WEJD¬ W SAMEGO SIBIE, WE WNĘTRZU CZŁOWIEKA MIESZKA PRAWDA. św. Augustyn.
Tak, Augustynie, ale jak postępować kiedy niespodziewane, po wejściu w samego siebie, tam gdzie dawno nie byliśmy, ostatni raz przyjmijmy w latach dumnej i bezkompromisowej młodości, rozejrzymy się i okaże się, że prawda jest okropna?
Zmagam się z rolą Piątkowskiej ze scenariusza „Wróżb kumaka” i dawno zmagania nie były dla mnie tak skomplikowane. Zmagam sie zresztą dość chaotycznie, rozum i przyzwyczajenia zawodowe, sposób myślenia przy budowaniu roli po przeczytaniu scenariusza, który się zwykle sprawdzał mówi mi jedno i to właśnie miałam zaplanowane, a w trakcie grania, przekora i instynkt zaczął mnie prowadzić w inną stronę.
Mam poza tym wrażenie, że na zapisie postaci którą mam zagrać, zaważyła wiedza że ja to będę grała, szczególnie w wersji zdominowanej przez niemieckiego scenarzystę, i tak pewnego rodzaju bezczelność, zbytnia prostolinijność, ocierająca sie o złe wychowanie itd, itd, ten stereotyp mnie przypisywany i ktory został po moich pierwszych rolach, znanych na świecie. Z drugiej strony, sumuje się pojęcie i Grassa, i scenarzystów o polskiej kobiecie…pali papierosy bez przerwy, pali na ulicy, nie pyta o pozwolenie gdziekolwiek wchodzi, zadaje pytania i formułuje zdania w bezpardonowy, niedelikatny, prawie chamski sposób… co chwila odzywa się we mnie protest i szukam sposobów jak zrealizować zapis scenariusza a jednocześnie sie bronić, nas bronić, reperezentować kobietę Polkę na ekranie. Są tam dwie Polki, Ja, i Iwonka, pół kurewka, Erna to postać specjalna, Gdańszczanka… no nic, z takimi problememi się zmagam… wizerunek polskiej kobiety… reprezentacja jej postawy, sposobu bycia, wrażliwości, inteligencji na tle tej historii… problem dla mnie bardzo, bardzo ważny… O czym jest ten film, o czym opowiada? Chciałabym aby moja rola opowidała o tym, że ludzie mogą zrealizować wszystko, najtrudniejsze, niemożliwe, jeśli pomaga im miłość, uczucie… Scenariuszowa charakterystyka mojej postaci mi w tym nie pomaga, trudno jest zdobyć sympatię widza realizując precyzyjnie te uwagi, zachowania i słowa. Muszę myśleć o sobie, o mojej roli ze specjalną troską, film opowiada o innych, większych, pozaindywuidualnych sprawach… A znów, jak zawsze, aktor ze swoja rolą jest sam, nawet jeśli ma koło siebie reżysera, z ktorym idą w jedną stronę i walczą oboje o to samo.
No nic… zagrać budzące się uczucie, trudne, uczucie ludzi w naszym wieku… Matthias, mój partner, mówi że już pocałunki na ekranie są problematyczne w naszym wykonaniu… Uważam na oczy, oczy są najważniejsze, oczy, aby fotografowała się myśl, intencje, a nie stan, proces a nie rezultat… No nie ważne…
Piszę o tym bo o tym myślę…
Dobrego dnia. Dziś zdjęcia z planu, część przeze mnie zrobionych, a część mojego zięcia, który odwiedził nas z aparatem na palnie, podczas scen kreconych w kościele – pierwsze sceny filmu…
Na koniec żart, ktory wczoraj usłyszałam, troszkę a propos, no może nie wprost:
Mąż wysłał żonę na ulicę. Powiedział – kochanie nie mamy z czego żyć, zapłacić za komorne, światało, nie mamy za co wyksztłacić i utrzymać dzieci, jesteśmy oboje bezrobotni, musisz nas ratować. Trudno, idź, będę na ciebie czekał, a potem zapominimy o tym…. Po pierwszej nocy na mieście, żona wraca i przynosi 88 złoty i 16 groszy. Zdumiony mąż ogląda i liczy pieniądze. – Dlaczego taka dziwna końcówka, 16 groszy? – pyta. Żona na to: – No, bo różnie dawali 3,50, 8,20, 5,10… różnie…