CZŁOWIEK SAM SIEBIE NIE POTRAFI USZCZĘŚLIWIĆ, A CHCIAŁBY WSZYSTKICH.św. Augustyn.
Z wielką przyjemnością zawiadamiam że wczoraj tj. 12 września 2004 roku, odbyła się pierwsza premiera Teatru Narodowego w Kaniach. Były to „Sceny z życia letników” wg.„Letników” Maksyma Gorkiego w adaptacji i reżyserii Andrzeja Domalika.
Aktorzy przybyli na próby już z rana, w dobrych nastrojach, przygotowani merytorycznie jako że wcześniej, tygodniami, telefonicznie i w rozmowach indywidualnych reżyser dbał o ich komfort i świadomość wszelkich aspektów powierzonych zadań. Przybyli z nauczonym tekstem i częściowo skomponowanymi kostiumami, nad którymi jeszcze podczas prób pracowała administrator Teatru, scenograf i kostiumolog tego wystawienia, Ewa Markowska (prywatnie także współwłaścicielka teatru). Próby przebiegły w atmosferze niewymuszonej i w harmonii, nie licząc drobnego incydentu między reżyserem a jego żoną, obsadzoną w roli Warwary Michajłownej (adwokatowa), aktorka-żona ( Ewa Telega) postanowiła grać Warwarę pijaną i zgorzkniałą ponad zamierzenia autora, jak uznał mąż-reżyser, a niektóre z kwestii akcentowała zbyt prywatnie, jak choćby zdanie „Być twoją żoną to znowu nie tak wielki zaszczyt, jak się tobie wydaje….to bardzo wątpliwy zaszczyt…”
Choć były jeszcze inne małżeństwa w obsadzie, ( Pan Zamachowski (Włas) i pani Justa (Kaleria)), do podobnych incydentów nie doszło, w każdym razie nie publicznie, a udział (gościnny) aktorki spoza okolic, Beaty Fudalej (Sasza służąca) i jej bezkompromisowe podejście do zadania, wszystkich postawiły w stan gotowości i absolutnej chęci współpracy. Próby fragmentu całości, rozmowy pomiędzy Basowem (Jerzy Radziwiłowicz) i Susłowem (Grzegorz Warchoł), zakłóciły telefoniczne wiadomości o niespodziewanych dolegliwościach brzusznych dziesięcioletniej letniej córki tego ostatniego i natychmiastowe szukanie pomocy lekarskiej, ale mimo tych przeszkód ten fragment przedstawienia nabrał nadzwyczajnego znaczenia a monolog Basowa o inteligencji, zabrzmiał niezwykle aktualnie i z pełną mocą.
Publiczność życzliwa i ściśle wyselekcjonowana, wywodząca się z okolic, przybyła o czasie i przedstawienie odbyło się z wielkim sukcesem, mimo zapowiadanego na to popołudnie deszczu. Co więcej, po zdaniu „Ładna pogoda dzisiaj” wypowiedzianego przez Pana w Kapeluszu (Daniel Olbrychski), wyszło niespodziewanie słońce, i wszyscy i realizatorzy i publiczność uznali że jest to głęboko przemyślany efekt zrealizowany przez autora koncepcji światła, Edwarda Kłosińskiego, tym bardziej zdumiewający że zrealizowany z Moskwy, gdzie przebywa artysta. Po przedstawieniu odbyły się liczne wyjaśnienia i gratulacje, zachwytom i aplauzom nie było końca, podano kawę i cukry w altanie, a Rada Artystyczna Teatru, zebrała się na gorąco, aby omawiać kolejny tytuł szykowany na przełom jesieni i zimy. Uznano przede wszystkim że dalsza działalność Teatru Narodowego w Kaniach, rokuje wielkie nadzieje, ponieważ ten kierunek, ta strona podwarszawskich okolic, obfituje w wielką ilość wybitnych twórców, reżyserów, aktorów, scenografów, muzyków, pisarzy, poetów i przedstawicieli wszelkich innych dziedzin artystycznych, a jak się wczoraj okazało wielu z nich ma najróżniejsze, niezwykle atrakcyjne pomysły które zgłaszali na gorąco, lubo telefonicznie, jako że wielu z nich nie mogło, z powodu innych obowiązków, uczestniczyć we wczorajszym wydarzeniu. Sezon artystyczny 2004/2005 zapowiada się więc atrakcyjnie, co cieszy, szczególnie że powodem zawiązania przedsięwzięcia pt. Teatr Narodowy w Kaniach, było nadejście listu do aktora Jerzego Radziwiłowicza, zaadresowanego nie mniej ni więcej tylko w ten sposób: „ Jerzy Radziwiłowicz. Teatr Narodowy. Kanie. ul….” co po obejrzeniu listu, wszystkich artystów i spotykających się już od dawna w niedzielne popołudnia w celach towarzyskich i tylko takich, zdumiało i pobudziło do działania. Życzę i jako uczestnik i widz przyszłych spektakli Teatrowi Narodowemu w Kaniach, wielu sukcesów łącząc z nim osobiste wielkie ambicje.
Zamieszczam adaptację Andrzeja Domalika, którą wczoraj zaprezentowano, z wielką przyjemnością, dla wiedzy państwa, oraz program z obsadą i wybranym cytatem z Gorkiego, jak również serwis pierwszych zdjęć. Potem niestety musiałam się zająć graniem i dokumentowanie wydarzenia przejęli inni, miedzy innymi widzowie także, ale zdjęcia na razie nie nadeszły, więc pokażę je w innym terminie.
Co do recenzji ze spektaklu, czekamy na nią, będzie ją pisał sąsiad z Pęcic Małych, Krzysztof Materna i już zapowiada że będzie ona naśladowała styl obecnie nam panujących bezlitoście krytyków, czyli zamierza się rozprawić z nami ślepo, ostro i bezkompromisowo, tak, że spodziewa się potem mimo że będzie ona zamieszczona tylko w małomiasteczkowej prasie, że będziemy skamleć liżąc jego ręce…..Zobaczymy….być może, szczególnie że artyści którzy grają i tworzą nie dla zarobku a dla przyjemności, to ludzie całkowicie bezbronni i nadmiernie wrażliwi na oceny.
Dobrego dnia.
LETNIKÓW
wg „Letników” M. Gorkiego
osoby:
Maria Lwowna- lekarka ( Krystyna Janda)
Warwara Michajłowna – adwokatowa ( Ewa Telega)
Kaleria – siostra adwokata Basowa ( Ola Justa)
Basow Sergiej Wasilewicz – adwokat (Jerzy Radziwiłowicz)
Susłow Piotr Iwanowicz – inżynier ( Grzegorz Warchoł)
Włas – brat żony Basowa, malarz ( Zbigniew Zamachowski)
Sasza- służąca ( Beata Fudalej)
Pan w kapeluszu- (Daniel Olbrychski)
xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Warwara Nudno..
Kaleria Jak w naszym życiu..
Warwara Ale mężczyznom jest wesoło..Dużo wypili i teraz opowiadają sobie nieprzyzwoite anegdoty…Ja też wypiłam.. ale.. nie rozbawiłam się..Przeciwnie.. Gdy wypiję kieliszeczek mocnej wódki, jestem bardziej poważna..żyć mi trudniej..chciałabym popełnic jakieś szaleństwo..
Kaleria Wszystko jest pogmatwane..niejasne..wszystko przeraża..
Warwra Co przeraża?
Kaleria Ludzie..Niepewni są wszyscy..Nie kocham nikogo, nie chce kochac..I umrę jako śmieszna stara panna..
Warwra Przestań..Tak smutno…
Kaleria ¬le żyjemy..
Na werandzie pojawiają się Baso i Susłow. Podchodzą do szachownicy z niedokończoną partią..
Warwara Tak..źle..Nie rozumiem tego naszego zycia, życia ludzi kulturalnych…Wydaje mi się pośpiesznie sklecone..jak budy na jarmarku..Kiedy czytam uczciwe ,odwazne ksiązki, wydaje mi się, że wschodzi płomienne słońce prawdy….Lód topnieje..
Kaleria Dlaczego nie rzucisz męża? To taki wulgarny typ, na co on ci potrzebny? Rzuć go, idź się uczyć..zakochaj się..tylko odejdź..
Warwra To brutalne..
Susłow Biorę laufra…
Basow Kraj nasz przede wszystkim potrzebuje ludzi pozytywnie ustosunkowanych do świata..
Susłow Biorme laufra..
Basow Zabieraj laufra..Trzeba być pozytywnym..Mizantropia, przyjacielu,zbędny luksus..
Susłow Szach królowej..
Basow Przegapilem..
Susłow Jeśli czlowiek filozofuje, to przegrywa…
Z ogrodu, z bukietem,do Własa, który stoi za sztalugą podchodzi Maria Lwowna.
Maria Niech pan wyjedzie..niech pan jedzie jak najprędzej, mój drogi..Niech pan pracuje, odnajdzie swoje miejsce w życiu..niech pan będzie odważny, nie ulega nigdy przemocy życiowych małostek..Jest pan – miły, i kocham pana..Tak, tak, kocham pana..
Basow wytrzeszcza oczy, Susłow usmiecha się znaczaco..
Ale panu to niepotrzebne, a dla mnie straszne..nie wstydzę się tego powiedziec – straszne..Pana milość szybko minie, a ja..im dłużej, tym mocniej kochałabym pana..I wszystko skończyloby się bardzo śmiesznie, nawet trywialnie – w każdym razie – smutno..
Włas Nie.. przysiegam pani..
Maria Niech pan nie przysiega..
Włas Minie miłośc.. zostanie szacunek..
Maria To za mało dla kobiety, która kocha..No i jeszcze jedno..Wstyd mi żyć życiem osobistym.. może to śmieszne, chore uczucie, ale w naszych czasach wstyd jest żyć życiem osobistym..I niech pan pamieta : w cieżkich chwilach, gdy będzie panu potrzebny przyjaciej – proszę przyjść do mnie.. będę czekała..Żegnam…
Maria dosiada się do Kalerii i Warwary..I przeżywa…Najprawdopodobniej –
pije..Basow wstaje, chce coś powiedzieć..
.
Maria Milczeć..Milczeć..Ani słowa..!
Basow Surowo…
Warwara Siergieju, przestań..Obawiam się, że powiesz coś trywialnego..
Basow Przecież nic jeszcze nie powiedziałem…
Warwara W ogóle powinieneś mówić mniej..I choć raz zastanowić się nad tym , co robisz, i choć raz posluchać tego, co otobie mówią..
Basow O mnie..? Jestem wyższy ponad to..Niech mówie wszystko, co chcą..Tylko dziwi mnie, że ty, Wariu, ty, moja żona..
Warwra Być twoją zona to znowu nie tak wielki zaszczyt, jak się tobie wydaje..to bardzo watpliwy zaszczyt…
Susłow Spokojnie, spokojnie..Przecież.. my , droga Warwaro Michajłowno, jesteśmy ludźmi skomplikowanymi..Taki los inteligencji..
Basow Inteligencja – to nie my ! Jesteśmy czymś innym..jesteśmy letnikami w naszym własnym kraju.. przyjezdnymi ludźmi..Kszątamy się się szukając wygodnego miejsca w życiu..nic nie robimy i odrażająco dużo gadamy…
Warwara Sam jesteś tego najjaskrawszym przykładem….
Maria I ogromnie dużo jest klamstwa w naszych rozmowach..I żeby ukryć przed innyni nędze duchową, stroimy się w piekne frazezy, w tanie madrosci książkowe.. Mówimy o tragiźmie życia, a tak naprawdę – nie znamy go..Lubimy narzekać, skarżyc się , jeczeć…
Basow I wystarczy! Niech się pani zdobędzie na to, żeby milczeć..Należy milczeć o swioich skutkach..Przecież umiemy milczeć wtedy, gdy jesteśmy zadowoleni z życia..Każdy z nas pochłania w samotnosci swoją część szczęścia, a swoje zmartwienie, każde nic nie znaczące draśnięcie serca wynosi na ulicę, pokazuje wszystkim i krzyczy, i płacze o swoim dramacie na cały świat..Wyrzucamy za swych domów odpadki i zatruwamy nimi powietrze miasta.. w ten sam sposób wyrzucamy z naszych dusz wszystko, co jest nędzne i przykre, by je rzucić po nogi innym..Kto nam dał to złe prawo zatruwanie ludzi okropnym widokiem naszych wrzodów..?
Kaleria Brawo…! Należy się zdobyć na to, żeby milczeć…
Susłow Pan skończył..?
Basow Tak..A ja chcę państwu powiedzieć, Ze Kaleria Wasiliewna uprzejmie zgodziła się odczytać swój wiersz..
Kaleria Nie mogę, naprawdę nie mogę…
Susłow W taki razie, pozwolą państwo, że ja przeczytam…
Bierze ze stołu jedną z kartek…Czyta skromnie, ale z uczuciem…
Dech jesieni goni je w swym biegu
Coraz niżej z niebios chłodnych gór
Piękne płatki opadają śniegu
Jak drobniutkie martwe kwiecie z chmur..
Krążą płatki ponad ziemią chorą,
Brudną i zmęczoną, pełną grud.
Tkliwie pod łaskawą, czystą kołdrę biorą
Ziemski poczerniały smutny brud..
Czarne, zamyślone ptaki, głodne…
Martwe stoją drzewa, krzaków chór..
Białe i milczące płatki chłonne
Opadają z niebios zimnych gór…
Basow Przemiłe..
Maria w zamyśleniuPiękne płatki opadają śniegu
Jak drobniutkie martwe kwiecie z chmur…
Włas Ja również ukladam wiersze i też chcę je przeczytać!
Warwra Czy to jest konieczne, Własie?
Basow Ciekawe zawody…
Susłow Jeżeli zabawne, to koniecznie!
Maria Przypominam panu…Niech pan będzie soba..! (do Własa)
Następuje cisza..Skupienie..Celebracja – te sprawy..
Włas Chcę państwu pokazać, jak lekko i łatwo – zaśmiecić człowiekowi głowę wierszmi..Bardzo łatwo..Uwaga..
Mali człowieczkowie po ojczystej
Mojej ziemi chodzą..Cóż za nuda!
Chodzą i szukają miejsca smętnie,
Gdzie przed życiem im się schować uda.
Wszyscy pragną taniutkiego szczęścia
Ciszy i wygody, i sytości,
Chodzą – wszyscy skarżą się i jęczą
Ci bezbarwni tchórze, kłamcy prości.
Małe i kradzione myśli w główkach,
Modne, piękne słówka każdy powie –
Pełzną brzegiem życia po cichutku
Jak zamglone cienie – człowieczkowie..
Wszyscy czują się zażenowani…
Susłow Proszę teraz mnie, bezbarwnemu człowiekowi, odpowiedzieć na ten..przepraszam..ale sam nie wiem, jak nazwać ten rodzaj twórczości…Ale..zresztą..nie będę komentaował, Własi Michajłowiczu..Zwrócę się wprost do źródła pańskiego natchnienia…do pani, Mario Lwowno!
Maria Do mnie..? To osobliwe…Ale słucham…
Włas Proszę bez trywialności…
Basow Cierpliwości młodzieńcze..W milczeniu aż do dziś znosiłem pańskie wybryki..Chcę powiedzieć, że jeśli my żyjemy nie tak..
Włas Co pan tam bredzi..
Basow Przede wszystkim człowiek. A potem wszystkie inne głupstwa…Będę żył tak jak chcę!!
Ogólne zdumienie..Basow naciska kapelusz i wychodzi..A za nim – lojalnie Susłow..
Włas Otóż zawsze wiedziełem, że jesteście poprzebierani..Dopóki będę żył, będę zdierał z was Lachmany, pod którymi chowacie wasze kłamstwa..waszą pospolitość..
Maria Niech pan przestanie..To bezcelowe..
Warwra Nie..Niech słuchają…Drogo się płaci za mówienie prawdy..Oni wypaczyli moją duszę, zatruli mi całe życie..Nie mam sił..nie mam czym żyć…Odejdę…
Kaleria A ja..? Dokąd ja mam pójść..?
Włas I co robić taeraz..?
Maria Uspokój się..Wszystko to jest takie drobne, przyjacielu..i ludzie, i zdarzenie..Nalej mi wina! Wszystko to jest takie błache, mój drogi…
Włas A co z nami..?
Maria Nic…Będziemy spokojnie żyli dalej….
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Komorów wrzesień 2004