05
Sierpień
2004
07:08

dziennik 2004-08-05 07:47:00

DUSZA ROZUMNA ŁĄCZY SIĘ Z CIAŁEM DLA UKONSTYTUOWANIA GATUNKU LUDZKIEGO. św. Tomasz z Akwinu.

 

Wczoraj przyjechali Górale, dołączyli do obsady „Szkła” i jak zwykle razem z ich przyjazdem i obecnością i na próbach i wśród nas, wszystko się zmieniło… weszli do Teatru, jak zwykle ze śpiewem i zabrali serca wszystkich, od pani portierki poczynając… Mogłabym godzinami opowiadać historie które mnie sama śmieszą do łez, związane z naszymi pierwszymi „Góralami” grającymi w warszawskiej wersji „Na szkle malowane”, potem z tymi grającymi w częstochowskim „Szkle”… Mogłabym opisywać noce, szalone godziny spędzone z nimi po próbach, spektaklach, opowieści, wspólnege śpiewanie, kolędowanie w okresie świąt. Kiedy przyjechali do Częstochowy, zespół „Siwy dym” miasto było ich nagle pełne, gdziebym nie weszła mówili: – Byli tu pani Górale, śpiewali.

Wczoraj poznałam „Nowy skład Górali do Szkła”. Przywiózł ich i zaprosił do spektaklu gdyńskiego Franek Seman. Franek członek zespołu „Krywań”, autor słynnego już dziś brzmienia tego zespołu i autor wszystkich kolejnych aranżacji do moich spektakli, kierownik muzyczny wszystkich jego wersji. Nowi weszli jak juz wspomniałam do teatru śpiewając a ja kiedy ich usłyszałam poczułam wzruszenie i ulgę, wiedziałam z doświadczenia, że to oni, mimo że ich nie znam, zdejmą mi z pleców połowę moich „energetyzujacych zespół” działań… Poszłam ich przywitać: – Panowie, jestem reżyserem tego przedstawienia, nazywam się Krystyna Janda, tak bardzo na panów liczę!!! Odpowiedzieli:- Tak! Już my się bili w pociągu!!!! No i koniec. Zespół w śmiech, oni zadowoleni a ja odnalazłam w tym momencie znajome „espri”. Po dwóch godzinach próby byli z zespołem teatru już zaprzyjaźnieni, kompletnie.

– Wie pani dlaczego oni się pobili w pociągu? – zapytała młodzież z zespołu – pobili się bo jeden drugiemu powiedział że mu nie stroi altówka! Po próbie, Górale popodeszli do mnie i oświadczyli że mają „malutki” problem, nie mogą być we czwartek na próbie generalnej, pierwszej z publicznością. Myślałam ze mdleję.

– Dlaczego nie możecie?

– Musimy zagrać w knajpie jednemu gościowi – oświadczyli.

– Coooo!!???? To jest Teatr! To niemożliwe! Musielibyśmy odwołać generalną. To jedynak jest generalna z publicznością! To jest TEATR!

– Teatr! Teatr! A co niby takiego teatr? My musimy, bośmy obiecali Gościowi! On ma bar tu na plaży. Niedaleko. Skokniemy i zagramy. A o której zaczyna się ta próba?

– O 19.00.

– No to my tu trochę pogramy i tam wyjdziemy na ósmą…

– Nie!!!! Nie możliwe!!! To TEATR!!! Bez was nie możemy grać! Na sali będzie kilkaset osób, nie rozumiecie tego??? Wiecie co to teatr? Byliście kiedyś w Teatrze?!!!

– O cholerka, no to będziemy musieli z gościem porozmawiać- odpowiedzieli spokojnie, i jestem pewna że nie słuchali moich słów i słowo TEATR przeszło przez nich niezauważone, bez wrażenia, a konieczność rozmowy z przyjacielem restauratorem z plaży, wyczytali z mojego stanu i reakcji.

Pamiętam jak dziesięć lat temu po premierze „Szkła” warszawskiego, kiedy już byliśmy w dozgonnej przyjaźni z członkami zespołu Krywań i dodatkowymi zaangażowanymi Góralami, kiedy ich nauczyłam że na scenie to tak i tak i to i to, że na przykład nie wolno patrzeć na mnie w trakcie spektaklu (w warszawskim „Na szkle malowane” grałam Anioła i pilnowałam z tych pozycji kazdego przedstawienia), kiedy wytłumaczyłam im że nie wolno tez na scenie w trakcie grania pytać mnie o rożne rzeczy prywatnie, jako reżysera, pytać po zaśpiewaniu solówki czy było dobrze, zachowywać się i rozmawiać prywatnie itd. itd. itd. pewnego dnia zaczęliśmy nasz spektakl nagrywać to telewizji. Do rytmu pracy w teatrze już nasi pupilkowie się przyzwyczaili, ale telewizja… jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz… Piotrek Majerczyk chyba najbarwniejsza posatać, góral z Rabki, góral bagienny, jak go przezywali, drugiego dnia nagrania nagle wstał podczas ujęcia i zaczął wychodzić.

– Piooootrek! Wracaj! Jest ujęęęcieeee! – zaczęłam krzyczeć.

– A ja p……! Odekciało mi się teatru! Wolę deski strugać!!!!- i naprawdę z trudem przekonaliśmy go że musi przynajmniej dokończyć to ujęcie ze wszystkimi. To nie teatr, to telewizja! – usprawiedliwiali przed nim sytuację aktorzy, co mnie doprowadzało do wybuchów śmiechu, bo jakby to było jakieś wytłumaczenie a dla niego różnica. Piotrek jest nieprawdopodobnie zdolnym skrzypkiem, dziś jest „gwiazdą”, grał w wielu zespołach, ze Zbigniewem Namysłowskim wielokrotnie, a wszyscy zapamiętali go z niezliczonych reklam piwa do których był angażowany jako góral nad górale, w każdym razie z wyglądu, i zrobił je dla telewizji właśnie.

No nic, dobrego dnia, idę na ponowne spotkanie z Zespołem. Już w piątek zapowiedzieli spotkanie „integracyjne” po próbie… no ciekawe. Jestem gotowa skrócic próbę, bo spotkania integracyjne przy tym tytule teatralnym są czasem ważniejsze niż próby, dają niezwykłe efekty sceniczne…

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.