28
Grudzień
2004
07:50

dziennik 2004-12-28 07:50:00

 

PRAWDĘ NALEŻY MÓWIĆ JEDYNIE TEMU, KTO CHCE JEJ SŁUCHAĆ. Seneka Młodszy.

Wczoraj w kolejce spotkałam dwie czytelniczki mojej strony. Kolejka była długa, czekałam na prześwietlenie z moim psem. Te panie czekały na wynik prześwietlenia ich psa. Wokoło było wielu czekających ze swoimi zwierzętami. Atmosfera, jak zwykle u weterynarza, była serdeczna. Moim zdaniem w takich miejscach spotykają się zwyczajnie zupełnie wyjątkowi ludzie. Każdy wchodzący mówi „dzień dobry” i się uśmiecha, każdy wychodzący mówi „do widzenia” i życzy wszystkim pozostającym wszystkiego dobrego. Wczoraj ludzie życzyli sobie dobrego roku 2005. Nikt się nie denerwuje, nikt nie przepycha, ludzie rozmawiają, uśmiechają się do siebie i zwierząt, pocieszają i zwierzęta i ich właścicieli, interesują się problemami chorych i cierpiących, pytają właścicieli o doświadczenia i szczegóły. Właściciele pupilów rozpromieniają się, odpowiadając a jeśli jakiś pies jest wyjątkowo zdenerwowany i warczy na koty czy inne psy, wywołuje to u innych tylko uśmiech zrozumienia i sympatię, a właściciel przeprasza za przyjaciela stokrotnie.

Tak więc, spotkałam w kolejce ludzi i zwierząt, dwie panie z przyjacielem, pudlem staruszkiem, który po złamaniu nogi, gipsie i rehabilitacji ma z tą nogą dalej jakieś problemy. Panie najpierw zapytały mnie, co dolega mojemu psu, bo, jak ma na imię, wiedziały, co mnie zdumiało – reumatyzm albo zapalenie stawów, trzeba prześwietlić – odpowiedziałam, a potem panie przyznały się, że czytają regularnie mój dziennik internetowy i mają wielkie zastrzeżenia i żal, bo jest w nim za mało o zwierzętach…rozumieją, że nie chcę pisać o dzieciach, ale o zwierzętach przecież mogę…

No więc dobrze…

Oskar- mój ukochany osobisty piesek. Osobisty, bo wybrał mnie sobie sam wśród domowników, uznał, że należy do mnie, nie odstępuje mnie ani na krok, kiedy jestem w domu, a kiedy mnie nie ma, przeczekuje ten czas na swoich kanapach, głównie przesypiając czas moich nieobecności. Ma dwie wiklinowe wygodne kanapy – jedną w kuchni, a drugą w chłodniejszym miejscu, na półpiętrze schodów, świetnym punkcie obserwacyjnym, z którego można śledzić życie i domu i podwórka. Ma swoje miski zawieszone na stelażu, żeby nie musiał się schylać (jednak to, moim zdaniem, reumatyzm i jest meteopatą), ma swoje ulubione trzy poduszki na tych kanapach, poduszki czerwone, w kształcie serca, czerwone i miękkie, swój ulubiony serial w telewizji, na który przychodzi do pokoju mamy. Serial nazywa się chyba „Moda na sukces”, a w tej chwili emitowany jest 3987 odcinek i mam nadzieję, że go nie skończą aż do jego śmierci, bo by się zapłakał.. no i ma mnie, i czekanie na mnie jako główne zajęcie życiowe. Jest łakomy, gruby, leniwy i egoistyczny i z tym wszystkim mu dobrze, a my to akceptujemy i nie mamy do niego o te przywary żadnych pretensji. Jego rozrywką jest zabawa z moją mamą i gosposią w podkradanie kotom i zakradanie się do mojego łóżka, żeby tam się przespać w ciszy i spokoju. Dłuższe spacery kończą się u niego bólem nóg, kuleniem i potem długim leżeniem na kanapach, więc teraz na starość ogród jest jego światem. W ogrodzie jest szefem, mimo że są jeszcze inne dwa psy, ogrodowe – Jagódka i Rita, ale to Oskar tam rządzi i pilnuje porządku. Kotom więc nie wolno „rozwalać się” byle gdzie, a już na pewno nie na schodach przed domem, ptakom nie wolno siadać na trawniku, a już na pewno nie sójkom. Z wronami, krukami gania się w berka, odchorowuje to potem, ale je goni. I każdy dzwonek do bramy jest dzwonkiem w jego mózgu. Wypada, ujadając na cały świat i okolice, biegnie przestraszyć i odgonić gościa albo stanąć na środku wjazdu i własnym ciałem obronić i nas i dom i ogród przed wjeżdżającym samochodem. Jeśli samochód się go nie boi i mimo to powoli wjeżdża, Oskar dostojnie, na sztywnych nogach, biegnąc środkiem przejazdu, prowadzi go do domu, ale to on wyznacza tempo podjazdu, a w każdym razie wcale się nie śpieszy, nie reaguje na trąbienia, ponaglania i ostrzeżenia, nie schodzi z drogi, nawet się nie ogląda za siebie. Rowerów do ogrodu nie wpuszcza w ogóle, a listonosze, panowie z gazowni i inkasenci za światło muszą być wprowadzani dodatkowo przez mamę, bo Oskar gryzie ich po łydkach przy każdym kroku w kierunku domu. Mogłabym pisać o nim i pisać opisywać jego godny żywot w naszej rodzinie, ale nie sądzę, aby to było szczególnie atrakcyjne lub oryginalne, większość psów tak się zachowuje, ma takie nawyki i bardziej lub mniej są do siebie podobne. Drżenie serca wywołuje tylko to, że co jakiś czas przywleka się do mnie rano, kulejąc i piszcząc i wtedy wiem, że prosi o pół tabletki przeciwzapalnego i przeciwbólowego leku, bo znów ma atak, a raz na miesiąc nie wstaje wcale i wtedy musimy jechać do lekarza po ratunek bardziej radykalny. Ostatnio zagrał u mnie w serialu i ciężko to przeżył, ale choć ostatnie zdjęcia były ponad rok temu, do dziś, kiedy wyjmuję samochód z garażu, na wszelki wypadek sprawdza, czy on też przypadkiem nie jedzie do pracy, z psiego, szczerego i bezinteresownego poczucia obowiązku. Kiedy widzi aparat fotograficzny, także z poczucia obowiązku, jak to pies aktorki, przybiega i siada gotowy do pozowania, mnie już zupełnie nie można sfotografować w domu bez niego, bo on do tego zwyczajnie nie dopuszcza, szczególnie, kiedy aparat jest w ręku profesjonalisty, a nie domownika, a ja wciąż się zastanawiam, skąd on wie, że jedne zdjęcia są ważniejsze, a inne można opuścić?…. Oskar ma już 10 lat, ale jakieś dziedziczne skłonności do chorób stawów i kości, jest bardzo schorowany, wydaje się starszy, niż jest w rzeczywistości i każdy jego gorszy stan, przyprawia mnie o lęk ….Jest zazdrosny o wszystko i wszystkich, a najbardziej o dzieci, i to te najmniejsze, na każde słowo pieszczotliwe i skierowane do dziecka reaguje nerwami i wpycha się na siłę, aby zebrać śmietankę czułości i serdeczności. Jak wszyscy wiemy, psy żyją krócej, dużo krócej od człowieka i sama myśl, że pewnego dnia…. Dlatego pieszczot mu nie żałujemy i nie mówimy więcej o przyszłości. W Wigilię złożyliśmy mu wszyscy życzenia długiego życia w zdrowiu i podzieliliśmy się z nim z kotami i psami ogrodowymi, zielonym opłatkiem dla zwierząt.

Życzę dobrego dnia i w dziale FELIETONY zamieszczam felieton o Oskarze napisany kiedyś, kiedy jeszcze mój dzisiejszy podmiot liryczny był młodszy i zupełnie nie był chory. A może to brak jego aktywności życiowej, opisywany w felitonie, spowodował jego dzisiejsze zdrowotne problemy?

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.