26
Listopad
2005
10:11

dziennik 2005-11-26 10:48:00

Ostatnio dzielę sie Wami tym co dostaje na mój adres. Zdumiewajacy czas.

Przeczytaj uważnie i zastanów się nad tym!

 

Mój przyjaciel otworzył szufladkę w komodzie swojej żony i wyjął z  niej

mały pakiecik owinięty w bibułkę.

 – To – powiedział – nie jest zwykle zawiniątko – to jest Jej bielizna

 osobista. Wyrzucił opakowanie ukrywające zawartość i przyjrzał się

 jedwabnej, wykończonej koronką bieliźnie. Kupiłem to Jej, kiedy

 pierwszy raz pojechaliśmy do Nowego Jorku 9-10 lat temu, nigdy jej nie

 założyła, czekała z tym na jakąś specjalną okazję!

Więc dobrze – pomyślał, dzisiaj zdarzyła się ta odpowiednia okazja. Zbliżył

 się do łóżka i ułożył bieliznę przy jej głowie, obok innych

rzeczy.

 Niedługo zacznie ubierać ją do trumny. Po krótkiej chorobie wczoraj

zmarła.

 Potem patrząc się w moją stronę powiedział:

 – A przecież każdy dzień, który przeżywasz jest tą specjalną okazją.

 Nasze okazje już minęły. Nie warto było zostawiać wszystkiego na

 potem.

 Te słowa zapadły mi w pamięć, mam je ciągle na myśli – one zmieniły

 moje życie. Teraz więcej czytam a mniej sprzątam. Siadam na tarasie i

rozkoszuje się urodą okolicy bez poczucia winy, że nie wypieliłem ogródka.

 Spędzam więcej czasu z moimi bliskimi i przyjaciółmi, a mniej pracując.

Zrozumiałem, że życie to ciągłość doświadczeń, które trzeba przeżywać w

radości, a nie próbować je przetrwać lub ścierpieć. Już niczego nie odkładam na

 potem, piję codziennie z moich antycznych, kryształowych kieliszków. Zakładam

nowe ubranie na zakupy w supersamie, jeżeli tylko zdecyduje, że mam na to

ochotę. Nie zachowuje moich najlepszych perfum na specjalne imprezy, tylko

 używam ich codziennie, kiedy pragnę poczuć je na sobie. Zdania

 zaczynające się od „pewnego dnia”, „kiedyś” znikają z mojego słownika.

 Jeżeli coś jest warte zobaczenia, usłyszenia lub przeżycia, chce to

 zobaczyć, usłyszeć i przeżyć teraz. Nie wiem co zrobiłaby żona mojego

 przyjaciela, gdyby wiedziała, że nie będzie jej tu dzisiaj miedzy nami

 i przyjmujemy to z taką nieświadomą lekkością, mam nadzieję, że

 poszłaby zjeść do restauracji chińskiej – jej ulubionej. To te

 malutkie, nie zrobione rzeczy najbardziej by mnie bolały gdybym

 wiedział, że moje godziny SĄ już policzone. Byłbym niepocieszony,

że przestałem widywać się z moimi dobrymi przyjaciółmi odkładając to na

 „najbliższy czas”, że nie napisałem listów, które miąłem zamiar posłać

 już jutro. Byłbym niepocieszony i smutny, że nie mówiłem wystarczająco

 często moim braciom jak bardzo ich kocham. Od już i teraz nie staram

 się opóźnić, przeczekać ani wstrzymać niczego co mogłoby wprowadzić

 mnie w dobry humor, dać powód do radości i śmiechu, i każdego dnia

 powtarzam sobie, że dzień dzisiejszy jest wyjątkowy. Każdy dzień,

 każda godzina, każda minuta – nią jest !

No cóż, zostawiam Wam ten tekst pracując do świtu nad programem teatralnym

do „Shirley” w teatrze POLONIA, za chwilę dziś dwa spektakle „Ucho, gradło,

nóż”  itd…..itd…itd….Tracę życie?

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.