04
Listopad
2004
09:11

dziennik 2004-11-04 09:55:00

A CHOŚBYŚ MIAŁ ŻYĆ JESZCZE TRZY TYSIĄCE LAT ALBO I DZIESIĘĆ TYSIĘCY RAZY DŁUŻEJ, PAMIĘTAJ, ŻE NIKT INNEGO NIE TRACI ZYCIA NAD TO , KTORYM ŻYJE, A INNYM NIE ŻYJE ZAD TO , KTORE TRACI. NAJDŁUŻSZE WIĘC RÓWNA SIE NAJKRÓTSZEMU. Marek Aurelusz

 

Długa nocna rozmowa z taksówkarzem.

ON: – Pani to musi być heterą w domu!

JA: – Dlaczego pan tak myśli?

ON: – Nie myślę jestem pewien. Ale ja nie mam nic przeciwko. Moja żona wszystko wie lepiej i ja się jej słucham.

JA: – Hetera a …”wie lepiej”… to duża różnica.

ON: – Nie…no wie pani …są takie kobiety… ja to lubię….Jestem z moją żona 11 lat i bardzo sobie chwalę, ile to by człowiek w życiu głupot narobił jakby nie ona.

JA: – A to zupełna rewelacja! Pierwszy raz spotykam mężczyzna, który mówi takie rzeczy z radością. To wyznanie wiary w kobiety!

ON: – Bo proszę pani ja strasznie moją żonę kocham. Ale to moja druga żona.

JA: – A co było z pierwszą? Nie sprawdziła się czy pan się zakochał w tej drugiej?

ON: – Nie, poszła sobie z moim najlepszym kumplem, i do niego to nawet nie mam pretensji, tylko, że ją potem zostawił. Nawet chciałem do niej wrócić, bo mieliśmy syna, ale wie pani, takie rzeczy się już nie dają naprawić. Potem w złości bym jej wypominał i tak dalej, lepiej było już się nie schodzić.

JA: – Tak, takich rzeczy i słów się nie zapomina, w ogóle trzeba uważać, co się mówi, słowa bolą najbardziej, bardziej niż czyny…a rany szarpane wie pan jak się goją….

ON: – No. No….No i tak jest lepiej. Zresztą ona ma teraz męża i jest dobrze, tylko syn się ode mnie odwrócił.

JA: – Dlaczego?

ON: – A bo ona go źle nastawia….To jest zwykła suka…..zazdrosana. Sama nie zje i innemu nie da.

JA: – Innemu – to rozumiem pana drugiej żonie?

ON: – Tak wie pani, to, od kiedy mamy dziecko …ma 4 latka, dziewczynka, taka sama jak moja żona, bardzo ja kocham….Ale może pani chce spać? Nie będę pani zawracał głowy?

JA: – Nie, nie proszę bardzo… to ciekawe.

ON: – Bo wie pani, tak nie ma, komu tego powiedzieć, a ja tak lubię o niej mówić. Ale co? Kumplom nie powiem, bo by mnie wyśmiali…

JA: – Jak się poznaliście?

ON: – Wie pani, byłem długo sam, i nie powiem… z kwiatka na kwiatek, byłem strasznym sukinsynem wtedy, potrafiłem wyobraża sobie pani, kobietę w sobie rozkochać i od razu rzucić, z zemsty za żonę….. Aż mi czasem głupio było…. Rozumie pani?

JA: – Staram się.

ON: – Ale jak tę moją zobaczyłem to jakby piorun we mnie strzelił! Zakochałem się od razu!

JA: – Od pierwszego wejrzenia? Myślałam że to w życiu nie istnieje…Spojrzał pan i pan się zakochał? Jak w bajce?

ON: – Tak! Jak Boga kocham! Najpierw z wyglądu, no a potem rozmowa, taka delikatna, niedługo, może z dziesięć minut…ale mówię pani… jak choroba mnie trafiło! Nie zauważyłem i było po wszystkim…

JA:- No i co pan zrobił? Od razu jej pan to powiedział?

ON: – Umówiłem się na następny dzień, niby niezobowiązująco, ale ona nie przyszła…

JA: – No i co?!!!

ON: – A nic, czekałem sześć godzin!

JA: – Liczył pan na to że się spójnia ? Sześć godzin?

ON: – Nie. Nie wiem. Zgłupiałem, nie wiedziałem ani jak się nazywa, ani gdzie mieszka,ani nic, tylko wiedziałem że studiuje czy coś…no i nic nie mogłem zrobić tylko czekać. No, bo co miałem zrobić? Ale wiedziałem, że k…się nie ruszę z miejsca żeby mnie zabijali…umrę tam a nie odejdę…

JA: – To bez sensu!…No i co i przyszła? Po sześciu godzinach?

ON: – Przyszła! Bo myślała, że mnie już tam nie będzie! I tu ją miałem! No i od tego momentu nie odpuściłem! Poszedłem z nią do domu, na siłę, żeby wiedzieć gdzie mieszka, potem wlazłem do niej do domu, niby na chwilę żeby jej pomóc coś tam przesunąć, a…szafę, no i jak tam wlazłem to już nie wylazłem do dzisiaj! 11 lat! I mówię pani nie żałuję ani minuty! A jest HETERA!

JA: – Ale co to znaczy hetera? To negatywne określenie….

ON:- A niech będzie, jakie chce. Wie pani ona ma studia, a ja nie…ale ona nie ma pracy a ja pracuję…Wie pani…ale to ona mi wszystko radzi jak zrobić, no i potem dziecko…no mówię pani!….Jestem taki zadowolony! ….Dlaczego pani się śmieje?

JA: – Bo pierwszy raz spotykam takiego zadowolonego. To zabawne. I jeszcze w dodatku żeby tak o tym mówił o tym zadowoleniu…

ON: – A gdyby pani wiedziała jak ja się jej boję! Jak przeskrobię to dziwonię do niej do domu wyczuć jak moje akcje …no wie pani? Tak ją wybadać…

JA: – Ale, jak co przeskrobię?

ON: No, bo ona mi czasem źle coś poradzi…jak na przykład z tym samochodem, ona kazała kupić inny, inny jej się podobał, a ja kupiłem ten…Miesiąc się nie odzywała….a wie pani na taksówkę to musi być, wie pani jaka bryka? Klient nie pojedzie byle jakim z wyglądu…a ona się piekliła że za drogi, i że zwariowałem, że srebrny….

JA: – No i co potem przyznała panu rację?

ON: – Tak, choć wie pani na początku jak go kupiłem, to tylko dziecku kupowaliśmy jeść, dziecko miało wszystko, a my oboje to kawał czasu suchy chleb … no bo spałacałem dług u kumpla….ale potem dało radę…

JA: – A ona dalej nie pracuje?

ON: – Gdzie pójdzie? Do sprzątania, po studiach? Albo na warzywny? Nie pozwolę….

JA: – No to co będzie dalej?

ON: – Jak dziecko odchowa….to się zaczniemy rozglądać . Już ona tam coś wymyśli. Nie tam byle, co…ona już tam cos wykombinuje,…ale mówię pani, jak wracam do domu to aż mi się chce zyć….a może pani by do nas na kawę przyszła? Ale by się ucieszyła!

JA: – Nie, przepraszam, dziękuję ale nie, pójdę od razu spać w hotelu, jest za późno…..

ON: – To wie pani tak zrobimy…..

Zaczął wykręcać numer, była 23;00 …..Halinka ?! Słuchaj wiozę panią Krysię Jandę, wiesz, mówiłem ci, wjeżdżamy już do Poznania. Jak będę przejeżdżać koło nas to zatrąbię i wtedy wychyl się to ona ci pomacha…Zgadza się pani, pani Krysiu?

JA: – Oczywiście.

Kiedy przejeżdżaliśmy koło bloku gdzie mieszkali, zatrzymaliśmy się bo żona Halinka stała na chodniku przed blokiem i czekała na nas. Przywitałyśmy się.

JA: – Gratuluje pani.

ONA: – Czego?

JA: – Wszystkiego. Życia, dziecka, męża….

ONA: – A to głupek! Naopowiadał pani, że mnie kocha i jak się poznaliśmy?!!!! To głupol!

Potargała mężowi włosy jednym pieszczotliwym ruchem ręki, a on zaczerwieniał się, albo mi się wydawałoby już było naprawdę ciemno, ale mruknął z zadowolenia, to pewne.

ONA: – No już, odwieź panią i zjeżdżaj już z miasta do domu. Zarobiłeś we Wszystkich Świętych to już kończ na dzisiaj. A jaką mieliście drogę? Tłok, co?

JA: – Dobranoc.

ONA: – Niech pani pozdrowi pan Kondrata.

ON: – Halina! To ja ci się nie podobam? Ja ci nie wystarczę?

ONA: – Oj ty głupku! Ty głupku!!!

Odjechaliśmy.

Dobrego dnia.  

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.