29 listopada 2002, piątek, 08:21
Dawida, Dominika, Gerarda, Tomasza – wszystkiego dobrego.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ NIE POWSTAJE WYŁĄCZNIE W DZIEDZINIE MORALNEJ. (Roman Ingarden)
Za wszystko jesteśmy stale odpowiedzialni. Każdy uczynek rodzi zobowiązanie. (Marek Niechwiej)
Mieliśmy odwiedziny pan domu. Taty, zięcia, szwagra i męża. Był dwa dni.
Oto rozmowa śniadaniowa, która wszystkich, zupełnie nie wiem dlaczego, doprowadziła do łez ze śmiechu. Ja bym się tak nie śmiała i nie lekceważyła moich gróźb!
ŻONA: – Znowu wyjeżdżasz! Ja tego nie wytrzymam. Już nie mam siły! Wciąż jestem sama ze wszystkim. Nawet pokłócić nie mam się z kim. To okropne.
MĄŻ: – Przecież ty lubisz jak mnie nie ma. Nikt ci nie przeszkadza i nie zawraca głowy. A poza tym, zawsze jak wracam, mam uczucie, że wpadam w sam środek jakiegoś kataklizmu, jakby mnie zaczynała porywać trąba powietrzna. Za każdym razem muszę się do tego przyzwyczaić. Przecież ja ci nie mogę w niczym pomóc. Nikt z nas nie może. To twoje dzieło ten Krzyż i tylko ty go możesz tam zanieść, gdzie ma stać.
ŻONA: – Ale masz być!
DZIECI: – Tato, nie przejmuj się, my to wytrzymujemy codziennie.
MAMA ŻONY: – Dziwne, bo za każdym razem jak wyjeżdżasz, nagle w ciągu jednego dnia wszystko się psuje. Kończą się żarówki, psują kontakty, zacinają elektryczne drzwi, fiksuje maszyna do kawy, zmywarka, protestują lodówki, spadają karnisze, psują się telewizory, radia, magnetofony, wszystkie piloty od urządzeń odmawiają posłuszeństwa, stają zegary, nie zapalają lampy w ogrodzie. Dziwne.
MĄŻ: – Nie dziwne, tylko ja się tym wszystkim zajmuję. Zmieniam baterie, wyłączam wszystko, dokręcam, domykam stale, tylko wy tego nie widzicie. A zegary się czasem nakręca, wiecie? Czy to dla was nowość?
DZIECI: – Tato, nie przejmuj się, one i do nas mają o wszystko pretensje.
MĄŻ: – Błagam cię Krysiu, gdybym umarł, masz natychmiast znaleźć jakiegoś mężczyznę, który zajmie się tobą i domem.
ŻONA: – To będzie trudne. Większość ma dwie lewe ręce. Nie umie nawet wkręcić żarówki. I nie mają poza tym poczucia humoru. Nie ma o czym mówić! Ze mną nikt poza tym nie wytrzyma! Nie możesz umrzeć, bo masz obowiązki! Nie możesz mi tego zrobić!
DZIECI: – A jak mama umrze wcześniej? To ty też sobie będziesz kogoś szukał w zastępstwie?
ŻONA: – OOOOOOoooooo! W żyyyyyciu! Nie poooooozwalam!!! Nigdy!!! Tego nie daruję! Będę was straszyć po nocach! Nękać! Męczyć jako duch. Urządzę wam takie życie, że popamiętacie! A tę Krowę! Małpę! Koczkodana! Przygłupa! Kocmołucha! Bezczelną! Bździągwę! Zdzirę! Wypędzę z domu wyciem i szczękaniem łańcuchów! Nie dam wam żyć! Żebyście sobie zapamiętali! Żeby ci nawet do głowy nie przychodziło! Wykluczone! Ja bym chyba umarła!!!
DZIECI: – Przecież już nie będziesz żyła!
ŻONA: – To się jeszcze okaże! Nie znacie mnie! Ze złości i zazdrości ożyję, żeby się zemścić.
DZIECI: – Tato, to już wyjedź i sobie jeszcze trochę odpocznij. My tu będziemy się męczyć dalej.
Dobrego dnia.
Dziś znów Mała Steinberg, ku mojej przyjemności i radości. Wczoraj było bardzo miło. Dołączam zdjęcia ze spotkania z publicznością po spektaklu krakowskim w teatrze Groteska. Koło mnie pani terapeutka odpowiadająca na pytania dotyczące choroby, i udzielanej pomocy.







