16
Styczeń
2003
07:01

dziennik 2003-01-16 07:34:00

16 stycznia 2003, czwartek, 07:34

Bernarda, Marcelego, Włodzimierza – wszystkiego dobrego.

KTÓŻ GWOLI SWEJ DOBREJ OPINII NIE POŚWIECIŁ JUŻ KIEDYŚ SIEBIE SAMEGO.(Friedrich Wilhelm Nietzsche)

Przed opinia ogółu niejeden człowiek zaprzecza samemu sobie. Woli wyrzec się siebie niż utracić akceptację społeczną… Jest „swój”. Nie naraża się na ostracyzm kosztem prawdy. Obawa przez innością kształtuje życie wielu z nas. (Marek Niechwiej)

Tak i ja postąpiłam tak, kilka razy w życiu, na szczęście w sprawach drobnych, ale nic nigdy potem tak nie uwierało jak świadomość, że to zrobiłam.

Dziś nocą, właściwie wczoraj, bo skończyło się to o 24.00, byłam w radio z powodu audycji o mnie, na mój temat. Było mi bardzo miło, przyszedł i był ze mną w studiu cały czas Andrzej Wajda, co jest dla mnie wielkim honorem i wyróżnieniem, słuchałam wielu wypowiedzi na mój temat, nagranych wcześniej. Słuchałam mówiących o mnie przyjaciół, męża, dzieci, znajomych, i śmieszyło mnie jak wszyscy unikają słowa „gwiazda” bo wiedza co o nim myślę,  że traktuję je jako obraźliwe. Marek Kondrat wręcz przeprosił mnie, że mu się w stosunku do mnie to słowo wymknęło i wygłosił drobne wyjaśnienie, dlaczego słowo gwiazda stało się ostatnio u nas określeniem pejoratywnym, i jak łatwo i z byle powodu zostaje się u nas „gwiazdą”.

Gwiazda. Kiedyś przed laty, robiłam we Francji film z gwiazdami. Wielkimi gwiazdami – Lino Venturą i Michelem Piccoli. Słuchałam jak rozmawiali o innych gwiazdach, o Belmondo, Delonie, Bardot, Deneuve, Adjani…. Komentowali ich wywiady, postępowanie, wypowiedzi, decyzje zawodowe. Komentowali ze śmiertelną powagą, najdrobniejsze ich posunięcia. Francja jest jedynym krajem w Europie gdzie system gwiazd wciąż instnieje i ma siłę. A bycie gwiazdą prawdziwie zobowiązuje.

Zastanawiałam się wtedy, co to znaczy tak naprawdę, być gwiazdą, co wyróżnia gwiazdę, co ją charakteryzuje. Otóż gwiazda to przede wszystkim wyraźna akceptowana, lubiana, wykreowana indywidualność. To ktoś, kto grając różne role jest dalej sobą, nigdy nie opuszcza, nie rezygnuje z siebie. To zdumiewajace, ale to pierwsza zasada gwiazd. Nie wolno się paradoksalnie dla tego zawodu, zmienić, zdradzić siebie, zabrać widzom swój ukształtowany i zaakceptowany przez nich wizerunek. Odrzucić atrybuty związane z tym wizerunkiem. Trzeba wciąż grać tak samo! Zmiany publiczność nie nawiedzi i nie akceptuje. (Okulary Cybulskiego, zmiana koloru skóry u Marleny Dietrich, – kiedy zagrała cygankę, Rita Hayworth, gdy po rolach tajemniczych kobiet zagrała nagle „złą”).

Pamiętam jak wtedy, we Francji, wciąż słyszałam: Lino (Ventura) nie całuje kobiet na ekranie, nie pocałował nawet Brigitte Bardot ani Romy Shneider, Piccoli nie biega, Belmondo nie uderza kobiety w twarz itd., itd. ..Pamiętam jak na moje pytanie dlaczego Lino nie całuje na ekranie, przecież gra kogoś innego , role , jest w roli, jest kimś innym – usłyszałam zdziwioną pytaniem odpowiedz: -Lino ma chore dziecko, wie o tym cała Francja, jest czułym ojcem i mężem, Francuzi są z nim w nieszczęściu, nikt nie widział tego dziecka , Lino nie pozwolił go nigdy pokazać w mediach , nie udzielił na ten temat wywiadu, ale też nie zdradza rodziny nawet w roli , na ekranie. Żona i dziecko. Pocałowanie innej kobiety nawet w roli, byłoby skazą na jego wizerunku. Zdumiałam się. W filmie który kręciliśmy byłam jego żoną, w chwile później graliśmy scenę w której witamy się pod długiej rozłące – Lino przed kamerą uśmiechnął się na mój widok, przytulił mnie i…. pocałował w policzek. Opowiadano mi, że po pierwszym dniu zdjęciowym w filmie, który kręcił rok wcześniej, zmieniono reżysera, ponieważ w scenie rozgrywającej się w przedziale pociągu, reżyser posadził naprzeciwko Lino, dziewczynkę liżąca dwuznacznie według Lino loda. Lino zagrał, bez słowa, po zdjęciach tego dnia pojechał spokojnie do domu i …następnego dnia zmieniono reżysera…Tak mi to opowiadano. Opowiadano mi też historię o Belmondo, który nawet nie rozmawiał z reżyserem po zaproponowaniu mu scenariusza z rolą dla niego, tylko po przeczytaniu, spotkał się z nim w kawiarni, podszedł do stolika, rzucił scenariusz na stół, i powiedział głośno: „Belmondo nie bije kobiet!” Odwrócił się i wyszedł…

Kiedy kończyłam Szkołę Teatralną , pisałam pracę magisterską na temat sukcesu. Miało to tytuł „Recepta na sukces”. Starłam się zanalizować aktorów, postaci, które zdobyły sukces u publiczności, ich cechy charakteru, ich fizyczności, nastroje i potrzeby publiczności na które oni odpowiedzieli, wizerunki które trafiły na swój „czas”. Analizowałam i postanowiłam potem wyciągnąć z tego wnioski. Przyglądałam się cechom osobowości, sztandarowych gwiazd europejskich i polskich, bo amerykańskie zasady „star systemu”, wydały mi się odmienne i zbyt odległe. I…. wyszło mi wtedy z tej pracy, że żeby zdobyć prawdziwy sukces , być autentyczną gwiazdą w Polsce, trzeba być psem Szarikiem, Czterema Pancernymi albo Matysiakami. Ale wynikała z tej analizy także jedna prawda – nie ma mowy o zmianie, o tym żeby nagle Szarik zdradził Janka, Janek zmienił kolor włosów, albo Pani Matysiakowa ukradła coś w sklepie czy choćby zmieniła sposób bycia czy zareagowała na coś w sposób dla odbiorców niespodziewany, inny…

Tak, bycie gwiazdą to więzienie, dla prawdziwego aktora, „aktorusa”, człowieka, który marzy o transformacji, poszukuje w różnych kierunkach, zmienia się i stara się odejść jak najdalej od siebie, zadziwić widzów umeijetnoscią zmiany. Więzienie. Pęta. Ograniczenie. A z drugiej strony, jeśli się to udaje, taka całkowita odmiana- zyskuje tylko chwilowy podziw, a traci….. coś bardzo , bardzo cennego, miłość i zaufanie widzów …bo jest to prawie zawsze traktowane przez widzów jak zdrada.

Dobrym aktorem teoretycznie może być każdy, gwiazdą nieliczni. Co więcej Gwiazda wcale nie musi być dobrym aktorem w zamian , ale za to, jak się to razem zdarzy …!

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.