12 grudnia 2003, piątek, 04:40
Dagmary, Aleksandra – wszystkiego dobrego.
ZNAJOMOŚĆ BOGA BEZ ZNAJOMOŚCI WŁASNEJ NĘDZY RODZI PYCHĘ. ZNAJOMOŚĆ WŁASNEJ NĘDZY BEZ ZNAJOMOŚCI BOGA RODZI ROZPACZ. (Blaise Pascal)
Musimy zdawać sobie sprawę z własnej ułomności. Pascal jako człowiek słabego zdrowia rozumiał to doskonale. Kult rozumu szkodzi, jeśli człowiek nie podda go refleksji. By nie popaść w rozpacz lub pychę, trzeba odnaleźć Boga. Natura ludzka potrzebuje oparcia w istocie nadprzyrodzonej. Uświadomienie sobie wsparcia duchowego rodzi nadzieje i odpędza tragizm oraz pesymizm egzystencjalny. (Marek Niechwiej).
Pascal! Doszliśmy do Pascala! No to teraz się zacznie!
Blaise PASCAL (1623-1662). Żył 39 lat. Francuski matematyk, filozof i pisarz, krytyk moralności jezuickiej i kartezjańskiego racjonalizmu. Sceptyczny wobec zdolności poznawczych rozumu. Jego Myśli przybierają kształt traktatu moralnego. Moralność musi stać się rutyną. Nie można nauczyć się jej teoretycznie, lecz trzeba praktykować. ¬ródłem etyki pozostaje Bóg, siła wyższa. Filozof znany z koncepcji utylitarystycznej pod nazwą „zakład Pascala”. Udowodnił w niej, iż opłaca się bardziej być teistą niż ateistą. Począwszy od swoich młodych lat zwrócił się ku religii, na której oparł swą etykę. Patrząc na sprawy doczesne poprzez pryzmat wieczności, dystansował się do wielu zbędnych, powszednich problemów, kierując się ku zgłębieniu natury metafizycznej. (Marek Niechwiej)
Moralność musi stać się rutyną, należy ją praktykować – to bardzo aktualne zdanie.
Tydzień temu umarła Zofia Rysiówna. Właściwie jej nie znałam. Widziałam ją raz na scenie w „Wieczorze trzech króli” w Starej Prochowni, w tym pamiętnym przedstawieniu wyreżyserowanym przez Jana Kulczyńskiego, w którym kobiety grały role męskie. Dziś nocą, wracając po próbie z teatru do domu, słuchałam w radio audycji wspomnieniowej o pani Zofii. Mówiła też z archiwalnych nagrań sama. Narzekała, że spotkał ją los Primadonn i Heroin, które w którymś momencie są odsuwane, krzywdzone, z powodu zawiści ludzkiej i ludzkiej małości. Oskarżała swoje młodsze koleżanki, aktorki. Wiem, o kim mówiła, do kogo konkretnie miała za życia pretensje, ale to już dziś bez znaczenia. Kiedy tak jej słuchałam, przypomniałam sobie krążącą w naszym środowisku opowieść o wyjeździe zespołu Teatru Dramatycznego, z którym związana była w pewnym momencie pani Zofia, w tournee za granicę. Jechali autokarami. Na granicy celnik wszedł do tego autokaru, którym podróżowali aktorzy, i głośno spytał: – Czy wieziecie państwo coś specjalnego? Jeden z kolegów, lekko nietrzeźwy, odparł: – Tak! Heroinę! I wskazał na panią Zofię. Po tym żarciku, przeszukiwanie autokaru i bagaży trwało kilka godzin.
Dobrego dnia. U nas, w teatrze, na próbach, histeria spowodowana brakiem czasu i tym jak jesteśmy niegotowi, sięga powoli zenitu. Mnie się mylą wszystkie wejścia i zejścia, rekwizyty i intencje. Ciekawe, co to będzie? Odłożyć premiery nie możemy, bo nasz dyrektor musi się rozliczyć w tym roku finansowym, czy coś koło tego.
Dobrego dnia.
Dołączam do wczorajszych zdjęć z wystawy z Miami jeszcze dwa – pracę pani Abakanowicz, jedyny polski akcent w ekspozycji, i zdjęcie mojego korespondenta, przebywającego właśnie na miejscu, z innym eksponatem.

