06
Czerwiec
2005
06:06

dziennik 2005-06-06 06:22:00

 

SUMIENIE NĘKA NIEWIELKICH GRZESZNIKÓW. Pitagoras z Abdery

Przez pracę w tym filmie pogubiłam się i z dziennikiem i z remontem teatru i z domem i właściwe ze wszystkim. Mam nadzieję, że będą rezultaty artystyczne. Wypad, na dzień do Sopotu i warsztaty z młodzieżą w ramach Festiwalu Teatrów Telewizji, lekko tylko wytrąciły mnie ze stanu pół snu, pół jawy, z tej roli granej z zamkniętymi oczyma i oddzielającej mnie do rzeczywistości prawie doskonale.

W Sopocie, młodzież, która zakwalifikowała się, poprzez napisane scenariusze i pomysły na realizacje małych scen telewizyjnych, bardzo miła. Z jedenastu scenariuszy w głosowaniu między nimi, w rezultacie wygrały trzy „Lustro” „Bóg” i „Czarne Jeansy” i te trzy zostały zrealizowane. Nie wiem czy młodzież czegokolwiek nauczyła się od nas, ode mnie i mojego męża, czy coś im to spotkanie i ten dzień pracy dał, ale miejmy nadzieję że tak. Czego można nauczyć w dzień? Co można przekazać? Kilka podstawowych prawd przez nas latami sprawdzonych i rad, których możemy udzielić dzięki własnym doświadczeniom i porażkom. Uczestnicy podzielili się na trzy ekipy realizacyjne, każda dostała kamerę, mikrofon, operatora z telewizji i zestaw do montażu, każda z ekip mogła zrealizować swoje scenariusz-marzenie. Myślę, że wszyscy bawiliśmy się doskonale i coś z tego jednak w naszych głowach zostało. Na mnie największe w gruncie rzeczy wrażenie zrobił narkoman stojący i telepiący się w odlocie w śmietniku obok Teatru Atelier, gdzie odbywały się warsztaty. Przez ponad cztery godziny. Wychudzony, nieszczęsny młody człowiek, a właściwie mężczyzna bez wieku, w charakterystycznym narkotycznym tańcu. Biegałam go oglądać i śledzić jego mękę, co chwila i to były moje warsztaty, przerażające, i tak naprawdę to on zostanie na zawsze w mojej pamięci z tego dnia. Nocą powrót do Warszawy we wściekłej ulewie, a niedziela na planie filmowym „Mirona i Jadwigi” z zamkniętymi oczami, jako Jadwiga. Pod powiekami morze, całująca się para na plaży, narkoman w śmietniku, kolor piasku na plaży i morza, przy zbierających się chmurach i Irena Biegańska, o której wciąż nie mogę zapomnieć. Festiwal z reżyserami, gwiazdami, władzami telewizji, gdzieś obok, nieobecny, zupełnie, nie moje miejsce, nie mój świat, nie moje towarzystwo więc go zupełnie nie zauważyłam i nie zapamiętałam. Podobno zresztą telewizja zdecydowała, że będzie od przyszłego sezonu już tylko jedna premiera teatralna w miesiącu, powtórki raz w tygodniu w południe ktoregoś dnia, to tyle, a wakacje bez teatru, powtórek też nie, no i koniec, to jest więc koniec Teatru Telewizji w ogóle, powolny koniec. A ten festwal to bal nad trumną. Kanał KULTURA – alibi na obecność kultury w telewizji publicznej czyli misyjnej – to kanał bez pieniędzy na produkcję, czyli nic nie powstanie nawet tu dla tego pasma, niedostępnego zresztą prawie dla ludzi, nadawanego tak, że mogą go oglądać bardzo nieliczni, garstka. Jak mówią o nim Telewizja Ursynów. Powolny koniec kultury w telewizji publicznej, bo i ilość programów publicystyki kulturalnej ma się drastycznie zmniejszyć.  Do tego wszystkiego partie polityczne ścigające się do wyborów, właściwie wszystkie przeciwko inteligencji i kulturze, nie ma na kogo liczyć. Kultura nie ma partnerów ani obrońców.

Dobrego dnia. I zdjęcia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.