13 listopada 2002, środa, 06:48
Arkadego, Mikołaja, Stanisława – wszystkiego dobrego.
CZYMŻE JESTEM JA, KTÓRY GDZIEŚ KRYJE SIĘ „POZA” PRZEŻYCIAMI, A JEDNAK W NICH „ŻYJE”, W NICH SIĘ WYŁADOWUJE, W NICH OSIĄGAM WYRAZISTOŚĆ MEGO BYTU, W NICH DOCHODZĘ DO ZBUDOWANIA SAMEGO SIEBIE? Czymże JESTEM JA, NIE ÓW KAWAŁ MIĘSA I KOŚCI, LECZ JA Z KRWI I KOŚCI MYCH WYRASTAJĄCY, CZŁOWIEK DZIAŁAJĄCY? (Roman Ingarden)
„Ja” – symbolizuje nie moje ciało, lecz przede wszystkim mnie jako twórcę. To, iż żyję, oznacza działanie, poprzez które oddziałuję na otoczenie i zarazem kształtuję siebie, w nim się wyładowuję, nim osiągam wyrazistość mojego bytu. Zawieram się więc w psychice, która chce działać, emanować, tworzyć. Wyrastam ponad siebie.
Wróciłam. Było w porządku. Olsztyn, Bydgoszcz. Opowiadania zebrane, Virginia, po dwa razy dziennie. Orka. Pokazuję kilka nieszczęsnych zdjęć, które przywiozłam z tego wyjazdu. Stałam całe trzy dni na scenie, po kilka godzin, razem z próbami. Zapamiętałam więc z tego wyjazdu tylko to, co na zdjęciach. Pomnik „Bohaterskim Żołnierzom Armii, Modlin, 1 września 1939” – zrobił na mnie wrażenie, z bliska szczególnie; i lustra w garderobach.






A teraz opowiem Wam, jak kobiety opowiadają żarty:
Pierwszy żart jest taki:
„Spotyka się kura z kurą i jedna pyta drugą: – Gdzie twój mąż? Ta odpowiada: – Aaaa, grzebie przy samochodzie”.
A teraz ten sam żart opowiadany przez moją koleżankę, aktorkę zresztą: „Spotyka się kura z kurą i jedna pyta drugą: – Gdzie twój mąż? Ta odpowiada: – Aaaa, naprawia samochód”.
Drugi żart: „Dwie blondynki siedzą w szambie. Podjeżdżają szambiarze: – A za co tu siedzicie? Odpowiadają: – Za kupy”.
Ja opowiadam: „Podjeżdżają szambiarze. – Co tu robicie? – Skupiamy się”. Itd., itd. Czy to jakaś dolegliwość umysłu? O co to chodzi? Blondynki?
I dwa nowe, dziś usłyszane, o pączkach:
„Skąd się bierze marmolada? – pyta Blondynka Blondynkę. – No wiesz! Trzeba obrać pączka!”
„Pan pyta dziewczynkę, która samotnie i smutno stoi pod szkołą: – Chcesz na pączka? – A jak to jest na pączka? – pyta dziewczynka.”
No i tyle, nie jestem w najlepszym nastroju, więc przynajmniej napisałam sobie żarty. Niewybredne zresztą, za co przepraszam.
„Callas„! „Callas„! Gram znów Callas po siedmiu miesiącach przerwy. Wczorajszy wieczorny spektakl to wyczyn. Jeszcze dwa dni.