DLACZEGO PRAGNIESZ SPRAWIEDLIWŚCI, KTÓREJ SAM UNIKASZ? św. Anzelm z Canterbury.
Nie mogę się pozbierać. Wracam jak z wojny, jak z dalekiej wyprawy. Rodzina się śmieje ze mnie i twierdzi że milczę i jestem dziwna jak kobieta w połogu po ciężkim porodzie, która odwraca głowe na łóżku szpitalnym do ściany, ktora jeszcze dodatkowo musiała zostawić nowo narodzone dziecko pod opieką nieznajomych. Przesadzają w tym wyśmiewaniu się ze mnie ale cień tego jest.
Aby nie wdawać się w niepotrzebną dyskusję i nie zaczynać nowych tematów oto przepis na ciastko pt. ANTYSTRES które było pieczone i podawane w bufecie Teatru Muzycznego w Gdyni.
CIASTO:
GÓRA CIASTA:
Jajka + cukier + stopiony tłuszcz + mąka z proszkiem do pieczenia – wymieszać i wyłozyc na blachę, na to jabłka pokrojone w ósemki posypane cynamonem. Góra: Wszystko razem ugnieść i ułożyć ciasto na jabłkach.
To było pyszne, ale czy z tego przepisu wyniknie to co jadłam nie wiem. Przepis zapisała mi pani która co dzień to ciasto piekła, a dla praktyków sprawy są jasne i nie wymagają wyjaśniania „oczywistości”. Te oczywistości dla nich, są dla nas, rzadziej podejmujących wyzwania kulinarne, niewyjaśnialną tajemnicą. Jedna z cioć mojego męża kiedy wyszła za mąż, zadzwoniła po kilku dniach małżeństwa do swojej matki z dręczącym ją pytaniem, skąd się bierze ten płyn w zupach… ja mam podobne problemy, staram się dojść do rozwiązań, używając rozumu ale najczęściej mi się nie udaje, bo gotowanie z rozumem i chłodną analizą przyczynowo skutkową, zależność ingrediencji z rezultatami po wykonaniu czynności kulinarnych, jest niewytłumaczalna i nie ma w sobie nic z logiki.
Dobrego dnia. I opowiadajcie dziś tam pięknie w Gdyni wieczorem, o Janosiku, ci co mają opowiadać.
Na wystawie impresjonistów w Gdańsku, zachwyciłam się w niedzielę do zwariowania obrazem Raoula Dufy „Czerwony koncert” ale zgubiłam gdzieś katalog z tej wystawy, który zresztą kupiłam specjalnie dla was i nie mogę tego obrazu wam pokazać. No trudno, może jeszcze znajdę….
Dobrego dnia.