mi udzielić informacji?
– Nie, i jeśli chodzi o pieniądze za ten artykuł, jestem gotowa panu zapłacić znacząco więcej, żeby pan tylko nie pisał. Bardzo pana proszę.
– I tak napiszą inni. Za dobry news. No to jak?
– Do widzenia panu.
W parku w Nieborowie na niedzielnym spacerze. Pani do grupy turystów. – Patrzcie, patrzcie, idzie Janda, a za nią jej synowie i ten mąż, co ma raka! Halina masz aparat? Moja mama: – Jedźmy do domu. W Arkadii Świątynię Diany księżna Helena Radziwiłłowa opatrzyła napisem – DOVE PACE TROVAI D’OGNI MIA GUERRA ("Tutaj odnalazłem spokój po każdej mojej walce" – cytat z sonetu Petrarki).
Dobrego dnia.