25
Styczeń
2003
18:01

dziennik 2003-01-25 18:32:00

25 stycznia 2003, sobota, 18:32

Tacjany, Tatiany, Miłosza, Pawła – wszystkiego dobrego.

PRZYJEMNOŚĆ MOŻE BYĆ UZNANA ZA MIARĘ WSZELKIEGO DOBRA, PONIEWAŻ ORGANIZM DOZNAJE JEJ WÓWCZAS, GDY JEST PRZYSTOSOWANY DO WARUNKÓW ŻYCIA (Herbert Spencer)

Słowa te odzwierciedlają Spencerowski hedonizm. Nie jest to jednak rozkosz duchowa. Dysonans człowiek- przyroda pozostaje zarzewiem napięć w człowieku. Przyjemność nie może być pojmowana w kategoriach zła. Organizm dąży do rozkoszy, w naturalny sposób przeciwstawia się cierpieniu, ponieważ chce własnego dobra. Cierpienie jest syndromem choroby, każdy zasługuje na przyjemność. (Marek Niechwiej)

Tak, pod warunkiem, że poruszamy się w granicach normy człowieczej i społecznej. Poza tym hedonizm i przyjemności są mi bliskie jak nic innego – piszę to zjadając pół kilograma moich ulubionych cukierków musujących, tych z oranżadą w proszku w środku, takich, które mi przypominają dzieciństwo. Ci, co mają tyle lat, co ja, albo coś koło tego, znają przyjemność wylizywania oranżady w proszku z zagłębienia dłoni. Teraz, od jakiegoś czasu można kupić takie cukierki z oranżadą. Cukierki maja twardą skorupkę jak landrynki i dziurki na bokach. Jak się je trzyma w ustach dłużej i ssie, przez te dziurki powolutku wydobywa się proszek o cudnym kwaśno- słodkim smaku który zaczyna musować po spotkaniu ze śliną! Rozkoszne ciumkanie. A po jakimś czasie, największa przyjemność, moment zmięknięcia skorupki, przegryzienia cukierka i intensywne musowanie na języku. Potem już tylko przełkniecie pełne żalu, że koniec. I….następny niestety cukierek. Od jakiegoś czasu, ponieważ od kilku miesięcy jestem namiętnym pożeraczem tych cukierków, powoli, ważę w sobie decyzję czy ich nie wypluwać przed połknięciem, kiedy właściwie przyjemność się kończy. Ale jakoś mnie na to nie stać. Poza tym to obrzydliwe. No, ale wtedy mogłabym ich jeść więcej bezkarnie. No cóż mój organizm dąży do rozkoszy, jak twierdzą wyżej cytowani filozofowie, ale to na pewno nie jest NORMA! Jestem kopnięta. Tyle ze niegroźnie. Trudno, taką mnie Panie Boże zrobiłes to taka mnie masz.

Jeśli chodzi o podróż, to dojechaliśmy szczęśliwie. Jesteśmy na miejscu. A jeśli chcecie pigułkę na uspokojenie o dużej skuteczności – połóżcie na języku cukierka muuusssssjacccccego i włączcie płytę Roda Stewarda – The Great Songbook. Przyjemność długotrwała, bo półtoragodzinna, jeśli chodzi o muzykę. Gwarantuje za efekt i chyba zgłoszę to w urzędzie patentowym.

Dobrego dnia. Dołączam widoczki. Uspakajające. W sam raz na miłą tapetę do komputera, tak na kilka dni.

Wasza Kopnięta na urlopie.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.