24
Styczeń
2005
07:36

dziennik 2005-01-24 07:36:00

CHWALEBNE JEST CZYNIĆ TO, CO NALEŻY, A NIE TO, CO WOLNO. Seneka Młodszy

Sztuka daje szczęście. Obcowanie ze sztuką, daje sens. Przepraszam za te górnolotne i pretensjonalne zdania, ale jestem dziś w tak dobrym nastroju! Widziałam wczoraj wieczorem w Operze piękne, zjawiskowo piękne i wduszające przestawienie, jedno z kilku najpiękniejszych jakie udało mi się zobaczyć w życiu – „Potępienie Fausta” Hektora Berlioza w „totalnej” reżyserii Achima Freyera. Totalnej reżyserii, bo jest on autorem i dekoracji i koncepcji świateł i kostiumów, słowem jedna ręka nad całością, ręka wspaniała, talent i wyobraźnia porywająca. Pan Freyer jest także malarzem i świat, który udało mu się stworzyć, świat zakorzeniony mocno w malarstwie, w historii malarstwa także, olśniewa uroda, ale także ilością skojarzeń i wiedzą o sztuce światowej … Wspaniałe, wspaniałe, a do tego precyzyjne czułe w detalach, drobiazgach, szczegółach, dopracowane do ostatniej kreski, barwy i dźwięku. Orkiestra nadzwyczajnie grająca, prowadzona przez pana Jacka Kasprzyka przepięknie z wielką czułością z tak zachwycającymi pianami, w takiej harmonii ze śpiewakami w brzmieniu i dynamice że zatyka i kiedy się tego słucha – gorąco w żołądku z przyjemności nie opuszcza… Śpiewane po mistrzowsku. Pan Adam Kruszewski jako Mefistofeles doskonały, Małgosia Walewska po prostu nadzwyczajna, nadzwyczajna. Gdyby ktoś nie wiedział, kto się tak darł na sali – to ja, to ja się tak darłam po jej ariach i podczas braw końcowych, na widowni. To brawo!- to ja. Tylko Faust pozostawia niedosyt, pan Marcello Bedoni, o głosie pięknie brzmiącym, ale na tę partie chyba zbyt delikatnym, szczególnie przy naszych śpiewakach, którzy brzmią pełnie i pięknie, troszkę szkoda, za to piękny w geście, w rysunku w postaci.

Przepraszam za wymądrzanie się, za oceny, do których może, szczególnie, jeśli idzie o operę jestem nieuprawniona, ale piszę na gorąco to, co czuję, a zachwyconemu do granic wdzięczności widzowi należy wszystko wybaczyć!

Wspaniałe, piękne, wyjątkowe przedstawienie, które zachwyca i nie bierze się znikąd, ma głębokie korzenie w kulturze i daje poczucie absolutnej pełni.

Jeszcze o Walewskiej. Małgosia jest można powiedzieć moją przyjaciółką, czy serdeczną koleżanką, jestem admiratorka jej talentu i sztuki od dawna, wczoraj znowu przed spektaklem pytała czy mam chusteczkę, bo zawsze, kiedy ona śpiewa ja płaczę. Miałam i płakałam, wzruszyłam się ale tym razem nie siła, temperamentem, dynamiką i ruchliwością jej głosu, zachwyciłam się czułością, delikatnością i „pianami”, które brzmiały w tej wielkiej Sali z precyzja laserową. Uwielbiam jak ona śpiewa, jej barwa głosu jest po prostu zjawiskowa, siła interpretacji i jej temperament zawsze mnie porywa, ale przede wszystkim jej serce i świadomość tego, co gra i o czym śpiewa. Wczoraj mnie obezwładniła, doskonałością. Nie przypuszczałam, że może brzmieć tak czule, tak delikatnie, tak do końca w piano dotkliwie i zmysłowo. Nie wiem, co pisać, jakich słów użyć, wybaczcie zachwyconemu człowiekowi… Jestem szczęśliwa. Egzaltowanie, ale szczęśliwa. Wdzięczna losowi ze mnie zaprowadził na takie przedstawienie, dał mi ten wieczór.

Dobrego dnia. Zamieszczam jakieś zdjęcia z programu ale one tylko psują obraz tego pzedstawienia i jego urody….

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.