NIEŚMIERTELNE NA ZIEMI MOGĄ BYĆ JEDYNIE WIARA I MARZENIA. św. Tomasz Akwinu.
Nie piszę ostatnio bo rodzina ostatecznie zaprotestowała przeciwko mojemu pisaniu i pracy podczas wakcji. Piszę jak nie widzą a ja się „dorywam”.
Bredzę w morzu. Dziś dzień przejęzyczeń. Zamiast idę pobrodzić w morzu wyznałam zgromadzonej na plaży rodzinie: ” Idę pobredzić w morzu” – co by się zresztą jeśli spojrzeć na sprawę z innej strony mniej więcej zgadzało z prawdą, potem mojej siostrze klapki się zakochały w piasku a nie zakopały, a na koniec także ona uroniła sobie, żeby pojechać na wycieczkę rowerową w sam upał! Uronić sobie, jako określenie na nieodpowiedzialną wypowiedż, bardzo mi się zresztą podoba.
Upał potworny, upał nieziemski. Prawdziwe włoskie sierpniowe lato już nadchodzi. Dla nas nie do przetrzymania. Zjeżdżają się tłumy Włochów, już im nie zimno, już chętniej wchodzą do morza, a mały Lorenzzacio i mała Allegra, nasi sąsiedzi plażowi od tygodnia, siedzą w wodzie cały czas, a kiedy ich matka protestuje, Lorenzzacio puka się w głowę wymownie i mówi do niej tonem swejgo ojca: „A ja chcę siedzieć w zimniej wodzie! Po to do niej wchodzę że jest zimna! Zrozumiałaś?! Żeby się ochłodzić ! Bo mi gorąco! Zrozumiałaś wreszcie!?” Allegra jest dla mamy milsza. Ale kiedy oboje krzyczą znad wody żeby szybko przyszła z okularami do pływania, ciastkiem czy żeby zabrać zabawki które im się znudziły, i tupią oboje a Lorenzzo pokazuje władczo palcem gdzie ona ma mianowicie przyjść i to natychmiast, matka zrywa się i biegnie przez plażę ile sił, czym duch, ile tchu, parząc sobie stopy piaskiem bo nie zdąża nawet założyć butów. Co jakiś czas synek staje przed mamą na rozstawionych nogach i coś jej jak głupiej, wolno i dosadnie, zniecierliwony tłumaczy podparłszy się pod boki, jak tatuś i naśladując absolutnie tatusia ton. Rzeczony tatuś, zjawia się przy nich co jakiś czas, na chwilę, wychyliwszy się z baru gdzie śledzi w telewizji wyścig kolarski Tours de France, albo gra w karty lub ping ponga z innymi tatusiami. Wczoraj przyszedł na moment, o coś zapytał, mamusia coś zaszemrała, a on w odpowiedzi rzucił w nią ręcznikiem, dobrze że nie wiaderkiem Lorenzzo i Allegry pełnym piasku bo by ją zabił, przewalił swój pusty leżak i poszedł, czekałam że wróci i zamknie jeszcze parsol nad nią uwięziwaszy ją w środku, ale odszedł i nawet się nie obejrzał w przeciwieństwie do niej, bo ona patrzyła za nim długo i przeciągle. Ciekawe o czym myślała? Są dwie możliowści albo jak go zamordować, jakiej trucizny użyć, albo jak go przeprosić, jaki spósb zastosować aby uśnieżył gniew, czyli uśmieżył. A może długo patrzyła przez łzy, bez ruchu, bo jej było wstyd, wielu spojrzeń które na niej zawisły, spojrzeń czekajacych na jej reakcję. Po dłużej chwili, poruszyła się, zatrzepotała włosami, związała włosy ściślej gumką i pogrążyła się w lekturze, całkowicie ignorując otoczenie. Czyta gazetę Amica, co znaczy przyjaciółka i bardzo mi jej żal. Allegra łasi się do niej jak kotek, kiedy chce pieniądze na lody i tylko wtedy. Żal mi jej podwójnie bo ma na imię Kristina i kiedy inne kobiey zatrzymują plażowych sprzedawców z biżuterią, sukienkami, torbami plażowymi czy świeżymi kokosami, ona zatrzymuje tylko tych z obrusami, i kupuje co jakiś czas obrus. Wczoraj kupiła w marchewki, przedwczoraj pościel w maliny i fartuch kuchenny ze zdjęciami różnych makaronów. Opisuję ją tak szczegółowo, bo mnie fascynuje narastajacy w niej bunt, który ja czuję tak silnie że aż mnie uwiera i niepokoi. Idzie od niej taka fala niepokojącej energii, kiedy tak sobie siedzi sama i myśli, że ja nie mogę się na niczym skupić. Wczoraj poza tym porównanno mnie z nią. Kupiłam kilka dni temu, wnuczce i wnuczkowi zabawki w prezencie, schowałam do bagażnika i zapomniałam nich. Wczoraj wieczorem, postanowłam pojechać, z siostrą na zakupy i lody do sąsiedniego miasteczka, samochodem męża. Przez całą podróż w samochodzie wył alarm, i nic nie umiałam z tym zrobić. Zatrzymywałam się, wyłączałam samochód, włączałam, zaglądałam do niego do środka, pod spód, nic. Alarm włączał się nietypowo w nietypowych momentach i odstępch czasu, wył, i znów nie wył, zdumiewajaco. W nocy, po powrocie z uroczej „alarmowej” wycieczki „pokazałam” problem mężowi, wsiadł, przejechał się, alarm się włączył, posłuchał, pozaglądał, porobił jakieś z alarmem sztuczki, pokiwał głową i uznał że trzeba rano do warsztatu, że sie cos zepsuło i już mieliśmy iść zmartwieni spać kiedy moje dzieci przypomniały sobie że w bagażniku są zabawki a miedzy nimi taka która wydaje różne alarmowe dzwięki za naciśnięciem odpowiedniego guziczka. Wybiegłam do samochodu, miał rację, guziczek z namalowaną na nim karetką, uruchamiajacy sygnał podobny do naszego alarmu samochodowego był na stałe wciśnięty. Wszyscy zaczęli się smiać a ja wtedy usłyszałam: – „Jesteś jak ta z plaży!” No to mnie prawdziwie zatrzymało….A dlaczego właściwie? Że co? Że głupia? ….
No nic. Na razie.