NATURA NIE ŁAMIE SWOICH PRAW. Bertrand Russel
Prawo natury nigdy nie może być złamane. Logika ma to do siebie, że zawsze pozostaje niezmienna. Dzięki temu wszechświat funkcjonuje już tyle lat. Tylko w sferze ludzkiej moralności wciąż powstają wątpliwości i wahania. Marek Niechwiej.
Nie mogę spać, obudził mnie ktoś w nocy głupim telefonem. No trudno. Czytałam od 3 w nocy, a teraz siadam do komputera, szczególnie że ostanio się podobno lenię, za mało piszę i jestem śpioch, jak powiedziała jedna moja znajoma, siadam do komputera dopiero koło siódmej rano, skandal! Przepraszam.
Wczoraj, pierwszy po premierze, po premierowej traumie, spektakl dla „normalnej”, jak my to nazywamy, publiczności. Takiej z kasy czyli z ulicy, jak to się różnie nazywa w teatrach.
Oczywiście ta publicznośc zachowywała się i reagowała zupełnie inaczej, niż te sale z prób i publiczność premierowa. Bardziej skupieni, cichsi, mniej rozbawieni, mniej nastawieni na beckettowski show. Nawet wejście Jurka Treli w damskim szlafroku, tak bawiące tamtych, dla tych wczoraj było większą ciszą i oczekiwaniem. Reżyser zadowolony.
A propos premierowych traum, oczywiście, jak przy każdej premierze i nerwach, dla rozluźnienia, tysiące teatralnych, środowiskowych anegdot na temat. (To ciekawe, że przy okazji premier rozmawia się albo o innych premierach, albo aktorki namiętnie opowiadają o swoich porodach, zresztą aktorzy też, o porodach żon, to się już chyba nie zmieni!)
Wracając do anegdot teatralnych związanych z premierami, przebił wszystkich Jurek Trela opowiadając o pijanym strażaku podczas jednej z premier w Teatrze Słowackiego w Krakowie, lata temu. Odbywała się więc premiera „Lasu” Ostrowskiego, dekoracją był las, drzewa na scenie itd. Ten nieszczęsny funkcjonariusz straży pożarnej tak się znietrzeźwił z okazji premiery, że w trakcie przedstawienia pomyliły mu się rzeczywistości, wyszedł na scenę i nasikał pod drzewem scenicznym, w lesie teatralnym.
Przedwczoraj nasza teatralna fryzjerka, kiedy wracała właśnie po premierowym przedstawieniu do domu, nocą, a mieszka na wielkim osiedlu, blokowisku nie do ogarnięcia rozumem, spotkała bardzo zmartwionego, błąkającego się pijaka. Przestraszyła się i chciała uciekać, kiedy ten zatrzymał ją błagalnym głosem pełnym udręki: – Niech się pani mnie nie boi, nic pani nie zrobię, chodzi tylko o jedno … czy pani przypadkiem nie wie gdzie ja mieszkam?
Dobrej niedzieli. Dobrego dnia.
Nasz Beckett na świecie. Teraz gramy do piątku i przedstawienie „osadzamy na swoim miejscu, przy udziale i w towarzystwie publiczności”
Dobrego dnia.