DLACZEGO CHCESZ BYĆ KOCHANYM SKORO NIE POTRAFISZ KOCHAĆ? Johannes Eckhart
Obserwowałam grupę ludzi którzy rozmawiali. Właściwie to nie była rozmowa. Ludzie właściwie nie umieją rozmawiać, rozmowa dla rozmowy, sztuka konwersacji zanikła, interesująca rozmowa, wymiana poglądów, spostrzeżeń, refleksji, wiedzy na jakiś temat, tego się nie praktykuje, to oglądamy w telewizji, na spotkaniach się „opowiada” bawi towarzystwo, bezstresowo. Wracając więc do mojej grupy, wszyscy byli bardzo aktywni, spotkanie było żywe, radosne. Co chwilę wybuchały salwy śmiechu. Przyglądałam się i słuchałam. Grupa wyraźnie dzieliła się na pasywnych, tych którzy pozwalali opowiadać innym, słuchali i reagowali na to czego słuchali i na tych którzy opowiadali. Ci którzy najczęściej opowiadali, właściwe nie słuchali innych, mieli już przygotowaną następną historyjkę, przeczekiwali opowiadania innych z grzeczności i nie wyczekawszy reakcji na żart, historyjkę poprzednika, wyrywali się ze swoją, sami się z niej najgłośniej śmiejąc i bawiąc a ledwo skończyli już mieli następną w zanadrzu, i niecierpliwie czekali na koniec właśnie trwającej, żeby znów „wystąpić”. Byli i tacy którym przypominały się opowieści na skutek tych które słyszeli, opowieści i żarty a propos usłyszanych, ale ci którzy mieli z góry ustalony repertuar nie dawali im dojść do głosu, i właściwie nie zdarzało im się zabłysnąć „na temat” , a jak już opowiedzieli to ci z gotowymi byli tak niecierpliwi że niszczyli im te opowieści i pointy. Nie mniej, rozmowa wszystkim sprawiała przyjemność i bawili się wszyscy wyśmienicie. W pewnym momencie przyszedł „najważniejszy” – ten któremu się udało w życiu wyjątkowo, najbogatszy, najbardziej wpływowy, człowiek sukcesu. Zabrał głos, mówił długo i nudno. Nikt mu nie przerwał. Po każdej jego zdaniu wybuchali śmiechem a jego opowieściom towarzyszyła nadmierna uwaga i sztuczna akceptacja. Nikt nie ośmielał się przerwać, a kiedy „najważniejszy” skończył, zapadała cisza i nikt nie wyrywał się z opowieścią tylko czekano czy „najważniejszy” nie zechce obdarować grupy jeszcze jakimś opowiadaniem. Po jakimś czasie zaczęła się męka, on opowiadał, głównie o sobie zresztą, ale z drugiej strony naprawdę miał się czym pochwalić, wszyscy słuchali, reagowali , śmiali się, ale ciężka atmosfera narastała. Nie widzieli się wszyscy od dawna. Kiedyś byliśmy związani długo, jednym dużym projektem. To „on” dał nam pieniądze na ten projekt, umożliwił jego realizację. To było spotkanie po latach. Ktoś zaczął spoglądać ukradkiem na zegarek, drugi powiedział że musi do domu… po kolejnej opowieści „najważniejszego”, pierwsi wyszli, potem następni… na końcu zostałam z nim sama. Ruszyliśmy w stronę mojego hotelu, on cały czas mówiąc, ja słuchając. Już nie wyrywałam się z własnymi historiami, zdawałam pytania i słuchałam, on pytań do mnie nie miał. „Rozmowa” zmieniła charakter, opowiadał o swoich problemach, z fundacją, firmą, ludźmi, i tym że nikt nie docenia jego męki, poświęcenia i jego geniuszu w domyśle. Rozstaliśmy się wzdychając nad sytuacją, samotnością, marnością i niewdzięcznością ludzką, także niewdzięcznością jego rodziny i dzieci. Kiedy weszłam do pokoju, zadzwonił telefon. Grupa, siedziała w restauracji nieopodal, okazało się że uciekli od „najważniejszego”, spotkali w innym miejscu i teraz zapraszali mnie żebym do nich przyszła, kontynuować „zabawę”.
A wczoraj zadzwonił do mnie „najważniejszy”:
– Słuchaj, tak mi przyszło do głowy, nie pojechałabyś z rodziną, z nami w sierpniu na tydzień na wycieczkę do Norwegii? Wszystko jest załatwione, będzie rewelacyjnie.
– Z nami? To znaczy z kim? Z grupą?
– Nie, wiesz, trzeba jeździć z ludźmi sobie równymi, no w każdym razie ludźmi którzy mają mniej więcej tyle samo kasy, bo inaczej robią się niepotrzebne problemy, wiesz kwadratowe sytuacje… głupio tak mówić, ale mówię jak jest…
– Bardzo mi przykro nie mogę, w sierpniu już pracuję.
– Pracujesz? No to nie pracuj! Przecież to od ciebie zależy kiedy ty pracujesz! Nie?
– Nie. Nie ode mnie. A poza tym nie wiem czy mamy wystarczającą ilość kasy…. czy wiesz, bedzie nas stać na wasz styl spędzania wakcji…
– Nie przesadzaj. Nie jesteś najbiedniejsza, nie? Ale szkoda. No to cześć. Do następnego razu. Jakbyś kiedyś czegoś potrzebowała. Miała jakieś problemy to wiesz gdzie dzwonić. Ja ci pomogę zawsze.
Dawno nie było mi tak głupio. Ale mam jęzor! Niewyparzony.
To było dawno. przypomniałam sobie tę historię bo to było to miasto i ten hotel w którym teraz mieszkam.
Dobrego dnia.