16
Grudzień
2002
05:59

dziennik 2002-12-16 05:59:00

16 grudnia 2002, poniedziałek, 05:59

Adelajdy, Alicji, Albiny, Zdzisławy – Wszystkiego dobrego.

FILOZOFIA JEST PEŁNYM OBAWY, LECZ RZADKIM ZAPYTYWANIEM O PRAWDĘ BYCIA. (Martin Heidegger)

Zasadą wszelkiej wiedzy jest jej prawdziwość. Bez tego nie można mówić o doświadczeniu ani teorii. To jest pierwszy aksjomat, zakładamy jego istnienie przed przystąpieniem do obrania właściwiej metody badawczej. Zanim rozpoczniemy analizę, obawiamy się, czy wybór dochodzenia do poznania będzie właściwy, czy przyniesie upragnione rezultaty. Dochodzenie do konkretnych wniosków musi zakładać błąd, możliwy do popełnienia przez naukowca. Uwieńczeniem pracy jest właśnie „prawda bycia”, jako najwyższa nagroda dla poszukującego jej filozofa. (Marek Niechwiej)

Zapisuję dziś kolejną myśl filozofa z prawdziwą ulgą i przyjemnością. Wczoraj, z konieczności i ciekawości spędziłam, przy okazji robienia czegoś innego, cały dzień z włączonym telewizorem. Oglądałam po kolei wszystkie kanały telewizji polskiej – i państwowej, i prywatnej – i jestem zrozpaczona, oburzona, upokorzona, przerażona, głupotą, lekceważeniem, sposobem traktowania, poziomem, na którym proponuje mi się temat, zabawę, rozrywkę. Nie mówię o publicystyce i aktualnościach, a o wszystkim innym. Wszystkim! O serialach, i programach seryjnych, które następują jeden po drugim we wszystkich kanałach, czyli o tym, czym karmi się ten Naród bezustannie, codziennie i niezmiennie. Mój Boże! Do czego to dojdzie! Chce mi się płakać. Czy ludzie, którzy robią tę telewizję, decydują o tym, jaka ona ma być, zdają sobie sprawę z odpowiedzialności? Jestem przerażona!!!

Czy wiecie, co to znaczy czytać dorastającym synom, z pryszczami na nosie, wyższym już od matki, z pierwszymi oznakami męskości, scenę balkonową z „Romea i Julii”? Czytać albo słuchać z nimi tych monologów Szekspira, mówiących o pierwszej miłości, o uczuciach? Oglądać scenę łóżkową w noc przed wygnaniem Romea?

Mój starszy syn właśnie przerabia „Romea i Julię” jako lekturę szkolną. Wczoraj, zdenerwowana tym, że w szkole pokazano im nową wersję filmową, tę koszmarną i głupią, uwspółcześnioną z Leonardem di Caprio, w którym scena balkonowa jest sceną na lodowisku zdaje się, obejrzałam z moimi synami jeden z najpiękniejszych filmów świata – „Romeo i Julię” Zefirellego. Absolutnie, skończenie doskonałą ekranizację tego dramatu Szekspira. Wierną i autorowi, i epoce, wspaniale sfotografowaną, graną, zachwycającą w interpretacji. Zachwycającą. To film, który mam zawsze „przy sobie”, przed oczami, w rozumie, w pamięci, w duszy. I to z wielu powodów. Także ku przestrodze przed tak zwanymi pomysłami inscenizacyjnymi klasyki.

Film jak prawdziwe dzieło sztuki zrealizowane ponadczasowo, uniwersalnie, bez ulegania modom sezonowym, jest nadal wspaniały. Nie zestarzał się w niczym, w żadnym elemencie.

Moja radość wczorajsza z przeżycia tego zachwytu na nowo, po latach, w towarzystwie własnych dzieci (kolejnych pokoleń, bo Marysia była zarażona tym uwielbieniem przeze mnie wcześniej), polegała także na tym, że najwspanialsza scena w tym filmie, pojedynek Tybalda i Mercucia i śmierć a właściwie monolog przedśmiertny Mercucia, zrobił na moich synach tak samo piorunujące wrażenie jak kiedyś na mnie. Czy można nauczyć wrażliwości? Film jest tak samo wspaniały jak przed laty. Jest szalony. Ma zawrotne tempo, rozmach, jest tak precyzyjnie i pięknie odczytany i zrealizowany w warstwie psychologicznej, że „zatyka”. Nie istnieje doskonalsza wersja opowiedzenia tej historii. Wszyscy inni są żałośni.

Nie mogąc się oprzeć zrobiłam kilka zdjęć z ekranu, zdjęć ze sceny balkonowej właśnie, i dołączam do tego zdjęcia zrobione przeze mnie w Weronie, podczas tych wakacji, zdjęcia bramy i podwórka domu Julii, który zwiedzaliśmy w tym roku. Zakochani z całego świata starają się tam napisami na murach, na futrynach, na wszystkim, łącznie z domniemanym balkonem Julii, wybłagać los o miłość, o jej siłę i trwanie. Służby porządkowe cierpliwe, co jakiś czas te napisy zmywają, aby zostawić następnym miejsce do pisania w nadziei.

Dobrego dnia.

PS: Czy mogę Was poprosić o nie przysyłanie mi tych kartek wirtualnych z życzeniami, które trzeba czytać wchodząc do innych portali? Mam straszny kłopot z otwieraniem ich i czytaniem. Wymaga to czasu, którego naprawdę nie mam. Dziękuję za życzenia. I dziękuję za te kartki, które dotąd przyszły. Nie wszystkie otworzyłam.

A teraz jeszcze raz dobrego dnia, i zdjęcia.

A tu dołączam zdjęcia z Werony.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.