MIARĄ CZŁOWIEKA JEST DOBRA WOLA. Immanuel Kant.
Dostałam wczoraj razem z jedną z recenzji z naszego nowego spektaklu komplet komentarzy do tej recenzji, abym się nie kłopotała z wyszukiwaniem tego materiału w Internecie. Zdziwiłam się raz, kiedy uświadomiłam sobie, że ktoś zadał sobie trud i zgromadził to, abym nie przegapiła broń Boże tego „materiału” prasowego i tych komentarzy, drugi raz, kiedy to wszystko przeczytałam. Z recenzją nie dyskutuję, prawo recenzenta, choć się z nią nie zgadzam i uważam że jest głeboko krzywdząca i nierzetelna. Zdumiały mnie dużo bardziej komentarze.
Zamieszczam ten materiał tutaj. Ta strona internetowa, jak myślę przetrwa dłużej niż ja i ci, którzy się teraz wypowiadają, zamieszczam tu wiele rzeczy od lat, jako świadectwo chwili. Spektakl przeminie, wieczory wzruszeń i spotkań z publicznością się zatrą, „to” zostanie – trudno. Zostanie także coś o człowieku, o ludziach, którzy wydają z siebie takie uczucia zapisując to takimi a nie innymi słowami. I nie chodzi o krytykę, każdy ma do niej prawo, chodzi o styl i merytoryczność zapisów. O dobrą i złą wolę , jak pisze Kant.
W naszym spektaklu debiutuje na scenie czwórka młodych, młodziutkich aktorów, cztery duże i fundamentalne w spektaklu role, okupione niepewnością, łzami młodości, ambicji i nadziei. Przykro mi z ich powodu. Na szczęście sala, co wieczór jest pełna, gramy blok wielu spektakli, co jest prawdziwie zuchwałym eksperymentem, na skalę Polską, bo nie jest to ani farsa, ani operetka ani show, to klasyka, zrobiona tradycyjnie. Wykupione. Dodajemy spektakle popołudniowe już teraz. Na szczęście, bo ryzyko zrobienia tak dużego i kosztownego przedstawienia na otwarcie, było dla teatru POLONIA prawie mordercze, a koszty eksploatacji są niemałe.
Serdeczności i dobrego dnia. Dobrych wieczorów w teatrach które nie są miejscami dla nienawiści .
Osierocone siostry u Jandy
Joanna Derkaczew
2006-12-05, ostatnia aktualizacja 2006-12-07 09:54
Teatr Krystyny Jandy, po odważnym, brawurowym sezonie, z chwilą otwarcia dużej sceny zamienił się w stylizowaną fotografię
Krystynie Jandzie udało się w zeszłym roku uruchomić pierwszy w Polsce mikroteatr do spraw największej na świecie mniejszości seksualnej – do spraw kobiet. W intymnych monodramach wygłaszanych na ciasno otoczonej przez widzów scence, spowiadały się postaci z pierwszych stron gazet (Marilyn Monroe), wyklęte intelektualistki (ukraińska poetka Oksana Zabużko, chorwacko-serbska dziennikarka Vedrana Rudan), gwiazdy porno i zahukane kury domowe. Bywało śmiesznie, bywało ekshibicjonistycznie, ale zawsze w spektaklach czuło się wyrazisty pomysł, cel, zaangażowanie.
Przyciągała atmosfera miejsca, które trzyma się i rozwija mimo trudności, w którym buduje się nie tylko nowe pomieszczenia teatralne, ale też nowy język mówienia o współczesności. Kupujący bilet widz mógł poczuć się jak bohater programu „cały naród buduje swoją Polonię”. Przodowniczka Janda zarażała entuzjazmem, a klimatu dodawała wyrwa w ścianie, odsłaniająca prace murarskie na dużej scenie. I właśnie ta otwarta w ostatnią niedzielę duża scena teatru będzie czymś więcej niż tylko przestrzenią, na której zmieści się więcej kobiet. Miała być spełnionym marzeniem, forum młodych, agorą wykluczonych, miejscem cudów, olśnień i objawień.
Napęczniałą od takich oczekiwań scenę powierzono Natashy Parry Brook. Aktorka, żona legendarnego reżysera Petera Brooka rozpoczęła tam pracę nad „Trzema siostrami” Czechowa, ale wypuściła spektakl z rąk równie szybko, jak wypuszcza się nieporęczny, nadmuchany balon. I chociaż rolę reżyserki przejęła po niej Krystyna Janda, całe przedstawienie wydaje się dotknięte przedziwną chorobą sierocą. Chorobą, która dotknęła przede wszystkim występujących artystów. W dobie teatru postmodernistycznego czy postdramatycznego trudno oczekiwać, by aktor budował wiarygodną postać, utożsamiał się z bohaterem, zapomniał o dystansie wobec roli, przeżywał, wcielał się itd. A jednak to, co dzieje się na nowej scenie Polonii budzi zakłopotanie.
Wycięci ze starych fotografii aktorzy przechadzają się nerwowo między meblami, jakby brali udział w zabawie „kto pierwszy znajdzie krzesło i wytrzyma na nim najdłużej w bezruchu”. Kwestie wygłaszają w przerwach między wędrówką za siedziskiem a spazmami radości czy rozpaczy. Spazmy doskonale pasują być może do mebli, mundurów i sukni z epoki (styl gry na początku XX wieku dopuszczał takie wyraziste znaki), ale nie idzie za nimi żadne pogłębienie roli. Irina (Hanna Konarowska) gra od krzesła do krzesła, od płaczu radości do płaczu goryczy, Masza (Maria Seweryn) na zmianę zastyga i budzi się do pełnego wyrzutów krzyku, Olga (Joanna Kasperek) trzęsie się neurotycznie, gotowa w każdej chwili wydać pisk, od którego sama rozleci się jak szkło.
Uwięzione na prowincji dziewczęta, marzące o wyjeździe do rodzinnej Moskwy przypominają nie wrażliwe, subtelne istoty, ale histeryczki. Same zasłużyły sobie na porażkę, same ściągnęły na siebie nieszczęście w postaci prymitywnej bratowej, Nataszy (na zmianę słodka i okrutna Agata Buzek). Histeria i nadekspresja rodem z niemych filmów dotyka także męską część obsady. Twarz Andrzeja Deskura (Wierszynin) co chwilę ścina się do płaczu, Michał Breitenwald (Kuługin) wiruje w pląsach i podskokach, Rafał Mohr (baron Tuzenbach) buduje całą rolę na miarowych krokach i miarowym prostowaniu ramion w łokciach. Wszyscy płaczą, wirują, zgrzytają zębami lub wznoszą ramiona ku świeżo odmalowanym sufitom. Czasem tylko przerywa im wyciemnienie i pokaz slajdów stylizowanych na rodzinny album sióstr Prozorow. Trudno pogodzić się z perspektywą, by żywy, ciekawy teatr Jandy także przerodził się w taką martwą, upozowaną fotografię.
Teatr Polonia w Warszawie, „Trzy siostry” Antoniego Czechowa, reż. Natasha Parry Brook/Krystyna Janda, scenografia: Krystyna Zachwatowicz, występują m.in. Piotr Kozłowski, Agata Buzek, Joanna Kasperek, Maria Seweryn, Hanna Konarowska, Michał Breitenwald, Andrzej Deskur, Rafał Mohr, premiera 3 grudnia
*To Pani artykul jest nie do przyjecia,ilez w Pani frustracji i
zazdrosci,bardzo mi Pani zal!!!!. A „”osierocone siostry u Pani Jandy””i
pozostali aktorzy sa wspaniali,maja klase-trzeba zdeptac!!
*Dzisiaj nie ma mlodych aktorow, ktorzy przekonywajaco mogli by zagrac w
arcydzielach Czechowa. Ci aktorzy moga co najwyzej grac w reklamach i
kretynskich serialach. Przykre.
*”Nieporęczny nadmuchany balon” to autorka tego tekstu!
*Odkad to przychodzi sie do teatru w stanie budzacym podejrzenie o …Nic
dziwnego ze taki tekst powstal.Powinna sie Pani wstydzic!!!
*Przykre,ta Pani nalezy do grona krytykow teatralnych
*Krystynie Jandzie udalo sie od poczatku i do konca, ale Panie niestety
nie,przedmadrzaly tekst!
*Krytyk i eunuch z jednej są parafi, obaj wiedzą jak; żaden nie potrafi.
*zawistne, szczekające pieski Kaczyńskich i Leppera – odczepcie się od Derkaczew
*Trudno powiedzieć czy „Trzy siostry” były histeryczne, ale artykuł – na pewno.
*Taki teatr, jaki właściciel. Pani Janda od ,,Człowieka z marmuru”gra tak samo.
Nieależnie w jaką postać się wciela, z jakiej epoki gra TAK SAMO !!! Te same
miny, gesty, tembr głosu. Przecież tak było Powszechnym. Wszystkie role na
jedno kopyto. Ale na gwiazdę się chodziło. Do czasu. Pamiętacie Jadwigę
Jankowską-Cieślak? Każda Jej rola to było i jest wydarzenie. Tak, tak. Ten
artkuł jest prawdziwy. Niestety. I nic na to nie poradzicie.
*A czy ktos z Sz.Panstwa, szafujacy slowami o zawisci (?), widzial w ogole ten
spektakl, czy to tylko taka obrona bo „bija naszych”?
*Znamienne że co najmniej połowa głosów oburzonych czytelników wyszła z tego
samego adresu IP. Albo firma robiąca teatrowi PR, albo jakiś nawiedzony fan – bo
przecież nie pisze tego sama pani Janda, w to raczej nie wierzę 😉 – zapomnieli
o drobnym fakcie, że na forum cos takiego jak IP się wyświetla…*pisząca spod jednego adresu: „IP: *.cust.tele2.at” Przestań robić z siebie
idiotkę. Każdy ma prawo do własnej opinii, tobie może sztuka się podobała,
autorce artkułu wcale nie musi. Tą swoją histeryczną pyskówką dajesz tylko
świadectwo własnej nietolerancji wobec innych opinii i prymitywizmowi poglądów.
Masz kontrargumenty to je przedstaw a nie pokrzykuj jak nawiedzona kretynka.
*Tu Hehłacz. Nadaje z innego adresu niż ten „podejrzany”. Na przedstwieniu
byłem.
Debeściaki z recenzji: „W dobie teatru postmodernistycznego czy
postdramatycznego” „Spazmy doskonale pasują być może do mebli, mundurów i
sukni” „Histeria i nadekspresja rodem z niemych filmów”.
Głębokość tych przemyśleń i erudycja rodem z blogu internetowego jest
porażająca. Oczywiście – najlepsze byłoby wystawienie „Trzech sióstr” przez
jakiegoś „eksperymentatora” z ulubieńcem autorki niejakim Hycnarem w roli
Wierszynina….ale proszę się nie martwić – psy szczekają a karawana jedzie
dalej i widownia będzie pełna, bo wreszcie jest jakaś sensowna kontrpropozycja
na farsy i „ambitne porażki” typu Fedra Kleczewska dla widza który szuka w
teatrze nie „ciekawych skojarzeń” czy „rewelacyjnego, nihilistycznego
widowiska, przy którym książki Houellebecqa wydają się optymistycznymi
bajeczkami” ale chwili wytchnienia i miłego spędzenia czasu.
* Przedstawienia nie widziałem i pewnie nie zobaczę (mieszkam 300 km od Warszawy).
Podzielam natomiast w sporej części, opinię internauty o aktorstwie Krystyny
Jandy.
Pomysł K.Jandy – otwarcie własnego teatru – wyjatkowo dobry. Życzę sukcesów,
ciekawego repertuaru oraz pełnej widowni przez wiele, wiele lat.
* Żenujące jest, że na krytyczną recenzję sztuki fani (?) teatru odpowiadają
wściekłym atakiem na recenzenta, pomawiając go o zawiść, oglądanie sztuki w
stanie wskazującym… itp.
Każdy ma prawo do własnego zdania i własnej oceny. A te napaści na krytyka
sprawiające wrażenie zorganizowanego ataku, są żenujące.
Nie znam p. Derkaczew, nie byłam nigdy w teatrze Jandy, więc nie nie zabieram
głosu na temat sztuki.
* Nie byłam i nie będę obecna na spektaklu, jako widz. Po tej recenzji mogę sobie
wyobrazić, jak to wygląda. Wystarczy, że przypomnę sobie telewizyjne „Śluby
panieńskie” – plejada gwiazd aktorskich, ale na ekraniec zysta histeria; styl
Krystyny Jandy. Nie dało się oglądać, a czekałam na to, bo czytałam regularnie
pamiętnik Pani Jandy i brzmiało zachęcająco.
* Powinny byc dwie recencje pisane niezaleznie od siebie. A nie, zeby pani,
ktorej cos dolega, wydawala wyroki jednoosobowo.
* Może napiszcie jak tacy jesteście odważni o co wam chodzi. Ze niby co? Że krytyk
w stanie wskazującym coś oglądał?
* od kiedy to kobiety są mniejszością seksualną?
* Na przedstawienie sie wybieram, mam juz bilety. Teraz tym bardziej: chce
sprawdzic czy to zespol Jandy nie potrafi zagrac klasyki czy p. Derkaczew nie
potrafi jej przyswoic. Klasyka jest z zalozenia nudna i statyczna, (jawnie)
feministycznych tyrad chyba nikt po Czechowie sie nie spodziewa. Ja uwielbiam te
drobnomieszczanskie historie „od krzesla do krzesla”, ciagnace sie jak toffi.
Ale kto woli tzw. sztuke zaangazowana i Jande na barykadach, tego chyba tylko
obowiazek sluzbowym mogl zmusic do obejrzenia Czechowa.
* Nie bylam i chyba nie pojde…Dlaczego wszyscy maja p. Jande traktowac jak
ikone? Do mnie jej aktorstwo nie przemawia…Jest „charakterystyczna” az do
bolu. Udalo sie u Wajdy. Swietnie! Ale potem juz nigdy nie „oderwala” sie od
siebie. Ostatni raz ogladalam p.Jande w monodramie w Teatrze Studio jakie 2-3
* lata temu i obiecalam sobie : nigdy wiecej! Nawet na chwile nie moglam
zapomniec , ze to TA Janda. Za nic nie mogam uwierzyc , ze to umierajace
dziecko… I to ciagle lansowanie swojej corki. To chyba nepotyzm, czyz nie?
* Ciekaw jestem, kto jest providerem Internetu w Teatrze Polonia 🙂 To tak a
propos tych pierwszych wpisów.
* Co do samego teatru, uważam go za niesamowite miejsce i bardzo podobało mi się
to, co dotychczas tam oglądałem (czyli prawie wszystko, co wystawiono). Tym
bardziej zdziwiłem się, że Polonia wystawia Czechowa i to w sposób
ostentacyjnie staroświecki, bo to chyba nie bardzo pasuje do wizerunku tego
miejsca.
* Żeby było jasne: nie mam nic do Czechowa, ale pewne rzeczy nie wypadają w
danych miejscach wiarygodnie. Sarah Kane nie wyjdzie dobrze w Teatrze Polskim,
a „Zemsta” nie nadaje się do Rozmaitości. Pójdę na tę sztukę po Nowym Roku, ale
boję się, że Czechow nie pasuje do Polonii.
* Nie zgadzam się z krytyką przedstawioną w artykule. W ten sposób można
zdyskredytować każdy spektakl. To przedstawienie porusza między innymi emocjami,
które emanują ze sceny – wcale nie w taki sposób, jak myślę nieco złośliwie i
karykaturalnie przedstawia autor artykułu.
* łaaaaaaaał,
a więc tak wygląda prawdziwie trudna miesiączka?
* było zostać w domu
a nie po teatrach się włóczyć…
* koniec aktorki Krystyny Jandy,,, przyszedł czas na polityka K. Janda,,,,
dostała budynek, ludzi, kasę, teraz próbuje zwrócić jak zawsze na siebie
uwagę,,,istnieje potrzeba funkcjonowania małych scen,,ale ten biznes nie
wyjdzie, widać w każdym publicznym wywiadzie, że wypowiedzi nie sa spontaniczne
tylko dobrze wyreżyserowane, lub i po namyśle, aktorka ta nigdy nie wyjawiła
swojego poparcia dla prawicy, dla ruchu solidarnościowego,,,choć na scenie z
takimi się identyfikowała, pamiętam kiedy w stanie wojennym pytana przez
zachodnich dziennikarzy na temat wprowadzenia stanu wojennego w Polsce,, ani
jednym słowem nie potępiła takiego stanu rzeczy, mówiła ogólnikami i chyba
udawała płacz,,,wiem, że nie musiała potępiać, może miała inne poglądy,,,nawet
* na spotkaniu i Sz. Majewskiego nie była otwarta pilnowała swoich wypowiedzi
przez co coraz bardziej staje się sztuczną osobą i coraz mniej aktorską,,,,tą
wypowiedzią pragnę zwrócić uwagę na to aby nie łączyć tego jakie role grała z
tym co robiła po za sceną i robi,,,,od kilku lat nie podoba mi się aktorka
Janda,,,tym bardziej nie zmieni mojego zdania jeśli będzie zwracać uwagę
płytkimi skandalikami i polityką. pozdrawiam aktorów z charakterem….
* Nie wiem co zrobić by odpowiedzieć na konkretny post. Chodzi o poniższy:
„autor: prov_
Data: 07.12.06, 15:08
koniec aktorki Krystyny Jandy,,, przyszedł czas na polityka K. Janda,,,,
dostała budynek, ludzi, kasę, teraz próbuje zwrócić jak zawsze na siebie
uwagę…”
* To bardzo nieuczciwa wypowiedź. Krystyna Janda tak w Polsce, jak i we Francji
nie kryła swoich przekonań. Na mój gust nieraz bywały one wręcz przejaskrawione.
Skąd ta polityczna zajadłość u autora postu? Na dodatek posługująca sie
kłamstwem. Janda była chyba jedyną aktorką, która poparła inicjatywę referendum
w sprawie aborcji, w sytuacji gdy nawet Gazeta Wyborcza bała się wydrukować nasz
formularz. Wiem także, że w innych sytuacjach nie uchylała się od zabrania głosu.
Krystynę Jandę można lubić bądź nie, tak jak i jej aktorstwo. Lecz nie piszmy,że
wszystkie jej role to spazmy i krzyki. To nieprawda, znam jej role ciche i spokojne.
Spektaklu nie widziałem, recenzentka ma prawo pisać, co chce (w ramach swego
sumienia)lecz jest faktem, że porównując tą rencęzję z recenzjami Boy’a
Żeleńskiego tekst w Gazecie jest nieco „postmodernistny i postdramatyczny”,
cokolwiek miałoby to oznaczać. Może rzetelny ale mętny.
Na koniec uwaga na temat identyfikatorów IP. Niektóre z postów mają podane IP
lecz też są takie, które tego numeru nie mają. Jak to się robi?
* W Polsce jest kilku aktorow filmowych/najlepszy wlasnie zmarl/ i kilku
teatralnych.Ale zaden z nich,wlacznie z szefowa nie pracuje u Jandy.Powiedzcie
mi z reka na sercu,jaka aktorka jest zalosna i brzydka jak noc Maria
Seweryn,ktora zostala aktorka na zlosc faktom i wygladowi. Czy Agata Buzek z
twarzą szczura?
W Londynie do teatrów chodzi codziennie sto tysięcy osob. Na bilety czeka sie
miesiacami.Ale tu,w teatrach graja aktorzy. Prawdziwi. Wręcz doskonali USA
przyjezdzaja laureaci Oscarow,zeby pograc na deskach w Londynie.
Nie jestem przeciwko Jandzie i jej pomyslowi na maly,prywatny teatr.Ale niech
graja tam prawdziwi aktorzy.Poki co,nie widze tam zadnego zawodowca.Tylko
zalosne miernoty…
Dobrego dnia raz jeszcze. Ja cały dzien mam próbę ” Radosnych dni” Becketta z panem Piotrem Cieplakiem i Jerzym Trelą. Pracujemy z przyjemnością i poczuciem sensu. Szczęśliwi że do teatru chodzić nikt nie zmusza, idzie się tam z dobrej woli, z potrzeby i dla przyjemności. I najważniesze…nie ma obowiązku.