9 stycznia 2003, czwartek, 09:02
Marcjanny, Borzyma, Juliana, Marcelego – wszystkiego dobrego.
RÓWNOŚĆ JEST ZNAMIENIEM UPADKU (Friedrich Wilhelm Nietzsche).
Przewartościowanie wszelkich wartości, kult siły. Naturalnym stanem w przyrodzie jest nierówność, słabsi są stworzeni po to, aby służyć (Marek Niechwiej).
Tak, równość być może jest znamieniem upadku, ale każdy porządny człowiek był kiedyś w życiu, choć przez moment, choć w młodości za równością.
Wczoraj przyszła do mnie dziennikarka i powiedziała: Pani aktorstwo było zawsze takie nowoczesne, wszyscy przez tyle lat mówili, „jak ta Janda ona gra, nikt tak nie gra, jakie to nowoczesne”, a teraz? Pani aktorstwo jakby się zrównało z czasem. Tylko wciąż żar w Pani zadziwia. Słuchałam jak wryta. Moje aktorstwo zawsze było realistyczne. Byłam młoda, więc wszystko, co czułam, wyrażałam było buntem, to przywilej młodości, teraz jestem inna osobą, jestem rozsądną, myślącą, pogodzoną ze światem panią, a jeśli nie pogodzoną, to analizującą świat w sposób dużo bardziej racjonalny. Moje aktorstwo już nie jest buntem tylko „ustosunkowaniem” do wszystkiego. Reakcją, rozmową dojrzałego człowieka z rzeczywistością i tematami które muszę „referować”, z uczuciami także. Ciekawe zagadnienie. Na szczęście wciąż czuję, że jest we mnie gotowość na wszystko co nieznane i ryzykowne, dużo większa niż mojego „otoczenia”. Ale za dużo też widziałam, zrozumiałam, grałam, żeby „narywać” się na „głupoty” często zwane eksperymentami, Czy „Mała Steinberg” to aktorstwo nowoczesne czy już nie? Ciekawe zagadnienie. Myślałam, że jest aktorstwo dobre i złe. Że to jedynie kryterium. Okazało się, że istnieją jeszcze inne.
A propos powyższego wczoraj jeszcze ze zdumieniem przeczytałam u pani Julii Hartwig w „Błyskach”: Najpierw artysta uczy się tego, co w sztuce można. Dopiero potem, – czego nie można. Stanęłam nad tym zdaniem zachwycona.
Dobrego dnia. Dziś „Wirginia” w Powszechnym, do niedzieli. Tęsknię za Markiem Kondratem – aktorem.
Zobaczcie jakie ładne zdjęcie.