01
Maj
2006
13:05

dziennik 2006-05-01 13:12:00

 

PÓŁBOGIEM STAJE SIĘ CZŁOWIEK CNOTLIWY. Platon

Znów maj, znów wiosna, znów zakwitły drzewa moich dzieci w ogrodzie.

W naszym ogrodzie mamy drzewa naszych dzieci, te teraz kwitnące są ich, ponieważ sadzili je sami. Zaczynają kwitnąć właśnie dwie królewny naszych synów przy furtce, co roku mnie to wzrusza i porusza. Więc, że użyję języka rządzących nami miłościwe partii: –Ja powiem tak: Bardzo nas to cieszy że jest wiosna i bardzo to dla nas ważne, i chcę to podkreślić, że to ważne, i to podkreślić bardzo mocno, na czym nam bardzo zależy żeby było odczytane tak jak chcemy żeby było rozumiane. Tyle!

Jednocześnie z radością zawiadamiamy, i bardzo nas to cieszy, że możemy to Państwu obwieścić, co podkreślam, bardzo nas to cieszy, że 3-ciego maja, roku w którym jesteśmy, czyli precyzując pojutrze, odbędzie się kolejna premiera Teatru Narodowego w Kaniach. Proszę to zauważyć, trzecia z kolei premiera. Będzie to „Wesele” Wyspiańskiego, z konieczności wybór z tego utworu, ale podkreślam, bardzo to dla nas ważne, że właśnie to będziemy grać i cieszę się że możemy o tym Państwa zawiadomić. Co podkreślam. I powiem tak: Będzie to dla nas, artystów i sympatyków Teatru Narodowego w Kaniach wielkie wydarzenie. Jednocześnie chcemy zawiadomić, żeby nie było niepotrzebnych domysłów, i spekulacji, że Teatr Narodowy w Kaniach przygotowuje jedną premierę rocznie, bo przygotowuje ją 12 miesięcy, nie chcemy nic robić byle jak i na chybcika, bo to są poważne sprawy, wymagające namysłu i zastanowienia oraz wzięcia odpowiedzialności za ewentualne konsekwencje. Mówię to, żeby uciąć wszelką ewentualną krytykę naszej grupy. Bardzo nam na tym zależy i podkreślamy, że nam zależy. I powiem tak: – Dobrze, że tak jest. My jesteśmy bardzo z tego zadowoleni jak również nasi entuzjaści, czego mamy liczne dowody. Tak, więc zawiadamiamy, będą to fragmenty „Wesela” Wyspiańskiego, w wyborze i układzie tekstu oraz inscenizacji pana Andrzeja Domalika, do którego mamy pełne zaufanie. Inscenizacji – co oznacza że pan Andrzej przygotowuje także scenografię, kostiumy i koncepcję całości, a jak chcę podkreślić, naszym zadnim jest to najodpowiedniejsza, wybrana przez nas do tego zadania osoba i jesteśmy bardzo zainteresowani, aby jego praca się udała, odniósł sukces, a my ze swojej strony jesteśmy otwarci na wszelką współpracę i gotowi do uruchomienia procesu tworzenia razem z nim. Muzykę do tego przedstawienia napisał pan Stanisław Radwan i nie muszę tłumaczyć i podkreślać, jakie to ma dla nas znaczenie, światło zostało powierzone panu Pawłowi Edelmanowi i mamy wszelką wolę i zrobimy wszystko, aby udało mu się dotrzeć do nas z Ameryki. A poza tym powiem tak: – Obsada składa się również z ludzi, których uważamy za godnych zaufania i w których pokładamy wielkie nadzieje. Mieszkają po tej stronie Warszawy. Tak, więc w roli Gospodarza zaprezentuje się pan Jerzy Radziwiłowicz, w roli Czepca pan Grzegorz Warchoł, w roli poety pan Zbigniew Zamachowski, Wernyhorą będzie pan Daniel Olbrychski, dziennikarza wykreuje pan prof. Jerzy Bralczyk, Kliminą ucieszy nas pani Ewa Telega, Rachelę będzie interpretować pani Ewa Markowska, i co podkreślamy jest to nagłe zastępstwo, za co należą się jej z góry wielkie brawa. Jaśka zagra Jarosław Gajewski (gościnnie, ponieważ mieszka na nieszczęście po innej stronie Warszawy a nawet zdaje się o zgrozo w samej Warszawie). Zosię i Haneczkę przedstawią nam panie Ola Justa i Marysia Zamachowska a w roli Chochoła ujrzymy panienkę Zofię Domalik. Radczynią będę ja, Krystyna Janda, mając nadzieję że nie zawiodę pokładanej we mnie nadziei. Początek przedstawienia wyznaczyliśmy na pore….tuż po zmierzchu.

Przesłanie całości wieczoru, zarazem więc przedstawienia, zostało wybrane, przedyskutowane i zaakceptowane na wspólnym forum i brzmi ono – „ Nie polezie orzeł w gówna”

Załączamy tekst adaptacji zrobionej specjalnie na okazję tego uroczystego wieczoru. Adatpacji tej  dokonał, przypomnę,  pan Andrzej Domalika, do którego mamy pełne zaufanie.

Na koniec chcemy podziękować wszystkim nam przychylnym za wsparcie i powiem tak: – Postaramy się nie zawieść Waszych nadziei i teraz i w przyszłości, ale i tym razem niestety nie zapraszamy Państwa! Wydarzenie musi się odbyć w ścisłym kręgu zainteresowanych i ich rodzin. Pozdrawiamy, zaznaczając i podkreślając, i to, że dramat narodowy Stanisława Wyspiańskiego pod tytułem „ Wesele” odbędzie się w naszej wersji, bez pary młodych i nie będzie poprzedzony sceną ślubu kościelnego, aczkolwiek nie zburzy to myśli głównej utworu ani jego wymowy czy radycji. Bierzemy pełną odpowiedzialność, za kształt, treść oraz wydzwięk dramatu, prosząc jednocześnie o wsparcie i zaufanie. Będziemy się starać, aby wszystko przebiegło sprawnie i mamy nadzieję, że nie zawiedziemy pokładanych w nas nadziei. Będziemy się o to starać i zabiegać bezustannie. Co chcę podkreślić!

Zresztą jesteśmy gotowi do wszelkich rozmów i otwarci na różne propozycje.

Życzymy pięknego dnia 1 maja.

 

 

WESELE

dla SCENY TEATRU NARODOWEGO w KANIACH

ADAPTACJA Andrzej Domalik

Scena 1 – CZEPIEC, DZIENNIKARZ

Podchodzą do stołu.

CZEPIEC

Cóż tam , panie w polityce

Chińcyki trzymają się mocno!?

DZIENNIKARZ

A, mój miły dziennikarzu,

Mam przez cały dzień dosyć Chinczyków.

CZEPIEC

Pan polityk !

DZIENNIKARZ

Otóż własnie polityków

Mam dość, po uszy, dzień cały.

CZEPIEC

Kiedy to ciekawe sprawy.

DZIENNIKARZ

A to czytaj, kto ciekawy;

Wiecie choć, gdzie Chiny leżą?

CZEPIEC

No daleko, kajsi gdzieś daleko;

A panowie to nijak nie wiedzą,

Że chłop chłopskim rozumem trafi,

Choćby było i daleko.

A i my tu cytomy gazety

I syćko wiemy.

DZIENNIKARZ

A po co – ?

CZEPIEC

Sami się do światu garniemy.

DZIENNIKARZ

Ja myślę, że na wasze parafii świat dla was aż dosyć szeroki.

CZEPIEC

A tu ano u nas bywają,

co by li aże dwa roki

w Japonii; jak była wojna.

DZIENNIKARZ

Ale tu wieś spokojna.

Niech na całym świecie wojna,

byle- polska wieś zaciszna,

byle polska wieś spokojna.

CZEPIEC:

Pon się boją we wsi ruchu.

Pon nos obśmiwajom w duchu.

A jak my, to my się rwiemy ino do jakiej bijacki.

Z takich, jak my, był Głowacki.

A, jak myślę, ze panowie duża by już mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć!

Scena 2 Poeta Gospodarz

Do stołu podchodzą Gospodarz i Poeta..

Poeta

Taki mi się snuje dramat

groźny, szumny, posuwisty

jak polonez; gdzieś z kazamat

jęk i zgrzyt, i wichrów świsty. –

Marzę przy tym wichrów graniu – –

o jakimś wielkim kochaniu.

Bohater w zbrojej, skalisty

ktoś, jakoby złom granitu,

rycerz z czoła, ktoś ze szczytu

w grze uczucia, chłop „qui amat”,

przy tym historia wesoła,

a ogromnie przez to smutna.

GOSPODARZ

To tak w każdym z nas coś woła;

jakaś historia wesoła,

a ogromnie przez to smutna.

POETA

A wszystko bajka wierutna.

Wyraźnie się w oczy wciska,

i ten lud nasz, taki prosty,

u stóp zamku, u stóp dworu,

i ten pan, pełen poloru,

i ten lud prosty, rubaszny,

i ten hart rycerski, śmiały,

i gniew boski gromki, straszny

GOSPODARZ

Tak się w każdym z nas coś burzy

na taką się burzę zbiera,

tak w nas ciska piorunami,

dziwnymi wre postaciami:

dawnym strojem, dawnym krojem,

a ze sercem zawsze swojem;

to dawność tak z nami walczy.

Coraz pamięć się zaciera – – –

tak się w każdym z nas coś zbiera.

POETA

Duch się w każdym poniewiera,

że czasami dech zapiera;

tak by gdzieś het gnało, gnało,

tak by się nam serce śmiało

do ogromnych, wielkich rzeczy

a tu pospolitość skrzeczy,

a tu pospolitość tłoczy,

włazi w usta, uszy, oczy;

duch się w każdym poniewiera

i chciałby się wydrzeć, skoczyć,

ręce po pas w krwi ubroczyć,

ramię rozpostrzeć szeroko,

wielkie skrzydła porozwijać,

lecieć, a nie dać się mijać;

a tu pospolitość niska

włazi w usta, ucho, oko; – –

daleko, co było z bliska –

serce zaryte głęboko,

gdzieś pod czwarta głębną skibą,

że swego serca nie dostać.

GOSPODARZ

Tak się orze, tak się zwala

rok w rok, w każdym pokoleniu;

raz wraz dusza się odsłania,

raz wraz wielkość się wyłania

i raz wraz krąży się w cieniu.

Raz wraz wstaje wielka postać,

że ino jej skrzydeł dostać,

rok w rok w każdym pokoleniu,

i raz wraz przepada, gaśnie,

jakby czas jej przepaść właśnie. –

Każden ogień swój zapala,

każden swoją świętość święci…

POETA

My jesteśmy jak przeklęci,

że nas mara, dziwo nęci,

wytwór tęsknej wyobraźni

serce bierze, zmysły drażni;

/e nam oczy zaszły mgłami;

pieścimy się jeno snami,

a to. co tu nas otacza,

zdolność nasza przeinacza:

w oczach naszych chłop urasta

do potęgi króla Piasta!

GOSPODARZ

A bo chłop i ma coś z Piasta,

coś z tych królów Piastów – wiele!

– Już lat dziesięć pośród siedzę,

sąsiadujemy o miedzę.

Kiedy sieje, orze, miele,

taka godność, takie wzięcie;

co czyni, to czyni święcie,

godność, rozwaga, pojęcie.

A jak modli się w kościele,

taka godność, to przejęcie;

bardzo wiele, wiele z Piasta;

chłop potęgą jest i basta.

CZEPIEC

Ino się napatrzcie pięści

Niech no ino kaj-gdzie świsnę,

To słychać jak w ziobrach chrzęści.

GOSPODARZ

Jak z tym żydem…!

CZEPIEC

Tego żyda,

Było, jak go huknę w pysk –

Jużem myśloł, że się stocył,

On się tylko krwiom zamrocył,

A nie upod, bo był ścisk.

A to było przy wyborze,

W sali w tym skolskim dworze: –

Po co się bestyjo darła,

A to tak z całygo garła; –

Było, jak go hukne w pysk,

Myślołem już, że się stocył,

On się ino krwiom zamrocył,

A nie upod, bo był ścisk.

GOSPODARZ

Toście Ptaka wybierali?

CZEPIEC

A kiedy ptak niechta leci.

POETA

Macie ta skrzydlane ptaki.?

CZEPIEC

Ptok ptakowi nie jednaki,

Człek człekowi nie dorówna,

Dusa dusy zajrzy w oczy,

Nie polezie orzeł w gówna –

Pon jest taki, a ja taki ;

Jakby przyszło co do czego,

Wisz pon, to tu gotowi,

My som swoi, my som zdrowi.

Scena 3

Radczyni, Klimina, Jasiek

Idą ogrodem, w niebieskiej poświacie księżyca.

RADCZYNI

Cóż ta, gosposiu, na roli?

Czyście sobie już posiali?

KLIMINA

Tym ca casem się nie siwo.

RADCZYNI

A mieliście dobre żniwo – ?

KLIMINA

Dzięki Bogu, tak ta bywo.

RADCZYNI

Jak złe żniwo, to was boli,

Żeście się napracowali – ?

KLIMINA

Zawszeć się co przecie zgarnie.

RADCZYNI

Dobrze sobie wyglądacie.

KLIMINA

I pani ta tyz nie marnie.

RADCZYNI

Jeszcze się widzicie młoda.

KLIMINA

Jak po Marcinie jagoda.

RADCZYNI

Może jeszcze się wydacie – ?

KLIMINA

A cóż się ta tak pytacie?!

Za nimi – pojawia się pijany Jasiek, wymachuje czapką krakowską,.

JASIEK

Zdobyłem se pawich piór,

Nastroiłem pawich piór:

Pawie pióra ładne,

Pawie pióra kradne:

Postawie se pański dwór!

Zdobędę se pański dwór,

Wywleke se złoty wór:

Złoty wór wysypie

Ludziskom przed ślipie:

Nakupie se pawich piór!

Panie siadają przy stole, Jasiek znika w ciemnościach..

Scena 4

GOSPODARZ , WERNYHORA

Z cienia wyłania się Wernyhora.

WERNYHORA

Sława, panie Włodzimierzu,

Zjechałem tu gość.

GOSPODARZ

Spocznij, Wasza Mość:

Żona stroi się w alkierzu.

WERNYHORA

Ostań, pannie Włodzimierzu.

GOSPODARZ

Żona stroi się w alkierzu;

Niespodziany gość,

Własnie była przy pacierzu,

Bo się dziecka kładło spać.

WERNYHORA

Niechajże żona w alkierzu..

GOSPODARZ

Bo się dziecka kładło spać;

A ci nie przestają grać;

Jak wesele, to wesele,

To nie będą w miejscu stać;

Ot, tu żona jest w alkierzu.

WERNYHORA

Niechajże żony w alkierzu,

Niechże4 tańcuje Wesele.

Siądźże, panie Włodzimierzu,

Mam Asaństwu nowin wiele;

Pomówimy o Przymierzu.

GOSPODARZ

Ano proszę, bardzo proszę.

WERNYHORA

Siadaj.

GOSPODARZ

Siadam – zacny gość –

Bardzo proszę, bardzo proszę;

Ceremonii dość.

Żona stroi się w alkierzu,

Chce się wydać urodziwa,

Że tu gość niespodziewany,

Każ zaraz podać piwa.

WERNYHORA

Zostaw, panie Włodzimierzu,

Że to chwila osobliwa.

GOSPODARZ

Słucham Mości;

a to chwila osobliwa.

Wolno spytać o nazwisko…-?

WERNYHORA

Nie poznałeś – ?

GOSPODARZ

Ktos mi znany,

Ktoś serdeczny, ktoś kochany,

Ktoś, co groźny – dawny, stary,

Ja wiek cały.

WERNYHORA

Dawne] wiary.

GOSPODARZ

Ktoś mi znany, niespodziany…

WERNYHORA

Przypominasz krwawe łuny

I jęk dzwonów, i pioruny,

I rzeź krwawą, krwawe rzeki –?

GOSPODARZ

A sen, sen jakiś daleki,

Jeszcze w uszach mam te dzwony-

Mieszają weselne grajki:

Jakieś stare dumy, bajki.

WERNYHORA

Jeszcze w uszach mam te dzwony

Ponad ich weselne grajki:

Jęk posępny, jęk męczony,

Tyle krwi rzezanych ciał;

Ja tam był, przy trupach stał;

Jeszcze w uszach mam te dzwony.

GOSPODARZ

Dawne czasy-dawne wieki,

A sen, sen jakiś daleki,

Jęki przygłuszają grajki;

Jakieś stare dumy, bajki.

WERNYHORA

Ja stałem w pożarnej łunie

Na siwym, na siwym rumaku,

Czekając Bożego znaku.

Za mną piorun po piorunie

Bije z chmur, przez niebo łyska.

GOSPODARZ

Rzecz daleka – taka bliska,

Ktos mi znany, niespodziany;

Ktoś, o którym jeszcze wczora

__tylko we śnie, tyko w marze:

Pan-Dziad z lirą…

WERNYHORA

Wernyhora.

GOSPODARZ

Pan – Dziad z lirą – Wernyhora!

WERNYHORA

Słuchaj , panie Włodzimierzu;

Oto chwila osobliwa,

Pomówimy o Przymierzu..

GOSPODARZ

To ja ze snu prawda żywa

Chwila dziwnie osobliwa.

WERNYHORA

Leć kto pierwszy do Warszawy

Z chorągwią i hufcem sprawy,

Z ryngrafem Bogarodzic;

Kto zwoła sejmowe stany,

Kto na sejmie się pojawi

Sam w stolicy – ten nas zbawi.

GOSPODARZ

Jako żywo, jako żywo;

Waść mi takie dziwa prawi

I to jako rzecz prawdziwą.

WERNYHORA

Wszystko świete, wszystko żywo;

Z daleka, a miałem blisko;

Wybrałem twój dom, zagrodę

I wybrałem Weselisko:

Waszmość rekę miej szczęśliwą:

Daję Wasci złoty róg.

GOSPODARZ

Złoty róg.

Możesz nim powołać chór.

GOSPODARZ

Bratni zbór.

WERNYHORA

Waść masz porozesłać wici,

Lud zgromadzić przed kaplicą.

GOSPODARZ

Jutro? – skoro sime zgromadzą?

Mają radzić? – co uradzą?

WERNYHORA

Jutro: wielką tajemnicą,

Jutro skoro się zgromadzą,

Niech nie radzą, nic nie radzą,

Jednoś niechaj w ciszy staną.

Jutro wielką tajemnicą.

A ty wstawszy bardzo rano,

Skoro zejdzie pierwsze słońce,

Ku drogom natężaj słuch.

GOSPODARZ

Jutro?!

WERNYHORA

Jutro!!!

GOSPODARZ

Wszelki duch!!

Scena 5

Poeta, Rachel

Z ogrodu nadchodzi Rachel.

Przyszłam na chwilę,

Gdzie ta chata rozśpiewana,

Przybiegłam jak ćmy, jak motyle,

Co biegną – gdzie zapalona

Lampa – ale odejdę w pokorze

Do dom i będę sobie wyobrazać pana

Z daleka

A jak będę zakochana

Przyślę panu list i klucz.

POETA

A włócz się ,poezjo, włócz

Od komory do komory

Od ogrodu róż

Do sadu tych spiących drzew:

Widać je tu z okienka;

Więc, jak pójdzie panienka,

A muśnie jej szal który krzew,

To jej tęsknota i żal

Udzieli się się przyciętej słomie,

A z krzaka smutek i cień

Udzieli się nieswiadomie

Panience

RACHEL

A tak, a tak..

POETA

Pani ma na imię Rachela ?

RACHEL

Czy to postać zmienia?

POETA

Ach, pani się zarumienia;-

Cieszę się pani imieniem –

Sproś pani, jakich chcesz, gosci –

Imie pani tak liryczne..

RACHEL

Prawda śliczne —

A teraz proszę Miłości

Wysłuchać.-

Chcę poetycznosci

Dla was i chcę ja rozdmuchać;

Zaproscie tu na Wesele

Wszystkie dziwy, kwiaty, krzewy

Pioruny, brzeczenia, spiewy..

POETA

I chochoła!

Scena 5 wszyscy

Z sadu wyłania się Chochoł-dziecko. Gra na flecie..Za nim – Jasiek.

Postacie wstaja zza stołu i zaczynają tańczyć.

JASIEK

Tyle par, tyle par!

Publiczność powodowona naturalnym porywem serca wstaje i tańczy..

JASIEK

Tańczy, tańczy cała szopka

Kajsi mi się zbyła copka-

Przeciem druzba, przeciem druzba

A druzbie to w copce sluzba…

Chochoł gra… Tańczą.…

Nic nie słysom, nic nie słysom,

Ino granie, ino granie

Jakieś ich chyciło spanie…?

Pieje kur; ha pieje kur

Ostał mi się ino sznur….

CHOCHOŁ

Miałeś, chamie, złoty róg…

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.