15
Luty
2005
13:44

dziennik 2005-02-15 13:44:00

PRAWDA NIE LUBI DŁUGO CZEKAĆ. Seneka Młodszy

Jestem na nartach jak już wspominałam. Jest tu ze mną kilka osób dorosłych i chmara dzieci. Dzieci w wieku od sześciu do dziewiętnastu lat. Moja dawna znajoma z Polski teraz mieszkająca w Szwajcarii z dziewiętnastoletnią córką. Znajoma rozpacza i milczy, córka jej zdaniem „niewłaściwie” się zakochała, więc wywieziona tutaj ma się zastanowić i ochłonąć przed ostateczną decyzją, dziewczyna od rana do zmierzchu jeździ z zaciętymi ustami na nartach i także milczy. Matka, choć oszczędnie, jednak rozmawia z nami wszystkimi, córka zupełnie nie, na śniadania przychodzi z zapuchniętymi od płaczu oczyma. Początkowo próbowaliśmy żartować z całej sytuacji, ale po pierwszym spojrzeniu dziewczyny, spojrzeniu pełnym sztyletów w nas wycelowanych, szybko się wycofaliśmy i przeprosinom nie było końca. Na moją próbę rozmowy, odwróciła się do mnie plecami i tyko warknęła – Przestań, to nie twoja sprawa… Przestałam. Na lodowcu zamieć, prawie nie ma widoczności, minus 21 stopni mrozu i wiatr wali jak wściekły, wszyscy nawet najodważniejsi, najlepiej jeżdżący wycofują się po pierwszych próbach zjazdów, zakochana spada głową w dół, w białą szalejącą przepaść, bez wahania, na zatracenie. My w schronisku na herbatami i rosołami, ona biczuje się tą burzą, matka połyka łzy razem z rosołem, kreci głową i powtarza, ona wcale nie jeździ tak dobrze…

Przypadkowo, wciąż szukając polskiego tekstu do teatru, tekstu opisującego młodą Polkę – Europejkę, jej problemy, stan umysłu i historię, przeczytałam właśnie książkę „Paris London Dachau” Agnieszki Drotkiewicz i choć książka mi się nie bardzo podobała, narzuca się porównanie tamtego tam opisywanego cierpienia z powodu rozstania, porzucenia jako obóz koncentracyjny jak piszą w nocie wstępnej, z tym tu cierpieniem rozstania młodej miłości. Swoją drogą czytam książki młodych Ukrainek, Białorusinek, Rosjanek, Czeszek, Serbek, Chorwatek, Bułgarek, bo chciałabym cyklem małych spektakli opowiedzieć o młodych kobietach z tej części świata, z Nowej Europy, i znajduję w tamtych krajach książki interesujące, historie, wyznania, dające się uogólnić i traktować jako reprezentatywne, tu u nas, nie trafiłam na taką kisiążkę, wszystko tu jakby skrojone na miarę, zbyt wymyślone, pretensjonalne, udawane… może źle szukam, pewnie tak, ale im więcej tego „polskiego młodego” czytam, coraz bardziej jestem tym zdumiona i zaskoczona. Nie znalazłam książki z prawdziwej potrzeby, wszystkie skrojone na chwilowy sukces i podług mody obowiązującej w tym momencie. Nie ważne, nie o tym w tym momencie, to mój problem, muszę znaleźć jakiś polski tekst, i chyba skapituluję i sięgnę do pisarek i kobiet bardziej dojrzałych. Nie ważne. Wracając do naszej zakochanej – rozdzielonej z ukochanym, determinacja i ból zdaje się być godny wielkiej tragedii. Szekspirowskiej.

Matka mówi do mnie tak:- Przecież wiesz, co to zły wybór, jakie to ważne, z kim przyjdzie spędzić życie, z kim się decyduje mieszkać, żyć i mieć dzieci, to najważniejszy wybór w życiu, on decyduje o wszystkim, bardziej niż wykształcenie, kariera, środowisko, wszystko inne. To ten człowiek, decyduje o jakości i wartości życia. Przecież to wiesz. Czy dziwisz się ze tak rozpaczam? A ten pan, na pewno nie jest dobrym wyborem, jestem więcej niż pewna, tylko jak ją o tym przekonać, jak jej to wytłumaczyć?

Nie da się – odpowiadam. Musisz ich namówić na okres próbny, albo, jeśli twierdzi że to miłość jej życia i jest dorosła, musi wziąć odpowiedzialność, a ty ich zostaw w spokoju. – Przecież ona jest jeszcze niedojrzała, to dziecko, a on jest dużo straszy, wie, co robi, to cynik, z przeszłością, wyrachowany i okrutny, to nie może być dobrze – „mantruje” ona. – Skąd wiesz? – pytam. – Wiem! – odpowiada i płacze. Wczoraj przez drzwi ich pokoju, słyszałam jak „zakochana” krzyczała: – Kocham go! Kocham go bardziej niż ciebie i ojca. Niż wszystkich na świcie. Umrę bez niego! To moje życie! Chcę je przeżyć po swojemu! Nie proszę was o pozwolenie, bo i tak z nim będę, wbrew wam, wbrew, wszystkim i wszystkiemu. Nie możecie mi zabronić! Kocham go bardziej niż siebie! Nic na to nie mogę poradzić! Stare jak świat. Tak częste, że banalne do mdłości… Jak się skończy? Jej matka jest pewna ze źle, ja mniej. Zobaczymy. Tak historia jest tak tu na tych wakacjach obecna, że sprowokowała i wczorajszy mój zapis wspomnienie historii o przebiegu odwrotnym, o rezygnacji z miłości, dla matki. Tak, tyle, że tamta wczorajsza pani ma lat czterdzieści pięć, a ta mała dziewiętnaście, a to różnica. Żal mi tej małej. Jest rzeczywiście za młoda. Rozumiem jej matkę, ja też bym szalała. To naprawdę najważniejszy wybór w życiu. Takie życie, jaki partner, nie ma inaczej, no chyba, że rozwód, samotność w związku, rozgoryczenie, upokorzenia, poczucie nieszczęścia, a bywa, że i coraz niższa samoocena i zmarnowana młodość a potem życie. Tak często czytałam, słyszałam powiedzenie – „zmarnował jej życie”, „zmarnowała mu życie”- nie rozumiałam go kiedyś, dziś wiem jak dramatyczne rzeczy się za nim kryją. No nic. Oby ta mała była szczęśliwa. Oby przeczucia matki, ojca, rodziny i znajomych były fałszywe. Oby.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.