23
Styczeń
2003
07:01

dziennik 2003-01-23 07:57:00

23 stycznia 2003, czwartek, 07:57

Marii, Ildefonsa, Rajmunda – wszystkiego dobrego.

KOCHAĆ JEDNEGO JEST BARBARZYŃSTWEM, GDYŻ DZIEJE SIĘ TO ZE SZKODĄ DLA WSZYSTKICH INNYCH. NAWET, GDY SIĘ KOCHA BOGA. (Friedrich Wilhelm Nietzsche).

Miłość symbolizuje oddanie, poświęcenie. Zależy nam na osobie, którą kochamy, i dlatego jesteśmy w stanie ją traktować szczególnie. Kochając Boga, Jemu się poświęcając- oddajemy najlepszą cząstkę swoich uczuć bóstwu nie bliźnim. (Marek Niechwiej)

Myślę, że jest to sprawa indywidualnej potrzeby i wyboru i nie ma powodu tego komentować.

Jak wczoraj wspomniałam czytam wciąż materiały, wydawnictwa, Centrum Praw Kobiet i Fundacji na Rzecz Kobiet i Planowania rodziny. Mam uczucie, że czytam o zwierzętach nie ludziach. Ilość okrucieństwa, patologii, bezmyślności i zła nie mieści się w głowie. A samotność, bezradność tych ludzi, bezduszność przepisów i prawa, rozmiar bezsilności wobec złośliwości i obojętności ludzkiej a raczej urzędniczej, zdumiewa. Wstrząsające i przerażające, ale najbardziej porusza obojętność ludzi dookoła, obojętnych świadków tych tragedii, sąsiadów, nauczycieli w szkołach dzieci z tych rodzin, ich kolegów, przechodniów, wszystkich, którzy się o te tragedie otarli, przeszli koło nich, obserwowali je…Nieprawdopodobne. Cały czas czytając zastanawiam się, co bym sama zrobiła, na co mogłabym liczyć, gdybym pewnej nocy musiała uciekać z domu z dziećmi, ratując je i siebie, przed rozjuszonym pijanym potworem, nauczona poprzednimi doświadczeniami, że pomoc policji w takich sytuacjach, kończy się pouczeniem i kolejnym potem pobiciem z zemsty. Co bym zrobiła sama, często dwojgiem, trojgiem, maleńkich dzieci, w ciąży być może, gdybym znalazła się pewnej nocy czy dnia w sytuacji bez wyjścia, stanęłabym na ulicy i co?…

Ale zastanawia mnie też inny aspekt tych spraw, czy ci mężczyźni, wcześniej w okresie przed ślubem, dziećmi, wspólnym życiem, byli inni? Byli aniołami? Nie zdradzali oznak późniejszych zachowań? Czy te wszystkie kobiety tego nie widziały, nie przeczuwały, nie spodziewały się, że tak może być? Przecież to można wyczytać ze wszystkiego, spojrzenia na dziecko, kota, w rozmowach, po tym jak traktuje swoją matkę, ojca, psa, po dotyku, zachowaniu…

Niepotrzebnie się mądrzę, są środowiska, w których mężczyna nie pomaga ci nieść ciężkich bagaży czy nie otwiera przed tobą ciężkich drzwi, nie podaje płaszcza przy ubieraniu… Dziwię się zakochanej kobiecie, że nie myśli o przyszłości swojej i swoich dzieci z nim, słysząc alarmujące tony w głosie czy oznaki chamstwa i okrucieństwa w stosunku do innych?….Jestem głupia.

I co więcej jestem tu stereotypowo i konwencjonalnie po stronie kobiet, w oczywisty i naturalny sposób, ale jednak. A przynajmniej powoła tych tragedii jest także ich winą, a w każdym razie „na ich życzenie”, jeśli można by tu przy tym temacie użyć tak kolokwialnego wyrażenia…Choćby jedna rzecz, wiele z nich piło z tym mężczyznami, co wieczór, spokojnie, nie myśląc o przyszłości, mówiąc na przykład jak jedna ze zwierzających się pań: „Lepiej żeby pił ze mną w domu, przy mnie, niż na mieście,” – a dzieci? Ich uczucia, rozwój, wychowanie, spojrzenie? Nie mają znaczenia?

Przepraszam, że Was meczę takim tematem. I to poruszając go w sposób tak powierzchowny, za co głównie powinnam przeprosić. Ale może warto, choć przez moment, choćby tylko tak i tylko na sekundę się nad tym zatrzymać…

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.