ZA DOTKNIĘCIEM MIŁOŚCI KAŻDY STAJE SIĘ POETĄ. Platon
Wczoraj byłam w Teatrze Narodowym na „Tartuffe” Moliera. Świetny przekład Jerzego Radziwiłowicza, brzmi ze sceny wspaniale, prosty, jasny, dowcipny, zrobiony z wiedzą i znawstwem publiczności. Tradycyjny, bardzo dobrze grany z piękną scenografią. Powinna go obejrzeć młodzież, bo mamy tu do czynienia z szacunkiem do tradycji, autora i tzw. wiernością dziełu. Wielka ulga, bo zakładając, że prawie nikt już nie czyta klasyki teatralnej, jej interpretacje prezentowane ostatnio w teatrach są tak dowolne, że boję się iść do teatru, a kiedy je oglądam, zastanawiam się i martwię, że z takim obrazem dzieła zostanie pokolenie, które obdarzono tą „aktualną” wizją.
Wiosna, wiewiórki szaleją, koty wariują, ptaki śpiewają, wszystko, łącznie z ludźmi, oszalało z radości. Co prawda wiosna może także spowodowała że wszystkim dookoła puszczają nerwy, EGO rośnie do niewyobrażalnych rozmiarów, kraj się destabilizuje od góry do dołu, tracimy klasę i poczucie bezpieczeństwa, więc wielką ulgą jest że Molier jest Molierem w Narodowym, a nie Rudolfem Pipścićskim.
Ja do Cieszyna a wiosna wszędzie.
Dobrego dnia.