22
Październik
2002
06:10

dziennik 2002-10-22 06:43:00

22 października 2002, wtorek, 06:43

Józefiny, Klaudii, Filipa, Marka – Wszystkiego dobrego.

KLAUDIA – imię łacińskie, żeńska forma imienia Klaudiusz (kulejący, wahający się). Klaudia posiada wdzięk i urok, jest delikatna i wrażliwa. Niecierpliwa i nerwowa w wielu sprawach, z powodu wątpliwości w swoje decyzje, słuszności spraw, lęku, co do ich biegu. Zazwyczaj los jej sprzyja, więc często spełniają się jej zamierzenia i marzenia. Jest niezwykle skora do pomocy innym, wiecznie zajęta charytatywnym działaniem, zbiórkami darów dla potrzebujących. Lubi się poświęcać a sprawiedliwość jest dla niej ważna ponad wszystko. Nie wyobraża sobie życia bez uczuć. Jest wspaniałą żoną i kochanką. Dzień – piątek, kolor – błękitny, kamień – lapis-lazuli, roślina – kamelia, owoc – mandarynka.

Wczoraj byłam w Teatrze Nowym na przedstawieniu „Testosteron”, sztuce napisanej przez Andrzeja Saramonowicza. Świetnie grana, zrobiona, świetnie. Ale przede wszystkim zdumiał mnie tekst. Sam utwór. Takiej literatury teatralnej nie ma w Polsce w ogóle, nikt, absolutnie nikt nie potrafi pisać tak dla teatru. Zabawnie, inteligentnie, lekko. Jest to skonstruowane, ma świetne dialogi, napisane są role, charaktery, i wynika z tego tekstu ogólniejsza refleksja a raczej śmiech z nas samych, z czasów, w jakich przyszło nam żyć, z naszych zachowań, przyzwyczajeń, stereotypów. Utwór dziś absolutnie na wagę złota. Ten gatunek literatury znamy tylko importowany z innych krajów, brzmi w nim i Hrabal, i angielscy autorzy – specjaliści gatunku. Szkoda tylko, że nie ma jeszcze piętra, które miały np. „Rozmowy przy wycinaniu lasu” Tyma, a jedyna scena unosząca się ponad całość to scena walczenia z „pawiem”, z organizmem targanym nudnościami. Ale nie ma co narzekać. Ten tekst to pierwsza jaskółka gatunku scenicznego będącego w całkowitym zaniku, a którego publiczność pragnie jak wody na pustyni, czemu wczoraj niespodziewanie napojona, dała wyraz. A jej wdzięczność za to, że może śmiać się i usłyszeć polskie skojarzenia, odniesienia, żarty, po prostu nie ma granic. Świetny wieczór. Spektakl podobno jest spektaklem „latającym”, granym tam gdzie go „wpuszczą”. No, ale to temat na osobne omówienie. Drugim tematem jest słyszalność. Szkoda, że aktorów świetnie, naprawdę świetnie grających, nie zawsze słychać, no ale to też inne zagadnienie, dykcyjno-emisyjne problemy a dodatkowo zdaje się, że wybuchy śmiechu i radość widowni wprowadzają zaburzenia w wartkości dialogu, dużo rzeczy ucieka, aktorzy jakby nie umieli się z tym zsynchronizować, jakby bali się, że stracą prawdę. A szkoda.

Ja dziś mam pierwszą próbę Mewy Czechowa w Teatrze Studio.

Wysyłam Wam zdjęcia z pierwszej inscenizacji z roku 1898. To właśnie dzięki temu spektaklowi, reżyserowanemu przez Stanisławskiego i Niemirowicza-Danczenko, nastąpiło odkrycie i zaakceptowanie przez publiczność dramaturgii Czechowa i niesionej przez niego, nowej wtedy idei teatru. Wcześniej miał tylko niepowodzenia. Dwa zdjęcia – z I aktu i z aktu IV. Trzecie zdjęcie to pierwsza próba czytana, z Czechowem obecnym (na zdjęciu), taka próba, na którą ja dzisiaj idę. Nie sądzę jednak, żebyśmy zrobili sobie zdjęcie, a nawet gdybyśmy je zrobili, czy miałoby ono później inną funkcję niż prywatnej pamiątki. Ale kto wie! Z drugiej strony, skąd oni wtedy wiedzieli, że trzeba robić zdjęcie? Czechow był nieznany, teatr i zespół zaczynał dopiero?

Dobrego dnia. I róbcie zdjęcia. Przy każdej okazji. Potem…. nigdy nie wiadomo.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.