BĘDĄC SOBĄ – BĘDZIESZ SZCZERY. Tytus Lucretius Karus
Tytus Lukretius KARUS ( 98-55 p.n.e.) – Filozof i poeta, autor sześciotomowego dzieła „O naturze wszechrzeczy”. Zwolennik filozofii atomistycznej, podobnie jak Demokryt. Przejął sposób na życie zaczerpnięty od Epikura. Zwalczał zbędny, jego zdaniem, strach przed śmiercią. Dusza ( materialna) umiera wraz z ciałem. Człowiek sam sobie jest bogiem, panem losu. Kształtuje rzeczywistość poprzez rozum i wolę. Godność ludzka zawiera siew filozofii, która stanowi najwyższy wytwór człowieka. „Historia Filozofii w sentencjach” Marek Niechwiej
Bądź sobą! Tę maksymę przyjęłam jako własną dawno, u progu dorosłości. W połowie okresu liceum. Będąc uczennicą Liceum Plastycznego, spotkałam się tam z tyloma indywidualnościami i wsród profesorów i wśród uczniów, z tak wieloma zachwycającymi, urzekającymi mnie ideami i plastycznymi, i stylistycznymi i życiowymi, że przez pierwsze lata oglądałam, słuchałam, chłonęłam, zachłystywałam się wyobraźnią, odwagą, pomysłami innych i… zaczęłam mieć kompleksy, że nie umiem, że mniej rozumiem, że nie nadążam, że jestem mniej kreatywna, zbyt pospolita, zbyt zwyczajna, mam za małą i banalną wyobraźnię, jestem za mało „szalona” Pamiętam że „cierpiałam” że było to mój problem. A potem pewnego dnia, gdzieś tak w połowie trzeciej klasy zrozumiałam po pierwsze, że takich rzeczy nie można się nauczyć, nie można robić na siłę, wynikają one z naturalnej potrzeby i albo są albo ich nie ma, zaczęłam patrzeć na siebie, swój świat wyobraźni, skojarzeń spokojniej i przychylniej, na swoje malarstwo, rysunki, pomysły, a potem pewnego dnia postanowiłam być zwyczajnie sobą, w pełni świadomie, z ulgą, a potem tuż zaraz już i z rodzącą się przyjemnością. Kiedy kończyłam liceum byłam ze sobą pogodzona, nic nie udawałam, prostota i własne zdanie, zaufanie i poleganie na sobie, było moją dewizą i tak w takim stanei ducha poszłam paradoksalnie na egzamin do szkoły teatralnej, „szkoły udawania”. Przeszłam całe studia, początki zawodowe wyznając tę dewizę, a potem zdobyłam technikę i już świadomie kiedy chciałam mogłam być kimś innym, jeśli to było potrzebne zawodowo, ale zawsze „wychodziłam” od „siebie”. Prywatnie trzymam się tej zasady kurczowo, pazurami, i dzięki temu z najtrudniejszych sytuacji wychodzę zwycięsko, bo nic nie udaję. To wielka ulga i siła nie wstyadzić się być sobą i nie starać się nic udawać. I warunek sine qua non we wszelkich działalniach artystycznych. Zrozumiałam to i doceniłam niezależność z tego płynącą bardzo, bardzo wcześnie.
Wczorajsze samoorganizujące się uroczystości imieninowe przeszły moje wszelkie oczekiwania, dom był pełen spontanicznie przybywających gości i członków rodziny, od rana do późnej nocy, a ja czuję dla wszystkich wielką wdzięczność. Ściągnęli wczoraj z odruchu serca, tłumnie, bez zastanawiania się i radośnie. Śmialiśmy się tak, że do teraz boli mnie kręgosłup! Od śmiechu! Jestem bardzo wdzięczna.
Dobrego dnia.