NIC NIE ISTNIEJE NA PRÓŻNO. św. Tomasz z Akwinu
Krzysztof Kamil Baczyński- zginał jako żołnierz AK w pierwszych dniach Powsatnia Warszawskiego
POLEGŁYM
Nocą, gdy ciemność jest jak zwierzę czarne,
stoi cisza jak lęku drgający biały słup.
I żyła śmerci bije: na marne-drży- na marne,
a rano znów się potknę o rozkopany grób.
A dniem stół pusty stoi, zabrakło na nim rąk,
które by razem ze mną wzniosły kruchą sieć,
a uporczywe twarze i ciała wokół siedzą,
jak gdyby tu przykute miłości mroczną wiedzą,
i głos na ścianach osiadł jak szron i dzwoni:” Leć!”.
I każą mi: ” Zapomnij!”. Więc ręce ciężkie włożyć
w ciężarny ołów gliny i pracy toczyć głaz,
więc jeszcze dzień obrócić, jak mokry piach wyłożyć,
odetchnąć jeszcze śmiercią i jeszcze, jeszcze raz.
A potem znowu noc i słuchać długo trzeba,
jak schodów trzask się wznosi, jak dławi płótno czarne,
a w szyby śniegu bicz: ” Na marne – drży- na marne!”
I życie w gardle tkwi jak ostry kamień chleba,
i czuję was w ciemności bez zmian i bez nieba.
I wtedy trzeba wierzyć, i każą mi:” Zapomnij!”.
I trzeba martwą broń zamienić w krzyż i płomień…..
Ulice moich dróg są wszystkie w górę – stome,
i cienka struga krwi jak lont sie spala – do mnie.
Żelazna miłość – tak – wybucło, zgasło, starło,
pozostał tępy mus, co w pięści tkwi jak gwóżdż.
Zapomnieć teraz, zdrętwieć, milczeniem tak się struć,
żeby mi pisklę ognia na dłoni nie umarło.
Odeszli. Noc po nocy. Coraz to krzyk za gardło
i tylko cisza po nich i dzwoni śniegu słup,
ale się głupie ciało jak ciężki pień uparło,
choć rano – ktoś się ptknie o mój dymiący grób…
Tadeusz Gajcy- Zginął w Powstaniu Warszawskim.
MIŁOŚĆ BEZ JUTRA
Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz
i słowem płochym w śnie poczętym;
puszysta włosów twoich perła
jak promień krągły w pościel spływa,
gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia
rozdziela cienie ciał od lęku.
Mówimy szeptem krwi łagodnej
słuchając w sobie: niech w nas płynie,
niech niesie – światło jak w roślinie
prześwietli serc planety małe
i obudzimy się słuchając
szelestu chmur i grania wody.
Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
co dłoń zdziwiona objąć zdoła,
i trwogi tyle, co zakrzepła
wyryje w twarzy łza jak z ognia
i głosu w nas, co wydać może
w kielichu warg języka ostrze.
Niech płynie w nas- mówimy jeszcze
ten szmer ciemności, póki księgę
obłoków wiatr przegina miękką.
Bo tyle tylko wiary w pieśni,
ile obrazu pod powieką
ziemi odbitej ostatecznie.
W domu cały czas…. Powstanie….Powstanie….Powstanie….W waszych też. Mama siedzi przed telewizorem i płacze , płacze , płacze….ja na próbach i wzruszam się….próbuję zaśpiewać piosenkę Agnieszki Osieckiej „Czerwone maki na ENtej ulicy” to te maki o których się milczy, milczało tyle lat, próbuję i….
Dobrego dnia. Wzruszacie się widząc idących przez Warszawę tych małych harcerzy? Ja tak. A dziś słyszałam, jak jeden starszy pan krzyczał do telefonu komórkowego na ulicy, rano: – Stefan! Pomódl się tam za nas, dziś msza, za nas, ja muszę do żony do szpitala, nie mogę, ale ty się pomódl za nas obu! Pamiętasz Halinę! I za nią i pomódl w moim imieniu! Na przystanku?! Na przystanku to głupio! Do zobaczenia, jak dożyjemy! No to cześć!