11
Luty
2004
06:48

dziennik 2004-02-11 06:48:00

Muszę wam coś opowiedzieć. Jak wspominałam jestem na nartach, we Włoszech. Jak co roku zimowych czasie ferii zimowych moich synów, jak co roku tutaj, w miejscowości bez atrakcji, sklepów, wielu ludzi, a przede wszystkim dlatego tutaj, że niewielu przyjeżdża tu Polaków a ja pozostaję nierozpoznana. W tym roku, w naszym małym hoteliku, z kilkoma pokojami, jest jednak para z Polski. Ona młoda, ładna, radosna i wszystkim zachwycona, on starszy, po przejściach, często zamyślony, trochę gburowaty. Ona chce się zaprzyjaźnić z całym światem, a w każdym razie ze mną, on unika wszystkich, a na pewno nas, naszego polskiego towarzystwa. Ona szuka mnie na lodowcu, podczas obiadów, na basenie, w saunie, on nie pojawia się nigdzie. Ona mówi, że jest z nim od miesiąca i on jest w porządku, rozwiódł się z żoną, ale niestety ma dzieci. Mieli jechać na te narty także z jego dziećmi, ale żona nie pozwoliła, i on wybrał ją, z tego jest dumna, uważa to za swoje zwycięstwo, a tak w ogóle to nie wie jak to będzie z nim dalej, ale na razie jest fajnie, nie myśli o niczym, niczym się nie martwi. Jadą na zakupy! Na wielkie zakupy do Bolzano! Wielkie! Będzie super! I może byłam tam na zakupach? Czy są tam naprawdę eleganckie sklepy? – Nie, nie znam, odpowiadam, ale teraz na zakupy warto, bo są wielkie przeceny. Przeceny jej nie interesują. Fajnie.

Pamiętacie, moje Drogie, książki z dzieciństwa „Mała księżniczka”? „Tajemniczy opiekun”? Oprócz wzruszającej historii i łez wylanych podczas czytania zapamiętałam dokładnie spis i opis garderoby i bohaterki i jej lalki, z którą tatuś, właściciel kopalni diamentów o ile dobrze pamiętam, umieścił córeczkę w szkole z pensjonatem, a zapamiętałyście opisy prezentów, garderoby, kupowanej biednej dziewczynce, sierotce, przez tajemniczego opiekuna z na przeciwka. Każda dziewczyna zapamiętała dokładnie, jestem pewna, szczególnie, że poświecono temu wiele wyszukanych słów. Zapamiętały i zrobiło to na każdej z nas wieeelkie, wieeelkie wrażenie. I pozostało na zawsze jako marzenie. Dlatego też, kiedy byłam mała, i mieszkałam jeszcze w Ursusie, małej robotniczej osadzie zbudowanej dookoła powstających zakładów mechanicznych, dziwiłam się, że nasza młoda sąsiadka, płacze i nie chce wyjechać do Francji do narzeczonego, który obiecał, że jak tylko przyjedzie, on pójdzie z nią do sklepu i kupi jej wszystko, wszystko, ubierze od stóp do głów i więcej. Marzenie każdej kobiety, wydawało mi się spełnione, dlaczego ona tego nie chciała. Nie rozumiał tego nikt, jej rodzice także. Zdaje się, że trochę rozumiała to moja mama, która z nią dłużej rozmawiała. Nie ważne. Potem przez całe swoje dorosłe życie, wszystko, co było mi potrzebne i o czym marzyłam, w zasadzie kupowałam sobie sama, a w każdym razie nigdy właściwie mnie nikt nie utrzymywał, zawsze zarabiałam pieniądze i dysponowałam nimi, pomijając okolicznościowe prezenty czy niespodziane prezenty, które oczywiście dostawałam, rewanżując się równie często. Dzielna kobieta samowystarczalna.

Pewnego dnia, jakiejś wiosny, z moją młodą koleżanką z teatru, Agnieszką Krukówną, będąc z teatrem na występach, weszłyśmy w Nowym Jorku do jednego z najelegantszych i najdroższych sklepów dla kobiet, żeby sobie „obejrzeć i może kupić coś małego”, i spędziłyśmy tam wiele czasu, z prawdziwą rozkoszą delektując się widokiem nieprawdopodobnie luksusowych ubrań, dodatków, bielizny, o astronomicznych cenach. W pewnym momencie zmęczone oglądaniem, usiadłyśmy w wygodnych kanapach dla kilentów i z konieczności zaczęłyśmy obserwować kilka rozkapryszonych kobiet otoczonych sprzedawczyniami i górami pakunków, już kupionych ślicznie zapakowanych rzeczy, kapryszących między stosami dalej przymierzanych sukien i butów. Ani razu nie spojrzały ani na metki a ni na ceny, ani też nie zastanawiały się nad ilością, ciągle wyciągały ręce po coś nowego i wciąż coś nowego im przynoszono. Siedziałyśmy z Agnieszką, obserwowałyśmy ten teatr w milczeniu i nagle Agnieszka ze złością, żalem, oburzeniem, wykrzyknęła: – Krysiu! A co takiego te kobiety zrobiły?! Czym sobie zasłużyły w życiu, że ona tak mogą?! No one takiego zrobiły?! Czego dokonały?! To niesprawiedliwe!” Zabrałam ją szybko stamtąd, do pobliskiej kawiarni, po uspokojenie i pogodzenie się z losem pracującej i skromnej aktorki z Polski.

Piszę to wszystko, ponieważ moja nowa znajoma z Polski, spotkana tu na nartach, opowiedziała mi podczas wczorajszego śniadania scenę… do filmu. Zrobiła ta opowieść na mnie wrażenie tak piorunujące, że siadłam do komputera, nie mogę o niej zapomnieć. Otóż – obudziła się w nocy we wspólnym pokoju z panem „Cichym” jak go nazwałam, i ze zdumieniem obserwowała jak on, ogląda metki na jej wszystkich ubraniach, butach, bieliźnie. Kiedy spytała co robi, po co to robi, o co chodzi, odparł zwyczajnie: „Wiesz liczę tak mnie więcej ile będziesz mnie kosztować gdybym zdecydował się być z tobą dłużej”. Nieprawdopodobna scena. Mnie przeraziła i zaskoczyła, ona, śmiała się opowiadając mi ją, powiedziała, że na szczęście wszystko ma drogie i markowe, a dziś jadą na zakupy! Fajnie.

I jeszcze na koniec. Kiedyś, w butiku w hotelu Mariott, przymierzyłam piękny nieprawdopodobnie drogi płaszcz. Absurdalnie drogi. Kiedy go odwieszałam z westchnieniem na miejsce, właścicielka butiku, obwieszona złotem i brylantami, w odważnym jak na jej wiek mini, roześmiała się: – „No i co nie kupuje pani?” – Niestety – odparłam – jest stanowczo dla mnie za drogi. – „Ma pani za słabego sponsora- zripostowała bez namysłu. Pani koleżanki mają lepszych.” Wyszłam oburzona.

No i tyle. Tak sobie to zapisałam, bo sobie tak o tym jakoś myślałam. Ach, i jeszcze jedno, jest taka anegdota, dotyczy chyba słynnego Kurnakowicza, ale nie jestem pewna – bardzo skąpy, oszczędny i w związku z tym pewnie żyjący samotnie, zazdrościł jednak od czasu do czasu kolegom aktorom, wypranych, uprasowanych ubrań, zrobionych śniadań, uporządkowanego życia, urządzonych imienin i świąt, w związku z tym co jakiś czas pytał któregoś z kolegów… a ile dajmy na to kolega, taka żona może miesięcznie kosztować, co?

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.