Brak mi Cię wszędzie, w każdym momencie, i jeśli Pani wkrótce nie wróci, narobię głupstw. Wczoraj nagle odczułem jak droga jest mi ta okolica, ten kraj. Kraj, który dał mi tak wiele, gdzie znalazłem szczęście, o którym śmiertelnik marzyć tylko morze, gdzie życie trwa, w nieustającej harmonii miedzy błogością i smutkiem, dzięki Pani. Łzy napłynęły mi do oczu wdzięczności.
Weimar, 16 lipca 1776 – J.W Goethe do Charlotte von Stein
Zastanawiałam się wczoraj nad mnożącymi się ostatnio informacjami o tragediach dzieci w Polsce, o dzieciach katowanych na śmierć, molestowanych, poszkodowanych z powodu bandytyzmu rodziców, zezwierzęcenia dorosłych. Po pierwsze każda taka wiadomość unieszczęśliwia mnie na długi czas, gubię sens, gubię rytm, nienawidzę ludzi i świata, po drugie zaczynam się zastanawiać, dlaczego takich wiadomości ostatnio tak dużo? Czy z ludźmi generalnie jest tak źle? Czy epatują nas tym media, a wcześniej takich wiadomości nie podawały, czy co daj Boże uwrażliwiliśmy się na los dzieci w Polsce, nareszcie zauważamy ich tragedie dziejące się obok nas, częściej zawiadamiamy lekarzy, policję, lekarze informują media, zaczęliśmy jako społeczeństwo rozumieć że taki los dzieci w Polsce to i nasza odpowiedzialność i hańba.
Pisałam o tym wielokrotnie, mobilizowałam w moich felietonach, żeby nie pozostawać obojętnym na sposób traktowania dzieci obok nas, zwracać uwagę dorosłym na ich zachowanie, słownictwo, ton, interesować się dziećmi choćby sąsiadów, wkładać nos i niepokoić się sytuacją kiedy dziecko niepokojąco często płacze w sąsiedztwie, reagować kiedy przy nas ktoś bije dziecko lub poniża, obraża je. Nawet jeśli to jest ojciec czy matka. Wzywałam do reagowania na każdą niesprawiedliwość i krzywdę spotkaną, choćby na to że matki wożą w wózkach maleńkie dzieci twarzą do słońca, bez zabezpieczenia ich przed tym słońcem. (Kiedyś, kiedy zwróciłam takiej matce uwagę, po pierwsze powiedziała żebym zajęła się swoimi sprawami i martwiła o własne dzieci, a mówiła to wszystko z puszka piwa w ręku, a potem na koniec powiedziała – a niech zamknie oczy, szybciej zaśnie)
Tyle, zastanawiałam się nad tym, często o tym myślę, niepokojąco często przychodzi mi ten temat do głowy, kiedyś nazywałam to szokiem poporodowym, ale teraz już trudno to tak nazwać, nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić, ale nie jestem pewnie wyjątkiem, przeżywam to, tak jak i pewnie większość z Was, oprócz tych zwierząt (bo ludzie o nich powiedzieć trudno) wśród nas żyjący, którzy tak ze swoimi dziećmi postępują. A jak słyszę słowo dziecko w kontekście – konkubent, alkohol, pijana matka – najpierw się boję, a potem otwierałabym nóż gdybym mogła, a tak staję się nieszczęśliwa na długo. I możecie to nazwać naiwnością.
Jest teraz kilka współczesnych sztuk teatralnych na ten temat, wstrząsających, ale jak je znieść? Nie mogłabym grać w nich, reżyserować, ani oglądać, ale są potrzebne i ważne. Przeczytałam kilka takich tekstów, że nie mogłam potem spać. Kto się odważy je zrobić? I kto je będzie chciał oglądać? A może, po co je robić? Życie i prawdziwe tragedie mają większą siłę niż teatr, większą niż wszyscy tak modni brutaliści z teatru razem wzięci.
Dobrego dnia.
Dziś ostatni spektakl tego sezonu w naszym teatrze, a wieczorem ostatnia szansa na porozumienie ze Wspólnotą.
Wczoraj zadzwoniła do mnie dziennikarka – a co Pani zrobi jak się nie porozumiecie? – Nic, nie mamy wyjścia, wykończymy z taką płytką sceną, bo musimy się rozliczyć z Ministerstwem Kultury do końca roku nie zagramy kilku rzeczy bo to jest w tej przestrzeni niemożliwe, protest przejdzie cztery odwołania, dwie instancje, zdobędziemy pozwolenie bo protest jest tak absurdalny, że je dostaniemy, tego jestem pewna, nie ma żadnych racjonalnych argumentów aby było inaczej, i… zburzymy to cośmy zbudowali raz jeszcze, marnując wiele pieniędzy, czasu i sił które moglibyśmy wszyscy zużyć w lepszej sprawie. Ale dwie osoby, które podpisały ten protest będą usatysfakcjonowane na pewno, i pewnie inni lokatorzy, szczegolnie ta starsza „przemiła” pani, która w ogóle nie ma samochodu.
Dobrego dnia.