7 grudnia 2002, sobota, 06:44
Agatona, Ambrożego, Marcina – Wszystkiego dobrego.
ŻYCIE JEST DOŚWIADCZANIEM ŚMIERCI. (Martin Heidegger)
Istnienie zmierza ku śmierci (Sein zum Tode). Każdy dzień wiąże się z ryzykiem utraty życia lub zdrowia. Istnienie jest kruche, doświadczamy tego nie tylko poprzez obserwację śmierci innych, lecz także żyjąc z myślą o swojej własnej śmiertelności. (Marek Niechwiej)
Dziś Wam opowiem takie dwie historie, na które wczoraj się „nadziałam”.
Pewien mój znajomy, król życia, czaruś, miglanc, utalentowany artysta i szaławiła, całe życie w ramionach i przy pomocy kobiet. Zachorował, na stwardnienie rozsiane. W momencie, kiedy tymczasowa kolejna rodzina dowiedziała się o tym, został sam, bez środków do życia, domu, pomocy, opuszczony. W chwilę później, przypadkowo, poznał Hanię. Pielęgniarkę z hospicjum dla dzieci. Samotną i czułą. Wzięła go do siebie, zajmuje się nim, utrzymuje, kocha go i jest wiecznie uśmiechnięta, jakby dostała największy prezent od losu – jego. On twierdzi, że ten czas powolny jego umierania, to czas najpiękniejszy w jego życiu. Nigdy tak nie kochał i nie był kochany. Są nadzwyczajnie szczęśliwi.
Drugi mój znajomy, kolega, bałamut, piłkarz, sportowiec, cwaniak, zabawowy mężczyzna, również artysta, zachorował również, stwierdzono stwardnienie rozsiane. Jego żona na wiadomość o chorobie zostawiła go z dwiema córkami, uczennicą i licealistką, i uciekła do Niemiec. Najpierw w pierwszych etapach choroby dawał sobie jakoś radę, potem córki, czule się nim zajmując, doprowadziły, powolutku i spokojnie, do śmierci. Tuż przed śmiercią wysłał mi taśmę z nagranym Mahlerem, muzyka z filmu „Śmierć w Wenecji”. Nie pisał już, nie chodził, nie mówił, ale córki powiedziały mi, że umierał szczęśliwy.
Wczoraj los zetknął mnie przypadkowo z obiema tymi historiami, przypomniał mi je, stanęły na mojej drodze.
Jadę do Torunia. Gram dziś Opowiadania zebrane, jutro Virginię. Nie napiszę do Was. Odpoczywajcie.
A na koniec w ramach nauki fotografowania moim nowym Canonem Power-Shotem G2, zdjęcia z naszej stołówki zakładowej, czyli bufetu Teatru Powszechnego.
Dobrego dnia.





