07
Wrzesień
2005
06:41

dziennik 2005-09-07 06:41:00

MÓW DOBRZE LUB WCALE. Sokrates z Aten

 

Bardzo lubię tę maksymę, staram się ją stosować od lat, choć „utrudnia” mi to wielu ludzi. Co więcej znam kilka osób, które mówią tylko źle i jeśli nie mają czegoś jadowitego do powiedzenia to się nie odzywają. Kiedy ostatnio słyszeliście, że ktoś się kimś innym zachwycił, chwalił go? Ja –  w poniedziałek podczas wręczenia Januszowi Gajosowi przez Fundację Kultury Polskiej – Nagrody Złotego Berła. Padło tysiące miłych, pochwalnych słów, było bardzo, bardzo miło i serdecznie i chcałabym abyśmy i my, wszyscy tutaj na stronie, przyłączyli się do gratulacji. Wielkich, serdecznych gratulacji. Dodatkowo mamy pełną świadomość, że gdyby nawet ktoś się nadął i pękł, w tym wypadku nic złego, złośliwego, krytycznego by nie wymyślił.

Wielkie, wielkie gratulacje i wyrazy największego uznania i szacunku Janusz, ode mnie i od wszystkich tu na tej stronie.

Pisałam o Tobie wielokrotnie, wspominam Cię często przy okazji różnych moich wypocin. Pozwólcie, że teraz to przypomnę, z tej wspaniałej okazji.

I jeszcze raz wszystkiego wspaniałego dalej.

O JANUSZU GAJOSIE CIĄG DALSZY…….

Nic na to nie poradzę, stał się dużą częścią mojego życia, spędzam z nim wiele czasu, gramy razem, jeździmy razem, są tygodnie w czasie których prawie w ogóle się nie rozstajemy. Jest skromnym, ciepłym, pracowitym człowiekiem. Bardzo go lubię i szanuję.

Nie cierpi, kiedy się do niego mówi, Janek, jeszcze bardziej Janek Kos. Nie lubi jak się wspomina rolę w „Czterech pancernych” jako jego sztandarowe osiągnięcie zawodowe, nie dziwię się, a jednak…..

*

Jechałam niedawno nocą samochodem do domu, jak zwykle słuchałam radia i niespodziewanie wysłuchałam reportażu o psie Szariku. Bez namysłu wykręciłam telefon Janusza a że była głęboka noc nagrałam się na sekretarkę:

– Janusz!!! Wiesz, że Szarik stoi wypchany w gablocie szklanej, w muzeum w Modlinie?!!! Musieli go włożyć do gabloty, bo go głaskali zwiedzający i łysiał?!!!

Mniej więcej po miesiącu poskarżyłam się w jego obecności, że mam głupie telefony, powiedział, że on tez, że niedawno jakaś kretynka nagrała mu się nocą w sprawie Szarika….nie przyznałam się że to ja. Cud, że mnie nie poznał. Musiałam być bardzo przejęta i zmienił mi się głos.

*

Po jakimś czasie jechaliśmy razem samochodem, wieziono nas na występy gdzieś w Polsce. Rano, przed wyjazdem, zobaczyłam przypadkiem w telewizji fragment pierwszego odcinka „Czterech pancernych”.

W samochodzie po długiej ciszy, nagle mi się zapytało:

– Janusz, a ty go znalazłeś w Rosji ?

– Kogo ?

– No Szarika ?

– Tak.

– A dlaczego ?

– Bo byłem w Rosji. Odczep się ode mnie.

– Nie, przepraszam, ale ja nigdy tego pierwszego nie widziałam i dopiero dziś rano, kawałek, i tak mnie to zastanowiło….Taką szarą kuleczkę w śniegu….

– Odczep się.

– Ale, Janusz wyobrażasz sobie ile ty dzieci nauczyłeś kochać zwierzęta? Pamiętasz jak go znalazłeś? Jak go przytuliłeś?

– Wysiadam z samochodu!

– Oj, przepraszam ! Przepraszam!

*

Spektakl w Opolu. Od dawna zamawiany wywiad. Czekają na nas kwiaty, podziękowania że się zgodziliśmy na to spotkanie. Janusz ma rozmawiać pierwszy, ja później jak zrobię charakteryzację, bo niedługo zaczynamy. Z mojej garderoby słyszę jakiś niepokój na korytarzu, jakieś nieporozumienie. Wychylam się, zaglądam. Janusz zdenerwowany. Dziennikarz czerwony, nic nie rozumie. Proponuję mu żeby na rozmowę ze mną przyszedł już po spektaklu.

– Janusz nie denerwuj się. Zaraz wchodzimy na scenę. Uspokój się.

– Ty wiesz jakie on mi zadał pytanie?! A tak długo rozkładał magnetofon, przygotowywał się. Kwiaty przysłał, dzwonił wcześniej cały miesiąc…

– No ale jakie było pytanie?

– „Niech pan powie, ale tak z ręką na sercu, kogo pan wolał Lidkę czy Marusię?”

– Powinien powiedzieć, którą pan wolał, a nie kogo, bo tak jest niepoprawnie….

i uciekłam do siebie żeby nie zobaczył jak się zwijam ze śmiechu.

*

Wychodzimy z restauracji po wspólnej kolacji. Janusz z żoną, ja i moi synowie. Żegnamy się. Moi synowie osiem, dziesięć lat, dobrze ich znają, jeździmy razem na wakacje, całują się na pożegnanie. I nagle coś mi odbija:

– Chłopcy, czy wy wiecie że to jest Janek Kos, z „Czterech pancernych„ ?

Dzieci spojrzały na mnie jak na wariatkę.

– Przestań! Nie wygłupiaj się mamo!

Spojrzeli z niedowierzaniem na Janusza.

– Naprawdę, to Ty Janusz?

– Tak.

*

Janusz tak to jest. Mów, co chcesz. Wszystko wiem. Rozumiem twój ból, ale nic się nie da zrobić. Co więcej, nie możesz na to nic poradzić. Wszyscy wiemy, że zagrałeś piękne, ważne role, w słusznych sprawach, ale ten film i ta rola to fenomen socjologiczny. A historie o kręceniu tego filmu, o tym, co się działo dookoła, opowieści, które czasem można z ciebie wyciągnąć, są nieprawdopodobne. Ta, jak wymyślono, że macie przejechać w mundurach, czołgiem przez Piotrkowską w Łodzi, w celu spektakularnego spotkania z publicznością i w rezultacie uciekaliście piwnicami przed oszalałym tłumem. Albo ta jak wieźliście czołgiem „ Rudy „ grudkę ziemi przez cała Polskę, z miasta do miasta, do Związku Radzieckiego. To wszystko jest warte książki. I nie denerwuj się. A popularność, jaką wtedy miałeś, mieliście wszyscy, nie da się dziś porównać z niczym i z nikim. Powinniście kiedyś to wszystko opowiedzieć póki jeszcze jesteście. A pamiętasz tę panią? – O! Janek Kos! E, ale wolałam pana blondynem!

Przepraszam Cię, Kryśka.

Sieradz 15. 11. 99

No a teraz dobrego dnia dla Was wszystkich i postarajcie się dziś mówić o wszystkim dobrze i nie bójcie się, że wezmą Was za mało oryginalnych czy naiwnych. Wiem, że panuje takie przekonanie – jeśli ktoś myśli i mówi pozytywnie, optymistycznie, prosto, konstruktywnie, jest przez otoczenie odbierany jak głupek, delkiatnie mówiąc.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.