POŚRÓD WIELU NIESZCZĘŚĆ UCZYMY SIĘ SZTUKI MILCZENIA. Seneka Młodszy
Sztuka milczenia. Jaka to trudna sztuka. Ja uczę się jej, od kiedy weszłam jako dziecko w pierwsza przedszkolną społeczność i marny był ze mnie uczeń. Dziś mam ponad pięćdziesiąt lat i wiem, że milczenie przetrwa każdy spór, jak mówią filozofowie, i potrafię milczeć, kiedy chcę, ale nauczyłam się tego siłą a nie dobrowolnie. Prawdą jest też to, że do milczenia trzeba dorosnąć.
Co jakiś czas, raz na kilka lat, robię porządek z wizytówkami które dostaję od ludzi. Zbiera się ich stosy w moich szufladach. Kiedy je przeglądam i wyrzucam niepotrzebne, za każdym razem uderza mnie to jak szybko większość z nich traci aktualność. Jak chimerycznie toczą się losy ludzi. Wczoraj nazbierało się ich w koszu, przygotowanych do spalenia ze dwie setki. Ilu ludzi. Ile zmian. I u mnie i u nich. To przeważnie wizytówki związane z zawodami, funkcjami, instytucjami, prywatnych kart wizytowych mało i te zwykle dalej aktualne, ale te też budzą niepokój i chęć, aby się skontaktować i zapytać czy wszystko w porządku. Wśród wielu innych kilka wizytówek ludzi, którzy już nie żyją, te obracałam dłużej w ręku, a decyzja rzucenia ich do stosu przeznaczonego na spalenie była zbyt symboliczna jak na mój gust. Kilka wizytówek spalę raz na zawsze, nie chce mieć z tymi ludźmi nic wspólnego. Wiele przypomniało mi zdarzenia, sytuacje, miejsca.
Ja sama mam karty wizytowe, których głownie używam, kiedy wysyłam kwiaty czy dołączam do przesyłek, kiedy naprawdę ich potrzebuję, na co dzień, nigdy ich nie mam w torebce, za granicą, wśród nowych obcych ludzi, którym wypada się na ich, przez nich ofiarowaną wizytówkę zrewanżować tym samym. Wiecznie piszę na skrawku papieru czy gazety kontakt do siebie i tak już zostanie, nigdy nie będę pamiętała o takich „drobiazgach” drobiazgach może to lepiej, nikt mnie wyrzuci na stos „ do spalenia”. Biały kartonik z imieniem nazwiskiem i kontaktem, bez napisu – aktorka. Właśnie. Funkcje i tytuły na wizytówkach. Forma. Wizytówki ze zdjęciem, na błyszczącym papierze, czerpanym, na plastiku, na korze drzewa, kolorowe, z pomysłami. Wizytówka świadczy o człowieku i o firmie także. Kiedyś w dowód uznania i sympatii pewien pan, specjalista- producent od wizytówek chciał mi ofiarować w prezencie zrobienie moich wizytówek czerwonych, na materiale z meszkiem jak mówił ze złotymi literami, podziękowałam i uciekłam z przerażenia…..
Dobrego dnia. Idę spalić nieaktualne wizytówki ludzi i firm. Hoteli, do których już nigdy nie pojadę, zakładów fryzjerskich, w których się nigdy nie uczeszę, przelotnych znajomych, z którymi nigdy się nie spotkam, dyrektorów, którzy już zmienili zajęcie, reżyserów, którzy gdzieś przepadli, impresariów, po których ślad zaginał, szefów festiwali, domów kultury, burmistrzów miast, urzędników, redaktorów, dziennikarzy, lekarzy, scenografów, producentów, architektów…czas płynie i wszystko się zmienia. Zabawne jest to, że mam tylko chyba ze dwie wizytówki aktorów, żadnej malarza, jedną rzeźbiarza, ze cztery muzyków….wolni, niezależni artyści nie zostawiają śladów, nie robią interesów, nie dbają o to że ich nikt nie znajdzie „w razie czegoś”, nawet nie interesują ich formy grzecznościowe- wizytówkowe…. .
Dobrego dnia.