9 grudnia 2002, poniedziałek, 08:20
Delfiny, Leokadii, Joachima, Wiesława – Wszystkiego dobrego.
SPOŁECZEŃSTWO PRZEKSZTAŁCA ISTNIENIE JEDNOSTKI, KTÓRE PRZEZ TO PRZESTAJE BYĆ NATURALNYM, PRAWDZIWYM ISTNIENIEM. (Martin Heidegger)
Nikt nie może być wolny w otoczeniu tłumu. Sartre twierdził, iż piekło to inni. Degradacja HUMANUM następuje poprzez pozbawienie jednostki jej indywidualności. Nieograniczone, naturalne zdolności ludzkie wypaczamy więzami kultury narzuconej przez większość.(Marek Niechwiej)
Tak, i teraz cały problem w tym, aby ta większość była na jak najwyższym poziomie, aby tej narzucającej wszystkim kulturę większości nie pozostawić absolutnie bez stałej edukacji, ciągnąć ją na najwyższy możliwie poziom, zmuszać do wysiłku intelektualnego i zarazić zbawczym snobizmem kształcenia się i aspiracji do wyższego życia. W Polsce w tej chwili, dookoła obserwujemy karykaturalny bal, którego przebieg, forma, kształt dyktowany jest podlizywaniem się tej większości. Schlebianiem jej najniższym gustom i instynktom. A w wyścigu stratują bez żadnej refleksji wszystko i wszyscy bez wyjątku. Polityka kulturalna, edukacyjna nie istnieje. Istnieje tylko podaż, sprzedaż, popyt, zbyt… itd. To się nazywa wyniszczanie narodu. Zagłada narodu. DEGRADACJA HUMANUM.
Kiedy byłam w Toruniu, kiedy graliśmy w Toruniu, odbyła się premiera w Teatrze Narodowym, premiera „Kurki wodnej” Witkacego w reżyserii pana Jana Englerta, nowo mianowanego dyrektora tego teatru. Co do jakości przedstawienia, zdania są podzielone, ale nie o to w tej chwili chodzi. Dyskusja dookoła Teatru Narodowego i jego nowego ewentualnego dyrektora po rezygnacji ze stanowiska dotychczasowego, Jerzego Grzegorzewskiego – wykończonego, zaszczutego przez krytykę i środowisko, nieszczęśnika, bo już tylko tak mogę o nim myśleć, tak więc dyskusja była gorąca i zażarta, jak przystało na tak ważne zagadnienie, jakim jest Teatr Narodowy, bastion podnoszenia HUMANUM na wysokie poziomy. Nie bez powodu na poznańskim teatrze jego fundatorzy umieścili napis „Naród sobie”, bo to rzeczywiście jest dla Narodu instytucja fundamentalna. Obserwowałam te dyskusje, walki, zamieszania, wypowiedzi, kłótnie, z wielkim znudzeniem. Jaki powinien być Teatr Narodowy? Jakie ma zadania? Cele? Ideały? Obowiązki? Jaki powinien być? W pewnym momencie pomyślałam, że może powinna powstać Wielka Rada Ocalenia Narodowego Teatru WRONT, złożona z krytyków polskich w liczbie około 20, i niech radzą, niech prowadzą, niech ratują. Kiedyś generał Jaruzelski powołał słynną WRONĘ, radę ocalenia narodowego, mamy wzorce do naśladowania.
Życzę Janowi Englertowi wszystkiego dobrego, nie zazdroszczę mu sytuacji i atmosfery dookoła sprawy. Dobry Teatr Narodowy to porządny repertuar, wspaniali reżyserzy i aktorzy. Wielkim zadaniem dyrektora takiej sceny to, oprócz miłości do widza i decyzji służenia Narodowi, jest umiejętność skupienia wokół Teatru Narodowego, najwybitniejszych twórców i organizowanie im możliwie komfortowych warunków tworzenia. Wydawało mi się, że takim, dobrym do tego zadania człowiekiem jest jeden z kandydatów na dyrektora, pan Jacek Weksler; udowodnił podczas swojej dyrektury we Wrocławiu, że potrafi ściągnąć tam największych, i pana Jarockiego, i Lupę, i Wajdę, i młodych najzdolniejszych z Polski, i właściwie każdego z Europy także, jeśli zaszłaby taka potrzeba, każdego, kto przyniósłby scenie korzyść, przysporzył i wielkości, i splendoru. Jak mawia pan Jacek (i słusznie), wszystko jest kwestią ceny i braku uprzedzeń, dobrej atmosfery. I on umiał tę atmosferę i „kasę” zorganizować. Wszyscy, nawet najwięksi na świecie, mają cennik, oddadzą talent, geniusz często, wyobraźnię, wszystko w Służbie Narodu, tylko to ma określoną cenę. I tak rzeczywiście jest. To działa. Pod warunkiem, że nie ma Obrazy, Nienawiści, Niechęci, Kłótni, Zaszłości, Złych Słów, Złej Krwi! Potrzebny jest więc Człowiek Ocalenia Teatru Narodowego. Człowiek pogodzenia raczej. W wypadku człowieka, neutralnego, posiadającego autorytet i umiejętności negocjacyjne z artystami, co nie należy do częstych umiejętności, bo to jak „saperska robota – robienie przy bombie”, tak więc w przypadku dodatkowo dobrego organizatora, światłego człowieka i Europejczyka, może się operacja OTN udać, OTN czyli Ocalenie Teatru Narodowego. Czy uda się to Jankowi Englertowi? Też artyście? Oby i były takie przykłady w historii… Życzę mu tego z całego serca. Życzę tego i nam. Życzę tego Narodowi.
Dobrego dnia. W Toruniu zagrałam ostatnie spektakle w tym roku. Sezon 2002 zakończony.
Oto kilka zdjęć zrobionych w sobotę podczas grania Opowiadań zebranych. Pozdrawiam.







