09
Kwiecień
2005
07:04

dziennik 2005-04-09 07:01:00

* * *

Śniłem, że Papież w komży tak skrwawionej

Aż narodową barwę miała – stał w progu

I czekał milcząc by mu otworzono…

Dom był bez okien. Drzwi jak wieko grobu

Lecz nie wiadomo skąd było wiadomym

Że w środku coś chrobocze, pełga jak westchnienie

Jak kamień niedobity…

                                    Wreszcie otworzenie

Nadeszło. Rozłamały się wrota z łoskotem

I Papież wszedł do środka. I wybiegł z powrotem

I wracał i wybiegał w sutannie dźwigając

Obłamiki które były ciałem jego kraju

Układał je mozolnie mrucząc – O, ten kamień

Bardzo wyraźnie ma Wawelu znamię

A to od Częstochowy kawałek ołtarza

A to ździebełko Narwi…

                             Świat za nim powtarzał

Skrzypiące nazwy i popróbował skleić

Tak jak być powinno. Lecz nie po kolei

Nie podług prawdy było, bo sens był złamany

I przed narodów okiem kraj nieznany

Odradzał się tak straszny, że każdy się wzbraniał

Dotknąć palcem i sprawdzić jego Zmartwychwstania.

                                                                                 Ernest Bryll ( 1983)

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.