ELEMENTEM BOSKOŚCI W CZŁOWIEKU JEST JEGO DUSZA. Anaksymenes z Miletu
Anaksymenes z Miletu ( 585-525 p.n.e.) – Kolejny przedstawiciel jońskich filozofów przyrody. Za prapoczatek (arche) uzanał powietrze dajace życie. Ono jest siłą, która stanowi o istnieniu materii. Ma w sobie element boskości samej natury. Podkreślał rolę świadomej myśli ludzkiej w etyce. Początki etycznych pogladów i teorii wzięły się właśnie od starożytnych jońskich filozofów przyrody, m.in. od Pitagorasa z Abdery. Ludzie szukali recepty na godne i szczęśliwe życie. Tak powstały rozmaite szkoły oraz nurty (stoicyzm, epikureizm, sceptycyzm, cynizm, cyrenaizm itd.) (Historia filozofii w sentencjach – Marek Niechwiej)
Namówiłyśmy z Marysią moją mamę, a jej babcię oraz Lenkę, Marysi córkę a moją wnuczkę i mojej mamy prawnuczkę, na sesję zdjęciową do Gali z okazji zbliżającego się Dnia Matki. Odbyła się owa sesja dzisiaj. Mama wróciła znudzona, wymęczona, zniechęcona i trochę nieszczęśliwa. Kiedy wracałam z nią do domu, usnęła jak dziecko, a kiedy ją obudziłam pod domem powiedziała do mnie: – „Bardzo wam dzieci współczuję.” Myślała o mnie i Marysi, że takie sesje między innymi, to niby nasz zawód. – „I bardzo podziwiam Lenę, dziecko wytrzymało te straszne męki dzielnie, podziwiam. Ja, pierwszy i ostatni raz! I żebyscie mnie więcej o nic podobnego nie prosiły. Wspólczuję wam! Jaki to ciężki kawałek chleba. A podobno są tacy co to lubią. Biedni ludzie.” A potem kiedy szorowała szczotką twarz, w łazience, tak z kolei mówiła do gosposi:
– Zosiu, co oni ze mną zrobili! Malowali mnie chyba z godzinę albo i dwie, ledwo wytrzymałam! Myślałam, że zwariuję! Czułam się jakby mnie ktoś dusił cały dzień, a oczy zakleił mi plasteliną! A ile tam ludzi, i te lampy noszą, i siedzieć tyle czasu, a potem nieruchomo, mój Boże, jakie to nudne, a męczące!
– A i wyglada pani dużo gorzej niż nie umalowana! Jak jaka lafirynda! Jak to mogą zmienić porządnego człowieka! Kto by to pomyślał!
– No. A te nasze dzieci (znaczy ja i Marysia) tak całe życie…. i cały dzień czasem tak chodzą! Takie zmalowane! Ale to praca! Zosiu! Za żadne pieniądze bym tego nie robiła! A jakie nuuuuudyyyy!
– No wie pani, jak mus to mus. Każda praca inna. Ta akurat taka. Ja też bym wolała prasować z tydzień zamiast raz takie coś musieć zrobić, a wie pani jak ja nie lubię parsować. Dać pani herbatki? Strasznie pani na umęczoną i słabą wygląda.
– Oj tak, Zosiu, z cytryną. Może mi będzie lepiej.
– A zje pani coś ?
– Oj Zosiu z tydzień nic nie zjem, tak mam dosyć. Aż mi niedobrze.
– Niech się pani położy na godzinkę. To pani odżyje.
– Zosiu, nie wyobrażasz sobie, niby nic człowiek nie robił, tylko malowali a potem fotografowali. Od patrzenia na to wszystko mi niedobrze. A przebieraj się, a uśmiechaj a wyprostuj… oj Zosiu….
– No nic. Robię herbatę. No widzi pani, a każdy myśli że to taki lekki chleb… Oj ludzie, ludzie… pofotografowali by się raz cały dzień to by wiedzieli… Pani Krysia to ma w ogóle życie okropne. Ja tak tylko patrzę i myślę sobie, nie daj Boże tak pracować i to co ona robić, nie daj Boże, a Marysia to pewnie nie wiedziała jak za matką szła w to samo, co?
– Nie wiem Zosiu, ale to nie dla noramlnych ludzi. Żeby tylko Lena nie zgłupiała i nie chciała robić tego samego… no ale (i tu mama zciszyła głos) jak oni już od dziecka ją wciągają to wie pani… dobrze że ta Jadzia jeszcze taka malutka, bo i ją by wzięły przed te aparaty i lampy…
– Aaaaa, niech sie pani nie martwi, kto to wie? Może dziewczynki jak dorosną to będą jaki inny, lepszy zawód miały… no… idę po tę cherbatę… każdy sobie ściele jak umie… a potem śpi jak pościele…
Dobrego dnia dla was.