WIEDZA JEST LEKARZEM DUSZY. Protagoras.
Jestem chora i pracuję, bo nie mogę przestać, bo się zawali! – ilu z Was może to napisać? Wielu. Bo to teraz klasyk.
Byle do premiery „Trzech sióstr” i otwarcia dużej sceny, z Beckettem będzie prościej (wypluwam to słowo) w każdym razie i partner sceniczny i reżyser „Szczęśliwych dni”, to opoki, na których można się oprzeć całkowicie, a nawet, pracując z nimi odpoczywać i nie brać odpowiedzialności, oni ją biorą na siebie całkowicie. A ja sobie mówię tylko – Oj Winni, Winni, płonie ci parasolka? Nie martw się oni ją ugaszą.
Płonącą parasolkę przy „Trzech siostrach” gaszę sama.
Wczoraj mój syn kręcił z kolegami u nas w domu swój pierwszy film i mnie nie zaangażowali, a podsłuchałam, że była do zagrania rola starszej pani. Zagrał kolega ucharakteryzowany i przebrany w moje ubrania.
– Dlaczego mnie nie zaangażowałeś – pytałam wieczorem po powrocie z teatru.
– Jeszcze ci mało? Mamo. Tam trzeba było w tej roli upaść na schodach!
– No to bym upadła! Myślisz, że nie umiem? Dlaczego mi nie zaproponowałeś tej roli?
– Jakoś mi nie przyszło do głowy- odparł.
Kończę się – pomyślałam.
Dziś znów cały dzień „Trzy siostry”. Wczoraj zagrali pierwszy raz całość, trwa trzy godziny, dziś skracamy, póki czas, ja sama nie mogę wysiedzieć w teatrze dłużej niż dwie godziny z przerwą (koniecznie), nie zrobię więc tej męki widzom. Ale skrócić godzinę to nie lada sztuka. Chyba mi się nie uda… Pociecha w tym, że obejrzałam wczoraj tę próbę całości, w sali z neonowym światłem, pogłosem, chora i głucha i się nie nudziłam. No może dlatego, że tekst zachwyca za każdym razem do bólu, do bólu, przysięgam.
Dziś próba od 10.00 do 18.00, a wieczorem jeszcze „Skok z wysokości”. O moje życie w sztuce! Chodzę nieumalowana i najczęściej z dziurą w pończosze, czuję się jak Maria Curie-Skłodowska… z wyglądu.
Dobrego dnia.
Jest świt, idę obejrzeć w TVN24 jakieś wiadomości z wczoraj.
Dobrego dnia.