MŁODZI CHĘTNIE SŁUCHAJĄ GORSZYCH RAD. Seneka Młodszy.
Ten Seneka mnie rozczula. Są tacy co nigdy nie słuchają rad, ani gorszych ani lepszych, nawet kiedy są młodzi. Na przykład, jeden z naszych kotów Wewiur. Zawsze był niezależny, ponad radami i wszystkim dookoła, wiedział swoje i lepiej niż wszyscy.
Muszę dziś o nim, bo w nocy, kiedy czytałam w cichym śpiącym domu, przyniósł mi w prezencie mysz. Prezent. Przypomniał o sobie w swój cichy spokojny sposób. Dzieliłam swoje życie i domy z kilkoma już kotami, ale ten jest „ najskromniejszy”. Cichutki, osobny, samotnik, znikający w zakamarkach domu na całe dni, zjawia się w najmniej spodziewanych momentach i siada żeby towarzyszyć nam przez moment, przyjrzeć nam się, popatrzeć i na nowo znika. Czasem przychodzi żeby porozmawiać, dziwnym gardłowym mruczeniem formułuje jakieś spokojne wypowiedzi, trzeba mu dopowiadać wtedy on rozgaduje się na dobre i na każde słowo ma kilka mruknięć połączonych z kręceniem głową i spokojnym inteligentnym spojrzeniem. Jak już ma ochotę na pogaduszki, i wdzięcznego rozmówcę, to może je ciągnąć w nieskończoność, ale nigdy nie posuwa się do większych zażyłości i kiedy rozmówca w naturalnej konsekwencji bliskiej rozmowy chce go pogłaskać , wstaje, wstrząsa swoim wielkim futrem i odchodzi majestatycznie nie oglądając się. Nie bardzo lubi być dotykany, co jest trochę dziwne, bo koty przeważnie przepadają za tym. Nasze wszystkie koty dzieliły się na takie, które odchodziły od domu, nawet daleko, wałęsały się po ogrodach, dalekich nawet zakątkach, i te najczęściej pewnego dnia nie wracały, i takie, które nie wychodzą poza obręb naszego ogrodu. Wewiur, bo tak ma na imię nasz bohater, z powodu, że jest rudy, kiedy był młodszy „wychodził”ale pewnego dnia wrócił z rozdartym całym futrem na brzuchu, musiał być uśpiony, zszywany, leczony i od tego dnia nie rusza się z ogrodu na krok. Przyniosłam go kiedyś do domu od państwa Bryllów – kot od poetów – oznajmiłam- potomek irlandzkich przodków urodzony już w Polsce z nieprawego łoża– postawiłam go w kuchni na podłodze, był mały, miał dwa, trzy miesiące, spokojnie siedział, przyjrzał się nam wszystkim z zimna krwią i kamienną miną, potem powoli wstał, machnął ogonem i sobie poszedł majestatycznie wgłęb domu. I został. Kot flegmatyk. Jest z nami już pięć lat, zawsze niezależny i niezbyt towarzyski, czasem tylko zbiera mu się na niespodziewana czułość, w stosunku do któregoś z domowników, albo do któregoś ze zwierząt. Najbardziej lubi naszego domowego psa Oskara, co jakiś czas przybiega, co jest zdumiewające, bo Wewiur, nie biega, nie przyspiesza kroku ani żadnej czynności, nigdy i z żadnego powodu, tak więc, nagle niespodziewanie przybiega i ociera się o Oskara, poczym wykłada się przed nim na plecy. Trwa to chwilę, podnosi się z odzyskaną w memencie godnością i znika. Tak samo zachowuje się w stosunku do nas domowników. Za każdym razem wybiera sobie kogoś innego. Odkąd Wewiur jest u nas, nie domykamy szaf ani szuflad , bo to jego ulubione miejsca odpoczynkowe. Najczęściej śpi na pólkach ze swetrami, w szufladzie z szalikami i czapkami, w szafce miedzy starymi scenariuszami, szafie łazienkowej w ręcznikach, albo w sobie tylko znanych dziurach, to jego miejsca. Kiedy wracam nocą do domu , on zawsze wyrasta skądś jak spod ziemi w ogrodzie, odprowadza mnie do domu, do łazienki potem do łóżka i znika. Nie wiemy czy coś do nas czuje, albo cokolwiek go z nami łączy, ale właśnie tak jak tej nocy, co jakiś czas przynosi nam prezent w postaci martwej upolowanej przez niego myszy. Ja boje się tych myszy panicznie i drę się zwykle jak opętana, błagając żeby ją ktoś sprzątnął, on spokojnie słucha tego nieruchomy, jak z kamienia patrzy na moją histerię za każdym razem z wyrozumiałością, po czym po jakimś czasie jak już się na mnie taka zdenerwowana napatrzy, odwraca się i powolnym krokiem odchodzi, niewzruszony. Od kiedy przeczytałam w jednej książce o kotach, że takie prezenty do wyraz najgłębszej miłości ze strony kota i znak zaufania i przyjaźni, staram się histeryzować ciszej i nie kieruję pretensji do niego bezpośrednio tylko ot tak ogóle w przestrzeń. Bardzo go lubię, choć nie mam z nim takiego porozumienia jak z innymi, poprzednimi kotami, które towarzyszyły mi w kąpieli, łowiły moje nogi w wodzie w wannie, czy sypiały ze mną w łóżku. On jest kotem osobnym i tajemniczym, ale nie tajemniczym groźnie jak Putin- rosyjski kot niebieski, jego poprzednik, tajemnica Wewiurka jest dobrotliwie uśmiechnięta, kocia zwykła tajemnica. Poza tym on umie się uśmiechać, i to bardzo wyraźnie. W domu jest jeszcze jeden kot, Syjam, zezowaty Napek, ale ich drogi rzadko się krzyżują, żyją sobie tu osobno, choć czasem szukają się nawzajem i nawołują błądząc po domu. Napek, to kot Jędrusia, naszego syna, śpi z nim, przychodzą rano razem na śniadanie, siedzi koło jego komputera popołudniami, taki kot, co to się lubi przytulić, a Jędrek go ciągle głaszcze, więc go nie odstępuje. Wewiur ma dużo więcej godności i patrzy na Napka z pogardą.
Piszę dziś o Wewiurze, bo wzruszył mnie swoją myszą, to tak jak ktoś, kto jest obok, zawsze, nie rzuca się w oczy, nie mówi, pozornie niczego się nie domyśla, do niczego nie wtrąca, niczego nie domaga, a potem pewnego dnia w tym jedynym momencie, po cichutku i niespodziewane ściska nas na moment za rękę i daje znać że wie i rozumie wszystko. Nieśmiało, bez zabierania czasu i narzucania się, ale ot tak, za to w tym momencie naj, najważniejszym.
Dobrego dnia. Dom bez kota to nie dom, mówiła moja babcia. Musi być kot i bijący zegar, inaczej domu nie ma, ogień pod kuchnią to przeżytek.
Dziś ostatnie MĘSKIE- ŻEŃSKIE i znów, podczas kiedy pan Małysz skacze. No trudno, w każdym razie życzę panu Adamowi serdecznie zwycięstwa.
Dobrego dnia.