06
Maj
2004
00:05

dziennik 2004-05-06 00:00:00

WRÓĆMY DO WŁADZY ZWYCZAJU. Michel Montaigne.

 

Od jakiegoś czasu niepostrzeżenie wstąpiła we mnie znowu radość życia. Po pierwsze dla tego że pewnego popołudnia zdzwonił mój telefon i od dwudziestu lat niewidziany kumpel z Liceum Plastycznego odezwał się w te słowa: – Kryśka, podobno rzucasz teatr, nie pojechałabyś z nami na palener malarski? Nie malowałś ze sto lat. A mnie zatkało. Zadzwoniłam do męża który jest na wyjeździe bo kradnie z Julkiem Machulskim „Damę z łasiczką” z muzeum w Krakowei obserwując to kamerą, i zawiadomiłam go że po ostanim przedtawieniu w teatrze, po ostaniej „Callas” udaję się na palener malarski z moimi dawnymi znajomymi kolegami i koleżnakami, dziś malarzami, grafikami i architektami i wracam do malowania do tego w plenerze oraz do piwa z sokiem malinowym ktore mi zawsze towarzyszyło w tym malowaniu. Maż jęknał i ze swoistym znawstwem mojej osoby skomentował: -No to trzeba zamawiać biegiem Zachętę i Muzeum Narodowe, bukować terminy, bo czas goni, a dzieła powstaną niebawem. A ja się rozłączyłam w pogardzie dla jego złośliwości. W między czasie znajomi scenografowie zaproponowali żebym udała się na wycieczkę po Grecji z jednym z oddziałów Stowarzyszenai Historyków Sztuki, bo grałam Medeę, Elektrę, Fedrę i Shirley Valentine co znalazła szczęście i siebie na nowo w Grecji, a Grecji nie widziałam na oczy… no i w ten prosty sposób zmieniłam perspektywy i mam nadzieję na rozszerzenie horyzontów….

Teraz czytam w wydruku ze szczotek nową książkę pani Basi Kosmowskiej pt. „Niebieski autobus” i wprawiła mnie ona do tego stopnia w dobry nastrój że zjadłam na sniadanie 800 kalorii, poprawiłam moimi ulubionymi delicjami z nadzieniem o smaku toffi i wróciłam do łóżka żeby czytać dalej. Książka wyjdzie niebawem, niebawem więc i wy będziecie mogli się nią ucieszyć tak jak ja, a tymczasem jest tylko dla mnie. Bardzo lubię jak pisze pani Barbara, połykałam z przyjemnoscią wszystkie jej poprzednie książki, a z „Prowincji” napisałam scenariusz, dla siebie. Raczej szkic scenariusza, ale pracę nad nim zarzuciłam jakiś czas temu nie wierząc że ktoś mi da na realizację pieniądze i z powodu ogólnego zwątpienia w wszystko co dookoła, a przede wszystkim w ludzi. Teraz w przypływie tego niespodziewanego optymizmu i radości pewnie do pracy powrócę bo pomysł na film jest niezły, a i materiał na rolę dla mnie niebagatelny.

Słońce za oknem pomalowało wszystko na żywe kolory, pies zwymiotował pod stołem, gosposia umalowała włosy na czerwono, ja napiłam się wczoraj wina, dzieci wpadły w nałóg oglądania filmów i oglądają po cztery dziennie zarzucając naukę całkowicie, ale i komputer także,  co mnie cieszy. Mama mówi niech uczą się życia, jak nie z życia to z filmów i ma rację, a każdy musi przejść okres „filmowy”, martwi mnie tylko repertuar Milanowskich wypożyczalni, bo wielkich dzieł tu raczej nie ma… no trudno.

Chodzę, nadrabiam zaległe sprawy, domowe obowiązki i lektury, ale cały czas wyobrażam sobie moje przyszłe obrazy. Straciłam swiadomość w trakcie lat pobytu na scenie i przed kamerami, co mi się podoba i jak wyglądałoby to co ewentualnei bym namalowała. Pejzaże nigdy mnie specjalnie nie intersowały, malowanie z natury także, ale na początek może być taka wprawka. Niestety kiedy myslę o malowaniu widzę tylko podupadłe kobiety na czerwonych kanapach na tle tapet w wielkie kwiaty w stylu Matissa, de mode i już było…. ale tylko tak to widzę….

Rozmawiam wiecznie przez telefon z Magdą Umer, która montuje na sobotnią emisję w telewizji nasz koncert z Wrocławia. „Trzymaj sie swoich chmur”. Magda przeżywa tam katusze i płacze ponieważ wymóg telewizji jest taki że koncert emitowany nie może przekroczyc 50 minut, a jak tu zmontować z trzygodzinnego czyli 180 minutowego koncertu 50 minut, tak żeby być zadowolonym? Musi wyciąc wielu śpiewających i umiera z rozpaczy i rozterek. Ja jej mówię żeby wycieła mnie po pierwsze, ale ona mówi że ja wprowadzam inny kolor i dla dobra całości musi mnie zostawić, a szkoda. Płacze histeryzuje i gryzie tam palce, a poza tym krzyczy że po emisji wyjedzie z Polski na długo, bo artyści  słusznie ja pozabijają. Trudność polega także na tym że cały materiał jest naparwde dobry i żal wyrzucac cokolwiek!!! – drze się przez telefon… Biedna Magda, nie zazdroszczę jej. Zaproponowałam żebyśmy obie uciekły z historkami sztuki do Grecji, przyjęła pomocną dłoń z wdziecznością.

Nie mniej wychodzę powoli z okresu kiedy światło i słońce boli. Jesteśmy w przededniu wielkich zmian, bardzo to czuję.

Nie mam wam dzisiaj co sfotografować, no chyba że ślady chorego psa którymi zdobi dom, ale to sobie darujmy. Wystarczy że ja to sprzątam.

Jadę z psem do lekarza a dla Was dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.