11
Maj
2007
08:05

dziennik 2007-05-11 08:13:54

No i wysiadł mi organizm i głos! Wczorajszy spektakl „Boskiej!” nie mógł się już odbyć. Uratowaliśmy się niezastąpioną „Stefcią…” i publiczność była na szczęście zadowolona. A ja? Staram się szybko leczyć i ratować sobotnie spektakle w Gliwicach. Znów niezastąpiona pan dr Komorowska! I znów leczenie spuchniętych, obolałych strun. Który to już raz w ciągu ostatnich dwóch lat? I jak zwykle jak trwoga to do Boga! Doktor Komorowska! Uwielbiamy Ją wszyscy i tak dużo Jej zawdzięczamy!

Pod Jej gabinetami, wszędzie gdzie Ją można znaleźć, spotyka się nie „bylekogo” i to w kilku egzemplarzach. Aktorzy, aktorki, śpiewaczki, spiewacy w histerii. Od razu wiadomo, gdzie i jaka premiera w Warszawie. I jej wspaniały stosunek do nas! I słodkie usta w ciup, kiedy widzi, że problem w gardle, albo chce, żeby to, co powie było rozumiane w „nawiasie”. A te, nocne telefony od kolegów? – Błaaaaaaaagaaaaaam!!! Daj telefon do dr Komorowskiej, błagam! Ty masz numer komórkowy do Niej! Błagaaaaaam! Nie powiem, że to od ciebie! A nie wiesz, gdzie ona jest od rana!? Daj, przecież nie będę dzwoniła teraz w nocy! Daję, choć wiem, że zadzwoni, natychmiast, jak tylko odłoży słuchawkę. A te czekania na korytarzu w klinice na Banacha, pod Jej gabinetem? Nauczycielki, nauczyciele, przedszkolanki piszczące albo szeleszczące głosami. Z iloma to już tam nieszczęśnikami na tym korytarzu rozmawiałam, a potem w przerażeniu u pani doktor w gabinecie rzucałam się Jej do nóg ze strachu, że czeka mnie taki głos. I Jej buzia „w ciup” i spokojne – bez histerii, bo „…operacja, a po operacji nie wiadomo, jaki głos… zaraz zobaczymy, kiedy musi pani zagrać?…” – A przyjdzie Pani na premierę, pani doktor?” – „Nie, nie, nie, bo zwracałabym uwagę tylko na głos, poczekam jak będzie lepiej”. Kochana pani, dziękujemy, dziękujemy wszyscy, przepraszamy za nasze nerwy i telefony.

Przysięgam, już nigdy nie zadzwonię o świcie w niedzielę, że młoda aktorka traci głos, a gra u mnie wieczorem, no chyba, że będę musiała. Pani doktor kłaniamy się nisko, do ziemi i dziękujemy!!! Biorę grzecznie lekarstwa, dziś znów będę na wlewce i milczę od dwóch dni … staram się nie denerwować i nie zaciskać gardła z nerwów, kiedy mówię i … nie palę, przysięgam! Choć Pani nie wierzy. Jestem Pani dłużniczką dozgonną jak i wielu moich kolegów i koleżanek.

Moi Drodzy, strona ciągle w budowie, za niedogodności przepraszam. Nie umiem poradzić sobie ani z kalendarzem, ani dziennikiem. Moje nowe wpisy uciekają przy zapisywaniu gdzieś w przestrzeń, nie mogę ich potem odzyskać. No nic. Cierpliwości nam potrzeba.

PS. Gdybyście chcieli sobie ułożyć świat, to na pewno nie włączajcie ani radia, ani telewizora ani nie otwierajcie gazet. Czytajcie na razie póki co książki z okresu romantyzmu, ostatecznie pozytywizmu, a przede wszystkim nie słuchajcie i nie starajcie się zrozumieć, co mówią i robią politycy, bo zwariujecie. Słowo honoru, przyzwoitość nie istnieje. Mimo to, dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.