17
Kwiecień
2005
06:04

dziennik 2005-04-17 06:08:00

WODA POSIADA W SOBIE PIERWIASTEK BOSKI. Tales z Miletu

Widziałam. „Miss HIV” w LE MADAME. Podobało mi się. Tekst jest naprawdę niezły, oparty na świetnym pomyśle, bez natrętnego dydaktyzmu, wzruszajacy, przewrotny, napisany z dużą ironią, gorycz i płacz przez uśmiech, bez minoderii, z wyrazistymi postaciami, można by nakręcić z tego natychmiast film. To gotowy scenariusz. Przestrzeń do grania w LE MADAME jest delikatnie mówiąc „okrutna” i dla aktorów i widowni, bliskość i światła niepozostawiające centymetra na jakąkolwiek „magię”, zmuszają do grania „ostatecznego” bez nadziei, że coś będzie wyglądało czy znaczyło inaczej lub więcej. Jest takie nieładne określenie – teatr enwironmentalny, to znaczy teatr, w którym przestrzeń, a nie aktor czy słowo, jest przedmiotem zabiegów twórczych. Tutaj jest to prawie do zastosowania. Ale też aktorzy grają spektakl ze świadomością tego, choć niewątpliwie sytuację tę wymusiła konieczność. Bardzo mi się podobało, że wszyscy i autor tekstu i reżyser Maciej Kowalewski i aktorzy z takim żarem chcą coś powiedzieć, pokazać, zmienić i widza i świat, dobić się do emocji, refleksji, „dodrapać” do nas. Do mnie się „dodrapali”, świadomymi środkami, mimo przeszkód i niedogodności. Ani na moment nie zostałam „na boku”, mimo że prawdziwe łzy na scenie, w takiej bliskości, mnie, po tak wielu latach grania, troszkę krępują, tak jak kiedyś pot na spektaklach Grotowskiego. (Szczegółowe informacje o spektaklu www.misshiv.waw.pl )

Ta wycieczka teatralna uświadomiła mi jeszcze jedno, że wszelkie inicjatywy teatrów alternatywnych, tworzonych poza formalnymi strukturami teatralnymi mają wartość nieocenioną. Żywość tych spektakli, energia, zapał, ich „ostateczność”, poszukiwania, są właściwie nie do spotkania, w teatrach instytucjonalnych.

Dla Was dobrego dnia. Spędzam teraz tak dużo czasu oglądając Polskę zza okien pociągu lub samochodu. Moje codzienne podróże do Łodzi za tydzień skończą się premierą. Ale kto by tam na to zwracał uwagę. Polska nadal wstrojona flagami z dodatkiem czarnej krepy i kiru, na prawie na każdym domu, wszystkie kapliczki przydrożne, krzyże, ubrane w kwiaty, światełka, wstążki żałobne, a wiosna jakby tego nie widziała, przyszła jak na bal. Poszycie lasów pełne białych kwiatków, pąki pękają z trzaskiem, ptaki jak oszalałe, a zieleń ta pierwsza, najpiękniejsza, zwycięża wszędzie. Ludzie na działkach, w ogrodach, w sklepach ogrodniczych, na polach traktory i pracujący ludzie. Nikt już nie chodzi do teatru ani o nim myśli. Wiosna, matury, a zaraz komunie. Kto by tam wchodził do tych ciemnych, zakurzonych sal, pachnących pudrem o zapachu starej zasuszonej róży. Czas może na teatr uliczny, polny, leśny, ogrodowy, parkowy….? Czas na radość…

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.