28
Październik
2006
14:57

dziennik 2006-10-28 14:57:00

 

 

SZTUKA JEST CUDOWNYM ZAKLĘCIEM. POTRAFI NAS OD ZŁEGO UWOLNIĆ. Parmenides.

 

Dziś mija rok. Pierwsza rocznica otwarcia. Rok temu 28 października zagraliśmy pierwszy spektakl w teatrze POLONIA. Była to „Stefcia Ćwiek w szponach życia”– Dubrawki Ugresić. www.teatrpolonia.pl

Jak szybko minął ten rok. Ile przedstawień! Ilu widzów! Kolejne premiery. Nieprzespane noce i paraliżujące lęki. Euforie, histerie i zwykłe codzienne dni teatralne. A to wszystko przy akompaniamencie młotków, świdrów, wylewanego betonu i pił tnących blachy, drewno, kafelki, cegły… oraz towarzyszącej nam w dziwny sposób elektryczności w tym teatrze, której  życie i zachowanie jest dla nas wieczną tajemnicą i pewnie jeszcze na jakiś czas nią zostanie.

Zdarzenia, śmieszności, wpadki i niespodzianki podczas tego roku można by opowiadać godzinami, szczególnie te które wydarzały się wieczorami podczas trwających spektakli z pracami remontowymi za ścianą, które często nie przerywane trwały do późnych godzin, długo już po wyjściu publiczności.

To pewnie jedyna taka budowa, podczas której prace budowlane i wykończeniowe, są regulowane rytmem prób, premier i spektakli, a robotnicy różnych specjalności przychodzą rano do tablicy z planem artystycznych zamierzeń i według niego układają sobie plan swoich prac.

Czasem teatr ustępował, czasem budowa, ale zdarzało się, że publiczność zgromadzona na widowni czekała na rozładowanie ciężarówki czy wylanie betonu z betoniarki, bo to było ważniejsze w tym momencie niż rozpoczęcie spektaklu.

Znieśliśmy to wszyscy i my i robotnicy a przede wszystkim zniosła to z uśmiechem zrozumienia nasza publiczność. Nagłe wyłączenia prądu podczas spektakli, dziwne odgłosy w pauzach gry aktorów, przedzieranie się przez bramy aby do nas dotrzeć i na spektakle i aby kupić bilety, niewygodne krzesła, dziwne zachowania młodzieży z obsługi teatru koortdynujacej prace remontowe ze spektaklem, metamorfozy naszego bufetu, upał na sali do omdlenia latem i chłód zimą. Znieśli to i aktorzy u nas grający, trudy pierwszych miesięcy bez garderoby, przygotowywania za prowizorycznymi kulisami, przebiórki na lodowatej budowie w stygnącym betonie wśród robotników, dziwne, wciąż zmieniające się drogi docierania na scenę przez rozkopy i metalowe zbrojenia, często po ciemku.

2 grudnia planujemy otwarcie dużej sceny. Czyli koniec kolejnego etapu. Przejdziemy potem powoli do etapu trzeciego, czyli robót dotyczacych tego wszystkiego, co na zewnątrz. Ale tak jak w pierwszym i drugim etapie, podczas trzeciego etapu prac, spektakle będą odbywały się co wieczór, a czasem i dwa razy dziennie, aktorzy będą grać nie zważając na nic, my będziemy planować nowe premiery jakby nigdy nic i śmiech, cisza i gwar zbierającej się na spektakle i wychodzącej ze spektakli publiczności będą naszą muzyką.

Mamy taaaaakie plany! Taaaakie zamierzenia artystyczne na ten sezon, planowane i na nową scenę, jak ją nazywamy szumnie już teraz dużą,  i na tę małą – Fioletowe Pończochy, która kończy właśnie pierwszy rok swego istnienia! Mam nadzieję, że wszystkie te plany zrealizujemy ku zadowoleniu i uciesze naszych widzów.

Oby ten rok nie był gorszy od tego, który upłynął. Oby przyniósł nam, choć tyle samo satysfakcji i radości. Zaczynamy Czechowem „Trzema siostrami”  znów rzeczą o kobietach, tyle że klasyką, potem Beckett i jak zwykle kobieta na scenie „Szczęśliwe dni”… Kobiety, kobiety, kobiety, tyle że teraz zgromadzą się przy nich, wokół nich, dla nich mężczyźni… Zobaczymy.

Dziękuję raz jeszcze i będę dziękować jeszcze po wielekroć wszystkim, którzy z nami byli przez ten rok, artystom, organizatorom, budowlanym i widzom.

Dziękuję.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.