Mam coraz gorszą pamięć. Selektywną – tak bym ją nazwała. Pamiętam teksty teatralne, szczegóły ról, sytuacje, nazwiska i imiona bohaterów teatralnych, ale nie pamiętam już właściwie nic, a w każdym razie żadnych szczegółów, które dotyczą życia realnego. Synowie pytają mnie co jakiś czas z satysfakcją – „W której klasie jestem?” i pauza przed odpowiedzią wywołuje u nich huragan śmiechu.
Noc. Chyba 2.00 w nocy, budzi mnie telefon.
– Tu……proszę podać imię i nazwisko.
Z trudem, wyrwana ze snu przypominam sobie jak się nazywam.
– Mamy sygnał że u pani jest włamanie.
– Nie, nie ma włamania – odpowiadam – cisza, nic się nie dzieje.
– Proszę w takim razie podać hasło.
– Nie pamiętam hasła! Jakie hasło?!
– Proszę podać bo inaczej nie będę mógł odwołać patrolu który do pani wyjeżdża. Mamy sygnał że jest włamanie.
– Błagam pana, nic się nie dzieje, dom śpi, koło mnie śpi pies, koty, żadne z nich nawet nie podniosło głowy, w ogrodzie śpią dwa psy, żaden nie zaszczekał ani razu, nic się nie dzieje.
– Śpi pani na piętrze? Proszę zejść na dół nie wyłączając się i proszę sprawdzić.
Wstaję, ze mną idzie cała obudzona, rozespana menażeria, koty przeciągając się i oblizując, pies niechętnie, obrażony, dwa kroki z tyłu, niezadowolony z tego nocnego spaceru.
– Proszę pana… nic się nie dzieje, ani drgnienia, spokój.
– W takim razie proszę otworzyć drzwi wejściowe i zawołać psy, zobaczymy czy przyjdą.
Otwieram. Wołam, oba rozbudzone i zdziwione za chwilę przychodzą, myśląc że dostaną coś do jedzenia.
– Proszę pana, wszystko w porządku.
– Proszę podać hasło, wtedy odwołam alarm. Takie są przepisy.
– Ale ja nie pamiętam hasła.
-Może to jest rok pani urodzenia, wszyscy podają rok urodzenia.
– No wie pan? Ja jestem kobietą i aktorką, byłabym głupia gdybym jako hasło podała podpisując z wami umowę swój rok urodzenia. Wykluczone.
– Proszę podać hasło.
– Zaraz, obudzę mamę i zapytam. Proszę się nie rozłączać.
– Mamo, mamo, dzwoni pan, pyta o hasło, pomyliło się im coś i twierdzą że jest włamanie. Pamiętasz hasło?
– Jakie hasło?
– Żeby odwołać alarm.
– Idź do kuchni tam w szafce jest w zeszyciku hasło. A coś się dzieje?
– Nic mamo śpij.
Idę. Szafka, zeszycik, kartkuję. Jest. Podaję hasło.
– Dziękuję, wszystko w porządku. Niech pani zapamięta hasło bo inaczej nasi ludzie sforsują mur, okna, wyważą drzwi żeby się dostać…
– Tak, już raz wybili szybę, ale to był też fałszywy alarm, a myśmy siedzieli w ogrodzie na tyłach domu i nie usłyszeliśmy telefonu.
– Dobrze, dlatego dzwonię, sprawdzam. Musiało być jakieś zwarcie w instalacji. Dobranoc. Dzwoniłem do męża, ale jest w Ameryce.
– Dziękuję.
– Nie ma za co. Dobranoc.
– Halo proszę pana… muszę panu coś powiedzieć… to hasło to jest mój rok urodzenia.
– Tak myślałem. Chce pani zmienić?
– Tak.
– Jutro ktoś do państwa przyjedzie.
– Ale jak ja je zapamiętam?
– A tego to już nie wiem… Dobranoc.
Dwa dni później idę bo banku. Chodzę tam od lat. Pani która mnie obsługuje, stałą klientkę, pani która zna z konieczności prawie każdy szczegół mojego życia, załatwia mi wiele spraw, dokarmia swoimi kanapkami, bo wiecznie przybiegam głodna, daje swoje tabletki na uspokojenie przed premierami, wysłuchuje moich problemów, patrzy na mnie z uśmiechem i mówi: – Podaj Krysia hasło dostępu do swojego konta.
– Basia ! Zwariowałaś?
– Nowe rozporządzenie. Nie mogę zrobić żadnej transakcji jak nie podasz hasła.
– Basia nie wygłupiaj się! Nie pamiętam hasła.
– Podpowiem ci… zakładałaś nowe hasło w roku…
– Przestań!
– To coś z teatru.
– Cholera. Roku 1976 mówisz? Co ja wtedy grałam ? Pewnie podałam jakąś rolę albo coś ..
– Tak to coś z teatru.
– Co ja wtedy grałam? Nie mam pojęcia. To imię, tytuł?
– No kombinuj Krysia, mnie nie wolno zrobić żadnej operacji jak nie podasz hasła.
– Baśka bo zwariuję, ja się śpieszę!
– Nic na to nie poradzę – już zwija się ze śmiechu.
– Może to rok urodzenia jednak?
– Nie.
– Błagam Cię Basieńko, powiedz mi to hasło, nie powiem nikomu że mi je podpowiedziałaś.
– Fredra.
– Fredra? Nie ma czegoś takiego. Albo Fredro albo Fedra. To musi być Fedra!
– Nie Fredra.
– No to źle usłyszałaś jak podawałam hasło i zapisałaś Fredra! No widzisz w życiu bym nie zgadła z tym błędem!
– I tak byś nie zgadła!
Idę po zakupy, płacę kartą, kody mam zapisane w telefonie i w notesiku, kody do telefonu mam zapisane w kalendarzyku, w telefonie mam adresy i numery, gdybym się znalazła gdzieś bez torebki, sama, bez telefonu nawet nie umiałabym zadzwonić do mamy bo nie pamiętam jej numeru telefonu komórkowego. Hasła dostępu do paneli administracyjnych stron internetowych i teatru i mojej zapamiętał komputer, bez komputera też bym zginęła.
Kilka dni temu podpisywałam jakieś zobowiązanie, z moją asystentką u boku. Przed podpisaniem się zamarłam… z ręką nad dokumentem…
– Marta, jak ja się nazywam?
– Krystyna Janda, pani Krystyno. – odpowiedziała bez mrugnięcia okiem i bez cienia uśmiechu.
Kochane dziecko.
Dobrej nocy. Ja idę na scenę. Tam będę pamiętać wszystko. Jaka ulga.